Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Przełamać „ekologizm”. W poszukiwaniu trwałych fundamentów narracyjnych zielonego konserwatyzmu

przeczytanie zajmie 20 min
Przełamać „ekologizm”. W poszukiwaniu trwałych fundamentów narracyjnych zielonego konserwatyzmu Autorka: Magdalena Karpińska

Konserwatywni mieszkańcy polskiej prowincji, tzw. „lud pisowski”, są nieuświadomionymi przedstawicielami wielkich narracji lifestyle’wych: slow life, degrowth i recyklingu. W praktyce na wielu płaszczyznach można ocenić ich styl życia jako dużo bardziej ekologiczny od tego, który wiodą konsumpcjonistyczni mieszkańcy polskich wielkich miast czy szeroko pojętego Zachodu. Źródłem tych postaw jest przyzwyczajenie do oszczędności, szacunek do tego, co mają, i pokora wobec praw przyrody. Często nie identyfikują się oni jako zwolennicy ekologii, bo postrzegają ją jako ideologię narzucaną z zewnątrz. Język zielonego konserwatyzmu powinien być zatem językiem akceptacji i dowartościowania postaw ludzi prowincji. Tylko wówczas możliwe będzie długofalowe poparcie dla budowania na tym fundamencie zmiany potrzebnej w innych obszarach.

[POBIERZ PUBLIKACJĘ CENTRUM ANALIZ KLUBU JAGIELLOŃSKIEGO „ZIELONY KONSERWATYZM. WYZWANIA I REKOMENDACJE W 10 KLUCZOWYCH OBSZARACH”]

Trzy powody niechęci prawicy do ekologii

Teoretycznie prawica nie lubi ekologii. Wskazać można co najmniej trzy powody takiego stanu rzeczy. Pierwszym jest „spakietowanie” narracji ekologicznych w szerszy zbiór postaw progresywnych, zachodnich, cywilizowanych, postępowych, pakiet idei postrzeganych jako jednoznacznie lewicowych. Bez wnikania w przyczyny tego stanu rzeczy, ale też chyba bez większych kontrowersji, zaryzykować można tezę, że w optyce wielu osób o światopoglądzie bardziej tradycjonalistycznym postulaty ekologiczne wpisują się w jeden zestaw obcych konserwatystom pomysłów. Z tego powodu mają podobny status co postulaty dotyczące chociażby rewolucji kulturowej. Banałem jest – w środowisku Klubu Jagiellońskiego mówimy o tym co najmniej od 2015 roku – stwierdzenie, że sojusz między umownym progresywizmem kulturowym a agendą troski o środowisko ma charakter przygodny, a prawica nie powinna pozostawiać lewicy monopolu na ekologię.

Drugi powód poniekąd tłumaczy „spakietowanie” agendy troski o środowisko z innymi elementami agendy progresywistycznej i wiąże się z charakterem najwyrazistszego skrzydła politycznego ruchu ekologicznego. Agenda ta ma często w ustach swoich zwolenników niekwestionowany priorytet wobec innych problemów. Wydaje się, że czasami bardziej przypomina kompleksową ideologię niż jedną ze składowych światopoglądu. Stąd bierze się postrzeganie ekologizmu jako czegoś w rodzaju jednej z lewicowych ideologii. Wreszcie, niektóre skrajne przypadki prezentowania tego programu (np. gdy weźmiemy na warsztat postulaty antynatalistyczne motywowane troską o planetę) są oparte o swoisty naturocentryzm, a momentami wręcz o antropofobię. Wydaje się, że tego typu postawy, jakkolwiek często niereprezentatywne, zniechęcają konserwatystów do jakiekolwiek zainteresowania agendą ochrony środowiska naturalnego.

Po trzecie wreszcie, charakterystyczne dla polskiego życia intelektualnego i politycznego jest bezrefleksyjne powielanie zagranicznych kalek myślowych pochodzących najczęściej z Zachodu, które nie zawsze są adekwatne do naszych warunków. Jednym z mniej oczywistych przykładów tego problemu jest tzw. kserokonserwatyzm – przenoszenie elementów programów i postaw zachodnich środowisk prawicowych do krajowego dyskursu. W rezultacie wiele polskich konserwatystów wzoruje się np. na konserwatystach amerykańskich, którzy pozostają sceptyczni wobec wielu postulatów ekologicznych.

Ten sceptycyzm ma jednak bardzo materialny wymiar. Często jest on wspierany przez lobbing przemysłowy czy zależne od biznesu konserwatywne i wolnorynkowe think tanki, które skutecznie działają na korzyść wielkich amerykańskich firm. To, co faktycznie przy odrobinie dobrej woli da się uzasadnić swoiście rozumianym patriotyzmem gospodarczym Amerykanina, niekoniecznie znajduje jednak sensowne uzasadnienie w przypadku Europejczyka, a Polaka w szczególności.

Wydaje się zatem, że wyliczone powody przemawiają na rzecz tezy, zgodnie z którą zarówno przygodny charakter ma związek ekologii z lewicą, jak i sentyment antyekologiczny na prawicy, szczególnie w polskich warunkach. Namysł nad postulatami ekologicznymi i potraktowanie z należytą powagą problemów środowiska naturalnego nie jest w żadnym wypadku zdradą wartości konserwatywnych. Wspomniana przygodność i rzeczone „pakietowanie” sprawiają jednak, że na centroprawicy wciąż nie doczekaliśmy się spójnej i skutecznej propozycji narracji, która miałaby przekonać część ekosceptycznych konserwatystów do porzucenia nieco przypadkowego, jak sądzę, sentymentu.

Celem niniejszego szkicu jest zatem podjęcie próby sformułowania fundamentów narracyjnych zielonego konserwatyzmu – znalezienie takiego języka i sposobu mówienia o problemach i wyzwaniach związanych z potrzebą ochrony środowiska, który będzie przekonujący dla Polaków o poglądach konserwatywnych, tradycyjnych, centroprawicowych.

Szkic podzielony został na dwie części. Część pierwsza przedstawia analizę danych dotyczących zmian w poziomie zaniepokojenia Polaków problemami ekologicznymi w latach 2014-2020, również z uwzględnieniem zróżnicowania tych zmian według samoidentyfikacji ideowej na osi prawica-centrum-lewica.

