Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jak atom, to tylko z Francji? Wyjaśniamy, kto powinien wybudować polską elektrownię jądrową

Jak atom, to tylko z Francji? Wyjaśniamy, kto powinien wybudować polską elektrownię jądrową Źródło: Jakub Szymczuk/Kancelaria Prezydenta RP - https://www.facebook.com/prezydentpl/photos

Wybór Francji jako strategicznego partnera przy realizacji polskiego programu jądrowego wydaje się najwłaściwszym rozwiązaniem. Francuzi z Amerykanami i Koreańczykami wygrywają aktualnym doświadczeniem, ale nie to jest najważniejsze. Strategiczna współpraca Polski z Francją może zmienić o 180 stopni „antyatomową” politykę suflowaną w Unii Europejskiej przez Niemcy i kilka mniejszych krajów. A bez tego nie zmniejszymy uzależnienia europejskich gospodarek od wysokoemisyjnych źródeł energii.

Trwający kryzys energetyczny, objawiający się rekordowymi cenami energii, dał rozjaśnił przyszłość atomu w Europie. W ostatnich latach wiele państw pod sloganem troski o środowisko rezygnowało z energii jądrowej na rzecz elektrowni gazowych i OZE. Wiele wskazuje jednak na to, że ten niekorzystny trend się odwróci. Problemy podażowe w obecnym systemie energetycznym w połączeniu z coraz bardziej ambitnymi celami dekarbonizacyjnymi pokazały wagę atomu w zielonej transformacji UE.

Wzrastająca fala proatomowych nastrojów w Europie i pojawiające się wątpliwości co do gazu ziemnego jako paliwa przejściowego mogą pomóc w realizacji opóźniającego się polskiego programu jądrowego, a zwłaszcza w uzyskaniu finansowania i obniżeniu kosztów budowy dzięki efektowi skali. To właśnie brak środków na tę ogromną inwestycję był zawsze główną bolączką polskiego programu jądrowego.

W tych okolicznościach do Polski trafiają coraz bardziej konkretne propozycje budowy elektrowni. W poprzednim tygodniu wyraźny sygnał chęci włączenia się w grę o atom w Polsce wysłał koreański KHNP. Wcześniej wstępną ofertę przesłał francuski EDF, a w październiku zeszłego roku Polska podpisała umowę ze Stanami Zjednoczonymi ws. rozwoju energetyki jądrowej, zgodnie z którą amerykański Westinghouse najpóźniej do jesieni 2022 r. prześle do Warszawy konkretną ofertę.

Renesans atomu w UE?

Na budowę elektrowni jądrowej w Polsce mocno wpłynie finał trwających negocjacji na forum unijnym dot. wpisania atomu jako technologii „zielonej” do taksonomii UE (czyli systemu jednolitej klasyfikacji działań na rzecz zrównoważonego rozwoju).

Jeżeli atom będzie zielony, to znacznie ułatwi to znalezienie źródeł finansowania i obniżenie jego kosztów dla nowych elektrowni jądrowych w UE, a przez to dalszą popularyzację i rozwój tej technologii w Europie. Pod takim postulatem podpisali się w połowie października ministrowie 10 państw (Bułgarii, Chorwacji, Czech, Finlandii, Francji, Polski, Rumunii, Słowacji, Słowenii i Węgier).

Europejska taksonomia kategoryzuje technologie pod kątem ich wpływu na środowisko, aby wskazać inwestorom, w które obszary powinni inwestować, jeśli chcą wspierać agendę Europejskiego Zielonego Ładu. Taksonomia będzie podstawą do utworzenia standardu dla zielonych obligacji emitowanych w celu stworzenia „zrównoważonego długu” w wysokości 250 mld euro w ramach unijnego funduszu odbudowy.

