Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Zielone innowacje – misja na kolejne trzy dekady

Zielone innowacje – misja na kolejne trzy dekady https://unsplash.com/photos/ficbiwfOPSo

Zielona rewolucja to wyzwanie nie tylko energetyczne, ale przede wszystkim technologiczne. Żeby stać się beneficjentem nadchodzącej transformacji, Polska potrzebuje inwestycji oraz sprawnych instytucji wspierających firmy i administrację w przeprowadzaniu zielonej i cyfrowej transformacji. Rolą państwa jest krytyczne rozpoznanie potencjału polskich wynalazków, wsparcie sieciowania naukowców i przedsiębiorców z odbiorcami innowacji w kraju i poza jego granicami oraz stawianie innowatorom wyzwań. Wówczas polskie firmy i instytucje będą mogły stać się pierwszymi klientami. To niezbędne wymogi do budowy nowego silnika polskiej gospodarki na kolejne dekady.

[POBIERZ PUBLIKACJĘ CENTRUM ANALIZ KLUBU JAGIELLOŃSKIEGO „ZIELONY KONSERWATYZM. WYZWANIA I REKOMENDACJE W 10 KLUCZOWYCH OBSZARACH”]

W Polsce dominuje pojmowanie polityki klimatycznej UE w kategoriach ogromnego, narzuconego z zewnątrz kosztownego obowiązku, który trzeba odkładać. Nie należy kwestionować wyzwania, jakie zielona transformacja stawia przed polską gospodarką, szczególnie przed sektorem energetycznym. Powinno się dostrzec także szanse, jakie stwarza. Aby z nich skorzystać, należy przełamać główne bariery, które są ulokowane w wadliwym systemie nauki i innowacji.

Wykorzystać środki unijne do transformacji

Mariana Mazzucato, autorka m.in. Przedsiębiorczego państwa, widzi rolę nauki i innowacji w realizowaniu cywilizacyjnych misji. W tym celu proponuje rezygnację z podziału nauki na dyscypliny i łączenie środków i wysiłku, aby rozwiązać istniejące społeczne problemy. Za wzór takiego paradygmatu stawiany jest raczej sposób działania amerykańskiej agencji DARPA, a nie funkcjonowanie klasycznych programów grantowych, które skupiają się na naukowej jakości. To myślenie trafiło na podatny grunt wewnątrz Unii Europejskiej.

Wizja Mazzucato pojawiła się dokładnie w czasie, w którym Europa zaczęła odkrywać, że w dziedzinie rozwoju sztucznej inteligencji pozostaje w tyle nie tylko za Stanami Zjednoczonymi, ale i Chinami. Mazzucatto była jedną z osób współtworzących kolejny naukowo-innowacyjny budżet UE, tzw. Horyzont Europa (Mission-Oriented Research & Innovation in the European Union – A problem-solving approach to fuel innovation-led growth). Ostatecznie wybrano pięć głównych tematów przewodnich: adaptację do efektów globalnego ocieplenia (w tym w wymiarze społecznym), leczenie nowotworów, poprawianie stanów wód lądowych, mórz i oceanów, rozwijanie inteligentnych miast oraz poprawę jakości żywności i gleby.

Kamieniem milowym w transformacji krajów Unii Europejskiej będzie najnowszy unijny budżet, który zakłada konieczność dekarbonizacji energetyki oraz zmiany w transporcie, budownictwie, rolnictwie, gospodarce wodnej i zarządzaniu miastami. To dziedziny, w których ekologiczny skok wymagać będzie często nieistniejących jeszcze rozwiązań inżynieryjnych, biomedycznych, chemicznych, programistycznych, materiałowych, elektronicznych i kosmicznych.

Nie wszystkie potrzebne rozwiązania będą wymagały prac badawczo-rozwojowych lub tworzenia wyspecjalizowanych nowych produktów. Pojawią się również unikalne problemy i wyzwania wymagające innowacyjnych, dostosowanych do aktualnych potrzeb rozwiązań. To właśnie może być szansą dla polskich naukowców, innowatorów i przedsiębiorców, którzy w niektórych przypadkach będą zajmować pole position do znalezienia odpowiedzi na wskazane wyzwania. Wysokotechnologiczne produkty i innowacje mimo postępów w ostatnich latach wciąż nie są domeną polskich firm, w szczególności tych małych i średnich.

Pełne wykorzystanie środków na cyfrową transformację powinno oznaczać nie tylko otrzymanie wysokiej jakości efektów, ale również umożliwiać polskim przedsiębiorcom i naukowcom skorzystanie z nich w największym stopniu. Jeśli tego nie zrobimy, to choć efekty inwestycji pozostaną w kraju, to rodzima gospodarka i nauka nie tyle stanie w miejscu, co zostanie w tyle. Z przechodzącego dynamiczną transformację rynku wypadać będą produkty i organizacje niedopasowane do nowych, zielonych warunków.

Z drugiej strony ogrom publicznych pieniędzy do wydania to szansa na jakościową zmianę w strukturze naszego PKB. Umiejętne wykorzystanie środków publicznych do pobudzenia wysokotechnologicznej innowacyjności w celu zaadresowania często unikalnych problemów może pozwolić na odejście od modelu gospodarki opartego o tanią siłę roboczą, co jest przecież jednym z ważniejszych celów wskazywanych w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Fundamentalne dla gospodarczej przyszłości są więc dwa pytania. Po pierwsze, jak sterować tworzonym przez unijne fundusze popytem, aby częściowo mogły na nim skorzystać również polskie duże, średnie i małe firmy? Po drugie, w jaki sposób system naukowo-innowacyjny powinien wspierać badaczy i przedsiębiorców w tworzeniu nowych produktów i usług pozwalających Polsce dokonać zielonej i cyfrowej transformacji?