Dostępne za ten okres dane wskazują bowiem jednoznacznie, że wydarzyło się wówczas coś, co radykalnie zwiększyło świadomość zagrożeń ekologicznych wśród Polaków, a w sposób szczególny wśród Polaków o prawicowej autoidentyfikacji. Następnie jednak deklarowane poczucie zaniepokojenia zmalało, choć w sposób nierównomierny – blisko trzykrotnie silniej wśród prawicowców niż lewicowców.

W części tej przeanalizowano również na podstawie danych Google Trends nasilenie zainteresowania w debacie publicznej tematami kojarzonymi z ochroną środowiska oraz sformułowano hipotezy próbujące wyjaśnić istotne wahania wskaźników zaniepokojenia w latach 2016-2020.

Część druga ma charakter bardziej publicystyczny. Kontynuowane są w niej rozważania oparte o hipotezę z części pierwszej. Wskazano w niej potencjalne tropy narracyjne, które mogłyby pozwolić skutecznie komunikować wyzwania ekologiczne i środowiskowe do osób o poglądach centroprawicowych i konserwatywnych.

Świadomie pominięte zostały w niniejszym tekście zarówno rozważania natury merytorycznej (którym działaniom nadać warto priorytet, co jest realnie korzystne z perspektywy ekologicznej, a co uznać należy za greenwashing), jak i ekonomicznej (zwłaszcza problem ubóstwa energetycznego i większej podatności osób uboższych na negatywne skutki transformacji). Problemy te są obszarem zainteresowania innych autorów niniejszego zbioru. Ten szkic podejmuje rozważania stricte z zakresu postrzegania zjawisk i zmian natury społecznej oraz tworzenia narracji i prowadzenia komunikacji polityczno-społecznej.

1. Jak zmienia się poziom zaniepokojenia Polaków stanem środowiska i co z tego może wynikać dla zielonych konserwatystów?

Zestawienie analogicznych do siebie badań z 2018 r. i 2020 r. pokazuje, że zauważalnie zmniejszyło się zaniepokojenie Polaków stanem środowiska naturalnego w ujęciu globalnym, krajowym i lokalnym. Według badania Świadomość ekologiczna Polaków na przestrzeni ostatnich siedmiu lat mieliśmy do czynienia wpierw ze znacznym wzrostem deklaracji obaw i niepokoju, a następnie ze spadkiem tych deklaracji we wszystkich trzech obszarach.

Zgodnie z deklaracjami głównym powodem do ekologicznych zmartwień Polaków jest globalny stan środowiska naturalnego oraz pesymistyczna ocena sytuacji w bliskim otoczeniu. Zarazem jednak wyraźnie widać korelację trendów między wszystkimi trzema perspektywami. W dalszej części rozważań, dla uproszczenia wywodu, skupię się na perspektywie średniej, ogólnokrajowej.

Wydaje się, że systematyczny wzrost świadomości ekologicznej jasno tłumaczy, dlaczego do 2018 roku mieliśmy do czynienia z coraz większym zaniepokojeniem o stan środowiska. Jak wytłumaczyć jednak zmianę postrzegania problemu – spadek zaniepokojenia stanem środowiska w ujęciu lokalnym, krajowym i globalnym – na przestrzeni lat 2018-2020? Proponuję rozważyć trzy hipotezy.

Pierwsza z nich dotyczy zmiany kontekstu. Badania przeprowadzone jesienią (28 IX-8 X) 2020 roku realizowane były w trakcie pandemii COVID-19, która bez wątpienia musiała być punktem odniesienia dla oceny poczucia zagrożenia. Można założyć, że gdy w efekcie globalnego kryzysu zdrowotnego pojawiły się nowe zagrożenia zdrowotne – gospodarcze i geopolityczne – to obawy i niepokój związane ze środowiskiem musiały zejść na dalszy plan.

Jednak przytaczane wyniki badań pochodzą z kwestionariusza tematycznego, cyklicznego badania dotyczącego stosunku Polaków do zagrożeń związanych ze stanem środowiska, a nie są np. odpowiedziami w otwartej ankiecie zawierające pytania typu: „Czego najbardziej się obawiasz?”. Czynnik relatywnego poczucia zagrożenia mógł więc być istotny, ale samo badanie nie porównywało obaw o środowisko z obawami o inne obszary, takimi jak polityka zdrowotna lub gospodarcza. Nie można zatem powiedzieć, że wspomniana hipoteza wynika wprost z przeprowadzonej ankiety, gdyż badanie nie naprowadzało osób ją wypełniających na taką odpowiedź.

Druga hipoteza zakłada oswojenie się z tematyką zagrożeń ekologicznych. Trudno jednak wskazać tutaj obiektywne mierniki obecności tematów związanych z wyzwaniami środowiskowymi w debacie publicznej i udowodnić w prosty sposób zwiększenie zainteresowania tą problematyką w mediach.

Z braku bardziej precyzyjnego narzędzia posiłkujemy się więc danymi z trendów wyszukiwarki Google, które, co prawda, wskazują, że trzy hasła – ekologia, klimat i środowisko – są ze sobą cyklicznie skorelowane, jednak nie wskazują na zauważalny przełom w ich wyszukiwaniu w latach 2014-2020.

Wynika z tego, że na podstawie samego zainteresowania tematyką klimatu, środowiska i ekologii nie można wytłumaczyć ani gwałtownego skoku w deklaracjach poczucia niepokoju między 2016 a 2018 rokiem, ani też spadku między rokiem 2018 a rokiem 2020.

Pozostaje nam zatem trzecia hipoteza. Na przestrzeni analizowanego okresu zmieniał się w debacie publicznej dyskurs związany z ochroną środowiska i to on przyczynił się do wahań zainteresowania tym tematem wśród Polaków. Analiza trendów w wyszukiwarce Google wskazała na dwa hasła, z którymi wiąże się istotne zróżnicowanie w dyskursie o tematyce okołoekologicznej.

