Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jarosław „nic nie mogę” Kaczyński i epoka imPiSybilizmu. Wokół weta Andrzeja Dudy, lex TVN i wywiadu prezesa PiS w Interii

przeczytanie zajmie 7 min
Jarosław „nic nie mogę” Kaczyński i epoka imPiSybilizmu. Wokół weta Andrzeja Dudy, lex TVN i wywiadu prezesa PiS w Interii Mikolaj Filip Formella/wikimedia commons

Minąwszy półmetek drugiej kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości, możemy już chyba uznać, że epoka lat 2019-2023 będzie przez publicystów i analityków najnowszej historii politycznej Polski wspominana jako „era imPiSybilizmu”. Straceńcza szarża tzw. lex TVN zakończyła się tak, jak prognozowaliśmy od samego początku – spektakularną porażką. W wywiadzie udzielonym Interii prezes PiS oddaje zaś hołd politycznemu credo swego głównego politycznego konkurenta, które sam Kaczyński popularyzował swego czasu, przezywając szefa Platformy „Donaldem »nic nie mogę« Tuskiem”.

„Niedawno z tego miejsca stawiałem pytanie gdzie jest premier. Ja oczywiście wiem, że fizycznie pan Donald Tusk jest. Tylko że pan Donald Tusk jednocześnie głosi, że nie może nic zrobić. Donald »nic nie mogę« Tusk – tak by to wyglądało. Po co nam tego rodzaju premier?” – pytał na konferencji prasowej latem 2011 roku Jarosław Kaczyński.

Od tamtego momentu minęła dekada, po której to wciąż Jarosław Kaczyński i Donald Tusk dominują nad polską sceną polityczną. Sytuacja zmieniła się jednak o tyle, że im dłużej Kaczyński rządzi, tym częściej oddaje sprawiedliwość minimalistycznej filozofii politycznej swojego głównego konkurenta.

Pojęcie imposybilizmu wprowadził do debaty publicznej swego czasu Marek Jurek. Potem w licznych wystąpieniach, jako znakomicie opisujące rzeczywistość III RP i w sposób szczególny rządów Donalda Tuska, twórczo rozwijał je Jarosław Kaczyński. Pierwszy bodaj Rafał Matyja zauważył, że ta filozofia ma mocne podstawy w rzeczywistości ustrojowo-instytucjonalnej. Tusk złożył hołd imposybilizmowi i w pewnym momencie niemal wziął go na swój polityczny sztandar, bo premier rzeczywiście może w Polsce dużo mniej, niż wszystkim się wydaje, a ta polityczna niemoc jest dramatycznym problemem naszego niesterownego państwa. Również Matyja zwracał uwagę już w poprzedniej kadencji, że obóz PiS zaczyna tych instytucjonalnych ograniczeń coraz częściej doświadczać.

Problem jednak w tym, że w ogromnym stopniu polityczna mitologia obozu rządzącego była i jest po dziś budowana właśnie na obietnicy przełamywania imposybilizmu. Druga kadencja rządów formacji Kaczyńskiego uświadamia dobitnie, że w wielu obszarach rzeczywistości na obietnicach się skończyło.

Krótka kronika pisowskich porażek

Weto ustawy zwanej lex TVN jest tego jednym z najbardziej doniosłych przykładów. Już w pierwszym tekście pisanym w lipcu komentując tę zaskakującą wówczas wrzutkę, stawiałem tezę, że z ambitnych planów partii rządzącej ostatecznie nic nie zostanie, bo wcześniej z tych czy innych powodów władza będzie musiała się wycofać. Decyzja prezydenta Andrzeja Dudy była co prawda wysoką instancją rozstrzygnięcia tego sporu, ale skończyło się tak, jak skończyć się musiało. Dobrze, że prezydent nie umył rąk i politycznie, nie uciekając się do wątpliwej ścieżki oceny konstytucyjności przez Trybunał Konstytucyjny, odważył się ją odrzucić z otwartą przyłbicą.

Ale to tylko jeden z wielu przykładów, jak wyglądają kolejne z najbardziej spektakularnych szarż rządzących. We wrześniu wyliczyłem ich w jednym z Klubotygodników aż dziesięć.