To właśnie inteligentne połączenie zielonego popytu (zapotrzebowania na produkty i usługi) z podażą (tworzeniem produktów i usług służących zielonej transformacji) i wsparciem całego ekosystemu może być kluczem do kontynuacji gospodarczego wzrostu oraz skutecznej ekologicznej transformacji.

Nauka – najważniejsza inwestycja

Relacja między nauką a technologią nie jest jednokierunkowa. Wiele technologicznych innowacji rodzi się poza uczelnianymi lub firmowymi laboratoriami. Jednak badania pokazują, że rozwój technologiczny i nauka są wysoce skorelowane, a znacząca liczba patentów cytuje opublikowane wcześniej prace naukowe. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że pewnym fundamentem długoterminowego działania ekosystemu wspierającego przedsiębiorczą innowację są skutecznie działające uczelnie i instytuty.

Narzekania na niedofinansowanie rodzimej nauki są wręcz rytualnym elementem publicznej debaty. W 2018 r. osiągnęliśmy (rekordowy) poziom 1,21% PKB wydawanego przez sektor publiczny i prywatny na badania i rozwój. Mimo to wciąż zdecydowanie odstajemy od europejskiej średniej, a dynamika zmian pozostaje niska.

Źródło: Eurostat – wydatki na badania i rozwój według sektora, https://ec.europa.eu/eurostat/databrowser/view/t2020_20/default/line?lang=en

Delikatny wzrost nie wynika ze zwiększenia nakładów publicznych, lecz środków prywatnych, co jest oczywiście pozytywnym sygnałem. W latach 2008-2018 byliśmy liderem we wzroście prywatnych wydatków na badania i rozwój wśród europejskich państw – w tym czasie wydatki te wzrosły ponad czterokrotnie.

Źródło: opracowanie własne na podstawie Eurostat – wydatki na badania i rozwój według sektora, https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-datasets/-/tsc00001

Niestety publiczne wydatki na badania i szkolnictwo wyższe w Polsce właściwie nie podniosły się w latach 2007-2018 (według danych Eurostatu). Zarówno na początku, jak i na końcu tego okresu wyniosły około 0,4% PKB i uplasowały się znacząco poniżej średniej UE (0,69% PKB) i państw regionu, takich jak Czechy (wzrost z 0,54% do 0,73%) lub Słowenia (spadek 0,57% do 0,49%).

Źródło: opracowanie własne łączące kategorie wydatków rządowych i wydatków na szkolnictwo wyższe, wykonane na podstawie Eurostat – wydatki na badania i rozwój według sektora, https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-datasets/-/tsc00001

Dopóki za środkami prywatnymi nie podąży mądry wzrost nakładów publicznych, wciąż będziemy ryzykować rosnącym drenażem umysłów z uczelni do firm prywatnych, osłabieniem badań podstawowych i niedostatkiem kadr kształcących przyszłe kadry, co skutkować będzie długoterminową niewydolnością systemu innowacji. Wyzwanie to jest szczególnie ważne, gdy mamy na uwadze, że ze względów politycznych decyzja o zwiększeniu finansowania nauki nigdy nie znajdzie się wysoko na liście priorytetów. Potencjalne korzyści, jakie przyniesie wzrost dofinansowania nauki, będą odległe w czasie, co zniechęci decydentów do traktowania tej sprawy jako pilnej.

Źródło: opracowanie własne na podstawie Eurostatu – wydatki na badania i rozwój według sektora, https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-datasets/-/tsc00001

Problemem polskiej nauki jest nie tylko brak wystarczających nakładów finansowych. Dla wielu uczelni priorytet stanowi nie nauka, lecz dydaktyka. Potwierdzenie tej tezy znajdziemy w raporcie o młodych pracownikach naukowych – Nie zostaje czasu na pracę naukową – który został wykonany przez Akademię Młodych Uczonych PAN. Z raportu wynikania, że w praktyce młodzi naukowcy czas na robienie badań mają w weekendy, a za pisanie artykułów naukowych zabierają się w trakcie urlopu. Od czasu publikacji raportu w 2015 r. sytuacja nieco się zmieniła, m.in. doktoranci otrzymali obowiązkowe stypendium, jednak wciąż wiele brakuje nam do standardów zachodnioeuropejskich.

Mądre finansowanie oznacza odważne wsparcie badawczej roli naukowców. Dotacja w wysokości pół miliarda złotych dla 10 uczelni badawczy w konkursie Inicjatywa Doskonałości to krok w dobrą stronę. Polscy naukowcy, szczególnie ci zorientowani w zglobalizowanych dziedzinach, takich jak inżynieria czy nauki ścisłe, muszą bardziej uderzyć w globalną konkurencję. Rolą państwa jest zapewnienie im systemowych i finansowych warunków.

Większe wsparcie jest niezbędne nie tylko do zwiększenia czasowych możliwości pracy naukowej finansowanej ze środków budżetowych, ale także do ułatwienia pozyskania grantów zagranicznych. Kluczem do rozwoju badań nad zielonymi rozwiązaniami jest takie przygotowanie instytucji naukowych i samych naukowców, aby byli oni w stanie sięgać po unijne fundusze z naukowej części budżetu UE – Horyzontu Europa.

