Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Małżeństwo w epoce Tindera

Małżeństwo w epoce Tindera Rafał Gawlikowski

Narcyz, Tinder, Pornhub – symbole trzech coraz mocniej dominujących na Zachodzie arcynowoczesnych modeli erotycznej relacyjności. Już tylko sakramentalne małżeństwo z jego radykalną koncepcją bycia-razem-aż-do-śmierci rzuca im wyzwanie. Obrączka i przysięga małżeńska to dzisiaj prawdziwa antropologiczna transgresja, pozwalająca uwolnić się z piekła gombrowiczowskiego kosmosu, którym podszyta jest cała współczesność.

Andromeda uwalnia się z okowów

Po wielu miesiącach żmudnej weryfikacji procedura zakończyła się wynikiem pozytywnym. Federalna Agencja Żywności i Leków dopuściła Enovid do komercyjnego użytku. W ten sposób w roku 1960 w Stanach Zjednoczonych do sprzedaży trafiła pierwsza pigułka antykoncepcyjna na świecie. Przedstawiciele handlowi koncernu G.D. Searle, producenta i dystrybutora Enovidu, natychmiast rozpoczęli pielgrzymki po lekarskich gabinetach. Starając się przekonać ginekologów do przepisywania pigułki pacjentkom, po swoich wizytach pozostawiali różnorakie gadżety firmowe – zwykle były to notatniki i pióra.

Szczególnie wymowne znaczenie ma jeden z tych upominków: plastikowy przycisk do papieru ozdobiony figurką nagiej kobiety, która zrywa kajdany i wznosi dumnie głowę ku niebu. Z tyłu gadżetu można było wyczytać następujące słowa: „Od początku kobieta zmuszona była podporządkowywać się cyklicznym mechanizmom swego układu rozrodczego i godzić się na nie, a nierzadko nawet na ich zaburzenia. Teraz, w niespotykanym wcześniej stopniu, zyskała możliwość unormowania, ulepszenia lub wręcz zatrzymania cyklu oraz potencjału reprodukcyjnego. Dlatego symbolem Enovidu, pierwszego leku całościowo regulującego cykl miesięczny, jest postać ze starożytnej greckiej mitologii: Andromeda uwalniająca się z okowów”.

Tych kilka marketingowych fraz dobrze oddaje istotę antropologicznej rewolucji, jaką przyniosła ze sobą ta niewielka pigułka. Po pierwsze, pozwoliła na emancypację kobiet spod biologicznego determinizmu, uwolniła je od zewnętrznego przymusu natury, który wyznaczał rytm ich życia seksualnego. Tym samym kobieta zyskała niespotykaną dotąd kontrolę nad własną seksualnością. Patrząc na sprawę z perspektywy biopolitycznej można by powiedzieć, że zdobyła jednostkową władzę nad seksualnym aspektem własnej cielesności. To oczywiście język i interpretacja w istotnej mierze lewicowo-liberalna. Jednocześnie jednak pokazująca, jak mocno pojawienie się pigułki antykoncepcyjnej wpisywało się integralnie w szersze trendy kulturowe nowoczesności, w której idee wieloaspektowo rozumianej emancypacji oraz samokontroli jednostki nad własną egzystencją w świecie odgrywają przecież wiodące role.

Trzecim i moim zdaniem kluczowym aspektem tej antropologicznej rewolucji, jaką przyniosła ze sobą antykoncepcja hormonalna, było podważenie i rozerwanie koniecznego związku pomiędzy seksualnością a prokreacją. Oczywiście istniały już wcześniej inne środki zapobiegające zajściu w ciążę, ale w przypadku pigułki chodzi o efekt skali, nieporównywalny z kondomami. Oderwanie seksualności od prokreacji pozwoliło na jego swoistą autonomizację. Od teraz seks w świecie Zachodu w dominującym stopniu zaczął pełnić jedną z dwóch funkcji: albo sposobu budowania intymnej bliskości partnerów albo narzędzia osiągania jak największej cielesnej przyjemności jako celu samego w sobie.

