Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jakub Kucharczuk  30 listopada 2018

Rozproszmy Kraków! Deglomeracja to nie tylko Warszawa

Jakub Kucharczuk  30 listopada 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Rozproszmy Kraków! Deglomeracja to nie tylko Warszawa Fot. Wikimedia

Deglomeracja przebiła się do mainstreamu. O jej konieczności wspominają politycy wszystkich opcji politycznych, a eksperci debatują, które instytucje przenieść z Warszawy do mniejszych miast. Niestety na pustych słowach się kończy. Rządzącym wciąż brakuje odwagi, aby odwrócić niekorzystny trend centralizacji, a średnie miasta z każdym kolejnym rokiem się wyludniają i tracą na znaczeniu. Nowe władze województwa małopolskiego mają szansę dać dobry przykład i zgodnie ze swoimi obietnicami przenieść wojewódzkie instytucje do Tarnowa i Nowego Sącza. Zyskają na tym nie tylko te miasta, ale również Kraków i cała Małopolska. Dlatego uruchamiamy petycję do marszałka Witolda Kozłowskiego, by zarząd województwa zdecydował się na ten odważny, ale niezwykle potrzebny ruch.

Problem nadmiernej centralizacji naszego kraju dostrzega wielu polityków. Jak wielokrotnie przypominaliśmy argumenty za takimi działaniami znajdziemy w programach Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej, Kukiz’15, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Zjednoczonej Lewicy i Partii Razem. Niedawno do grona zadeklarowanych zwolenników deglomeracji dołączył prezydent Andrzej Duda.

Kilka tygodni temu w wywiadzie udzielonym Rzeczpospolitej mówił: „W Małopolsce mamy trzy ważne miasta: Nowy Sącz, Tarnów, a wszystko jest skoncentrowane w Krakowie. Mam duże wątpliwości czy instytucje nie powinny być bardziej rozproszone. Wszyscy zdają sobie sprawę, że to będzie trudne i ryzykowne politycznie. Zachwyt będzie w mieście, które ma 50 tysięcy mieszkańców, a w Warszawie będzie spore niezadowolenie. Natomiast ważne jest, jakie to miałoby skutki długofalowe z perspektywy całego państwa. Podzielam zdanie ekspertów, którzy mówią, że to byłyby działania korzystne dla państwa” – podsumował Andrzej Duda.

Przypominamy, że ideę „rozproszenia Warszawy” Klub Jagielloński promuje od lipca 2015 roku. Na przełomie 2017 i 2018 przeprowadziliśmy akcję, którą miała skłonić rząd do umiejscowienia Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Nowym Sączu. Udało nam się przekonać rządzących do sformułowania precedensowego przepisu w ustawie, ale urząd ostatecznie mieści się w stolicy. W lipcu tego roku wydaliśmy systemowy raport „Polska średnich miast”.

Rozproszenie Warszawy nie wystarczy

Ze względu na stopień centralizacji Polski zwykle, gdy mówimy o deglomeracji koncentrujemy się na przenoszeniu instytucji z Warszawy do innych stolic województw. Jednocześnie jak wykazują eksperci – choćby prof. Przemysław Śleszyński we wspomnianym raporcie dla Klubu Jagiellońskiego czy autorzy niedawnego raportu NIK – najbardziej zagrożone są dziś ośrodki średnie, w tym miasta które straciły status stolic województw w efekcie reformy administracyjnej 1999 roku. Przeniesienie ośrodków wojewódzkich z dzisiejszych stolic do miast średnich może być politycznie łatwiejsze, społecznie i gospodarczo a jednocześnie rozpocząć debatę o policentrycznych województwach, w których administracja będzie skoncentrowana w kilku, a nie jednym ośrodku.

Okazja do zainicjowania poważnej debaty i realnych działań jest dziś na wyciągnięcie ręki w Małopolsce. „W Krakowie jest tyle instytucji, że te nasze gdzieś giną, w mniejszych ośrodkach miałyby o wiele większe znaczenie” – tłumaczył w czerwcu tego roku ówczesny radny sejmiku województwa.