Nie zdobędziemy prestiżowych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych i środków na rozwój firm z tworzonej Europejskiej Rady Innowacyjności bez własnych inwestycji w fundamenty systemu badawczo-rozwojowego. Niski poziom publicznego finansowania nauki znajdował swoje odzwierciedlenie w niewielkiej skuteczności pozyskiwania unijnych funduszy. Niskie pensje, brak środków na wyjazdy na zagraniczne konferencje, niestabilność zatrudnienia czy przeciążenie obowiązkami dydaktycznymi przekładały się na małą ilość wysokojakościowej nauki i brak badaczy, którzy mieli czas, chęć i odwagę, aby startować w europejskich konkursach. Według analiz Petera Fischa w połowie 2018 r. ex aequo z Rumunią byliśmy najgorszym krajem Wspólnoty w kwestii tego, ile otrzymujemy z powrotem w zamian za każde wpłacone środki do unijnego funduszu na badania. W grantach uzyskiwaliśmy mniej więcej 33 eurocenty w zamian za każde wpłacone euro.

Źródło: wykonanie własne na podstawie danych z www.peter-fisch.eu (Eurostat, CORDIS, Budżet UE 2015), które wskazuje, ile zyskują państwa w zamian za każde wpłacone euro (Horyzont 2020 do czerwca 2018)

Naszym głównym problemem wcale nie jest jakość aplikacji. Według danych Komisji Europejskiej odsetek odnoszących sukces polskich aplikacji grantowych w Horyzoncie 2020 jest nieco wyższy niż unijna średnia (12,8% względem średniej 12,1%). Niewiele przyznanych grantów wynika więc ze zbyt małej liczby składanych wniosków: zaledwie 5,3% ogółu złożonych dokumentów w Horyzoncie miało przynajmniej polskiego konsorcjanta. Jeszcze gorzej wygląda nasz udział w eksperymentalnie tworzonej European Innovation Council – tam 111 grantów z Polski to zaledwie 1,6% całości wniosków.

Obok niedofinansowania jednym z problemów jest też konieczność nadrobienia historycznych zaległości w funkcjonowaniu w globalnych sieciach naukowych. Według Nature kraje, które dołączyły do UE w 2004 r. lub później, uzyskały jedynie 5% środków programu przy jednoczesnym wkładzie do budżetu w wysokości 9%. W obecnej formie Horyzont 2020 wręcz drenował fundusze na badania z krajów postkomunistycznych, dlatego kluczową rolę może odegrać walka na poziomie europejskim o finalny kształt programu Horyzont Europa, a przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak włączać nową Europę w konsorcja i programy grantowe Zachodu bez konieczności odpuszczania kryteriów jakościowych.

Poza decyzjami w Brukseli ważne jest proaktywne działanie na rzecz zwiększenia liczby aplikacji w Polsce. Pisanie grantów to przede wszystkim czas na przygotowanie wniosku oraz umiejętność trafienia w wymagane w konkretnych punktach kryteria. Wielu krytykuje ten system właśnie za bycie sztuką dla sztuki, która premiuje umiejętność zdobywania pieniędzy, a nie naukową jakość. Trudno nie uznać tych argumentów za choć częściowo zasadne. Ignorowanie przyjętych zasad gry będzie jednak skazywać Polskę na naukową peryferyjność.

Rosnący, choć dziurawy, system innowacji

W ciągu ostatniej dekady polski ekosystem innowacyjności przeszedł transformację. Pojawił się ekosystem startupów: inkubatorów, akceleratorów, aniołów biznesu i funduszy venture capital. Wzrost napędzała kreatywność rodzimych inżynierów i przedsiębiorców, ale korzystanie z tego potencjału nie byłoby możliwe bez wsparcia pieniężnego (i oferowanego przez nie know-how), w tym również dofinansowania ze środków pieniędzy publicznych (np. przez programy BRIdge Alpha czy ScaleUp).

To rozgrzewka, którą mamy już jednak w dużej mierze za sobą, co potwierdza raport The Polish Tech Scene. 5 years Fundacji Startup Poland. W 2019 r. w Polsce zainwestowano w startupy niemal 200 milionów dolarów, co dało nam 15. miejsce w Europie (według raportu State of European Tech 2019 Atomico).

Mimo istotnego postępu w czasie ubiegłej dekady polski ekosystem innowacji wciąż znajduje się w fazie wczesnego rozwoju. Aby nasi naukowcy i przedsiębiorcy mogli skorzystać na zielonej transformacji, musi on zmierzyć się z kolejnymi fundamentalnymi wyzwaniami – stworzeniem przestrzeni i wsparcia dla rozwoju tzw. głębokich technologii.

To innowacje często oparte o przełomowe wyniki badań naukowych i wysokotechnologiczną inżynierię, najczęściej wykraczające poza samo oprogramowanie, np. w dziedzinach takich jak biotechnologia, chemia czy inżynieria materiałów. Wymagają o wiele więcej czasu, gdyż okres rozwoju takiej firmy od pomysłu do produktu często liczy się nie w miesiącach, a w latach. W związku z tym, że to technologie dotyczące świata offline’u, często wymagane są laboratoria badawcze, eksperymenty w terenie i kosztowna certyfikacja. To nie tylko znacząco zwiększa koszty tworzenia takiej firmy (lub wewnątrzfirmowego projektu), ale stawia też nowe wymagania dotyczące kompetencji pracowników i współpracy z innymi biznesami czy uczelniami.

