Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Zadłużone miasto bez metra i prezydenta. 5 powodów, dla których Kraków jest wyjątkowy

Zadłużone miasto bez metra i prezydenta. 5 powodów, dla których Kraków jest wyjątkowy Zamek Królewski na Wawelu, źródło: Envato

Co sprawia, że Kraków jest wyjątkowym miastem na mapie Polski? Kluczowy dla zrozumienia tego, co dzieje się w Grodzie Kraka, jest rzut oka na jego sytuację społeczno-ekonomiczną. Stolica Małopolski jest dzisiaj krainą wielkiego długu, nieuregulowanej turystyki i nietypowej dla polskiego samorządu polityki.

1. Najbardziej zadłużone miasto Polski

O długach Krakowa rozmawia się w przestrzeni publicznej już od jakiegoś czasu. Był to jeden z czynników zapalnych, które doprowadziły do wzburzenia krakowian i w ostateczności do odwołania w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego.

W końcówce 2025 roku dług Krakowa w wartościach nominalnych sięgnął 7,8 mld zł. Mimo że należności Warszawy opiewały w tym samym momencie na 8,03 mld zł, takie zestawienie może być mylące.

W stosunku do dochodów budżetu miasta dług Krakowa jest ponad 2 razy większy niż ten warszawski. W 2025 roku dochody budżetowe pod Wawelem wyniosły zaledwie ok. 9,1 mld zł, zaś miasta stołecznego – 26,3 mld zł. Oznacza to, że Warszawa zadłużona jest na ok. 30–31 proc. dochodów miasta, a Kraków na 85–87 proc.

Warto też porównać Kraków z mniejszymi niż Warszawa miastami, takimi jak Poznań czy Wrocław. Również na ich tle stan krakowskich finansów wygląda tragicznie. We Wrocławiu na koniec 2025 roku dług wyniósł 5,1 mld zł przy 7,6 mld zł dochodów budżetowych, a więc relacja długu do dochodów wyniosła tam ok. 66 procent.

Poznań jednocześnie wykazuje się zaskakująco zdrowymi finansami, szczególnie biorąc pod uwagę coroczne bicie rekordu w wydatkach. Tam dochody budżetowe wynoszą 6,17 mld zł, a dług 2,25 mld zł. Zadłużenie na poziomie ok. 36 proc. dochodów budżetowych jest imponująco niskie w porównaniu z zadłużeniem Krakowa

To jednak nie wszystko. Problemem jest bowiem również koszt obsługi długu Krakowa. Jak wynika z Raportu o stanie gminy 2025, Kraków przeznaczył w ubiegłym roku 415 mln zł na obsługę zadłużenia. Oznacza to, że dziennie z budżetu miasta wypływało ponad 1,13 mln zł.

Dla porównania, jak wskazuje dokument, roczne wydatki na sport i rekreację wyniosły ok. 220 mln zł, a na bezpieczeństwo publiczne 227 mln zł. Jak widać, Kraków na obsługę długu wydaje jeszcze więcej niż na sport i rekreację oraz bezpieczeństwo publiczne wzięte razem.

Obraz stanu finansów Krakowa staje się tym bardziej dramatyczny, gdy zwrócimy uwagę również na zadłużenie komunalnych spółek, które w 2024 roku wyniosło ponad 3 mld zł. Jest to dług w istocie ukryty, ponieważ nie jest uwzględniony w Wieloletniej Prognozie Finansowej.

2. Najbardziej turystyczne miasto Polski

Sama teza, że Kraków to najbardziej turystyczne miasto w naszym kraju, nie wydaje się w żaden sposób kontrowersyjna. Liczy mówią same za siebie: stolica Małopolski z wynikiem ponad 16 mln turystów rocznie bije na głowę w tym zakresie całą krajową konkurencję.

Turyści muszą gdzieś jednak spać. W tym aspekcie Kraków w wartościach nominalnych przegrywa z Warszawą. W ubiegłym roku stolica odnotowała 5,41 mln osobonoclegów (jedna osoba na jedną dobę), a Kraków 5,12 mln. Jeśli jednak porównamy demografię tych dwóch miast, okazuje się, że stolica Małopolski jest miastem, w którym przypada najwięcej turystów na jednego mieszkańca.

Dodatkowo ważna w tym kontekście jest sprawa najmu krótkoterminowego. Tu po raz kolejny w liczbach bezwzględnych króluje Warszawa, gdzie na początku 2025 roku funkcjonowało 10,9 tys. lokali pod najem krótkoterminowy, podczas gdy w Krakowie było ich 7,7 tysiąca. Tu jednak znów musimy popatrzeć na skalę demograficzną oraz na nasycenie rynku.