Tak się składa, że autor powyższych słów, Witold Kozłowski, został właśnie marszałkiem województwa małopolskiego. „Według Witolda Kozłowskiego nic nie stoi na przeszkodzie, by np. Zarząd Województwa Małopolskiego na czele z marszałkiem stale obradował w Tarnowie, a sejmik zbierał się w Nowym Sączu” – pisał Dziennik Polski.

Wraz ze zmianą władz w województwie małopolskim pojawia się wreszcie niepowtarzalna okazja, żeby słowa przekuć w czyny i zrobić tak bardzo potrzebny pierwszy krok.

Ratusz Marszałkowski w Tarnowie – czemu nie?

Wyśmienitą okazją do „rozproszenia Krakowa” jest planowana budowa nowego Ratusza Marszałkowskiego. Do budowy olbrzymiego kompleksu (powierzchnia biurowa powyżej 40 000 metrów2) w centrum Krakowa, który stanie się siedzibą dla sejmiku, zarządu, marszałkowskich departamentów oraz spółek związanych z województwem, przymierzano się już od dawna. Na inwestora wybrano Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego (dalej: MARR; jego właścicielem jest województwo), która powołała spółkę celową Regionalne Centrum Administracyjne.

Co więcej, wykupiono niezwykle atrakcyjną działkę w okolicach Ronda Grzegórzeckiego oraz rozstrzygnięto projekt architektoniczny. Według planów wojewódzkie centrum administracyjne miało być ekologiczna perełką spełniającą najwyższe standardy. Przetarg budowalny rozpisano na początku roku, a jego rozstrzygniecie zaplanowano w kwietniu. Mamy jednak prawie grudzień, a po kilkukrotnym przełożeniu otwarcia ofert przetarg jest dalej nierozstrzygnięty. Powód? Brak funduszy na realizację tak dużego projektu. Projekt początkowo warty 220 milionów złotych jest już nieaktualny. Według ekspertów w związku ze zmieniającą się sytuacją na rynku budowlanym potrzeba co najmniej 300 milionów. MARR, który ratusz chciał budować ze środków własnych i kredytów, takich funduszy nie ma. Smaczku dodaje fakt, że na rozpoczęciu tego projektu niezwykle zależało odchodzącym właśnie władzom województwa z Platformy Obywatelskiej, które chciały postawić nowego marszałka z Prawa i Sprawiedliwości przed faktem dokonanym.

Już wiemy, że to się nie udało. Nowo wybrany marszałek województwa małopolskiego Witold Kozłowski, któremu temat deglomeracji jest nieobcy, ma więc niepowtarzalną szansę spełnić marzenia swoje oraz prezydenta Andrzeja Dudy o „rozproszeniu” Krakowa.

Od czego powinien zacząć marszałek Kozłowski? Najmniej kłopotu sprawi przeniesienie zarządu województwa oraz obrad sejmiku małopolskiego do Tarnowa. Równolegle trzeba przemyśleć dalsze rozproszenie wojewódzkich instytucji – nie ma przecież żadnych większych przeciwwskazań przeciwko ulokowaniu nowej siedziby Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w Nowym Sączu, a nie w Krakowie. Podobnie w przypadku Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej czy kilku innych instytucji podległych województwu, które obecnie mają swoją siedzibę w Krakowie.

Oczywiście najtrudniejsze będzie przeniesienie departamentów urzędu marszałkowskiego (UMWM). Obecnie w rozsianych po całym Krakowie budynkach pracuje niewiele ponad tysiąc urzędników, nie jest więc możliwe postawienie wszystkiego na głowie i przeniesienie ich do Tarnowa z dnia na dzień. Decydując się na deglomerację UMWM (co w moim przekonaniu należy zrobić) potrzebny jest więc kilkuletni plan stopniowego przenoszenia departamentów oraz zatrudnienia nowej kadry pracowniczej.

Zyska Kraków, mniejsze miasta i wojewódzkie instytucje, zyskają mieszkańcy

Pomysł „rozproszenia Krakowa” może wydawać się absurdalny. Po co „okradać” dynamicznie rozwijającą się stolicę Małopolski z miejsc pracy? Argumentów jest kilka.

Po pierwsze, bardziej zrównoważony rozwój jest na rękę mieszkańcom całego województwa. Mieszkańcy Krakowa zyskają mniejszy ruch na ulicach czy mniejszy smog. Mieszkańcy mniejszych miast ożywienie gospodarcze oraz szansę na lepiej płatne etaty. Decydenci szansę na spoglądanie na Małopolskę nie tylko z perspektywy Krakowa.