Z europejskiego rankingu innowacyjności (EU Innovation Scoreboard 2019) wynika, że mamy problem z kapitałem, słabą innowacyjnością naszych MŚP oraz – tu odstajemy od średniej UE najwyraźniej – kiepskim usieciowieniem ekosystemu. Mimo powoływania wszelkich hubów, biur transferu technologii, izb, klastrów czy innych klubów dyskusyjnych osuwamy się coraz niżej. Odsetek MŚP współpracujących nad innowacyjnymi rozwiązaniami z pozostałymi organizacjami w porównaniu do europejskiej średniej spadł z 52% w 2011 r. do 31% w 2018 r. Poprawił się jedynie wskaźnik publikacji naukowych powstających we współpracy ośrodków publicznych i prywatnych (z 9% wszystkich publikacji naukowych do 23%). Taki wynik niekoniecznie oznacza, że w Polsce jest z sieciowaniem w 2018 r. gorzej niż w 2011 r., ale z całą pewnością oznacza to, że większość krajów Europy rozwija swoje sieci szybciej, niż my jesteśmy w stanie je gonić.

Sieciowanie to nie kolejna nowomowa brukselskich dokumentów. Tworzenie efektywnych połączeń między administratorami, biznesmenami a naukowcami to fundament ekosystemu innowacji, wynikający z natury tego, czym one są.

Za kluczowy element decydujący o powodzeniu innowacji przyjmuje się model tzw. potrójnej helisy (m.in. Leydersdorff, The Knowledge-Based Economy and the Triple Helix Model), jaki zakłada umiejętną współpracę administracji, biznesu i środowiska naukowego. To koncepcja, wedle której dopiero połączenie osób diagnozujących potrzeby z ludźmi mogącymi dostarczyć rozwiązania daje potencjał rozwinięcia innowacji. Obecnie do helisy dołączana jest czwarta nić – społeczeństwo i organizacje pozarządowe, które również mają pomóc we wskazywaniu problemów do rozwiązania (np. Hashe, Hoglund, Linton, Quadruple helix as a network of relationships: creating value within a Swedish regional innovation system).

Sieci nie powstaną tylko dzięki powołaniu kolejnych instytucji – hubów czy centrów rozwoju. Ich realny postęp, znajdowanie problemów biznesowych, dialog trzech stron, pomoc prawna i organizacyjna przy inicjowaniu przedsięwzięć to bardzo złożony proces, który łatwo pozbawić wartości dodanej.

Przykładem ilustrującym aktualny stan usieciowienia są wyniki patentowe rodzimych uczelni, które analizował w Rzeczpospolitej” Paweł Grzegorczyk. Choć ogólna liczba patentów wzrosła znacząco w okresie 2005-2015, to średnia wartość kontraktu na przekazanie praw do własności intelektualnej lub udzielenia licencji wśród polskich uczelni wyniosła w 2017 r. zaledwie 55 tys. złotych. A to oznacza, że patenty albo nie są odpowiedzią na problemy wskazywane przez społeczeństwo i przedsiębiorców, albo nie mają okazji być rozwijane przez brak wiedzy, współpracy, chęci lub środków.

Pomiędzy sceptycyzmem a marzeniami

Musimy krytycznie spojrzeć na nasz naukowo-innowacyjny potencjał. Jesteśmy średniej wielkości krajem z całkiem dużym rynkiem wewnętrznym, który dopiero w ostatniej dekadzie zaczął reformę systemu naukowego i wsparcie rodzącego się systemu innowacji. W wielu dziedzinach konkurencja znajduje się daleko przed nami, co jest efektem zarówno większego doświadczenia, jak i łatwiejszego dostępu do finansowania.

Rosnący rynek zielonych innowacji przyciąga wielkich graczy. W większości przypadków Polska ma więc ograniczony potencjał do włączenia się w różne poziomy łańcuchów dostaw innowacyjnych usług i produktów we współpracy w ramach globalnej i europejskiej gospodarki.

Być może w bardzo wąskiej gamie wynalazków mamy know-how, fundusze i kontakty umożliwiające zbudowanie produktu od podstaw. Musimy mieć jednak świadomość tego, że z ograniczonymi środkami, rozwijającym się dopiero systemem innowacji i nauką przechodzącą przeobrażenia wkraczamy na pole, na którym zdecydowanie więksi gracze świadomie inwestują od lat. W tym kontekście należy wspomnieć, że rozwój zielonych technologii jest częścią chińskiej pięciolatki 2016-2020 (China’s green revolution goes global), a niemiecka polityka rozwoju odnawialnych źródeł energii obchodziła już dziesięciolecie (Eco-innovation in Germany). Kiedy dodamy do tego fakt, że są to państwa o potencjale wielokrotnie większym od naszego, zobaczymy wyraźnie, że sytuacja wymaga krytycznej analizy prawdziwego potencjału każdego polskiego patentu w porównaniu do tysięcy globalnych, przepracowania strategii rozwoju firm i niejednokrotnie szukania współpracy z za granicą.

Miejsce Polski w zielonym wyścigu technologicznym pokazuje raport Cleantech Innovation Index 2017 opublikowany przez Cleantech Group, WWF i Organizację Rozwoju Przemysłu ONZ. Bierze on pod uwagę zarówno wkład w innowacje (finansowy w postaci publicznych wydatków na badania i rozwój, infrastrukturę dla OZE, politykę, kulturę innowacyjności), jak i rezultat działania ekosystemu (inwestycje prywatne w powstające technologie, rosnące firmy, sprzedaże firm, ilość pracowników, obrót).

Polska w 2017 r. znalazła się na 24. miejscu na świecie. Choć, mając na uwadze potencjał gospodarczy, jest to niska pozycja, to należy podkreślić, że zaliczyliśmy największy skok w górę w rankingu względem poprzedniej edycji z 2014 r. Jest on efektem zmian w polityce R&D i wzrostu publicznych i prywatnych wydatków na zielone innowacje.

