Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Autor „Polski średnich miast” w DGP: Od 1989 r. wszyscy patrzyli na Warszawę

przeczytanie zajmie 4 min
Autor „Polski średnich miast” w DGP: Od 1989 r. wszyscy patrzyli na Warszawę fot. Magdalena Karpińska

W wyniku nieprzemyślanej prywatyzacji nastąpił upadek przemysłu, który spowodował degradację małych i średnich miast. To właśnie one najbardziej ucierpiały na tych zmianach. A ich obumieraniu towarzyszyła cisza, bo media nie zwracały na to uwagi. Mało kogo interesowało, co działo się na prowincji, wszyscy patrzyli na Warszawę i kilka dużych miast, zwłaszcza po reformie administracyjnej 1999 r. Największe straty poniosły miasta i miasteczka Mazur, Podlasia, Pomorza Środkowego, Lubelszczyzny i Sudetów, które utraciły swoje jedyne nieraz zakłady przemysłowe. Stały się od tego czasu głównie lokalnymi ośrodkami obsługi okolicznych funkcji rolniczych, czasem turystycznych, a niekiedy istnieją same dla siebie – mówi w obszernym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” prof. Przemysław Śleszyński, autor wydanego właśnie przez Klub Jagielloński raportu „Polska średnich miast”.

Reindustrializacja szansą dla średnich miast

– Należy uczciwie powiedzieć, że ten przemysł był często zacofany, ale trudno zrozumieć, dlaczego w okresie transformacji nie starano się go odtworzyć w bardziej zaawansowanej technologicznie formie. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku nasz przemysł zaawansowanych technologii był opóźniony o dekadę w stosunku do państw zachodnich. Dzisiaj to przepaść, którą bardzo trudno będzie zasypać. Praktycznie nie mamy własnych produktów elektronicznych, biotechnologicznych, liczymy się jedynie w niektórych dziedzinach oprogramowania, ale to kropla w morzu potrzeb – zwraca uwagę.

[POBIERZ RAPORT]

– Reindustrializacja, a ściślej rzecz ujmując przesunięcia przestrzenne i strukturalne produkcji – bo zatrudnienie w przemyśle mamy na dość optymalnym poziomie ok. 25% – jest z pewnością pomysłem, który może pomóc w ożywieniu mniejszych miast. Oczywiście mam na myśli przemysł zaawansowany technologicznie. Tu nie chodzi o wydobywanie węgla i rudy miedzi, tylko o to, co z tych surowców można wytworzyć, co będzie lepsze od innych produktów – nowocześniejsze, bardziej funkcjonalne, oszczędniejsze – proponuje ekspert.

Deglomeracja instytucji publicznych jest potrzebna

– Przy tak dużym terytorium potrzebujemy więcej ośrodków, w których możemy spełniać swoje potrzeby  w rytmie dziennym, tygodniowym czy miesięcznym – podkreśla autor raportu. – Chodzi o to, aby tak dopasować sieć miast i transportu, miejsc pracy czy usług, aby dostępność do tych dóbr była jak największa. Bo jeśli wszystko koncentruje się z dala od miejsca zamieszkania, jest to nieefektywne. Jeśli zatem w różnych miastach są kina, teatry, filharmonie, firmy reklamowe, inżynierskie, prawnicze, to życie w tych miastach wygląda lepiej. Jednak coraz więcej miejsc pracy oraz usług jest skoncentrowanych w Warszawie i paru największych ośrodkach. I równocześnie bardzo trudno jest zachęcić biznes prywatny do przeprowadzki do mniejszego miasta – zwraca uwagę autor najnowszego raportu Klubu Jagiellońskiego.

– Państwo, które ma w swoich rękach urzędy, instytucje oraz trochę spółek Skarbu Państwa i mogłoby działać w tym obszarze aktywniej – proponuje Śleszyński – Nie ma ryzyka, że przenosząc do Białegostoku czy Olsztyna jedną z ważnych instytucji, nie będzie tam potencjału, żeby je utrzymać, bo będzie brakować urzędników. Wzrośnie prestiż miasta, funkcje administracyjne przyciągną funkcje biznesowe. Pojawi się zatem potencjał dla ściągnięcia kapitału poprzez klasyczne efekty mnożnikowe. Skuteczną politykę deglomeracji prowadzi wiele państw, na przykład Stany Zjednoczone i Niemcy – mówi ekspert w rozmowie z Kacprem Leśniewiczem.

Gdy zyski nie są transferowane zagranicę, to mniejsze ośrodki mają szansę przetrwać

Śleszyński podkreśla też istotną rolę kapitału stojącego za przedsiębiorstwami wymieniające jako wyjątek od reguły zapaści mniejszych ośrodków. – Weźmy 9-tys. Wysokie Mazowieckie, które na Podlasiu słynie z wielkiego zakładu mleczarskiego, obsługującego nie tylko pół Polski, ale z powodzeniem eksportującego na rynki zagraniczne. Firma zapewnia pracę mieszkańcom miasta i okolicznych wsi oraz spore wpływy do kasy miasta. Bo w Wysokiem Mazowieckiem firmy nie sprzedano koncernom zagranicznym, lecz należy ona do polskiego właściciela, który zyski inwestuje na miejscu. A niedaleko od tego miasteczka leżą Łapy, w których cukrownię sprzedano zagranicznemu inwestorowi. I jaki mamy efekt? Zakład już cukru nie produkuje, a my tę słodycz importujemy. Prof. Bolesław Domański z Uniwersytetu Jagiellońskiego już w 2000 r. postawił tezę, że znaczna część inwestycji zagranicznych w polskim przemyśle była po to, aby przejąć rynek zbytu, a nie coś produkować, a tym bardziej unowocześniać. To był problem, który w największym stopniu dotknął mniejsze i średnie miasta, bo one żyły z takich zakładów przetwórczych – przekonuje.

 – Fundamentem nowej polityki przemysłowej muszą być strategiczne programy, a za nimi winny płynąć środki unijne nakierowane na ożywianie przemysłu. Chodzi o to, by najpierw pojawiła się u nas myśl technologiczna, a następnie produkcja. Nieważne przy tym, skąd będzie pochodził kapitał. Ważne, by zyski zostawiał na miejscu. Bo dzisiaj jest tak, że produkty i usługi wymyśla się w najbardziej rozwiniętych krajach świata, a następnie szuka się miejsc o najtańszych kosztach produkcji i zyskownych rynków zbytu. To jest podstawowa przyczyna pułapki średniego dochodu dla państw, które są skazane na rozwój uzależniony. Noblista Joseph E. Stiglitz bez ogródek nazywa to współczesną formą kolonializmu. Trzeba także zachęcić największe polskie spółki, na przykład miedziowe czy naftowe, aby chciały poszerzyć swoją działalność i wejść na inne rynki produktowo-usługowe – proponuje autor „Polski średnich miast”.

Pełną wersję rozmowy przeczytać można w piątkowym magazynie Dziennika Gazety Prawnej z 20 lipca, a także m.in. na łamach portalu forsal.pl. Zachęcamy do lektury pełnej wersji raportu autorstwa prof. Przemysława Śleszyńskiego dla Klubu Jagiellońskiego, który właśnie opublikowaliśmy.