Pierwszym z nich jest smog i radykalne zwiększenie zainteresowania tą tematyką, która osiągnęła szczytowe zainteresowanie w styczniu 2017 roku, a duże wskaźniki popularności (rzędu 50% wyników ze stycznia 2017) notowała także jesienią i zimą w kolejnych latach. Co istotne, choć zainteresowanie hasłami, takimi jak smog i klimat, było w uśrednieniu zbliżone (wynik 14:13 na rzecz smogu), to jednak w niektórych momentach zainteresowania tematem smogu przewyższało zainteresowanie klimatem ponad siedmiokrotnie (w styczniu 2017 – wynik 100:14 na rzecz smogu).



Drugim ze zidentyfikowanych haseł, wokół którego istotnie koncentrowało się zainteresowanie w konkretnym momencie w analizowanym okresie, okazało się imię i nazwisko młodzieżowej aktywistki klimatycznej – Grety Thunberg. Zainteresowanie jej aktywnością osiągnęło moment kulminacyjny między wrześniem 2019 roku a styczniem 2020 roku. W punktach ekstremum zyskiwało blisko dwukrotność (we wrześniu 2019 roku było to 91:49 na rzecz hasła „Greta Thunberg”) zainteresowania hasłem „klimat”.

Na podstawie analizy różnicujących debatę haseł można zatem wskazać, że wyrazisty wzrost deklaratywnego poczucia niepokoju i obaw związanych ze stanem środowiska w ujęciu krajowym (a także lokalnym i globalnym) w okresie 2016-2018 poprzedziło pojawienie się w głównym nurcie debaty publicznej, a także wśród zainteresowań internautów, problematyki smogu. Z kolei w okresie spadku wskaźnika obaw odnotowanego w latach 2018-2020 hasłem wyróżniającego się zainteresowania było nazwisko Thunberg.

Na zakończenie niniejszego wprowadzenia chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Otóż najwyrazistszy wzrost poczucia niepokoju i obaw w okresie 2016-2018 zanotowano wśród respondentów deklarujących poglądy prawicowe. Dla wariantu „duży lub bardzo duży powód do niepokoju” to wzrost z poziomu 37% wskazań aż do 66%, o 29 punktów procentowych (p.p.). Dla osób o poglądach centrowych wzrost ten wyniósł 21 p.p, lewicowych – 25 p.p., zaś wskazujących „trudno powiedzieć” w pytaniu o samoidentyfikację na osi prawica-centrum-lewica było to 12 p.p.

W 2018 roku wskazania respondentów o samoidentyfikacji prawicowej osiągnęły zatem poziom zbliżony do średniej (68%, zaledwie 2 p.p. różnicy), podczas gdy w roku 2016 różnica między średnią (45%) a wskazaniami osób o poglądach prawicowych wynosiła 8 p.p.

Z kolei w latach 2018-2020 w zakresie dużych lub bardzo dużych powodów do obaw i niepokoju odnotowano:
– spadek średniej wskazań o 15 p.p.,
– spadek wskazań wśród osób o samoidentyfikacji lewicowej o 7 p.p.,
– spadek wskazań wśród osób odpowiadających na pytanie o samoidentyfikację polityczną „trudno powiedzieć” o 9 p.p.,
– spadek wskazań wśród osób o samoidentyfikacji centrowej o 19 p.p.,
– spadek wskazań wśród osób o samoidentyfikacji prawicowej o 20 p.p.

Podsumowując, największe wahania postaw (zarówno wzrost deklaracji wysokiego zaniepokojenia od 2016 do 2018, jak i spadek od 2018 do 2020 roku) odnotowano właśnie w grupie prawicowej. Wzrost między rokiem 2016 a 2018 miał właściwie charakter powszechny, przekraczający różnice polityczne, ale już spadek między rokiem 2018 a 2020 był trzykrotnie głębszy w przypadku respondentów prawicowych i centrowych niż w przypadku respondentów lewicowych.

Uprawniona wydaje się zatem hipoteza, że między rokiem 2016 a 2018 w debacie publicznej musiało wydarzyć się coś, co powszechnie zwiększyło poczucie świadomości ekologicznej i przekonanie o poważnej skali wyzwań, z którymi przyszło nam się zmierzyć. W stosunku do osób deklarujących poglądy prawicowe pozwoliło to niemal na zrównanie się ich optyki ze średnią w społeczeństwie, podczas gdy zarówno deklaracje niepokoju wśród prawicowców w roku 2016, jak i 2020 są od niej zauważalnie niższe. Z kolei pomiędzy rokiem 2018 a 2020 wydarzyło się coś innego, co istotnie obniżyło powszechną percepcję zagrożenia, a w sposób szczególny zmniejszyło ją właśnie u osób samoidentyfikujących się jako osoby o poglądach prawicowych i centrowych.

Według mnie powyższe wahania najlepiej tłumaczy hipoteza, zgodnie z którą wzrost zainteresowania na prawicy problematyką ekologiczną w latach 2016-2018 był wynikiem zdominowania debaty wokół ochrony środowiska w latach 2017-2018 tematem smogu oraz aktywną odpowiedzią państwa i centroprawicowego rządu na to zagrożenie. Może wskazywać, że Polacy, w szczególności Polacy o poglądach centroprawicowych, dobrze przyjmują lokalistyczną perspektywę spojrzenia na problemy środowiska.

Z kolei wydaje się, że zdominowanie debaty okołoekologicznej w roku 2019 tematyką działań Grety Thunberg, Młodzieżowego Strajku Klimatycznego czy ruchu Extinction Rebellion jest interesującą propozycją wyjaśnienia, dlaczego po 2018 roku poziom zaniepokojenia problematyką spadł, znów w sposób szczególnie zauważalny wśród Polaków o identyfikacji centrowej i prawicowej. To z kolei może świadczyć o pewnej nieufności Polaków wobec narracji globalistycznej.

Oczywiście powyższa analiza ma charakter poszlakowy i jest jedną z możliwych hipotez tłumaczących zmianę deklarowanego poczucia zaniepokojenia problemami środowiska na przestrzeni ostatnich lat. Jednocześnie dostarcza ona istotnych argumentów na rzecz poważnego potraktowania tezy, że komunikowanie problemów związanych z zagrożeniami dla środowiska naturalnego wymaga doboru innej narracji, zależnie od poglądów politycznych odbiorców. Doświadczenia lat 2016-2020, jak się wydaje, dowodzą, że mamy w Polsce już pewien sukces, gdy chodzi o budowanie komunikacji skutecznej wobec osób o poglądach prawicowych, na bazie których powinny być prowadzone dalsze działania.