Trwający obecnie kryzys energetyczny spowodował, że w ostatnim czasie o atomie poza jego tradycyjnymi zwolennikami pozytywnie wypowiadali się także przedstawiciele rządów Niderlandów (Stef Blok) i Szwecji (Anders Ygeman). Także w Belgii obserwujemy zmianę w podejściu do atomu. Wcześniejsza decyzja o wygaszeniu belgijskich reaktorów do 2025 r. stała się zarzewiem ostrego konfliktu w koalicji rządzącej.

Ponadto fińska minister energii, Mika Lintilä, podkreśliła pod koniec października, że atom jest ważnym elementem rozwiązań prowadzących do neutralności. Stanowisko Finlandii może być prognostykiem na zmianę także w innych państwach. Fińska Partiach Zielonych po latach ostrego lobbowania przeciw energetyce jądrowej, obecnie będąc u władzy, nie tylko pragmatycznie ją akceptuje, ale zgodziła się także na lobbowanie na forum UE za uznaniem atomu jako zrównoważonego źródła energii.

Co więcej, w niedawnym newsletterze brukselskiego Euractiv pojawia się stwierdzenie, że atom będzie na pewno uwzględniony w finalnym dokumencie, a dyskusje odbywają się już tylko na temat szczegółów. Te doniesienia potwierdzają wypowiedzi najważniejszych postaci Komisji Europejskiej – Ursula von der Leyen podkreśliła wagę atomu jako stabilnego źródła energii.

Drzwi do wpisania atomu jako „zielonej technologii” w taksonomii uchylił ważny lipcowy raport naukowego ramienia Komisji Europejskiej, Wspólnego Centrum Badawczego (JRC), który określił go jako technologię bezpieczną i kwalifikującą się pod „zieloną etykietę”.

Jednak nie wszyscy w UE są przekonani co do miejsca atomu w energetycznej transformacji. Od lat najbardziej wpływowym przeciwnikiem pozostają Niemcy, którzy w ramach swojej polityki Energiewende odchodzą od atomu na rzecz gazu ziemnego i OZE oraz lobbują na unijnym forum, aby pozostałe kraje zrobiły tak samo. Także Austria, Luksemburg i Dania wyrażają swój sprzeciw w sprawie wpisania energetyki jądrowej do europejskiej taksonomii.

Komisja Europejska pracuje nad pogodzeniem obu stron sporu. Za wskazówkę co do kształtu przyszłej propozycji Komisji Europejskiej może posłużyć październikowy wywiad dla „Financial Times” komisarz odpowiedzialnej za usługi finansowe, stabilność finansową i unię rynków kapitałowych, Mairead McGuinness, która potwierdziła, że aktualnym terminem przedstawienia taksonomii jest koniec roku.

McGuinnes jako przykładowe wyjście z impasu nakreśliła stworzenie nowej kategorii – „bursztynowej”, która miałaby zapewnić energetyce jądrowej miejsce w UE w trakcie okresu przejściowego, nie zniechęcając do niej inwestorów, a jednocześnie rezerwując zieloną kategorię dla mniej kontrowersyjnych technologii. Komisarz podkreśliła, że KE pracuje nad tym, aby nowe regulacje nie były czarno-białe i zostawiały przestrzeń do korekt. Przychylne unijne wiatry chcą wykorzystać Amerykanie, Francuzi i Koreańczycy, aby zainwestować w energetykę jądrową nad Wisłą.

Czego oczekuje Polska?

W przyjętej na początku roku Polityce energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040) wskazano 2033 rok jako ten, w którym zacznie pracować pierwszy blok elektrowni jądrowej w Polsce. PEP2040 zakłada, że kolejne bloki będą uruchamiane co 2-3 lata, aż do wybudowania 6 bloków do 2043 r. Koszt projektu jest szacowany na 100-130 mld zł. Tę wizję doprecyzowuje Program polskiej energetyki jądrowej (PPEJ), ostatnio aktualizowany 2 października zeszłego roku. PPEJ szacuje, że do ok. 2045 r. energetyka jądrowa będzie odpowiedzialna za ok. 20% produkcji energii elektrycznej dzięki reaktorom o łącznej mocy zainstalowanej 6-9 GW.