Istotnymi informacjami nie są tylko miejsce Polski i wyjaśnienie, z czego ono wynika. Raport pokazuje również, jak daleko w tyle zostawiają resztę centra globalnych zielonych technologicznych innowacji. Trzy czwarte odnoszących sukcesy startupów cleantechowych jest zgromadzonych tylko w czterech państwach: USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Kanadzie. W kategorii rejestrowanych patentów i wczesnych inwestycji venture capital – wskaźnika przewidującego przyszły wzrost zielonych innowacji – Polska zakwalifikowana została do krajów z niskim wynikiem.

Nie powinniśmy jednak uznać, że to rywalizacja nie dla nas. Wysokotechnologiczne innowacje są tylko jednym elementem innowacyjności. Równie istotne okazują się zmiany procesowe i organizacyjne, które umożliwiają firmom dostosowanie istniejącego produktu do nowego zastosowania czy wytwarzania go w sposób bardziej ekologiczny. Ta metoda poprawy innowacyjności nie wymaga zasobów, których Polska nie posiada.

Rekomendacja: rozpoznać nisze

Raczej nie zostaniemy globalnym hubem zielonych technologii. Nie oznacza to jednak, że nie istnieją obszary, w których mamy istotne przewagi konkurencyjne. W 2019 r. (głównie dzięki bezpośrednim inwestycjom zagranicznym) staliśmy się liderem w UE w eksporcie akumulatorów litowo-jonowych, co świetnie wpisuje się w unijny projekt stymulacji tego sektora dzięki European Battery Alliance.

Fabryka LG Chem pod Wrocławiem ma w przyszłości produkować akumulatory o pojemności 70 gigawatogodzin. Dla porównania wielka fabryka Tesli w Nevadzie wytwarza jedynie połowę tej pojemności. Produkcja akumulatorów to jedna z dziedzin, którą powinniśmy zweryfikować, sprawdzić, czy rodzima nauka dysponuje publikacyjnym lub patentowym potencjałem mogącym dać globalną przewagę konkurencyjną, zidentyfikować braki w ekosystemie, które nie pozwalają zamieniać wynalazków w produkty, a wreszcie zaadresować główne bariery.

Wyzwaniami są nie tylko wytworzenie naukowych wynalazków zdolnych globalnie konkurować i znalezienie finansowania ich rozwoju. O sukcesie decyduje trudna do pozyskania umiejętność rozbudowy wysokotechnologicznej firmy (w odróżnieniu od projektu laboratoryjnego), posiadanie kontaktów do potencjalnych pierwszych klientów i szybkie wejście we współpracę z potencjalnymi odbiorcami wynalazku.

Innymi słowy, powinniśmy uniknąć scenariusza, który zakłada zrobienia z Polski grafenowego hubu. W czasie, kiedy my rozwijaliśmy laboratoryjną technologię produkcji wysokiej jakości grafenu, świat koncentrował się na tworzeniu współpracy naukowców z biznesem, aby pracować również nad zastosowaniami. Produkt i zapotrzebowanie dyktują bowiem charakterystykę materiału.

Wielka Brytania poszła inną niż Polska drogą. Stworzyła National Graphene Institute, który obecnie współpracuje z ponad 80 podmiotami. Firmy mogą korzystać z centrum laboratoriów, współpracują z tamtejszymi naukowcami nad doskonaleniem produktów i mechanizmów ich wytwarzania. Brytyjczycy oczywiście podjęli się również inwestycji o wiele większej niż Polska. Ważną lekcją, jakiej udziela nam Wielka Brytania, jest podejście do komercjalizacji, którego w 2013 r. jeszcze nie mieliśmy i którego wciąż musimy się nauczyć. Komercjalizacja badań to przede wszystkim biznes i tworzenie produktów, a nie badania – to banalne hasło, które o wiele trudniej wdrożyć w życie.

Nisz, w których mamy szansę zbudować (często wspólnie z partnerami zagranicznymi) całe ekosystemy innowacji, jest z pewnością więcej. Konieczne jednak będzie zbadanie tych rejonów, w których mamy przewagę patentową, możliwy do stworzenia łańcuch komercjalizacji pomysłów, określenie potrzeb i brakujących elementów łańcucha. Do sukcesu potrzeba nie tylko potencjału naukowego i inwestycji, ale też umiejętności rozwinięcia prototypów w produkt i bliskiej dostępności klientów, którzy będą w stanie szybko wskazywać i pomagać rozwiązywać problemy.

Rekomendacja: wspierać naukowców w światowej konkurencji

Polska jest jednym z głównych płatników netto europejskiego funduszu naukowego. Zmiana tego stanu wymaga inwestycji finansowych, umiejętnego importu wiedzy i kompetencji, odważnego wsparcia naukowców w publikowaniu i aplikowaniu po zagraniczne finansowanie. Potrzebujemy więc radykalnego podniesienia finansowania nauki, większej liczby recenzentów konkursów grantowych NCN i NCBiR z zagranicy oraz sieci instytucjonalnego wsparcia.

Ministerstwo Nauki uruchomiło program Grantów na granty, czyli wsparcia finansowego badaczy, którzy, co prawda, nie otrzymali funduszy europejskich, ale o nie aplikowali i uzyskali pozytywne wstępne oceny. To skuteczne działanie motywujące, które jednak powinno zostać rozszerzone o pogłębione badania problemu: dlaczego polscy naukowcy tak rzadko decydują się na pisanie grantów? Na pewno warto zwrócić uwagę na ich przeciążenie, szczególnie obowiązkami dydaktycznymi.