2. Co zrobić, by zielony konserwatyzm trafił pod strzechy? Propozycje fundamentów narracyjnych i studia przypadków

Jak dowodzi pierwsza część szkicu, nawet w relatywnie krótkim, kilkuletnim okresie jest możliwa zmiana postrzegania problemów środowiskowych i istotne zbliżenie się ankietowanych o poglądach prawicowych i centrowych do ogólnokrajowej średniej w tym temacie. Zarazem wiele z przedstawionych przeze mnie poszlak wskazuje, że różne formy komunikowania problemów związanych z ochroną środowiska oddziałują z odmiennym natężeniem na grupy zróżnicowane pod kątem samoidentyfikacji światopoglądowej.

Roboczą hipotezą całości niniejszego szkicu – uprawdopodobnioną w części analitycznej, choć niedowiedzioną – jest założenie, że na osoby o bardziej tradycyjnym poglądzie przekonująco działać może perspektywa lokalistyczna. Spójne jest to chociażby z intuicjami Rogera Scrutona, który w Zielonej filozofii proponował, by ekologiczną ofertę dla konserwatystów budować na fundamencie ojkofilii, a więc umiłowania miejsca swojego życia. W debacie publicystycznej i naukowej przywoływane są również przykłady polskich twórców, myślicieli politycznych i działaczy na rzecz ochrony środowiska o konserwatywnej proweniencji, u których troska o przyrodę łączyła się z tradycyjnym przywiązaniem do miejsca życia, dziedzictwa przyrodniczego czy trwałości zastanego porządku. To chociażby patriotyzm pejzażu Józefa Mackiewicza czy dorobek Jana Gwalberta Pawlikowskiego.

Jednak oparcie dyskursu troski o ochronę środowiska wyłącznie na podstawie lokalizmu wydaje się niewystarczające. Celowe jest zatem poszukiwanie innych argumentów i metod komunikacji, których użycie w budowie narracji zielonokonserwatywnej mogłoby skutecznie pozwolić uwrażliwiać na problemy ekologiczne osoby o poglądach konserwatywnych i centroprawicowych.

Drugą obok lokalizmu intuicją jest posiłkowanie się w takiej narracji dorobkiem katolickiej nauki społecznej. W nauczaniu społecznym Kościoła katolickiego tematyka ochrony środowiska obecna jest szczególnie w czasie trzech ostatnich pontyfikatów: Jana Pawła II, Benedykta XVI i szczególnie Franciszka, choć warto podkreślić, że już w Konstytucji Soboru Watykańskiego II – Gaudium et spes – z 1965 r. Kościół zwracał uwagę, że dobra ziemskie przeznaczone są do powszechnego użytku i z tego powodu należy nimi roztropnie gospodarować (por. Gaudium et spes, 69).

Bogactwo wątków ekologicznych w nauczaniu Kościoła nie zamyka się jednak w nauczaniu ostatnich papieży w encyklikach społecznych. Mamy w tym obszarze potężną tradycję franciszkańską czy również, na co słusznie i celnie zwraca uwagę Konstanty Pilawa w niniejszym tomie oraz na łamach „Pressji”, chociażby ascetyczny dorobek ojców pustyni. Wreszcie, mamy i polski ruch ekologiczny, który od lat 80. przenikał się właśnie ze środowiskami katolickimi – z Ruchem Ekologicznym św. Franciszka z Asyżu i działaczami skupionymi wokół o. Stanisława Jaromiego OFMConv na czele.

Wszystkie opisane wyżej inspiracje mają jednak jeden podstawowy problem – ich charakter co do zasady jest elitarny i często stricte inteligencki. Biorąc pod uwagę ludowy charakter polskiego konserwatyzmu, realizm każe uznać, że zmiana nastrojów społecznych encyklikami papieskimi, esejami Rogera Scrutona czy powieściopisarstwem autora Kontry jest raczej mało prawdopodobna. W dalszej części szkicu spróbuję zaproponować fundamenty narracyjne zielonego konserwatyzmu oparte o intuicję lokalistyczną, ale dopasowane również do standardów komunikowania politycznego, które w inspirujący sposób przyniosły w Polsce polityczną zmianę lat 2015-2021.

Kubki smakowe światopoglądu

Jonathan Haidt, amerykański autor głośnych prac z pogranicza psychologii politycznej i komunikacji politycznej, postawił tezę o istnieniu kubków smakowych światopoglądu. Przekonywał, w największym uproszczeniu, że tzw. lewicowcy i prawicowcy myślą i wartościują w inny sposób, bo inaczej zapatrują się na moralną stronę problemów społeczno-politycznych. Te kubki smakowe to: troska, sprawiedliwość, lojalność, autorytet i czystość. Według autora książki Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka? liberalna lewica mocno dociąża dwie pierwsze sfery, a więc troskę i sprawiedliwość rozumiane jako opcję preferencyjną wobec mniejszości i interwencyjne niwelowanie niesprawiedliwości. Prawica z kolei dość równomiernie rozkłada swoje preferencje na wszystkich pięciu osiach. Dla prawicowców równie istotne są więc lojalność, autorytet i czystość.

Idźmy tropem wyznaczonym przez amerykańskiego badacza i spróbujmy spojrzeć na zagadnienia ekologiczne przez pryzmat wszystkich pięciu kubków smakowych.
Nasza teza brzmi: narracja zielonego konserwatyzmu, by przybliżyć ekologię „zwykłemu” wyborcy o światopoglądzie prawicowym (nie intelektualiście, ale w uproszczeniu: typowemu prowincjonalnemu wyborcy Zjednoczonej Prawicy), powinna równomiernie akcentować każdy z obszarów.

a) Troska

Język troski i odpowiedzialności za kolejne pokolenia, wykorzystywany chociażby przez ruch Extinction Rebellion, jest językiem par excellence konserwatywnym – ta prawda zasługuje na poważne potraktowanie przez konserwatystów. Trudno znaleźć spójne z resztą agendy światopoglądowej wyjaśnienie, dlaczego osoba o poglądach liberalnych lub lewicowych miałaby się przejmować losem przyszłych pokoleń, może poza idealistycznym humanizmem, który jednak nie jest konsekwentnie stosowany wobec innych problemów świata.

