Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Potrzebujemy mentalnego przełomu, by w Kościele docenić małżeństwa tak, jak kapłanów

przeczytanie zajmie 8 min
Potrzebujemy mentalnego przełomu, by w Kościele docenić małżeństwa tak, jak kapłanów Camillo Procaccini | Wikimedia

Jesteśmy sformatowani przez myślenie, że Chrystus jest na krzyżu i w Eucharystii, adoracji i sakramencie pojednania. Ale że jest On w relacji miłości męża i żony, a w konsekwencji w ich współżyciu seksualnym, to są rzeczy dla ludzi kompletnie niepojęte. Małżeństwa nie mają świadomości rangi swojego powołania. Misja małżeństwa jest tak doniosła, a odpowiedzialność tak wielka, że nie można małżonków uważać tylko za świeckich wiernych. Tak jak się rozróżnia świeckich i kapłanów, tak trzeba rozróżnić świeckich i małżonków. W rodzinie uczymy się komunikacji, współpracy, poświęcenia i na tym budujemy nasze dalsze życie w wymiarze społecznym. Analogicznie na wspólnocie małżeńskiej powinna się oprzeć każda wspólnota kościelna. Jeśli pogłębimy teologię małżeństwa i odkryjemy duchowość małżeńską, to może będzie można ustanowić w Kościele nowe relacje i nadać mu nowy dynamizm.

W swojej ostatniej książce „Obudzić sakrament małżeństwa” ksiądz przedstawia pomysł seminariów małżeńskich. O co w nim chodzi?

Trzeba dzisiaj zacząć myśleć podobnie jak Kościół myślał w epoce reformacji. Uświadomił sobie wówczas, że moralny, duchowy i intelektualny poziom kapłanów jest za słaby jak na wyzwania czasów intelektualnej i duchowej konfrontacji z protestantyzmem – i wtedy wymyślił seminarium duchowne. Wcześniej formacja księży polegała na tym, że kapłan wychowywał kapłana – kapłani formowali ministrantów, a wśród tych chłopaków wyrastał następca proboszcza. Otrzymywał święcenia po tym, jak się nauczył odprawiać mszę świętą. I taki sposób przez wieki chyba był wystarczający, choć oczywiście nie zawsze się sprawdzał. Potem okazał się już niewystarczający, a nawet szkodliwy. Od czasu wprowadzenia seminariów poziom intelektualny i moralny kapłanów rzeczywiście bardzo się podniósł.

W jakim sensie mamy teraz podobne czasy?

Małżeństwo otrzymuje ciosy z każdej strony – od seksualności przez migrację zarobkową po stres związany z obecnym tempem życia. Mamy fale rozwodów, aborcję. Do życia małżeńskiego trzeba formować, bo ludziom brakuje wzorców do naśladowania. Nie wiedzą jak być mężem, żoną, ojcem, matką. Nie wiedzą jak ze sobą rozmawiać albo jak prowadzić wspólnie dom.

To samo dotyczy wzorców we współżyciu seksualnym. Wiele osób wyobrażenie o współżyciu seksualnym czerpie z pornografii. To wszystko powoduje olbrzymią destrukcję małżeństwa. Przez lata kultura, obyczaje i wzorce małżeństwa były wystarczająco silne, żeby się jej oprzeć. Natomiast w kulturze współczesnej małżeństwo się rozpada. To jest znak, że czas, aby podejść do małżeństwa inaczej. A my mówimy nie tylko o małżeństwie jako takim, ale o małżeństwie sakramentalnym, które jest sposobem życia jeszcze bardziej wyjątkowym i wymagającym specjalnej formacji.

Jak konkretnie miałyby wyglądać działalność seminariów małżeńskich?

Nie chodzi o to, żeby małżeństwa zamknąć na kilka lat tak jak kleryków, i to przed ślubem. To jest inne powołanie i ma inną dynamikę. Kiedy narzeczeni przygotowują się do sakramentu małżeństwa, to naturalnie wchodzą w okres sprzyjający formacji, który mógłby i powinien trwać nie dłużej niż rok.

Taki przedłużony, pogłębiony kurs przedmałżeński?

Właśnie nie. Nie kurs przedmałżeński, tyle, że bardziej wydłużony, ale początek procesu formacji, która będzie nadal trwała po ślubie jeszcze kilka lat. Kluczowe jest, to, aby po ślubie małżonkowie dalej się formowali w atmosferze zaufania. W miejscu, gdzie mówi się o problemach małżeńskich, o których nie można usłyszeć na mszy w niedzielę. Chodzi o to, żeby było miejsce, które formuje młode małżeństwa. Miejsce, do którego małżonkowie będą mogli wrócić, gdy pojawią się trudności. Gdy będą chcieli odnowić swoją więź małżeńską. Na przykład kiedy małżonkowie mają małe dzieci, które bardzo absorbują, to mogą nie umieć dbać o relację ze sobą i pojawia się kryzys. Do seminarium można zawsze wrócić wiedząc, że tam można znaleźć wsparcie. Nie chodzi tylko o pomoc praktyczną, ale o obudzenie życia łaską sakramentu małżeństwa, co jest fundamentalne dla małżeństwa sakramentalnego.