Poza inwestycją finansową potrzebujemy instytucjonalnego wsparcia dla naukowców wszelkich szczebli: od doktorantów przez liderów grup naukowych po profesorów. To chociażby fundusze przeznaczane na udział konferencjach, sprawne i świetnie znające specyfikę grantowych wymagań uczelniane organizacje lub zewnętrzne firmy konsultingowe, zagwarantowaną pomoc w tłumaczeniu i korekcie językowej publikacji wysyłanych do międzynarodowych czasopism. Ustawa 2.0 w pewnych wymiarach stawia wymagania umiędzynarodowienia – najwyższy czas zintensyfikować wsparcie naukowców w ich wypełnianiu.

Być może najskuteczniejszą drogą do szybszego pozyskiwania wiedzy i inspirowania rodzimych naukowców do aplikowania po unijne środki jest skorzystanie z polskiej diaspory naukowej. Polacy za granicą często wykazują chęć nawiązania współpracy z uczelniami z Polski, co pokazywano w raporcie Niedostrzeżeni: Polska diaspora naukowa jako źródło kapitału społecznego Fundacji Polonium. Mniej więcej połowa takich ludzi nauki jest gotowa rozważyć powrót do Polski – to argument za kontynuowaniem i rozwojem działań Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej i programów grantowych, takich jak Polskie Powroty, które finansują przenosiny naukowców na krajowe uczelnie i zakładanie grup badawczych.

Ich międzynarodowe doświadczenie – w tym w publikowaniu i pisaniu grantów – jest nieocenionym źródłem wiedzy i inspiracji dla całych jednostek. Oczywiście powinniśmy też tworzyć więzy z tymi, którzy za granicą pozostaną. Współpraca międzynarodowa jest w końcu kluczem do sięgania po europejskie granty. Według raportu dotyczącego polskiej diaspory naukowej, przeprowadzonego przez Fundację Polonium, potrzebujemy między innymi aktywnej polityki sieciowania z polskimi badaczami pracującymi w najlepszych na świecie ośrodkach czy otwartych konkursów na stanowiska na polskich uczelniach. Badania Moniki Szkarłat pokazują, że nasza dyplomacja naukowa w porównaniu do francuskiej i czeskiej ma wciąż szczątkowy charakter, brak jej strategicznej wizji i koordynacji.

Rekomendacja: wykorzystać trend lokalnych innowacji

Specyfika problemów w konkretnych branżach czy samorządach będzie wymagać unikalnych, nowych rozwiązań. Choć zamówienia publiczne nie mogą premiować rodzimych firm, pewien ich odsetek może zostać wykorzystany do postawienia przed naukowcami i przedsiębiorcami problemów do rozwiązania.

Część technologii funkcjonuje w globalnej skali. To na przykład technologie fotowoltaiczne czy produkcja baterii. Jednak obok tego unikalne dla konkretnej sytuacji problemy firm czy samorządów coraz częściej wymagają wyspecjalizowanych innowacji produktowych lub procesowych. Ten trend szczególnie widać wśród tzw. inteligentnych miast, gdzie część systemów wciąż dostarczanych jest w skali globalnej przez wiodące korporacje, jednak coraz częściej w technologizowanie miasta angażowani są lokalni przedsiębiorcy, społecznicy, naukowcy czy obywatele.

Przykładem takich innowacji jest chociażby wykorzystanie w Polsce dronów do badania dymów wydobywających się z domowych kominów w celu odnajdywania w Katowicach osób palących w piecach śmieciami. Kraków we współpracy z PGE Energia Ciepła S.A. wdrożył dostarczoną przez polską firmę analityczną platformę Energy Lab, która pozwala analizować wykorzystanie mediów w sposób ciągły w miejskich budynkach. W ten sposób oceniono ich stan techniczny i priorytety termomodernizacji. Od 2018 r. koszt zużycia mediów w monitorowanych budynkach spadł o 700 tys. złotych. Zgorzelec stworzył energetyczny klaster, który ma na celu rozwój energii odnawialnej i docelowo pełną samowystarczalność regionu. W jego ramach zbudowano potrzebną sieć dystrybucyjną, a połączenie przez samorządy sił ułatwia negocjacje z globalnymi partnerami, np. przy budowie farm fotowoltaicznych.

Rekomendacja: tworzyć sieci

Potrzebujemy większej partycypacji poprzez sieciowanie. Aby kreować innowacje dostosowane do problemów konkretnych miast czy przedsiębiorstw, potrzebna jest przede wszystkim otwartość. Dla samorządów narzędziem budowania sieci wspierających lokalne innowacje są tzw. Urban Laby – laboratoria innowacji miejskiej. To fizyczne przestrzenie i zarządzające nimi organizacje, których zadaniem jest gromadzenie mieszkańców, przedsiębiorców, administratorów i naukowców w celu diagnozy problemów, opracowywania rozwiązań, testowania i ewaluację kandydatów, a wreszcie wdrożenie innowacji. Inaczej mówiąc, to centra, w których powstają nowatorskie pomysły na rozwiązanie realnych problemów mieszkańców.

To zresztą trend, który zapuszcza w Polsce korzenie – powstały już Urban Laby w Gdyni i Rzeszowie. Musimy skalować ten pomysł na wiele innych miast w kraju. Przykłady udanych sieci nie są jedynie odgórne: krakowski Smogathon był hackathonową odpowiedzią na jeszcze w 2015 r. dostrzegany głównie w Krakowie problem smogu. W 2019 r. zorganizowano wydarzenia w 6 krajach z globalnym finałem w Krakowie. Ponad 300 zespołów zastanawiało się, jak pomóc w walce ze smogiem, a zwycięzców czekały możliwości dalszego rozwoju pomysłów we współpracy z programami akceleracyjnymi, funduszami inwestycyjnymi czy wielkimi firmami.