Tymczasem rozumienie narodu jako wspólnoty pokoleń – przyszłych, obecnych i dopiero nadchodzących – jest podejściem jak najbardziej charakterystycznym dla prawicy, chociażby Edmunda Burke’a czy w polskich realiach – Romana Dmowskiego. Podobną koncepcję antropologiczną można znaleźć w myśli chrześcijańskiej i społecznej nauce Kościoła. Wreszcie, dokładnie ten argument zawiera się w polskiej konstytucji – art. 74 jest jedynym punktem naszej ustawy zasadniczej (poza preambułą), w którym ustrojodawca wprost odwołał się do zobowiązania w stosunku do przyszłych pokoleń (ust. 1: Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom).

Tak rozumiana troska ma jednak charakter stricte antropocentryczny. Kluczowe wydaje się zatem, by zielony konserwatyzm podkreślał, że kieruje się właśnie tym, co dobre dla ludzi (również przedstawicieli przyszłych pokoleń), a nie abstrakcyjnym naturocentryzmem.

b) Sprawiedliwość

Na tym poziomie komunikować warto te obszary refleksji zielonokonserwatywnej, które pozwalają odróżnić zielony konserwatyzm od zielonego progresywizmu, dzięki czemu można w większym stopniu prowadzić refleksję nad sensownością rozłożenia odpowiedzialności za czynione reformy.

To m.in. następujące zagadnienia:
– sprawiedliwość trudów transformacji energetycznej w ujęciu geograficznym – uczciwie stawianie pytań o globalne emisje, sens restrykcyjnej polityki Europy wobec udziału np. Chin w globalnych zanieczyszczeniach etc;
– sprawiedliwość trudów transformacji energetycznej w ujęciu historycznym – uczciwe porównanie ekologicznych zapóźnień Polski z bilansami ekologicznymi innych państw zachodnich;
– sprawiedliwość trudów transformacji energetycznej w ujęciu ekonomicznym – próba odpowiedzi na pytanie, kto powinien ponosić koszty transformacji – bogaci czy biedni, konsumenci czy producenci.

Szczególnie istotne w tym ujęciu wydaje się, że zielony konserwatyzm powinien być racjonalnym wyborem zdrowego rozsądku i nie może stać w radykalnej kontrze zarówno do chłodnej kalkulacji, jak i poczucia sprawiedliwości. By został przyjęty, musi odrzucać fałszywe narracje i ekologiczne przesądy.

c) Lojalność

Na tej osi należy umiejscowić główną narrację zielonego konserwatyzmu. Celem powinno być uświadomienie szerokiej rzeczy prawicowych Polaków, że troska o środowisko nie jest czymś, co powinniśmy praktykować ze względu na nowomodne importowane dyskursy i projekty, ale jest kontynuowaniem najlepszych zwyczajów i dokonań szeregu konserwatywnych Polaków. Ten punkt zostanie szerzej omówiony w końcowej części szkicu.

d) Autorytet

Konserwatysta w Polsce ma autorytety, na których można się oprzeć. Poza wspomnianymi już autorytetami religijnymi i konserwatywnymi autorami reprezentującymi rodzimą ojkofilię warto zwrócić uwagę na szerzej powszechnie rozpoznawalny, Norwidowski topos – „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba…. / Tęskno mi, Panie… / Do kraju tego, gdzie winą jest dużą / Popsować gniazdo na gruszy bocianie, / Bo wszystkim służą… / Tęskno mi, Panie…”.

Jednak zaufanie wyłącznie do autorytetu osobowego to stanowczo za mało. Wśród polskich konserwatystów występuje istotny deficyt zaufania do autorytetu państwa i władzy. To oczywisty efekt dziesiątek lat braku suwerenności. Na tym obszarze paradoksalnie adresatem rekomendacji powinni być przede wszystkim przedstawiciele władz, którzy powinni umieć komunikować działania, reformy, zakazy i nakazy językiem moralności, tradycyjnej troski i sprawiedliwości wobec innych (sąsiadów, słabszych, przyszłych pokoleń), a nie językiem międzynarodowych zobowiązań (Unia nam narzuciła, potrzebujemy reform, by dostać pieniądze etc.).

Wydaje się zatem, że zielony konserwatyzm musi uwzględniać polskie uwarunkowania i wynikać z polskiego doświadczenia, być wręcz osadzony w ludowej mądrości, a nie reprezentować postawę z importu.

e) Świętość / czystość

Obok wątków stricte religijnych należy lepiej akcentować tradycyjne bliskie Polakom wartości: piękno polskiej przyrody i krajobrazu, przekonanie o tym, że to, co naturalne i mniej przetworzone, jest dla nas zdrowsze. Do tych wartości należy również przywiązanie do spokoju prowincjonalnego życia. Nie bez znaczenia jest zatem to, by zielony konserwatyzm był głęboko osadzony w powszechnym w Polsce sentymencie do życia bliskiego naturze.

Piątka dla zwierząt – studium przypadku

Najciekawszym przypadkiem sporu okołoekologicznego ostatnich miesięcy jest dyskusja publiczna wokół tzw. piątki dla zwierząt. Projekt pakietu zmian ustawowych mających polepszyć sytuację zwierząt został zaproponowany przez konserwatywną formację rządzącą i wsparty autorytetem samego jej lidera, Jarosława Kaczyńskiego. Jednocześnie spotkał się z bezprecedensowym buntem wewnątrz obozu rządzącego i ostatecznie jego wejście w życie zostało zawieszone.

To właściwie jedyny przypadek od zmiany władzy w 2015 roku, w którym proponujący zmianę prawa konserwatywni rządzący spotkali się z daleko idącym buntem we własnych szeregach, ostrą polemiką licznych publicystów i influencerów o proweniencji prawicowej, a także wyraziście polemicznym stosunkiem do tych propozycji istotnej części mediów w większości sporów stojących po stronie rządzących (m.in. mediów toruńskich, a więc takich jak Radio Maryja, Telewizja Trwam, „Nasz Dziennik”, a także tygodnik „Do Rzeczy” i część portali internetowych).