Szukając korzeni współczesnej, heteroseksualnej relacyjności erotycznej nie wolno pominąć instytucji rozwodu. Tak jak pigułka antykoncepcyjna podważyła wydawanie na świat potomstwa jako istoty i celu ludzkiej seksualności, tak rozwód uderzył w drugi z fundamentów tradycyjnych związków damsko-męskich. Na miejsce jedności (jeden małżonek na całe życie) i dozgonności (jeden związek na całe życie, bez istnienia „wyjścia awaryjnego”) pojawiła się wielość (nieokreślona z góry liczba partnerów przez całe życie) i czasowość (ograniczone czasowo związki).

Wprowadzenie instytucji rozwodu sprawiło, że współczesne związki nabrały kolejnej cechy specyficznie nowoczesnej – kontraktualności, zgodnie z którą budujemy naszą relacyjność w oparciu o partnerską umowę, która może zostać następnie wypowiedziana w sytuacji, gdy związek nie spełnia określonych wymagań jednej ze stron. Z kontraktualności płynnie wynika kolejna arcynowoczesna cecha – dynamiczna jednostkowa zmienność (samorozwój, praca nad sobą etc.), za którą nasz partner musi nadążać, inaczej związek zostanie poddany w wątpliwość. „Zamienię cię na lepszy model” jak śpiewała Kasia Klich – we współczesnym świecie coraz częściej słowa tej piosenki stają się zasadą budowania intymnej relacyjności.

Pigułka antykoncepcyjna oraz rozwód, wraz z całym szeregiem innych procesów o charakterze kulturowym, społecznym i ekonomicznym, doprowadziły do wykształcenia się trzech coraz mocniej dominujących współcześnie na Zachodzie modeli erotycznej heteroseksualnej relacyjności: seryjnej monogamii, singlizmu oraz seksualności-na-żądanie.

Narcyz i miłość refleksyjna

Prawdopodobnie najbardziej rozpowszechnionym współcześnie na Zachodzie modelem erotycznej relacyjności heteroseksualnej jest model „seryjnej monogamii”, używając profesjonalnie brzmiącego pojęcia zaczerpniętego z socjologii. W praktyce jest to naukowe określenie związku budowanego według założeń wielości i czasowości, wskazanych w akapicie poświęconym instytucji rozwodu. Owa „seryjność” zakłada więc wchodzenie przez daną osobę w kilka trwających x lat i następujących po sobie związków z jednym partnerem/partnerką. Seryjna monogamia najczęściej łączy w sobie trzy wyodrębnione przy okazji analizy pigułki antykoncepcyjnej wymiary seksualności; nie ucieka od prokreacji, szczególnie w sytuacji prawnej instytucjonalizacji związku w postaci cywilnego małżeństwa. Istotą seryjności jest oczywiście odrzucenie dozgonności przy zachowaniu stałości ograniczonej jednak do trwania danego jednego związku. W seryjną monogamię wpisane są również nowoczesne zasady kontraktualności związku oraz dynamicznej zmienności jednostki w trakcie życia (stąd zmiany stałych partnerów).

W dogłębny i wyczerpujący sposób specyfikę funkcjonowania seryjnej monogamii opisała socjolog Eva Illouz w książce Dlaczego miłość rani. Swój wywód autorka rozpoczyna od postawienia wyjściowej tezy: w sferze heteroseksualnej miłości romantycznej zaszły dwie najdonioślejsze rewolucje kulturowe XX wieku. Po pierwsze, dokonała się indywidualizacja stylów życia. Po drugie, relacje miłosne uległy procesowi ekonomizacji.

Proces indywidualizacji polegał na odejściu od modelu, w którym to rodzina, środowisko społeczne i uwarunkowania klasowe mają decydujące znaczenie przy wyborze partnera/małżonka na rzecz decyzji pozostawionej samemu zainteresowanemu. W epoce Jane Austen proces wchodzenia w relację miłosną był ściśle skodyfikowany i zamknięty w określonych rytuałach: składanie wizyt, wspólne rozmowy i spacery, dłuższe przebywanie we własnym towarzystwie. Porządek ten autorka Dlaczego miłość rani nazwała reżimem performatywności emocji: kolejnym etapom zinstytucjonalizowanego procesu towarzyszyło pojawianie się i okazywanie kolejnych uczuć. Indywidualizacja zastąpiła reżim performatywności nową „architekturą” budowania relacji. Illouz pisze o „przestrzeni społecznej” wyznaczającej granice dla randek w obrębie miejsc publicznych: kina, bary, kluby nocne, ale także biura matrymonialne czy internetowe serwisy randkowe (co tworzy oczywiście pole do łatwej ekonomizacji tej nowej przestrzeni). Jednocześnie cały proces budowania relacji jest bardziej spontaniczny, subiektywny i co najistotniejsze: nieprzewidywalny i generujący permanentną niepewność co do ostatecznych intencji i zamiarów potencjalnego partnera.

