Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Martin Scorsese. Tani prowokator czy intrygujący heretyk?

Martin Scorsese. Tani prowokator czy intrygujący heretyk? autor ilustracji: Marek Grąbczewski

„Nie da się dziś ewangelizować bez skupienia uwagi na wątpliwościach słabego, przetrąconego człowieka. Jeśli do oderwanych od chrześcijaństwa osób będziemy mówić językiem zwycięskiego Kościoła, to nikogo nie nawrócimy. Myślę, że Martin Scorsese pokazuje, że warto wracać do chrześcijaństwa w popkulturze. Może nie od razu na krzyż, ale do tematu krzyża. Jego filmy wymagają jednak od odbiorcy o wiele więcej niż naiwne czytanki spod znaku protestanckich christian movies” – stwierdza Łukasz Adamski w rozmowie z Konstantym Pilawą.

Wywiad powstał na podstawie rozmowy w ramach podcastu „Kultura Poświęcona”, którą możesz odsłuchać tutaj:

Rozmowy o filmach Martina Scorsesego w kluczu teologicznym zawsze zaczynają się od dwóch filmów – Ostatniego kuszenia Chrystusa (1988) Milczenia (2016). Jednak chrześcijaństwo jest obecne również w mniej oczywistych pozycjach. Kim jest Bóg dla twórczości Scorsesego?

Cała twórczość Martina Scorsesego jest przesiąknięta katolicyzmem, zmaganiem duchowym. Reżyser tego nigdy nie ukrywał, ostatnimi czasy do katolicyzmu powrócił, również w kinie. Irlandczyk, a więc swoiste dopełnienie jego mafijnych opowieści, kończy się spowiedzią postaci granej przez Roberta De Niro i wizerunkiem krzyża. To bardzo istotne, bowiem Scorsese przez lata bardzo kłócił się z Kościołem.

Po gromach, jakie na niego spadły po nakręceniu Ostatniego kuszenia Chrystusa, zdystansował się od Kościoła, zaczął nawet romansować z buddyzmem. Teraz powrócił, ale jego chrześcijaństwo jest bardzo specyficzne. Pamiętajmy o tym, że Scorsese to dziecko włoskich imigrantów. Reżyser wychował się w nowojorskiej Małej Italii. W swojej autobiografii wspomina, że całe jego dzieciństwo było przesiąknięte dziwną symbiozą włoskiej mafii i zrytualizowanego katolicyzmu.

Tę symbiozę widać już np. w Ulicach nędzy (1973). Czy tam mieszka Bóg?

To bardzo ważny film dla Scorsesego. Po pierwsze dlatego, że otworzył mu drogę do Hollywood. Robert De Niro, najważniejszy dla tego reżysera aktor, gra tam jedną z głównych ról, która później okazała się również istotnym punktem w jego drodze na szczyt. Film przesiąknięty jest pytaniem, jak odkupić swoje grzechy. To zaciążyło na całej twórczości Scorsese’ego. Harvey Keitel, który później zagra ważną rolę Judasza w Ostatnim kuszeniu Chrystusa, w Ulicach nędzy wciela się w rolę gangstera rozdartego między życiem na ulicy a byciem męczennikiem skupionym na czynieniu dobra.

Charlie pragnie odkupienia grzechów, ale nie przez powtarzanie „zdrowiasiek”. W pewnym momencie mówi, że modlitwa jako rytuał polegający na powtarzaniu ciągle tych samych, nic nieznaczących dla modlącego się słów, to bullshit. Grzechy w sposób prawdziwy można odkupić jedynie na ulicy, poświęcając się dla innych. Charlie ma niesfornego przyjaciela Johnny’ego Boy’a, granego przez Roberta De Niro, któremu stara się pomóc w życiu. Johnny pożycza pieniądze na prawo i lewo, ostatecznie kończy tragicznie, przy okazji stwarza warunki, w których Charlie staje się męczennikiem. Sądzę, że to bogate dzieło teologiczne, porównywalne ze Złym porucznikiem (1992) Abela Ferrary.

Ten film Scorsesego mnie znudził, niewiele widziałem w nim też teologii. W porównaniu do innych dzieł, wątków istotnych dla chrześcijaństwa jest tam niewiele. Ot, kolejny gangsterski film.