Aby ułatwić firmom tworzenie i przyswajanie innowacji, potrzebujemy inicjatyw podobnych to tych, które finansowane są z funduszy UE Digital Innovation Hubs. DIH-y to nowy pomysł na łączenie podaży z popytem, w którym 6 wybranych w 2019 r. w całej Polsce jednostek zajmuje się diagnozą potrzeb przedsiębiorstw, przedstawieniem dostosowanych do ich sytuacji szans, jakie daje technologia i łączeniem firm-biorców innowacji z firmami-dostawcami.

Potrzebujemy jednostek – Hubów Zielonej Innowacji – w każdym województwie. Ich zadaniem byłoby przeprowadzenie procesuów zielonej i cyfrowej transformacji w sektorze publicznym i prywatnym. Nie powinny to być jednak think-tanki czy instytuty badawcze, ale raczej instytucje konsultingowe. Rolą hubów byłaby konsultacja potrzeb zgłaszających się podmiotów, poszukiwanie potencjalnych rozwiązań, przeprowadzanie sondaży pomagających firmom czy administracji diagnozować ich potrzeby, biorąc pod uwagę dostępne na rynku produkty, a następnie pomaganie w przejściu przez cały proces eksperymentu, ewaluacji. Do zadań hubów należałoby także wdrożenie zmian w skali całej organizacji. Być może słusznym rozwiązaniem jest również tworzenie takich branżowych jednostek, np. w oparciu o sieci Europejskiego Instytutu Technologii (takich jak EIT Digital czy EIT Food). W przypadku zdiagnozowania problemów, na które nie ma prostych rozwiązań, huby mogą pomóc w budowaniu lokalnych środowisk innowacyjnych, a także łączeniu potrzeb z przedsiębiorcami i naukowcami gotowymi je rozwiązać.

Być może podobną jednostkę musimy zbudować dla samej administracji. W rozmowie opublikowanej na portalu klubjagiellonski.pl Justyna Orłowska, szefowa programu GovTech (o którym niżej), wskazywała, że administracja często sygnalizuje problemy, na które już istnieją dostępne technologiczne rozwiązania. Trudno winić urzędników, że nie śledzą na bieżąco rozwoju technologii biznesowych. Powinniśmy więc stworzyć jednostkę odpowiedzialną za pomoc administracji w przeprowadzaniu cyfrowej i zielonej transformacji również na poziomie centralnym. Wzorem takiego podejścia jest Wielka Brytania, która stworzyła w 2011 r. osobną organizację, której celem jest pomoc w cyfrowej transformacji jednostek administracji – Government Digital Service. Wspiera ona zarządzających innymi częściami w diagnozie potrzeb, doborze rozwiązań i zarządzaniu samą zmianą. Jej głównymi dostawcami z założenia mają być małe i średnie firmy.

Harmonijna współpraca biznesu, nauki i administracji (potrójna helisa) to pewien wyidealizowany model. Jednak bez tworzenia realnych, branżowych i lokalnych sieci współpracy, a nie tylko konferencyjnej debaty, nie połączymy popytu z podażą.

Rekomendacja: zamawiać innowacje

Zamówienia publiczne mogą pomóc kreować popyt bez wskazywania zwycięzców czy selektywnego wyboru firm z Polski. Nowe prawo zamówień publicznych powstało właśnie w celu umożliwienia łatwiejszego brania udziału w przetargach mniejszych i średnich przedsiębiorstw. Co równie istotne z perspektywy budowy w Polsce zielonych innowacji wprowadza też możliwość stworzenia kryteriów innowacyjności i ekologicznych.

To z pewnością krok naprzód, który powinien zostać uzupełniony nowatorskimi metodami organizowania zamówień, które skupią się na rozwiązywaniu społecznych i rozwojowych problemów. Przykładem takiego podejścia jest program GovTech umocowany w KPRM. Założenie jest proste: to jednostka pomagająca administracji rozpisywać konkursy na rozwiązanie problemu. Stanowi to alternatywę wobec tradycyjnego przetargu. Takie innowacyjne rozwiązanie sprawdza się w przypadku spraw unikalnych, wymagających stworzenia i przetestowania dedykowanego narzędzia przed jego zastosowaniem. Konkursowy tryb zamówień składa się z selekcji problemów (odsiania tych, na które są już dostępne), dialogu technicznego z przedsiębiorcami i wynalazcami w celu wypracowania założeń i budżetu konkursu, a wreszcie dwóch rund konkursowych. Zwycięzca otrzymuje kontrakt na przetestowanie swojego prototypu i jego wdrożenie go w administrację wraz z oczekiwanymi celami jego działania. Obecnie GovTech prowadzi np. konkursy dotyczące systemu oceniającego możliwości i potencjał instalacji fotowoltaicznych (dla Taurona), aplikacji klasyfikującej wnioski o ochronę patentową (Urząd Patentowy RP) czy systemu oceny poprawności zdjęć dla Ministerstwa Cyfryzacji.

Nie jest to oczywiście rozwiązanie mające zastąpić przetargi publiczne, może być jednak cennym ich uzupełnieniem. Wymaga ono jednak ewaluacji i powiększenia skali, w tym przeniesienia na poziom lokalny, np. w oparciu o urzędy i huby zielonej i cyfrowej transformacji.

Angażowanie MŚP w przetargi powinniśmy osiągnąć również poprzez sfinalizowanie ciągnącego się projektu platformy internetowej (platforma do e-zamówień publicznych powstaje w bólach z liczonymi w latach opóźnieniami – aktualnie termin wyznaczony jest na 2021 r.).