CBOS w październiku 2020 roku opublikował badanie dotyczące stosunku Polaków do pakietu proponowanych zmian (Opinie o zmianach w ochronie zwierząt, CBOS, nr 131/2020). Większość postulatów cieszy się szerokim poparciem Polaków – najchętniej aprobowany jest pomysł zwiększenia kontroli schronisk dla zwierząt (91% za, 5% przeciw), najniższym, choć wciąż wysokim, zakaz chowu zwierząt na futra (59% za, 31% przeciw).

38% badanych popiera wszystkie pięć pomysłów z piątki dla zwierząt. Kluczowe z perspektywy niniejszego opracowania okazuje się fakt, że poparcie to jest zdecydowanie najniższe w grupach postrzeganych jako konserwatywne. Tak więc wszystkie pięć postulatów popiera zaledwie 6% rolników i 7% pracowników prywatnych gospodarstw rolnych, 32% mieszkańców wsi, 36% wyborców PiS-u i 20% wyborców Konfederacji, 32% wyborców deklarujących poglądy prawicowe, 29% praktykujących religijnie częściej niż raz w tygodniu. Poparcie dla zakazu hodowli zwierząt na futro wyniosło 55% wśród wyborców prawicowych i jest zaledwie o 4 p.p. niższe niż w średniej i aż 61% wyborców partii rządzącej (o 2 p.p. więcej niż średnia). Wśród rolników to poparcie wyniosło już jednak zaledwie 31% (18 p.p. mniej niż średnia) i 32% pracujących w prywatnym gospodarstwie rolnym (17 p.p. mniej).

Dlaczego zatem ta propozycja, choć cieszyła się co do zasady dużym poparciem społecznym i wsparciem samego lidera obozu prawicowego, spowodowała tak duże napięcia w obozie rządzącym i jego medialnym otoczeniu? Dlaczego została również, co udowadniają powyższe dane, bardziej krytycznie przyjęta właśnie w tradycyjnym zapleczu wyborczym polskiej centroprawicy? Stawiam tezę, że obok innych czynników (różnic kulturowych na osi prowincja-wielkie miasta, działań lobbingowych kilku branż objętych zmianą przepisów) istotnym problemem był właśnie nieadekwatny sposób komunikowania zmian.

Mówiąc zaś bardziej dosadnie, należy stwierdzić, ze piątka dla zwierząt została zaprezentowana, idąc tropem Haidta, jak projekt skierowany do wyborców lewicowych. Akcentowane były głównie argumenty istotne dla osób koncentrujących swoje wybory moralne przede wszystkim w oparciu o dwa pierwsze typy kubków smakowych. Zabrakło próby odpowiedniego dociążenia osi istotniejszych właśnie dla konserwatystów – zarówno bliższego prawicy zdefiniowania troski i sprawiedliwości, jak i argumentów odwołujących się do lojalności, autorytetu i świętości/czystości.

Na troskę i deficyt antropocentryzmu w komunikowaniu omawianego projektu celnie zwrócił uwagę Jan Rokita. Konserwatywny państwowiec na łamach „Teologii politycznej” jednocześnie opowiedział się wyraziście za zielonym konserwatyzmem, a zarazem skrytykował projekt piątki dla zwierząt. W jego opinii został on opowiedziany nie z pożądanej dla narracji prawicowej ekologii troski o jakość życia ludzi, ale jedynie poprawy dobrostanu zwierząt. Tymczasem istotnym argumentem w sporze np. wokół ferm norek jest przecież uciążliwość życia ich sąsiadów. Tego aspektu niemal całkowicie zabrakło w komunikacji projektu.

W zakresie sprawiedliwości zabrakło przygotowania do komunikowania zarzutów wobec niesprawiedliwości projektu wobec konkretnych grup. Projektodawcy od samego początku powinni być gotowi na odpowiadanie na zarzuty dotyczące potencjalnych ukrytych beneficjentów (to niemieckie spalarnie, producenci z innych państw dopuszczających ubój rytualny etc.).

Jeśli spojrzymy na dyskurs wokół piątki dla zwierząt z perspektywy lojalności, to dość szybko dostrzeżemy, że została ona potraktowana przez część wyborców i liderów opinii jako projekt nielojalny w stosunku do polskich rolników. Mieszkańcy polskiej prowincji, którzy w dużym stopniu należą do elektoratu partii rządzącej, poczuli, że potraktowano ich jak oprawców zwierząt, których należy prawnymi narzędziami resocjalizować na wielkomiejską modłę. W licznych wypowiedziach przeciwników projektów powracał argument, że przecież to właśnie żyjący bliżej natury i faktycznie opiekujący się zwierzętami mieszkańcy prowincji często dużo bardziej niż mieszczuchy zwierzęta rozumieją, szanują, opiekują się nimi.

Gdy zanalizujemy problem od strony autorytetu, okaże się, że ewidentnie zawiódł paternalistyczny język używany przez promotorów projektu. Argumenty „każdego przyzwoitego człowieka” i „dołączenia do grona państw cywilizowanych” w praktyce odwoływały się imaginarium zupełnie obcego wielu konserwatystom. Ba! Przypominały w dużym stopniu argumenty, którymi zwykle progresywiści próbują udowodnić wstecznictwo swoich ideowych, bardziej zachowawczych konkurentów.

Wreszcie, gdy chodzi o zagadnienie świętości/czystości, można dostrzec, że w komunikacji projektu zupełnie zabrakło próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego w sposób szczególny szanujemy życie norki. Projekt był postrzegany jako swoisty wstęp do szaleństwa ekologizmu. Dlaczego bowiem zakazujemy działalności zarobkowej opartej o zwierzęta futerkowe, ograniczamy pewne formy hodowli (halal i koszer), ale nie zakazujemy w ogóle produkcji mięsa? W argumentach przeciwników projektów częstokroć ten brak konsekwencji był przywoływany. Argumenty mogące odpowiedzieć na ten problem – chociażby te dotyczące zbytku czy konsumpcjonizmu, którego symbolem są ubrania ze zwierzęcych futer – nie miały odpowiedniej rangi w opowieści o projekcie.