Po drugie, zyskują na tym urzędy. Nie jest tajemnicą, że w sytuacji, kiedy największym pracodawcom w mieście dokucza brak pracowników, urzędy nie będące w stanie konkurować pensjami z korporacjami, mają olbrzymie problemy kadrowe. Tymczasem pensje, które w Krakowie nie robią na nikim wrażenia, w Tarnowie czy Nowym Sączu będą atrakcyjne – koszty życia w tych miastach są zdecydowanie niższe. Co więcej, koszty budowy nowego ratusza czy biurowca MARRu będą dużo niższe niż w Krakowie.

Oczywiście zyskają na tym miasta, do których zdeglomerujemy instytucje. Tysiąc nieźle płatnych etatów nie ma większego wpływu na gospodarkę Krakowa, dla miast pokroju Tarnowa czy Nowego Sącza będzie to jednak kolosalny handicap i szansa na odwrócenie niekorzystnych trendów. Nie oszukujmy się, że nagle wszyscy młodzi ludzie zaczną zostawać w tych miastach. Jest jednak szansa, że jakaś część z nich mając perspektywę dobrych zarobków w rodzinnym mieście, wróci do niego po studiach.

Tarnów jest obecnie jednym z najszybciej wyludniających się miast w Polsce. Grozi mu utrata funkcji, które do tej pory pełnił. Utrzymanie miasta przy spadającej liczbie mieszkańców też jest coraz większym problemem. Nowy Sącz również traci mieszkańców. Odwrócenie wyludniania się tych miast poprzez ulokowanie tam nowych miejsc pracy pozwoli nam uniknąć problemów z upadkiem tych miast w przyszłości.

Wreszcie zyska na tym Kraków. Mając ambicje metropolitarne miasto powinno dołączyć się do deglomeracyjnej kampanii „rozproszyć Warszawę” i wraz z innymi polskimi miastami domagać się od rządzących wprowadzenia w życie prawdziwej policentryzacji i przeniesienia instytucji państwowych poza stolicę. Rozproszenie instytucji wojewódzkich pozwoli Krakowowi stać się deglomeracyjnym pionierem oraz „stworzy miejsce” na centralne instytucje. Czemu by nie przeznaczyć działki zakupionej pod budowę ratusza marszałkowskiego na nową siedzibę Najwyższej Izby Kontroli lub Głównego Urzędu Statystycznego?

***

Marszałek województwa małopolskiego Witold Kozłowski może być pionierem regionalnej deglomeracji w Polsce. Co ważne, nie powinien być w swoich działaniach osamotniony. Niewiele systemowych inicjatyw może pochwalić się bezpośrednim poparciem prezydenta Andrzeja Dudy. Również premier Morawiecki, zgodnie ze swoją sztandarową Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, powinien spoglądać przychylnym okiem na „rozproszenie Krakowa”. Dlatego inicjujemy petycję w tej sprawie, która – mamy nadzieję – skłoni władze województwa do zdecydowanych działań, które pozwolą na bardziej zrównoważony rozwój Małopolski.

[PODPISZ PETYCJĘ]

Wierzymy też, że dyskusja o deglomeracji regionalnej dopiero się zaczyna. Obecny rząd, któremu bliska jest w teorii idea rozwoju solidarnego terytorialnie, niestety nie podjął dotąd odważnych działań w zakresie „rozproszenia Warszawy”. Trend jest raczej odwrotny. Mimo precedensowego przepisu w ustawie o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców jego siedziba mieści się w Warszawie, a rząd przyjął właśnie projekt ustawy, która przenosi jedną z nielicznych pozawarszawskich instytucji centralnych, Polską Agencję Kosmiczną, z Gdańska do Warszawy.

Skoro decydenci na poziomie ogólnokrajowym wciąż boją się deglomeracyjnych eksperymentów, to być może powinniśmy zacząć od deglomeracji „szczebel niżej”. Prawo i Sprawiedliwość ma dziś, po przejęciu władzy w wielu województwach, unikalną szansę, by realizować w nich politykę zgodną z duchem Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i swoim programem politycznym.