Nie zgodzę się. Oczywiście nie ma tam niczego wysublimowanego. Niemniej Ulice nędzy pokazują pewną teologię ulicy, sposób, w jaki Bóg może działać nawet w środowisku przepełnionym złem. Widzimy chrześcijaństwo z perspektywy prostego opryszka. Człowieka, który mimo bycia częścią mafii odwraca się od swojego środowiska. Gdy się czyta relacje nawróconych gangsterów, to bije z nich teologiczna prostota. Naprawdę nie trzeba cytować ojców Kościoła, żeby się nawrócić. Ulice nędzy nie są wysublimowane, ale pokazują, jak można odnaleźć się w świecie skażonym grzechem. Jest w tym jakaś autentyczność.

Podobny motyw tworzy fabularny rdzeń Taksówkarza (1976). Tam Travis, również grany przez De Niro, za wszelką cenę pragnie przełamać syf nowojorskiej ulicy, usiłuje uratować nastoletnią prostytutkę Iris z „opieki” suterena. Tam też dopatrujesz się teologicznych treści?

Oczywiście, że tak. Nowy Jork pokazany w Taksówkarzu jest jak starotestamentowa Sodoma i Gomora. Trzeba pamiętać, czym był Nowy Jork w latach 70. i 80. Czym były 41. i 42. ulica, Broadway i Times Square. Dziś, gdy jedziemy do Nowego Jorku, to są to najbardziej turystyczne ulice, a 40-50 lat temu ludzie po zmroku bali się tamtędy przechodzić. Wszystkie te miejsca były siedliskiem prostytutek, alfonsów, kin pornograficznych, wszelkiego rodzaju patologii. Dopiero Rudy Giuliani, burmistrz, zredukował przestępczość i panoszące się zło.

Taksówkarzu bardzo istotna jest współpraca Martina Scorsesego ze scenarzystą, Paulem Schraderem. Scorsese wychowany w katolickim domu, w religii, która obiecuje odkupienie i Boże miłosierdzie, robi ten film, jak i wiele innych, z Schraderem, który wychował się w kalwińskim domu przesyconym purytanizmem. Schrader nie mógł do osiągnięcia 18 lat oglądać filmów, początkowo jego życie erotyczne były przez to wychowanie silnie naznaczone.

I oto purytanin i katolik łączą swoje siły, robią film o weteranie wojennym z Wietnamu, Travisie, cierpiącym na bezsenność. Człowieku zagubionym w tej betonowej dżungli grzechu, który jeździ nocą po najgorszych ulicach, aby coś zrobić z czasem. Travis mówi w pewnym momencie, że chciałby, aby cały ten syf został zmyty przez jakąś wielką wodę. Żeby wszystkie te plugastwa zniknęły ze świata. Podobnie jak Charlie w Ulicach nędzy chce kogoś uratować. Chce uwolnić nieletnią prostytutkę graną przez Jodie Foster z rąk jednego z najbardziej obrzydliwych alfonsów w historii kina, suterena-pedofila, granego przez nikogo innego jak Harvey’a Keitela.

Gdy patrzymy na symbolikę tego filmu, na samotne przemierzanie przez głównego bohatera ulic Nowego Jorku nocą w taksówce, to możemy stwierdzić, że jest w tym głęboka, teologiczna treść. Nie ma tam krzyża lub Kościoła bezpośrednio, ale jest to opowieść o zemście, poświęceniu i nieudanej próbie zerwania z grzechem. Sam Travis nie jest przecież postacią jednoznaczną.

Wydaje się, że Scorsese i Schrader chcą nam zasugerować, że nawet dla człowieka przeoranego życiem, takiego jak Travis, jest jakaś nadzieja. Że dobre odruchy moralne są w nas wszystkich. Można powiedzieć, że tytułowy taksówkarz zwraca się do Boga jak w Psalmie 130. Woła de profundis – z otchłani własnego człowieczeństwa.