Czy gdyby rządzący mieli na uwadze kubki smakowe konserwatystów i w ten sposób opowiadali o piątce dla zwierząt, to wówczas projekt miałby szansę na sukces? Nie wiadomo. Bez wątpienia jednak uwzględnienie perspektywy takiej jak rachunek zysków i strat (a właściwie bilansu beneficjentów i poszkodowanych), zwrócenie uwagi na uciążliwość życia sąsiadów ferm norek czy argumenty z porządku bardziej ascetycznego mogłyby chociaż część niechętnych wobec projektu nastawić do niego bardziej neutralnie.

Z pewnością pozytywnej opinii o projekcie sprzyjałby mniej konfrontacyjny, wartościujący język. Gdy padały argumenty z „przyzwoitego człowieka”, wielu konserwatywnych mieszkańców prowincji miało pełne prawo poczuć się potraktowanymi tak, jak zwykle czuli się, gdy byli traktowani przez wielkomiejskie, postępowe i liberalne elity. Ból był tym większy, że za projektem stała formacja, która na przywracaniu poczucia godności konserwatywnym mieszkańcom prowincji budowała swoje największe sukcesy.

Zielony konserwatyzm, czyli ekologia lojalistyczno-lokalistyczna

W podsumowaniu niniejszego szkicu rozwińmy propozycję narracji opartej o lojalność wobec tradycji, zwyczaju, utrwalonego stylu życia. Wydaje się, że dotychczas wykazane przesłanki – skuteczne zwiększenie świadomości ekologicznej Polaków przez pojawienie się w debacie lokalistycznego tematu smogu, osłabienie poziomu zagrożenia ekologicznego w czasie dominacji globalistycznych narracji spod znaku Grety Thunberg, jak i studium przypadku piątki dla zwierząt – wskazują, że aby zielony konserwatyzm mógł trafić pod strzechy, konieczne jest oparcie opowieści o nim właśnie na fundamentach lokalistyczno-lojalistycznych.

Mówiąc zaś bardziej precyzyjnie, dyskutowane wyzwania muszą mieć charakter namacalny, bliski i znany, a nie abstrakcyjny i odległy (jak te dotyczące smogu). Sposób konstruowania narracji nie może wpędzać odbiorców w poczucie bycia oskarżanym, gorszym, winnym. Wręcz przeciwnie – powinien bazować na docenieniu, pochwale, akceptacji. Spróbuję udowodnić, że wiele spośród typowych dla konserwatywnego polskiego habitusu postaw i przejawów prowincjonalnego stylu życia można uznać co najmniej za niesprzeczne, a w wielu przypadkach zbieżne z potrzebami transformacji ekologicznej.

Konserwatywni mieszkańcy polskiej prowincji, umowni przedstawiciele „ludu pisowskiego”, są bowiem nieuświadomionymi praktykami wielkich narracji lifestyle’wych: slow life, degrowth czy recyklingu. W praktyce na wielu płaszczyznach można ocenić ich styl życia jako dużo bardziej ekologiczny od tego, który wiodą konsumpcjonistyczni mieszkańcy polskich wielkich miast czy szeroko pojętego Zachodu. Źródłem tych postaw jest przyzwyczajenie do oszczędności, szacunek do tego, co mają, czy pokora wobec praw przyrody. Często nie identyfikują się jako zwolennicy ekologii, bo postrzegają ją jako ideologię narzucaną z zewnątrz. Język zielonego konserwatyzmu powinien być zatem językiem akceptacji i dowartościowania ich postaw. Tylko wówczas możliwe będzie długofalowe poparcie dla budowania na tym fundamencie zmiany potrzebnej w innych obszarach.

Przyjrzyjmy się kilku przykładom. Mają one charakter nieco anegdotyczny, jednak wskazują na kierunki pożądanego dalszego badania i refleksji.

a) Palenie kaloszem w piecu, czyli głęboko zakorzeniony recykling

Palenie gumowym kloszem w piecu jest symbolem szkodliwych, prowincjonalnych nawyków, dowodem bezmyślności i beztroski działań części naszych rodaków. Dość dobrze w debacie zidentyfikowano główną ekonomiczną przyczynę takich ograniczanych na szczęście w ostatnich latach praktyk. To ubóstwo energetyczne.

Rzadko jednak podnosi się pytanie o behawioralną podstawę takich działań. Tymczasem można postawić tezę, że nikt nie pali kaloszem w piecu na złość sąsiadom (i sobie samemu), by obniżyć jakość powietrza w okolicy. Skąd zatem ta praktyka? Śmiem twierdzić, że z charakterystycznej dla wielu Polaków oszczędności, niechęci do marnotrawstwa i… bezmyślnego śmiecenia. Co jest bowiem faktyczną alternatywą? Wyrzucenie gumiaka do lasu lub (w najlepszym razie) do kontenera.

Wykorzystywanie niepotrzebnych rzeczy do ogrzania domu jest więc przejawem jak najbardziej pożądanego recyklingu, choć akurat w tym wypadku intuicja została źle ukierunkowana. Nie ma sensu więc stygmatyzować ludzi, którzy działali w ten sposób. Warto raczej ich edukować i tłumaczyć, że to, co pozornie jest słuszne (nie śmiecimy), w praktyce jest szkodliwe.

b) Przeciwko depopulacji, czyli wielodzietność

Posiadanie dzieci w części radykalnych środowiskach lewicowych trafia na cenzurowane – ma być dowodem braku troski o planetę. Wedle tej logiki przecież im więcej ludzi, tym więcej antropogenicznych negatywnych zjawisk środowiskowych.

Tymczasem warto zwrócić uwagę, że posiadanie kilkorga dzieci zwykle jest o wiele bardziej ekologiczne, oszczędne i oparte o kulturę wielokrotnego wykorzystania tych samych dóbr (ubrań, wózków, zabawek, mebli etc.). W rodzinach wielodzietnych standardem jest ponowne używanie tych rzeczy, podczas gdy np. w modelu „2+1” wiele spełniających jeszcze swą funkcję przedmiotów nie zostaje wystarczająco wyeksploatowanych przed zakończeniem użytkowania.

Dodać można również, że w dużych rodzinach mamy zwykle do czynienia ze znacznie lepszym wykorzystaniem innych dóbr – zwykle mieszkają one na mniejszym metrażu w przeliczeniu na osobę, co przynosi różnego rodzaju oszczędności, z kosztami ogrzania gospodarstwa domowego na czele. Mniejszym problemem jest również marnotrawienie żywności. Przykłady tego typu można mnożyć.