Zdaniem Illouz, analizując zjawisko ekonomizacji współczesnej miłości warto zacząć od dwóch głównych współczesnych kryteriów doboru partnera: seksualnej atrakcyjności oraz emocjonalnej zażyłości i psychicznego dopasowania.

Tak istotne znaczenie fizycznej atrakcyjności autorka wiąże z postępującym po II wojnie światowej procesem erotyzacji ludzkiego ciała, które stało się ciałem zmysłowym, przestrzenią podlegającą estetycznym zabiegom i interwencjom (od kremów pod oczy, przez fikuśną bieliznę i erotyczne gadżety, po chirurgię plastyczną), mającym na celu ciągłe podnoszenie naszej fizycznej atrakcyjności. Skąd takie zafiksowanie na cielesności i seksualności? Illouz podkreśla znaczenie psychoanalizy i psychologii, która nadała seksualności niebagatelne znaczenie antropologiczno-egzystencjalne. Po pierwsze, psychologowie i psychoanalitycy uznali, że historia życia psychicznego kręci się wokół seksualności (z naciskiem na okres dziecięcy), a przez to stanowi kluczową cechę definiującą jednostkę. W drugim kroku seks stał się głównym wyznacznikiem „zdrowej” podmiotowości, a udane życie seksualne miało odgrywać od teraz zasadniczą rolę w odniesieniu do szczęścia i pomyślności jednostki. Seksualność stała się w ten sposób swoistą strukturą sensotwórczą: bez dobrego orgazmu nie będziemy mogli prowadzić w pełni dobrego życia i osiągnąć pełni człowieczeństwa. Gdzie więc szukać dróg i narzędzi osiągnięcia tak zdefiniowanego szczęścia? Eva Illouz wskazuje na rynki matrymonialne, które naszą fizyczną atrakcyjność zamieniają w kapitał erotyczny.

A jak to wygląda w przypadku emocjonalnej zażyłości i psychicznego dopasowania? Illouz zwraca uwagę, iż przyczyną ich pojawienia się był proces racjonalizacji (kolejne pojęcie-klucz dla nowoczesności) miłości. Przebiegał on na kilku płaszczyznach, np. psychoanalitycznej, gdzie miłość stała się tylko i wyłącznie wyrazem pewnej uniwersalnej struktury psychicznej; biologicznej z jej redukcją miłości do łańcucha reakcji chemicznych i działania odpowiednich hormonów; psychologicznej, stawiającej w centrum pojęcie osobowości i z niego wyprowadzającej ideał szczęśliwego związku, który polega na odpowiednim dopasowaniu charakterów i zgodności psychologicznej. Takie ujęcie sprawy odsyła nas zaś do modelu ciągłych negocjacji i miłości jako pewnego rodzaju kontraktu.

Zdaniem Illouz istotę współczesnej miłości refleksyjnej najlepiej oglądać przez pryzmat internetowych rynków matrymonialnych (np. Tinder). Socjolożka charakteryzuje je przy wykorzystaniu sześciu czynników:

  1. a) intelektualizacja – emocjonalne i psychologiczne dopasowanie uzyskujemy tworząc maksymalnie szczegółową i kompletną listę atrybutów potencjalnego partnera. Mając gotowy profil psychologiczny wymarzonego kochanka możemy rozpocząć racjonalne i systematyczne poszukiwania;
  2. b) racjonalne zarządzanie szeregiem kontaktów – kluczową kategorią na współczesnym rynku matrymonialnym jest wielość. Stąd troska serwisów randkowych o maksymalne ułatwienie i racjonalizację procesu zarządzania kontaktami;
  3. c) wizualizacja – profil psychologiczny to jedno, odpowiednie zaprezentowanie się to rzecz nie mniej istotna. W tym miejscu wracamy pośrednio do wcześniej scharakteryzowanej atrakcyjności fizycznej i estetyzacji naszego ciała. Illouz zwraca uwagę, że przy wielości kandydatów dostajemy coś na kształt „szwedzkiego stołu” potencjalnych partnerów, z którego możemy wybierać zgodnie z naszymi zmiennymi, emocjonalnymi kaprysami;
  4. d) współmierność – kategoria wynikająca z intelektualizacji. Skoro tworzymy kompletne profile psychologiczne, to wolny rynek miłości musi być w stanie przetwarzać ten ogrom danych oraz porządkować i wizualizować je w postaci hierarchicznych i porównywalnych tabel czy rankingów;
  5. e) konkurencyjność – oczywista konsekwencja dotychczasowych czynników. Wielość partnerów i ich mierzalność prowadzi w naturalny sposób do rywalizacji – rynek matrymonialny to rynek konkurencyjny, z popytem i podażą, wygranymi i przegranymi. Osobowość i fizyczna atrakcyjność to określony kapitał.
  6. f) maksymalizacja korzyści – uwieńczenie całego procesu. Współcześnie dostępne narzędzia wydłużają proces poszukiwania partnera wręcz w nieskończoność, a nasze coraz bardziej wysublimowane oczekiwania mogą być coraz efektywniej obsługiwane przez wolny rynek miłości. Jak wskazuje Eva Illouz – kiedyś, ze względu na ograniczenia w liczbie kandydatów, często decydowano się na pierwszego „dostatecznie dobrego kandydata”; dzisiaj nieustanna alternatywa  wyboru staje się celem samym w sobie.

Zbierając to wszystko do kupy dostajemy charakterystyczny dla monogamii seryjnej model miłości refleksyjnej, skupionej na ciągłej autoanalizie własnych emocji, racjonalnym porównywaniu, zestawianiu, hierarchizowaniu. Miłość refleksyjna działa w reżimie autentyczności uczuć, który zdaniem Evy Illouz charakteryzuje współczesną miłość. Naszym zadaniem jest ciągła analiza własnych emocji, aby odpowiadać sobie wciąż na nowo, czy na pewno kochamy tę drugą osobę, czy nadal kochamy tę drugą osobę. A współczesny świat, dostarczając nam „technologii zapewniających wymienialność”, które umożliwiają nam szybkie i łatwe przechodzenie od partnera do partnera oraz wyznaczają efektywne kryteria porównywania partnerów i samego siebie z innymi, tylko te wątpliwości potęguje.

W konsekwencji współczesne związki stają się grą rozpięta między dwoma biegunami. Z jednej strony znajdziemy potrzebę autonomii, związaną z jednostkowym poczuciem wolności i chęcią samorealizacji. Z drugiej, z potrzebą uznania, gdyż „we wzajemnej miłości kochankowie wzajemnie potwierdzają swoją wyjątkowość i wartość” .W efekcie stajemy się coraz bardziej jak Narcyz, który wchodzi w relację miłosną, aby przeglądać się w swoim partnerze jak lustrze, domagając się od niego potwierdzenia własnej wartości i pobudzania własnego ego. Miłość staje się coraz bardziej indywidualistyczną i egoistyczną grą.

Tinder i singlizm

Najpopularniejsza chyba dzisiaj na Zachodzie aplikacja randkowa Tinder ma dwa oblicza. Dla jednych użytkowników to sposób na wyjście z własnej samotności i narzędzie poszukiwania partnera na stałe. Dla innych to seksualny odpowiednik Uber Eats, w którym chodzi o konsumpcję, a nie budowanie relacji. Podobnie jest z przedstawionym wyżej konceptem miłości refleksyjnej: pasuje on zarówno do opisu seryjnej monogamii, jak i kolejnego modelu erotycznej relacyjności – singlizmu.