W PPEJ podkreślono korzyści wybrania jednej technologii dla wszystkich reaktorów (efekt skali obniżający koszty kolejnych inwestycji), którą będzie reaktor wodny ciśnieniowy (PWR) o mocach 1000-1650 MWe netto. Według twórców programu jest to wyjątkowo bezpieczna i najbardziej popularna technologia, która dominuje w Europie i nie odnotowano nigdy w jej kontekście dużych awarii oddziałujących na środowisko.

PPEJ wskazuje również koniec tego roku jako moment wybrania dostawcy technologii – nie wydaje się to jednak realne. Dostawca technologii zostanie wybrany najwcześniej najprawdopodobniej pod koniec 2022 roku.

Ochłodzone stosunki z Waszyngtonem

Jeszcze rok temu wydawało się, że na wyraźnym prowadzeniu w wyścigu o polski atom znajdują się Stany Zjednoczone. 19 października 2020 r. Pełnomocnik Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej Piotr Naimski i sekretarz energii USA Dan Brouillet podpisali umowę dot. współpracy w celu rozwoju programu energetyki jądrowej.

Jej głównym punktem jest sporządzenie przez stronę amerykańską (a dokładniej Westinghouse Electric Company) raportu z prac koncepcyjno-wykonawczego, który będzie podstawą dla złożenia oferty w ciągu 18 miesięcy od wejścia (luty 2021) jej w życie, czyli na jesieni 2022 r. Na przygotowanie raportu amerykańska agencja USTDA (U.S. Trade and Development Agency) wyłożyła 10 mln dolarów.

W finansowaniu ma wziąć udział m.in. amerykański EXIM Bank (Export-Import Bank of U.S.), który udziela kredytów eksportowych. Przykładem takiego wsparcia w naszym regionie jest 8 mld dolarów kredytu udzielonego na rozbudowę elektrowni jądrowej Cernavoda w Rumunii. Sygnałem determinacji Waszyngtonu jest otworzenie w maju centrum usług wspólnych Westinghouse w Krakowie, które do końca br. ma zatrudnić 160 osób, głównie specjalistów z sektorów IT, finansów i HR.

W ramach oferty amerykańskiej zostanie zaproponowany projekt budowy reaktora generacji III+, AP1000. Takie same reaktory były przedmiotem podpisanego 1 września porozumienia między ukraińskim Energoatomem i Westinghouse. Amerykanie mają w jej ramach dokończyć budowę elektrowni Chmielnicki, a w przyszłości wybudować 4 nowe reaktory – szacowany koszt projektu to 30 mld dolarów. Bułgaria także przymierza się do umowy dot. rozwoju jej energetyki jądrowej z amerykańskimi jednostkami.

AP1000 działa obecnie w Chinach, choć warto przypomnieć, że ta inwestycja notowała duże opóźnienia i była znacznie droższa niż zakładano. Ponadto budowa dwóch reaktorów tego typu w amerykańskiej elektrowni VC Summer jest od 2017 r. zawieszona – po tym wydarzeniu Westinghouse ogłosił bankructwo. Rok później firma została zakupiona przez kanadyjskie Brookfield Asset Management, które na dłuższy czas zawiesiło nowe inwestycje tego typu. Inny projekt Westinghouse, Vogtle, obejmujący budowę 2 reaktorów AP1000 w Georgii (USA), notuje już 5-letnie opóźnienie i jego koszt jest już dwukrotnie wyższy względem pierwotnie szacowanego (prawdopodobne te reaktory zaczną pracować dopiero w drugiej połowie 2022 r. i w 2023 r.).

Odbudowywanie relacji z Francją

13 października długo zapowiadaną wstępną ofertę do Warszawy wysłał francuski gigant energetyczny, EDF (Électricité de France), która obejmuje budowę od 4 do 6 reaktorów EPR (także reaktor typu PWR, III generacji) o mocy od 6,6 do 9,9 GW w dwóch lub trzech lokalizacjach. Propozycja jest zgodna z polskimi wytycznymi i zawiera także plan rozwoju lokalnego łańcucha dostaw. W lipcu EDF otworzyło biuro w Warszawie odpowiedzialne za dalsze negocjacje dot. atomu nad Wisłą, a co więcej Paryż powołał pełnomocnika ds. współpracy jądrowej z Polską.