Kto powinien prowadzić seminaria małżeńskie?

Formacja młodych małżeństw powinna być prowadzona przez bardziej doświadczone małżeństwa razem z kapłanem. Młodzi małżonkowie powinni mieć łatwy dostęp do bardziej doświadczonych małżeństw. Mieć ich numer telefonu, móc się z nimi spotkać. Nie być pozostawionym samym sobie.

Czy seminarium małżeńskie miałoby być obowiązkowe?

Nie w sensie obowiązku uczestnictwa, ale zobowiązujące do uczestnictwa, gdy już się stanie jego członkiem. Wiele małżeństw wcale nie chce podejmować formacji nad sobą i nad swoim powołaniem. Nie myślą nawet w tych kategoriach. Dobrze jest im tak, jak żyją. Nie szukają głębi, nie szukają życia sakramentem. Jedyne, co w tej sytuacji można dla nich zrobić, to stworzyć instytucję, żeby mieli gdzie się zwrócić, gdy poczują taką potrzebę.

Są jednak też takie małżeństwa, które chcą odkrywać swoją małżeńską drogę do Boga. Tymczasem w Kościele nie ma wspólnot powołaniowych, które by dbały o rozwój powołania małżeńskiego. W efekcie powstają małżeństwa, biorą sakrament, potem się rozpadają, a w parafii nawet nikt o tym nie wie. Żeby myśleć o seminariach małżeńskich trzeba najpierw dokonać dość zasadniczego przełomu mentalnego i docenić małżeństwo tak, jak docenia się kapłaństwo. Kapłaństwo jest stanem, czyli ten sposób życia jest wpisany w samą strukturę Kościoła. Małżeństwo jest też stanem, a więc jego wpływ na Kościół powinien być bardzo wyraźny – aż po wzięcie odpowiedzialności za wiele sektorów życia kościelnego. Żeby jednak to było możliwe, to trzeba rozwinąć się do takiego poziomu, aby widzieć, że realizuję powołanie dane mi przez Boga.

Dlaczego ksiądz uważa, że małżeństwo jest odrębnym stanem w Kościele, tak jak stan kapłański i zakonny?

To nie jest mój pogląd. To jest zapisane w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Myśl tę można znaleźć także w Katechizmie Kościoła Katolickiego. W tych dokumentach ranga małżeństwa jest rozumiana na dużo głębszym poziomie niż my zwykliśmy to czynić.Niestety nauczanie Kościoła w tym temacie jest nieznane. Na przykład kiedy czytamy dokumenty Soboru w oryginale, po łacinie, małżeństwo określa się jako „ordo”. To słowo zostało przetłumaczone na język polski jako „sposób życia” a oznacza stan życia, który ma inną rangę.

To już tylko krok do „styl życia” lub nawet „life style”, który kojarzy się mało poważnie.

No właśnie. „Stan” ma jednak dużo głębsze znaczenie niż „sposób życia”. Widać to wyraźnie w przypadku kapłaństwa, które również jest „ordo”. W naszej mentalności i tradycji ta grupa fundamentalnie różni się od pozostałych wiernych Kościoła. Jest to wyjątkowe powołanie, z wyjątkowymi zadaniami, obwarowane szczególnymi regułami, a także pewnymi przywilejami, aby mogło zrealizować swoją misję. Kościół rozeznaje, że o to powołanie trzeba się w szczególny sposób troszczyć, bo jest dla Kościoła bardzo ważne, wręcz niezastąpione.

Choć rola małżeństwa jest bardzo ważna, w naszym dzisiejszym rozumieniu jest ono czymś zwykłym, a jego bezpośredni wpływ na Kościół – prawie żaden. Małżeństwa nie mają świadomości rangi swojego powołania. Małżeństwa nie mają żadnej specjalnej formacji w Kościele. Nawet jeśli osoby tworzą małżeństwo i należą do jakiejś wspólnoty, to podlegają tej samej formacji co świeccy.

Z tego sformułowania wynikałoby, że małżonkowie nie są osobami świeckimi?

Rzeczywiście, uważam, że wierni zawierając związek małżeński wychodzą z laikatu i tworzą nowy stan – stan małżeński. Misja małżeństwa jest tak doniosła, a odpowiedzialność tak wielka, że nie można już małżonków uważać tylko za świeckich wiernych. Tak jak się rozróżnia świeckich i kapłanów, tak trzeba rozróżnić świeckich i małżonków. Tymczasem niestety nie ma specjalnej ochrony tego powołania ani właściwego wsparcia dla misji realizowanej przez małżeństwo.

Co ksiądz przez to rozumie?

Małżeństwo ma swoją bardzo ważną misję w Kościele. Określiłbym to tak, że ma ono za zadanie budowanie wspólnoty. Sakramenty kapłaństwa i małżeństwa to sakramenty budowania wspólnoty. Kościół wyrasta z małżeństwa. Konkretniej, wspólnotowość Kościoła powinna być tworzona przede wszystkim przez małżeństwa. Tak jak w rodzinie uczymy się komunikacji, współpracy, poświęcenia i na tym budujemy nasze dalsze życie w wymiarze społecznym, tak na wspólnocie małżeńskiej powinna się oprzeć każda wspólnota kościelna. Cały klimat wspólnotowości w Kościele powinien być tworzony przede wszystkim przez małżeństwa. Małżeństwa powinny być w samym centrum Kościoła.