Singlizm wyciąga konkretne wnioski z wielości i zmienności charakteryzującej nowoczesność: zamiast poszukiwać tego jednego odpowiedniego partnera, z góry wybiera relacyjną mobilność, korzystając z dostępnych „technologii zapewniających wymienialność” (znów Tinder). W ten sposób single doskonale wpisują się w zjawisko, które naukowcy zajmujący się konsumeryzmem nazwali „pociągiem do różnorodności” (variety drive), wynikającym z niezwykle szerokiego wyboru na rynku matrymonialnym oraz ekscytacji związanej z wciąż powielanym początkiem każdej kolejnej znajomości.

Wielość czy też nadmiar możliwości w zakresie doboru partnera prowadzi do czegoś, co ekonomista Herbert Simom opisał jako przesunięcie akcentów z poziomu satysfakcji na poziom maksymalizacji. Ludzie funkcjonujący na poziomie satysfakcji gotowi są wybrać pierwszą „wystarczająco dobrą opcję”, jak osoby żyjące w XIX w., natomiast osoby operujące na poziomie maksymalizacji nieustannie będą szukać najlepszej dostępnej opcji na nieograniczonym wręcz wolnym rynku miłości.

Zbyt wiele dostępnych opcji czasami wręcz utrudnia, a nie ułatwia wybór. Jednocześnie, jak wskazał psycholog Barry Schwartz, autor pracy Paradoks wyboru, osoby działające w paradygmacie maksymalizacji są szczególnie podatne na antycypację możliwego poczucia żalu z czegoś, co ekonomiści określają „kosztami alternatywnymi” – wciąż wyobrażamy sobie możliwe „lepsze opcje”, które gdzieś tam są i czekają na spożytkowanie.

Singliści więc z rozmysłem nie wybierają. Skupiają się na cielesno-hedonistycznym wymiarze seksualności, odrzucają prokreację, a seks jako sposób budowania intymnej relacyjności odkładają na bliżej nieokreślone „później”. Nie ma mowy o dozgonności, nie interesuje ich także stałość monogamii seryjnej. Działają jak nieustanni degustatorzy (krótkie „próbowanie”/ „napoczynanie” kolejnych partnerów) oraz kolekcjonerzy wrażeń i orgazmów. Na nadmiar relacyjnych bodźców reagują celowym „nurkowaniem” w wielości, z dynamicznej zmienności czyniąc antropologiczny model praktykowania erotycznej relacyjności i wartość samą w sobie.

Sugestywnym literackim obrazem singlizmu, który warto w tym miejscu przywołać jest wydane niedawno przez „Krytykę Polityczną” 50 twarzy Tindera. Bohaterka i jednocześnie autorka tego specyficznego relacyjno-seksualnego dziennika kończy kilkuletnie małżeństwo z winy męża, który odchodzi do innej kobiety. Z finalnie nieudanej próby realizacji modelu monogamii seryjnej bohaterka przechodzi do singlizmu. Na kolejnych stronach książki dowiadujemy się jak coraz śmielej poczyna sobie na Tinderze, chyba najskuteczniejszej współczesnej „technologii zapewniającej wymienialność”. Przekonana początkowo o własnej nieatrakcyjności zaczyna szukać w przygodnych relacjach potwierdzenia własnego poczucia wartości, wpisując się bardzo dobrze w narcystyczną charakterystykę współczesnej relacyjności przedstawioną przez Evę Illouz. 50 twarzy Tindera można więc czytać jako „dziennik z wielości i zmienności”, swoisty katalog singlizmu, w którym znajdziemy mniej lub bardziej pobieżną charakterystykę kolejnych kochanków bohaterki.

Pornhub i seksualność-na-żądanie

Ostatnim przystankiem w naszej krótkiej podróży po współczesnych formach erotycznej relacyjności jest model seksualności-na-żądanie, który można by nazwać również seksualnością-za-kliknięciem. Ta wizja odsyła nas bowiem do pornografii oraz bezpośrednio z nią związanej masturbacji.

Jest to relacyjność bardzo specyficzna, określona już tym mianem raczej symbolicznie, gdyż relacja, o jaką tu chodzi, to relacja skrajnie skupionej na sobie jednostki z samą sobą, własnymi pragnieniami, pożądaniami i fantazjami (seksualność zredukowana już pełni do cielesnej, hedonistycznej jednostkowej przyjemności). W przeciwieństwie do seryjnej monogamii i singlizmu, seksualność-na-żądanie pozbawiona już jest jakiegokolwiek otwarcia na drugą osobę.