Reaktory EPR (European Pressurized Reactor) budowane są w Wielkiej Brytanii (Hinkley Point C), Finlandii (Olkiluoto), a także we Francji (Flamanville). Co więcej, francuski gigant energetyczny planuje wybudować 6 reaktorów EPR w Indiach. Paryż poważnie rozważa także budowę kolejnych 6 takich jednostek u siebie. Ponadto determinację rządu francuskiego w proatomowy kurs po raz kolejny potwierdził prezydent Emmanuel Macron, niedawno zapowiadając wydłużenie czasu działania części elektrowni jądrowych.

Warto jednak zaznaczyć, że francuska firma także często napotykała problemy w trakcie swoich dotychczasowych inwestycji. Problemy z finansowaniem ukończenia budowy brytyjskiego Hinkley Point zmusiły francuski koncern do zwrócenie się do Chin z propozycją mniejszościowego udziału w inwestycji. Kolejnym tego przykładem jest obiekt w francuskiej Normandii, Flamanville, którego koszty potroiły się w trakcie budowy, a harmonogram jest opóźniony o ponad 10 lat.

Bezpieczna oferta z dalekiej Korei

Najnowszym odcinkiem atomowej sagi nad Wisłą jest sygnał wysłany w pierwszych dniach listopada przez koreański KHNP (Korea Hydro&Nuclear Power), który proponuje sześć reaktorów PWR generacji III+, APR1400, o łącznej mocy 8,4 GW. Ofertę wyróżnia fakt, że koreańska firma obiecała transfer doświadczeń i wiedzy, aby Polska stała się po zakończeniu projektu samodzielna technologicznie w kontekście energetyki jądrowej. Koreański gigant zapowiada zmieszczenie się w bardzo ambitnych (wydawałoby się, że wręcz nierealnych) terminach polskiego rządu – 2033 r. pierwszy reaktor i co 2-3 lata kolejne; 6 reaktorów do 2043 r.).

Korea Południowa rozpoczęła budowę rodzimego sektora jądrowego w latach 70. i dzisiaj jest już na etapie niezależności technologicznej. Dwa bloki APR1400 działają w Korei Płd., natomiast kolejne 4 są w budowie. Jedyną zrealizowaną budową tego nowoczesnego reaktora za granicą jest inwestycja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie w elektrowni Barakah działają już 2 bloki, a kolejne 2 są na ukończeniu. Należy podkreślić, że ten projekt odznaczył się wyjątkową terminowością (zwłaszcza jak na sektor jądrowy), co dodatkowo zbudowało międzynarodowe uznanie dla KHNP.

Francuski atom na czele

Waszyngton, Paryż czy Seul – na który kierunek powinien zdecydować się polski rząd? Mając na uwadze dostępnie publicznie informacje (nie można wykluczyć, że nie wiemy o pozakulisowych negocjacjach), to Francuzi są najlepszym partnerem do budowy pierwszej elektrowni w Polsce.

Na korzyść Francji przemawia ogromna popularność technologii jądrowej w tym kraju (w przeciwieństwie do USA) – atom odpowiada za ponad 70% mocy zainstalowanej w francuskim systemie elektroenergetycznym (ok. 45 GW). Ponadto EDF sfinalizowało w ostatnich latach kilka podobnych inwestycji i jest w trakcie kolejnych. Co więcej, EDF planuje dalszą ekspansję w sektorze energetyki jądrowej, m.in. w Indiach i we Francji. To wszystko oznacza doświadczenie i aktualne zdolności do obsługiwania tego projektu także na etapie eksploatacji. Pewnym zagrożeniem są występujące wcześniej problemy z terminowością i zmieszczeniu się w planowanych kosztach przez inwestora.