Jeśli w Kościele dominują wspólnoty starszych osób, to nie wyrażają one za dobrze płodności, żywotności, aktywności i wspólnotowości Kościoła. A gdzie w Kościele ton nadają małżeństwam tam jest ruch, aktywność i życie. To są ludzie w odpowiednim wieku już odpowiedzialni za wspólnotę, jaką jest ich rodzina. Odpowiedzialność za rodzinę przygotowuje ich do wzięcia, razem z kapłanami, odpowiedzialności za Kościół.

Jakiś przykład?

Kogo kapłan powinien sobie wziąć za współpracowników w parafii? Może oprzeć się na pomocy wdowy lub zaangażowanej młodej dziewczyny. One mają dużo wolnego czasu. Ale czy to jest dojrzała decyzja? Na pewno byłaby praktyczna. To zrobić jest łatwo. Ale najbardziej dojrzałą wspólnotą – nie jednostką, nie singlem – we wspólnocie Kościoła jest właśnie małżeństwo. Współpraca kapłana z małżeństwem wnosi całkiem nową jakość.

W swojej najnowszej książce pisze ksiądz: „Gdyby duchowość pary małżeńskiej udało się strukturalnie umocnić, to w XXI wieku powinna ona wreszcie pełnić w Kościele rolę wiodącą”. Jak ksiądz wyobraża sobie wiodącą rolę małżeństwa?

Wydaje mi się, że trzeba pójść najpierw po linii tego, jak działa sakrament kapłaństwa. On tworzy odrębną rzeczywistość w Kościele, jest powołany do budowy wspólnoty Kościoła, do szczególnej troski za Kościół. Tak samo małżeństwo ma rolę szczególnej troski o Kościół. Małżeństwa nie można zdefiniować tylko jako łaski danej samym małżonkom i ich rodzinom dla nich samych, choć budowanie ich wspólnoty jest najważniejsze.

Małżonkowie mogą wziąć na siebie całą formację narzeczonych, formację dzieci i młodzieży, ekonomię parafii. W  ten sposób wejść w strukturę Kościoła. Sakrament małżeństwa ustanawia ich szczególną relacje z Chrystusem i z Kościołem, co oznacza, że ta wspólnota jest w szczególny sposób złączona z Chrystusem jak żadna inna wspólnota w Kościele. Jest jego wzorem i szczególnym miejscem działania Boga w nim. Jeśli pogłębimy teologię małżeństwa i odkryjemy duchowość małżeńską, to może będzie można ustanowić w Kościele nowe relacje. Może będzie można nadać Kościołowi nowy dynamizm.

Czym więc jest duchowość małżeńska?

Duchowość małżeńska wyrasta na odkryciu wyjątkowej łaski sakramentu małżeństwa. Na przyjęciu Chrystusa, który się objawia przez współmałżonka w ciele mężczyzny i kobiety. Przez ciała małżonków jest obecny w więzi, jaką tworzą ze sobą. Wcale nie jest łatwo odkryć tutaj Chrystusa, bo nasze schematy myślowe przeszkadzają nam w tym, nawet te najbardziej katolickie.

Jesteśmy sformatowani przez myślenie, że Chrystus jest na krzyżu i w Eucharystii, adoracji, sakramencie pojednania. Ale że jest On w relacji miłości męża i żony i w konsekwencji w ich współżyciu seksualnym, to są rzeczy dla ludzi kompletnie niepojęte! Jeżeli małżonkowie przyjmą Chrystusa do swojej więzi i odkryją, że On także tu jest obecny, to zaczyna się całkiem inny sposób życia z Chrystusem.

Na czym polega ta zmiana?

Miłość Chrystusa nabiera cech miłości ludzkiej. Wtedy rozmowa z małżonkiem ma inny wymiar, tworzy się inne podejście do współżycia seksualnego. Pojawia się troska o zwyczaje małżeńskie, które pomagałyby uświadomić sobie, że Chrystus jest z nami. Trud wspólnego życia jest także życiem z Chrystusem. Mówimy o bogactwie sposobów budowania więzi czy odnawiania więzi małżeńskiej jako o drodze do świętości. Życie z Chrystusem jest przeżywane w codzienności i w ciele. Akcentuję tutaj relację do Jezusa Chrystusa celowo, aby nie mówić o nie wiadomo jakim doświadczeniu religijnym, które się kojarzy z jakimiś specyficznymi stanami duchowymi. Mówię o o wierze w obecność osoby Jezusa we więzi męża i żony. za czym idzie bardzo konkretna miłość drugiej osoby.  Jest to olbrzymi temat otwarty dla poszukiwań i zrozumienia. To właśnie duchowość małżeńska, która czeka na odkrycie.

Rozmowa odbyła się podczas rekolekcji w domu rekolekcyjnym Ogniska Światła i Miłości w Kaliszanach.