Lokali na najem w przeliczeniu na mieszkańców jest w Krakowie najwięcej w Polsce. Dodatkowo, podczas gdy w Warszawie ponad 10 tys. lokali przekłada się na ok. 0,9 proc. zasobu mieszkaniowego, to w Krakowie mniej niż 8 tys. przekłada się na 1,6 procenta.

Mimo tych danych Kraków nadal nie doczekał się opłaty turystycznej na swoim terenie. Chociaż wszyscy liczący się kandydaci popierają pomysł, by wzorem wielu miast Europy Zachodniej stolica Małopolski rekompensowała sobie finansowo pobyt gości, takie rozwiązanie do tej pory nie funkcjonuje.

Absurd polega na tym, że Kraków nie mógł pobierać opłaty miejscowej, ponieważ zgodnie z polskim prawem gminy mogły ustanawiać taką opłatę (tzw. klimatyczną) tylko wtedy, jeśli spełniały wymóg „korzystnych właściwości klimatycznych”, a to oznacza czyste powietrze.

Na horyzoncie widać jednak przełom. 17 września rząd przyjął projekt ustawy, która znosi ten wymóg, a stawka opłaty miejscowej ma wynieść maksymalnie 5 zł miesięcznie. Cytując pewnego mema: „it ain’t much, but it’s an honest work” (tłum. – „to może niewiele, ale to uczciwa praca”).

W rzeczywistości 5 zł nijak się ma do opłat, które turyści są obowiązani uiszczać na Zachodzie. Przykładowo, we Włoszech opłata turystyczna waha się między 3 a 12 euro za noc w zależności od jakości hotelu. Krakowska stawka wypada blado również w porównaniu z mniej turystycznymi państwami niż Włochy.

W Wilnie opłata turystyczna wynosi 2 euro za noc, a w Bratysławie 3,5 euro za noc na Starym Mieście i 3 euro za noc w innych częściach miasta. Jednocześnie dla potężnie zadłużonego Krakowa, który jednak notuje 5,12 mln osobonoclegów rocznie, nawet 5 zł od każdej nocy spędzonej przez turystę może być przydatne.

3. Największe miasto w UE bez metra

Brak metra w Krakowie to temat rzeka. Niektórzy politycy i mieszkańcy traktują go jak pewnego rodzaju kamień milowy na drodze do budowy nowego, wspaniałego Krakowa. Inni zaś przekonują, że miastu nie jest potrzebne metro.

Nie chcemy rozstrzygać, która z tych grup ma rację. Faktem jest jednak, że Kraków, liczący obecnie nieco ponad 800 tys. mieszkańców, jest największym pod względem liczby mieszkańców miastem w Unii Europejskiej, które nie ma metra. To zaś daje nam przyczynek, aby przyjrzeć się nieco komunikacji miejskiej w Krakowie.

Do krakowskich miejsc pracy codziennie przyjeżdża ogrom ludzi ze wszystkich gmin ościennych, czyli z tzw. obwarzanka. Jeszcze w 2021 roku było to 132 tys. pracowników z zewnątrz miasta. Część z nich z oczywistych przyczyn przyjeżdża autem. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że niestety nie ma sposobu, by zweryfikować, jak wiele osób wjeżdża konkretnie z obwarzanka do Krakowa.

W 2017 r. przeprowadzono jednak badanie, z którego wynikało, że do Krakowa wjeżdża dziennie ok. 250 tys. samochodów. Nie ma powodów, by nie spodziewać się, że duża część wjeżdżających do Krakowa to właśnie mieszkańcy obwarzanka jadący do pracy lub odwożący dzieci do szkoły.

Naturalnie przychodzącym do głowy rozwiązaniem jest w takiej sytuacji komunikacja miejska, połączona z gminami ościennymi tworzącymi aglomerację. W istocie w Krakowie funkcjonuje bilet metropolitalny, a także istnieją połączenia między gminami takimi jak Zielonki, Skawina czy Mogilany, ale jest z nimi kilka problemów.

Po pierwsze, ceny biletów w krakowskiej komunikacji miejskiej są bardzo wysokie, również w porównaniu z innymi miastami w Polsce. Nieznacznie drożej jest tylko w Poznaniu.

Za 15-minutowy bilet normalny mieszkaniec Krakowa zapłaci 4 zł, podczas gdy warszawiak za 3,40 zł pojedzie przez  20 minut. Godzinna podróż do pracy autobusem lub tramwajem będzie kosztować mieszkańca obwarzanka 8 zł, podczas gdy mieszkańcy stolicy pojadą 15 min dłużej za 4,40 zł.

Po drugie, ważne jest usuwanie połączeń pomiędzy gminami aglomeracji a Krakowem. Na mocy porozumienia z gminami wokół Krakowa oraz w samym Krakowie funkcjonuje bilet metropolitalny. Jednakże kluczowy jest tu podział kosztów pomiędzy Krakowem a gminami.