Tak jak Narcyz z miłości refleksyjnej przeglądał się w drugiej osobie jak w zwierciadle, szukając w niej potwierdzenia własnej wartości, tak Narcyz z Pornhuba drugiej osoby nie potrzebuje – jedyne, co może się ewentualnie odbijać w jego zwierciadle-ekranie, to zarys jego dłoni i kształt członka. Figura masturbacji w pokręcony sposób realizuje liberalno-nowoczesny ideał w pełni autonomicznej jednostki egzystującej sama-dla-siebie.

Podobnie radykalnie nowoczesny charakter seksualność-na-żądanie przyjmuje na płaszczyźnie wielości i zmienności, która dostępna jest od ręki, na już, za kilkoma kliknięciami myszy, dostępna jeszcze szybciej i łatwiej niż w przypadku singlizmu i Tindera. W końcu nie trzeba przecież nawet wychodzić z domu. Analogicznie do wyodrębnionych przez Illouz sześciu czynników charakteryzujących internetowe rynki matrymonialne, także internetowe rynki pornograficzne dostarczają nam produkt (pełna ekonomizacja) perfekcyjnie skrojony pod nasze aktualne i zmienne preferencje: oral, anal, bdsm, nastolatki, mamuśki, seks zbiorowy, czarne, białe, Azjatki, Latynoski, uznane gwiazdy, amatorki, seks w taksówce, seks zamiast czynszu, seks w „lekarskim” gabinecie… Katalogizacja i indywidualizacja na poziomie budzącym podziw nawet jak na wyśrubowane standardy turbokapitalizmu.

Gombrowicz zakłada konto na Tinderze

Narcyz-masturbator, wsobny, skupiony tylko na jednostkowym seksualnym spełnieniu, z własnej woli rezygnujący z erotycznej relacyjności z drugą osobą na rzecz pornograficznego symulakrum, to postać na wskroś demoniczna.

Taki wniosek można wysnuć po lekturze monografii Michała Pawła Markowskiego Czarny nurt. Gombrowicz, świat i literatura. Na czym polega jego demoniczność? Na samotności, zamknięciu w sobie, porzuceniu wysiłku budowania relacji.

Markowski rekonstruuje, sięgając do ulubionego filozofa Gombrowicza, Heideggera i jego Bycia i czasu, ontologię relacyjną, jaką możemy odnaleźć w twórczości polskiego pisarza. Zdaniem markowskiego gombrowiczowski świat składa się z trzech korespondujących ze sobą, przeplatających się i współistniejących poziomów ontologicznych, niejako trzech światów o zróżnicowanym „natężeniu sensu”.

Świat pierwszy to świat naiwnych i niewinnych relacji, uporządkowany, stabilny, z jasno rozrysowaną i bezbłędnie funkcjonującą siatką ról społecznych; świat oczywisty, w którym sens wpisany jest niejako a priori, i którego nikt nie podważa; świat, w którym wszystko i wszyscy są na swoim miejscu.

Świat drugi to kosmos, rzeczywistość, w której cała ta dotychczasowa oczywista sama przez się sensowność załamuje się i znika, porządek zostaje zakwestionowany, rzeczy i ludzie wytrąceni, wyrzuceni ze swoich społecznych ról; kosmos to rzeczywistość pozbawiona całkowicie relacyjności, gdzie ludzie i rzeczy pozostają szczelnie zamknięte we własnej wsobności i hermetyczności; świat staje się niezrozumiały, pozbawiony łaski, jak pisze Gombrowicz, nie ma w nim sensu, celowości, religii, metafizyki; to świat na wskroś demoniczny, bo demoniczność polega właśnie na radykalnym wyjściu poza relacyjność.

Poziom trzeci to świat niesamowity, gdzie udało się wydostać z bezsensu kosmosu, lecz nie ma już powrotu do pierwszego poziomu ontologicznego z jego ontologicznym bezpieczeństwem. Świat niesamowity podszyty jest cały czas bezsensem, brakiem celowości, ryzykiem wypadnięcia z relacji w kosmiczną demoniczność.