Do tej pory przez internet dostępne są informacje jedynie o przetargach przekraczających unijne progi. W międzyczasie za naszą wschodnią granicą oddolnie powstał Prozorro – system chwalony na całym świecie, zbudowany w oparciu o rozwiązania open-source, wsparcie administracji i firm. Pozwala on nie tylko przejrzeć każde zamówienie publiczne na Ukrainie, ale też zajrzeć do wyciągów bankowych kont ministerstw lub zobaczyć aneksy (niejednokrotnie zmieniające zakres umowy i wynagrodzenie) do podpisanych z firmami umów. Archiwum Prozorro pozwala każdemu użytkownikowi obejrzeć zamówienie, znaleźć nazwisko urzędnika przygotowującego dokumenty, a w ramach przetargu wprowadzony jest drugi etap. Po złożeniu początkowej oferty zainteresowani mają możliwość anonimowego zapoznania się z innymi propozycjami i poprawienia swojej, co zwiększa konkurencyjność.

Zmiana prawa, choć jest słusznym krokiem, nie wystarczy zapewne, aby zmotywować rodzime MŚP do korzystania z publicznych wydatków. Internetowy system zamówień ma szansę stać się ważnym uzupełnieniem ograniczającym czas poświęcany na biurokrację, ułatwiającym śledzenie przetargów i ofert, a także umożliwiającym zwiększenie konkurencyjności. Ważne, aby ten system przynajmniej dorównał ukraińskim standardom otwartości platformy, łatwości w prowadzeniu zamówień, przejrzystości dla obywatela. Prawdziwym kluczem do wykorzystania publicznych środków na rzecz innowacyjności MŚP byłoby jednak zwiększenie skali i rozwój trybów zamówień w stylu przypominającym konkursy: stawiającym przed naukowcami i przedsiębiorcami problemy, a nie sztywne ramy rozwiązania.

Zrealizować dziejową misję

W ciągu ostatnich 30 lat Polska stała się europejskim przykładem udanej transformacji gospodarczej. Przyszedł czas na kolejny krok. Zielona transformacja nie musi być dla Polski wyłącznie kosztem, może okazać się polityczną i gospodarczą szansą na zbudowanie nowego silnika rozwoju. Musimy jednak mądrze poprowadzić publiczne inwestycje, aby zmienić obraz pokrytego smogiem kraju napędzanego węglem. Należy to zrobić w taki sposób, by równocześnie zyskali na tym polscy przedsiębiorcy. To wyzwanie pod wieloma względami trudniejsze niż transformacja lat 90. Tania siła robocza przestaje być istotnym czynnikiem konkurencyjnym, bo najważniejsze stają się zaawansowane technologie, których w Polsce brakuje.

Zielona transformacja wymaga ogromnego wysiłku po stronie zarówno polskich przedsiębiorstw, naukowców, jak i polskiej administracji. Szczególną rolę powinny odgrywać publiczne środki. Mogą one kreować popyt, dzięki czemu przedsiębiorcy i innowatorzy będą mogli planować nowoczesne rozwiązania bez obaw co do ich zapotrzebowania. Realizacja zamówień publicznych dla wielu firm innowacyjnych była kamieniem milowym w ich rozwoju, ponieważ pozwalała na zdobycie pierwszych dużych klientów. Próba połączenia popytu na zielone rozwiązania z tworzoną w kraju ich podażą daje szansę na rozruszanie polskiego ekosystemu innowacyjności, szczególnie w obszarze technologii głębokich (deep tech).

Należy jednak podkreślić, że realizacja tego optymistycznego scenariusza będzie trudna – wciąż brakuje w Polsce wiedzy, skali, doświadczenia we współpracy i finansowania. Stawka jest wysoka, bo dziś zielona transformacja firm, produktów i całych gospodarek przestaje być jedną z opcji, a staje się koniecznością.

Jeśli Polska nie przygotuje się do zielonej transformacji, nie tylko nie skorzysta z szansy włączenia się w nowy zielony łańcuch wartości, ale wręcz przeciwnie, zatrzymany zostanie trwający od 30 lat proces gospodarczej konwergencji wobec najlepiej rozwiniętych gospodarek Europy Zachodniej, a być może różnice rozwojowe się pogłębią.

Aby zielona transformacja przyniosła Polsce korzyści nie tylko środowiskowe, zmiana musi dotykać fundamentów zarówno systemu nauki, jak i innowacji. Wiara w to, że za pomocą nowo powołanych dedykowanych zielonych instytucji oraz zielonego finansowania uda się ominąć kluczowe problemy we wskazanych obszarach, jest naiwna. Jeśli polska gospodarka ma mieć zielony silnik, to nieuniknione są reformy całego systemu odpowiadającego za generowanie naukowej wartości, a także sposobu ich komercjalizacji. Żabi skok w zieloną innowacyjność nie może być więc pretekstem do odkładania zmian, które od wielu lat są wąskim gardłem innowacyjności polskiej gospodarki. Wręcz przeciwnie, nowe wyzwania powinny motywować do odrobienia zaległych lekcji.

Autor dziękuje za konsultacje (w kolejności losowej): Marcinowi Korolcowi, Krzysztofowi Boleście, Pawłowi Musiałkowi, Wojciechowi Przybylskiemu, Maciejowi Bukowskiemu, Jakubowi Bochińskiemu, Mateuszowi Bednarkiewiczowi i Bartoszowi Wawrzynowowi.

Publikacja powstała we współpracy i ze środków Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych w ramach projektu Zielony konserwatyzm. Partnerem projektu jest Światowy Ruch Katolików na rzecz Środowiska Naturalnego. 

Tym dziełem dzielimy się otwarcie. Utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony oraz przedrukowanie niniejszej informacji.