Zdaje się więc, że wciąż wyższa na prowincji i w środowiskach konserwatywnych dzietność jest jednym z naturalnych obszarów, w których można na poziomie oceny ekologiczności dowartościować osoby o bardziej tradycyjnym spojrzeniu na rzeczywistość.

c) Szwagier naprawi, czyli polska oszczędność

Przychodząca do wielkich miast moda na naprawianie jest czymś niezrozumiałym dla wielu mieszkańców prowincji. W uboższych gospodarstwach domowych naprawianie zamiast wyrzucania nie jest bowiem powodowane modą na ekologię. Jest natomiast istniejącą od lat praktyką, wynikającą z oszczędności i ograniczonych zasobów. Zwykle wiąże się również z większymi umiejętnościami osób mieszkających na prowincji w tym zakresie. Podobnie rzecz się ma z wciąż rozpowszechnionym w wielu polskich gospodarstwach domowych zjawiskiem wymiany czy przekazywania używanych ubrań lub sprzętów.

Obrazowym przykładem może być też oszczędne gospodarowanie tak abstrakcyjnym dla wielkomiejskich liberałów „dobrem”, jakim są plastikowe opakowania po margarynie czy lodach, które służą potem za wyśmiewane w internetowych memach zbiorniki do mrożenia koperku. Choć przyczyną takiej postawy jest raczej przyzwyczajenie do oszczędności i niechęć do marnotrawstwa, wciąż jest to postawą dużo bardziej pożądaną z perspektywy ekologicznej niż wykorzystywanie w tym podobnych celach foliowych torebek kupowanych w sieciówkach.

Wydaje się, że to kolejny z przykładów bardziej rozpowszechnionych w konserwatywnej, niewielkomiejskiej części polskiego społeczeństwa, który może być dobrym punktem docenienia ich stylu życia.

d) Inne

Wśród innych zwyczajów, w których drzemie potencjał ukrytych postaw ekologicznych, wyliczyć można jeszcze patriotyzm gospodarczy (łączony zwykle z przekonaniem o lepszej jakości np. polskiej żywności, a w praktyce oznaczający skrócenie śladu węglowego w procesie dostaw) czy preferencję na rzecz naturalnych produktów bez dodatków chemii i GMO, często nisko lub samodzielnie przetworzonych.

Pewien potencjał związany z tęsknotą za bliskością natury drzemie również w charakterystycznym sentymencie wielu Polaków do mieszkania w domach na przedmieściach. Jakkolwiek generuje to szereg problemów związanych z tzw. rozlewaniem się miast, wyższych kosztów środowiskowych czy niższą efektywność energetyczną, to jednocześnie wydaje się, że sam pomysł zamieszkania z dala od wielkomiejskiej betonozy jest kolejnym potencjałem polskiego społeczeństwa, który warto zagospodarować w celu budowania postaw ekologicznych opartych o akceptację stylu życia.

Podsumowanie

Skuteczna komunikacja wyzwań, szczególnie jeśli w istotnym stopniu ma odwoływać się do zmiany indywidualnych postaw, nie może być antagonistyczna. Musi opierać się na tym, co znane i bliskie. Podstawą dla niej powinna być w pierwszej kolejności akceptacja i docenienie, a dopiero w dalszym kroku może wzywać do dalszych zmian, korekt, ponoszenia głębszych wyrzeczeń.

W wielu obszarach z powodów innych niż troska o środowisko sporo mieszkańców polskiej prowincji żyje o wiele bardziej ekologicznie niż często bardziej uświadomieni ekologicznie mieszkańcy wielkich miast. Oszczędność, szacunek do tego, co się posiada, wielodzietne i wielopokoleniowe rodziny, utrzymywanie bliskich relacji z krewnymi i sąsiadami – to przykłady żywych wciąż na konserwatywnej prowincji trendów, które można opowiedzieć na nowo i wpisać je w lifestyle’ową rewolucję ekologiczną.

Część z tych postaw jest dziś modą docierającą do wielkich miast, gdzie przedstawiciele nowo uświadomionych liberalnych, konsumpcjonistycznych elit nawracają się na bardziej oszczędne gospodarowanie dobrami. Być może szansą dla zielonego konserwatyzmu jest przekonanie adresatów tej narracji – konserwatywnych mieszkańców polskiej prowincji – że mają wiele powodów do dumy.

Przekonanie, że to ci rzekomo lepsi i bardziej od nich świadomi podążają za trendami, które są od dziesięcioleci elementem ich codziennego życia. Co więcej zaś, jeżeli ekologiczna rewolucja świata zachodniego jest dziś pewnego rodzaju ekspiacją za grzechy czasów kultu wzrostu i konsumpcji, być może „zacofani” mieszkańcy półperyferii mogą po prostu ten złowrogi etap pominąć.

Przemysław Czapliński, analizując przyczyny zmiany w nastrojach społecznych w połowie drugiej dekady XXI wieku, wskazywał, że porażkę poniosła pedagogika wstydu. Zwracał wręcz uwagę, że to, co miało być próbą zawstydzenia pewnych grup społecznych, np. stygmatyzowanie tzw. moherowych beretów, stało się w pewnym momencie powodem do dumy, źródłem pozytywnej zbiorowej tożsamości i autoidentyfikacji.

Nie można wykluczyć, że równie przewrotna metoda jest wskazana dla wielu życiowych praktyk mieszkańców polskiej prowincji, gdy chodzi o ich ekologiczny wymiar. Zamiast zawstydzać, doceniajmy to, co w nich dobre. Dopiero na tym fundamencie w połączeniu z rzetelnym edukowaniem na temat bliskich ciału lokalnych i nieideologicznych wyzwań środowiskowych udać się może długofalowa przemiana przedstawicieli oszczędnej polskiej prowincji w świadomych, zielonych konserwatystów.

Publikacja powstała we współpracy i ze środków Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych w ramach projektu Zielony konserwatyzm. Partnerem projektu jest Światowy Ruch Katolików na rzecz Środowiska Naturalnego. 

Tym dziełem dzielimy się otwarcie. Utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony oraz przedrukowanie niniejszej informacji.