To rzeczywistość, w której żył Gombrowicz i można powiedzieć, że żyje cały współczesny Zachód, z jego oświeceniowym „odczarowaniem” świata i sekularyzacją. Świat niesamowity oznacza nieustanny wysiłek sensotwórczy, ciągłe ustanawianie i podtrzymywanie relacji pomiędzy ludźmi i rzeczami, to świat stale wystawiony na demoniczną rzeczywistość kosmosu.

Po co w ogóle Gombrowicz? Bo jego ontologia relacyjna pokazuje, o jaką stawkę toczy się finalnie gra w ramach erotycznej relacyjności. W Czarnym nurcie znajdziemy sformułowanie „intryga sensu”, pojawiające się na określenie działań podejmowanych w celu ustanowienia maksymalnej stabilności w świecie niesamowitym. Wydaje mi się, że warto czytać przedstawione wyżej modele erotycznej relacyjności właśnie jako takie próby zawiązania sensu, zakorzenione niejako nieświadomie w gombrowiczowskim świecie ontologii relacyjnej. Wówczas zobaczymy demoniczność i głębokie zanurzenie w kosmosie seksualności-na-żądanie; zawieszenie pomiędzy bezsensem kosmosu a sensownością świata niesamowitego w przypadku singlizmu; oraz najmocniej zakorzenioną w strukturze sensu i celowości monogamię seryjną.

Przez pryzmat gombrowiczowskiej ontologii można czytać analizowane już wcześniej „50 twarzy Tindera”. Życie głównej bohaterki w małżeństwie to niejako pierwszy poziom ontologiczny, oczywisty, stabilny, niekwestionowalny. Chwila rozwodu i kilka następujących po nim depresyjnych tygodni to zapadnięcie się w kosmos. Wreszcie kolejne tinderowe randki to próby zawiązywania „intryg sensu”, poszukiwania na nowo celowości życia, zbudowania nowej struktury sensotwórczej. Jak opisywała autorka, udało się jej wejść w trzy związki, ale każdy rozpadł się po kilku miesiącach. Co więcej, Jędrusik w pewnym momencie wprost stwierdza, że jej tinderowy singlizm to po prostu próba ucieczki od samotności i nudy – dwóch ludzkich kondycji odsyłających bezpośrednio do gombrowiczowskiej demoniczności bezsensownego „kosmosu”.

Nawet w centrum współczesnego kapitalizmu i miłosnego rynku toczy się więc walka ze „światem pozbawionym sensu, bełkotliwym, nieludzkim, bolesnym, pozbawionym wszelkich odniesień, a więc i łaski, łaska bowiem to relacja i zbudowany kontekst, gdy tymczasem kosmos to tekst bez granic, tekst poddany prawu nieograniczonej kontekstualizacji, która sprawia, że poszczególne znaczenia zostają rozpuszczone w nurcie czarnej rzeki”.

Obrączka, sakramentalne małżeństwo i „ontologiczna kotwica”

Na sam koniec czas na czwarty, zmierzchający już powoli na Zachodzie, model erotycznej relacyjności, czyli sakramentalny związek małżeński, stojący w opozycji do pozostałych trzech opisanych modeli.

Polemiczność widać już u samych antropologicznych podstaw. Sakramentalne małżeństwo w swojej wizji kwestionuje istnienie opisanych na początku eseju okowów Andromedy. Zamiast biologicznego determinizmu, jaki kobieta Zachodu musiała dopiero przekroczyć, katolickie małżeństwo wskazuje, że kobieca biologiczność nie była pułapką, brzemieniem natury, lecz częścią rozumnego ładu, integralnym fragmentem stworzenia powołanego do życia przez Boga.

Sakramentalne małżeństwo zakwestionowało także biopolityczny paradygmat samokontroli i samodyscypliny, konieczność panowania kobiety nad własną cielesnością. W zamian proponuje wizję „współpracy małżonków z Bogiem w dziele stworzenia”, jak możemy przeczytać w encyklice Humanae Vitae Pawła VI. Zamiast nowoczesnego fetyszu całkowitej kontroli nad jednostkową egzystencją chodzi o gotowość zawierzenia się Bogu, o wejście w tajemnicę. Po jednej stronie nieprzyjazny człowiekowi los/przypadek/fortuna, po drugiej przychylna mu Opatrzność Boża.