Jednak – patrząc na obecną kondycję powoli odradzającego się sektora jądrowego po drugiej stronie Atlantyku – to ryzyko nie jest wcale mniejsze niż w przypadku wybrania amerykańskiego kierunku. Największe nadzieje na terminowości niesie ze sobą oferta koreańska, lecz ona przegrywa z francuską na polach innych niż energetyka.

Poza odpowiednimi zasobami i bieżącym doświadczeniem, wybranie oferty Paryża może być prawdziwym game changerem w aktualnie wyjątkowo słabej pozycji Polski w Unii Europejskiej. Polsko-francuski sojusz w polityce klimatycznej, który choć już jest widoczny, zostałby przypieczętowany tą ogromną inwestycją.

Głębsza współpraca tych państw miałaby szansę (z poparciem mniejszych państw) wymusić ustępstwa na Niemczech co do jej wizji bezatomowej Europy. Z perspektywy rządu PiS zbliżenie na linii Paryż-Warszawa pozwoliłoby także na wzmocnienie pozycji polskich przedstawicieli w negocjacjach dot. praworządności, odblokowanie polskiego Krajowego Planu Odbudowy, a także dałoby szansę na osłabienie ewentualnie powstałych napięć w przyszłości.

Pamiętajmy także, że po Brexicie bliska geograficznie od Warszawy Francja stała się jeszcze ważniejszym partnerem handlowym Polski (trzeci największy rynek dla polskich towarów), co oznacza, że możliwe są dodatkowe, mniejsze bonusy towarzyszące atomowi.

Te korzyści zdają się powoli dostrzegać polscy decydenci – choć jak na razie są to ostrożne gesty. Pod koniec października o potencjalnej współpracy z Paryżem w obszarze energetyki jądrowej przychylnie wypowiadał się Andrzej Duda po spotkaniu z prezydentem Macronem. W połowie tego samego miesiąca premier Mateusz Morawiecki spotkał się z przedstawicielami francuskiego przemysłu nuklearnego.

Czy jednak mamy na tyle silną pozycję w tych negocjacjach, aby aż tyle ugrać? Nawet jeśli nie, to lepszych kart niż atom próżno szukać. Francji bardzo zależy na rozwoju energetyki jądrowej, aby móc ten produkt nie tylko rozwijać u siebie, a także eksportować, czerpiąc na tym zyski. Do tego Paryż potrzebuje korzystnego otoczenia dla tej technologii w Unii Europejskiej, a także nowych inwestycji (tak jak ta w Polsce), którymi mógłby się pochwalić potencjalnemu klientowi.

Ponadto już w kwietniu odbędą się wybory prezydenckie, co nakłada presję na Emmanuela Macrona, aby wizerunkowo zapunktować we francuskim społeczeństwie także poprzez duże inwestycje zagraniczne, budujące narrację o sile Paryża pod jego rządami. Ta potrzeba stała się jeszcze pilniejsza po zerwaniu przez Australię kontraktu na budowę łodzi podwodnych na rzecz oferty amerykańsko-brytyjskiej we wrześniu.

***

Oczywiście wiele w najbliższych miesiącach może się jeszcze w powyższym bilansie zmienić. Stany Zjednoczone mogą zaoferować niezwykle atrakcyjne finansowanie czy zaoferować pokaźne rabaty w zakupach sprzętu wojskowego. Korea może wykorzystać siłę swojej gospodarki i zaoferować dodatkowo poważne inwestycje – np. fabryki motoryzacyjne, kolejne zakłady produkcji akumulatorów czy innych zaawansowanych technologii.

Na dzisiaj to Francja wydaje się liderem dzięki połączeniu bieżących doświadczeń, woli politycznej i zysków dla Polski na forum unijnym. Zanim jednak na którąś opcję się zgodzimy, należy wysłuchać wszystkich oferentów i postarać się wytargować jak najwięcej. Atom jest bowiem naszą aktualnie najsilniejszą kartą, której nie możemy zmarnować.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.