Poza lex TVN podobne zderzenia z twardymi realiami dotyczyły całego szeregu spraw wywołujących największe polityczne kontrowersje.

Kopertowe wybory w maju 2020 r. Zakończone wetami Andrzeja Dudy ustawy sądowe w roku 2017 i zmiana ordynacji do Parlamentu Europejskiego w roku 2018. Próba wprowadzenia podatku medialnego i powracające zapowiedzi opodatkowania cyfrowych gigantów. Piątka dla zwierząt. Ustawa o IPN. Po każdej z tych buńczucznie zapowiadanych spraw – ostatecznie zostawała histeria opozycji, emocjonalne rozedrganie opinii publicznej i… niesmak. Dokładnie taki, jak w starym dowcipie – nic nie ukradli, ale niesmak pozostał.

Spowiedź z imposybilizmu

Kolejne wywiady i wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego z ostatnich miesięcy coraz częściej świadczą właśnie o brutalnej konfrontacji lidera PiS z rzeczywistością rządzenia. Na tegorocznym kongresie partii wymieniał właściwie wprost jej przykłady, jak choćby próbę reformowania wymiaru sprawiedliwości czy program Mieszkanie Plus. Opublikowana 27 grudnia rozmowa dla portalu Interia przeprowadzona przez Piotra Witwickiego i Marcina Fijołka to wręcz kronika imposybilizmu.

W reakcji na kolejne pytania szef PiS odpowiada z niemal żelazną konsekwencją – „nie da się”, „nic nie mogę”, „nie mam na to wpływu”. Inflacja? „Na to, co się dzieje w szeroko rozumianej sferze energii na świecie, wpływ mamy ograniczony, jeśli nie znikomy”. Podwyżki stóp procentowych? „Sądzę, że będą kolejne, choć to tylko moja sugestia, wpływ na decyzje jest żaden”. Wybór Adama Glapińskiego na kolejną kadencję? „To decyzja prezydenta, a nie moja”.

Likwidacja Izby Dyscyplinarnej? „Nie jest to moje zadanie, by oceniać w tej chwili działania Pałacu Prezydenckiego. Ale sprawa Izby Dyscyplinarnej i zmian w Sądzie Najwyższym bez pewnych kłopotów, w moim przekonaniu: pozamerytorycznych, byłaby załatwiona”. Wpływ na TVN po przyjęciu kontrowersyjnej, zawetowanej właśnie ustawy? „Marek Suski może tak uważa, a ja wielokrotnie mówiłem, że to niemożliwe”.

Podsłuchiwanie Brejzy, Giertycha i Wrzosek? „Nie wiem, co z tym Pegasusem. (…) Nie mam o tym większego pojęcia”. Reforma wymiaru sprawiedliwości? „Mówię po sześciu latach nieudanego reformowania sądownictwa. (…) Zbigniew Ziobro nie był tu jedynym decydentem. (…) – Opowieść o tym wymagałaby tego, byśmy wszyscy znali kulisy tych zmian. Nie mogę tego dziś zdradzić, może opiszę to kiedyś w pamiętnikach. (…) Jeszcze raz panom powtarzam: działają tu i mechanizmy zewnętrzne”. Pozycja premiera Morawieckiego? „Każdy ma przeciwników (…) Takie jest życie”.

Cytaty można mnożyć. Najbardziej uderzają chyba jednak, niepozbawione słuszności, przemyślenia Kaczyńskiego dotyczące zarządzania epidemią. „To pytanie o to, co się w Polsce da wyegzekwować. Nie ma sensu podejmować decyzji nie do wyegzekwowania. Były maseczki: i co policja zrobiła w tej sprawie? (…) Ja polecenia kontroli i egzekwowania przestrzegania nakazu wydawałem, sprawa stawała na każdym posiedzeniu komitetu bezpieczeństwa. Wierzę też, że minister czy komendant to zalecali, ale proszę pamiętać, że to działa, jeśli działają wszystkie organy. Gdy policjanci wiedzą, że w sądzie ich interwencja się obroni” – przekonuje prezes PiS.