Z początku miało to być 50 proc. wkładu każdej ze stron, a zysk ze sprzedaży biletów w pełni pobierał Kraków. Stolica Małopolski dalej co prawda pobiera zysk, ale od początku 2026 r. obwarzanek ponosi już 57,5 proc. , a od 1 stycznia 2027 r. 65 proc. kosztów.

W związku z tymi podwyżkami w imię budżetowych cięć kolejne gminy decydują się na usuwanie linii kursujących między nimi a Krakowem. Jednocześnie przy tych podwyżkach i usuwaniu linii w Krakowie wprowadzona została obejmująca ponad 60 proc. miasta Strefa Czystego Transportu. Za dużo jest kijów w tej opowieści, a za mało marchewek.

4. Brak ustawy metropolitalnej

Co prawda nie jest tak, że aglomeracja krakowska jest największą, która nie posiada ustawy metropolitalnej, ale z pewnością jest jedną z najbardziej tym pokrzywdzonych. Jakie argumenty za tym przemawiają? Finansowe, a jakże.

W tym momencie Kraków współpracuje bardzo blisko z 14 gminami ościennymi i wspólnie tworzy Stowarzyszenie Metropolia Krakowska. Jest to bardzo dobre przedsięwzięcie, które wypływa z bardzo słusznej idei, że wszystkie gminy zrzeszone powinny wzajemnie się wspierać i dążyć do równomiernego rozwoju.

Jednocześnie jednak, mimo wysiłków wkładanych we współpracę, gminy nie otrzymują wsparcia od państwa i w ogóle nie czerpią korzyści finansowych i rozwojowych, które mogłyby wynikać z połączenia ich ustawą metropolitalną.

W Polsce obecnie funkcjonują dwie metropolie posiadające swoje własne ustawy – Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM), a także Metropolia na Pomorzu. Pożytki finansowe, jakie czerpią gminy w nich zrzeszone, są ogromne, gdyż – dla przykładu – GZM ma zapewniony stały dopływ gotówki od państwa na poziomie 5 proc. udziału we wpływach z PIT mieszkańców tejże. W 2025 roku te udziały wyniosły 615 mln zł.

Szacuje się, że Metropolia Krakowska przy tożsamym wsparciu finansowym mogłaby liczyć na minimum 400 mln zł w skali roku. To pieniądze, które mogłyby realnie pomóc w budowaniu lepszej komunikacji miejskiej, w obsłudze długu, a także w ogólnym rozwoju nie tylko Krakowa, ale też okolicznych gmin.

5. Najciekawsza polityka samorządowa

Kraków, spośród wszystkich największych miast w Polsce, ma najsilniejszą opozycję. I nie chodzi tu o Prawo i Sprawiedliwość czy Konfederację.

Faworytem niedzielnych wyborów jest bowiem Łukasz Gibała, lider stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców. Jest to stosunkowo nietypowy przykład. Człowiek, który przez 8 lat zasiadał w Sejmie, najpierw powraca, aby walczyć o urząd prezydenta, a gdy to się nie udaje, zostaje w polityce lokalnej.

Bez względu na sympatię należy przyznać, że jest to przypadek szczególny. Tym bardziej jeśli do tego dodamy kwestię jego wyników wyborczych w Krakowie. Najbliższe przedterminowe wybory na urząd prezydenta Krakowa będą dla Łukasza Gibały czwartymi.

Po drugie, w Krakowie nikt w ostatnich latach nie miał szczególnej przewagi nad resztą stawki. Aleksander Miszalski wygrał, osiągając w drugiej turze 51,04 proc. głosów. Wynik był więc „na żyletki”. Dodatkowo, zaledwie 2 lata po wyborze został odwołany z urzędu w referendum.

Dla porównania w innych wielkich miastach oczywista jest dominacja Koalicji Obywatelskiej. Tam wyniki wyborów są zdecydowanie bardziej jednoznaczne. W 2024 roku Jacek Jaśkowiak wygrał w Poznaniu, otrzymując w drugiej turze ponad 70 proc. głosów. W Łodzi, Warszawie i Gdańsku kandydaci KO wygrywali w pierwszych turach. W Krakowie nie było to takie oczywiste.

Dodatkowo, przez 22 lata Krakowem rządził prezydent, który formalnie był niezależny i nie należał do żadnej partii, a różnica między PiS-em i Platformą Obywatelską była stosunkowo niewielka. Warto przypomnieć chociażby wybory 2018, gdzie w pierwszej turze wyborów Małgorzata Wassermann otrzymała 32,88 proc. głosów wyborców.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.