Sakrament małżeństwa ponownie włącza w samo centrum relacyjności prokreację. Gotowość na przyjęcie potomstwa staje się istotą, celem i właściwą naturą heteroseksualnej dojrzałej relacyjności. Katolickie małżeństwo na nowo więc układa hierarchię funkcji ludzkiej seksualności: prokreację stawiając na pierwszym miejscu, seks jako wyraz intymnej bliskości na drugim, a hedonistyczny jego wymiar umieszcza na ostatnim szczebelku. W ten sposób podważone zostaje freudowskie założenie, że to seks sam w sobie jest fundamentem i warunkiem ludzkiego spełnienia, pełni szczęścia, realizacją człowieczeństwa jako takiego.

Katolickie małżeństwo z jego radykalną antropologiczną koncepcją bycia-razem-aż-do-śmierci odrzuca oczywiście arcynowoczesny koncept kontraktualności, obowiązujący także we współczesnych modelach erotycznej relacyjności. Nieodwołalna i dozgonna przysięga małżeńska jest dokładnym przeciwieństwem czasowego i rozwiązywalnego kontraktu. W centrum małżeńskiej relacyjności nie chodzi bowiem o emocjonalną zażyłość i psychiczne dopasowanie, jak opisywała miłość refleksyjną Eva Illouz, lecz o ofiarowanie samego siebie drugiej osobie na całe życie. A pojęcie daru jest czymś w słowniku nowoczesności nieobecnym.

Sakrament małżeństwa podważa także charakterystyczne szczególnie dla singlizmu pojęcie wielości i zmienności. W miejsce wielości rozumianej jako „antropologiczne degustowanie i kolekcjonowanie” kolejnych krótkotrwałych partnerów, proponuje rozwiązanie odmienne, radykalne – dynamiczną wielość i zmienność w ramach dozgonnego związku z jednym partnerem. Czym bowiem tak naprawdę jest małżeńska przysięga? To rodzaj gry z przyszłością, relacyjny hazard. Wkładając na palec obrączkę wchodzimy w związek małżeński nie z jednym małżonkiem, lecz z nieznanymi nam dzisiaj jego wersjami „10 lat później”, „20 lat później”, „30 lat później”. Z tej perspektywy katolicka monogamia jest specyficznie rozumianą… poligamią.

Dla nowoczesności skupionej na jednostce, jej ciągle zmiennych preferencjach, płynnych przekonaniach, dynamicznej osobowości pomysł „przywiązania” tej zmienności do jednej osoby na całe życie to rodzaj antropologicznej aberracji, szaleństwo, marnotrawstwo tej różnorodności, która czeka tylko na skosztowanie. Stąd moje przekonanie, że mało jest dzisiaj tak kontrkulturowych, transgresyjnych i sprzeciwiających się liberalnej nowoczesności zjawisk jak katolickie małżeństwo.

Jednocześnie jednak można je rozpatrywać jako szczególną próbę gombrowiczowskiej „intrygi sensu”, próbę podejmowaną w obliczu Boga. To właśnie On, obecny w sakramencie małżeństwa, jest właściwym gwarantem tej nowej struktury sensotwórczej, to jego łaska zapewnia trwałość tak radykalnego projektu antropologicznego jak dozgonne i monogamiczne małżeństwo. Tak samo jak otwarcie się małżonków na dar dziecka, fakt, że sakrament małżeństwa to sposób na osiągniecie świętości, „wehikuł nieśmiertelności”, droga otwarcia się na to, co transcendentne. W ten sposób powstaje niejako czwarty świat: świat łaski ponad światem niesamowitym, pozbawiony już ryzyka wtargnięcia do niego bełkotliwego, niszczącego sens kosmosu. Małżeństwo w epoce Tindera to tym samym ontologiczna, relacyjna kotwica. Amen.

Esej pochodzi z nowej z teki elektronicznego czasopisma „Pressje” pt. „Nowa pruderia. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w wersji pdf.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.