Fałszywa opowieść o sprawnym państwie w zasięgu ręki

By było jasne – ogromnej większości powyższych porażek nie żałuję. W wielu przypadkach były to złe z definicji, a w najlepszym razie nieprzemyślane co do formy ich wprowadzenia, koncepcje. Trudno mieć też pretensje, że rządząca po raz pierwszy „na dłużej” prawica dopiero teraz zderza się z faktycznymi ograniczeniami państwowej władzy.

Trudno jednak zaakceptować dwa fakty. Po pierwsze, notoryczne inicjowanie kolejnych skazanych na porażkę bitew to gorzej niż zbrodnia. To błąd – kosztowny w wymiarze instytucjonalnym, demokratycznym i międzynarodowym. Nieustające porażki w zetknięciu z instytucjonalno-ustrojowym imposybilizmem raczej go tylko umacniają, niż pozwalają przełamywać. W społeczeństwie budują poczucie frustracji i podnoszą do nieznośnych poziomów emocjonalną polaryzację w sprawach, z których ostatecznie nic nie wynika. Wobec naszych zagranicznych partnerów i konkurentów – tylko podkreślają słabość państwa i jego podatność na zewnętrzne wpływy.

Druga okoliczność jest jeszcze bardziej przygnębiająca. Jeżeli po zderzeniu z realiami PiS wciąż próbuje tych samych metod – trudno znaleźć ku temu racjonalne wytłumaczenie. Do głowy przychodzi jedynie tragiczna alternatywa. Albo Kaczyński pogodził się z imposybilizmem i nie ma ambicji przełamywania go, a wywołuje kolejne awantury tylko po to, by karmić najtwardszy elektorat opowieściami o sprzysiężonych mrocznych siłach i budować zręby przyszłych politycznych mitów. Albo też – zwyczajnie pozbawiony jest zdolności dostosowywania metod do realiów, które go zaskoczyły.

Faktem jest bowiem, że żyjemy w czasach głębokiego kryzysu władzy politycznej w całym świecie Zachodu. W szerszym kontekście – pisał o tym obszernie przed dwoma laty w opublikowanym na naszych łamach szkicu o filozofii politycznej PiS Marcin Kędzierski. Z kolei Michał Rzeczycki całkiem niedawno analizował źródła nieudolności zachodnich liberalnych demokracji – należę do tych, którzy sądzą, że wciąż jesteśmy jedną z nich i rządy PiS tego nie zmieniły – w walce z pandemią.

Jeżeli jednak diagnozy naszych autorów są trafione – od wciąż przenikliwego lidera politycznej prawicy w Polsce należałoby oczekiwać umiejętności dostosowania metod do tych obiektywnych trudności. Wszak przypisywany Einsteinowi aforyzm głosi, że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.

Braku sprawczości długo nikt nie przełamie

Ale ta historia to oczywiście nie tylko opowieść o imposybilizmie władzy PiS. To też bardzo gorzkie podsumowanie działalności opozycji, grająca w tym spektaklu z wielkim zaangażowaniem, które z pewnością cieszy scenarzystę, czyli samego prezesa Kaczyńskiego. Rządzący wrzucając kolejne idee nie do zrealizowania, mogą liczyć, że każdym z nich wywołają u swoich konkurentów odruch Pawłowa – oburzenie na „wysokim c”, sejmowe spektakle, kolejne demonstracje w tym samym gronie.

Koniec demokracji, zdrada stanu, moralna kompromitacja – ogłaszają liderzy opozycji partyjnej i medialnej średnio raz w tygodniu. Jakby byli nieświadomi, że coraz mniej poważnie brzmią zarzuty o pełzającym autorytaryzmie w przypadku władzy, która co i rusz potyka się o własne nogi.

Być może dzisiejsza opozycja zasłuży na wyborcze zwycięstwo dopiero wówczas, gdy zrozumie, że rządzących należy rozliczać z tego, że nie radzą sobie z rządzeniem, a nie za to, że deklarują iż chcieliby rządzić skutecznie. Nie mówiąc o tym, że być może dla całej klasy politycznej byłoby również impulsem ku tak potrzebnej refleksji nad tym, jak wreszcie nie tylko w deklaracjach, ale i praktyce zacząć przełamywać dojmujący brak sprawczości polskiego państwa. Na dziś jednak, niestety, nijak się na to nie zanosi.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.