Właśnie tak. Taksówkarz również kończy się niejednoznacznie. Błysk w lusterku w ostatniej scenie może sugerować, i tak to też było przez wielu interpretowane, że realnie żadna rzeź się nie dokonała. Travis popełnił zbrodnię w swoim sercu, a cała fabuła filmu, który oglądaliśmy, jest jedynie wiwisekcją psychiki głównego bohatera. Człowieka zniszczonego Wietnamem, pracującego w mieście przesyconym złem, a jednocześnie człowieka, który najwyższym wysiłkiem woli powstrzymuje się od czynienia złego. Taką interpretację zdaje się też potwierdzać wygląd Travisa. W końcowej scenie nie ma już irokeza, którego zrobił sobie przed zamordowaniem alfonsów. Prawdopodobne jest więc, że nigdy tego czynu nie dokonał, choć pragnął zemsty.

Podobne niedopowiedzenie i otwarcie na różne interpretacje można odnaleźć w Ostatnim kuszeniu Chrystusa. Jezus niby schodzi z krzyża, ale gdy w końcu dowiaduje się, że istota, która podawała się za jego anioła stróża, jest tak naprawdę diabłem, wraca na Golgotę. Z perspektywy świadków ukrzyżowania Bóg Martina Scorsesego wcale nie musiał uciekać od swojego przeznaczenia, a całe to zwątpienie mogło dziać się jedynie w umyśle Zbawiciela. Film spotkał się z lawiną krytyki ze strony chrześcijan z całego świata. Ciekawi mnie, jak czytasz to chyba najbardziej kontrowersyjne dzieło. 

Byłem i jestem dość dużym zwolennikiem tego filmu. Zresztą maczałem palce w tym, żeby Ostatnie kuszenie Chrystusa pojawiło się na antenie TVP Kultura w 2016 roku. Wywołało to wówczas niemałe kontrowersje na prawicy. Nadal sądzę, że takie filmy powinny być emitowane w publicznej telewizji. Uczą bowiem krytycznego podejścia do duchowości, wzywają do samodzielnej refleksji nad Ewangelią.

Film jest oczywiście heretycki. Najbardziej widać to w rozmowie, którą Jezus toczy ze św. Pawłem. To Paweł, a nie Jezus, pokazany jest w roli założyciela Kościoła, i to jeszcze założyciela cynicznego, pragnącego stworzenia religii dla ukojenia niepokojów społeczeństwa.

Z perspektywy teologicznej to dużo bardziej heretycka teza niż pokazanie w filmie małżeńskiego seksu Jezusa i Marii Magdaleny. Chrystus robi to w wizji, którą przedstawia mu Szatan. Kolejnym punktem zapalnym jest postać Judasza, która w tym filmie wzięta jest wprost z tzw. Ewangelii według Judasza, w której to zdrada Jezusa pokazana jest jako potrzebna ofiara, aby dokonały się dzieje zbawienia. Ostatnie kuszenie Chrystusa pokazuje Judasza jako osobę najbardziej rozsądną i dobrą, która niejako sprowadza Jezusa na ziemię. Nagromadzenie tych treści wytworzyło atmosferę, w której do sal kinowych wrzucano granaty dymne, wiele krajów zakazało emisji tego filmu, a radykałowie chrześcijańscy zachowywali się nieomal jak muzułmańscy bojownicy.

A nie należało mu się?

Sądzę, że Ostatnie kuszenie Chrystusa to film bardzo inspirujący na poziomie duchowości. Zmusza do dyskusji. Uważam, że każdy dorosły katolik powinien się z nim zmierzyć. Na tym polega nasza, katolików, wyższość intelektualna nad niektórymi zborami protestanckimi, że my rozmawiamy również na temat dzieł, z którymi się nie zgadzamy. Alternatywą jest dosłowne rozumienie Biblii, które skutkuje np. wyznawaniem przekonania, że Ziemia ma kilka tysięcy lat. Katolicyzm to nie fundamentalizm.

Dorośli katolicy powinni znać ten film, tutaj zgoda, ale trudno mi przyjąć tezę, że najbardziej kontrowersyjnym wątkiem na poziomie teologicznym jest postać św. Pawła. To Bóg portretowany przez Scorsesego ma niewiele wspólnego z Bogiem chrześcijańskim. Już Sobór w Chalcedonie stwierdził: „[…]Pan nasz Jezus Chrystus, doskonały w Bóstwie i doskonały w człowieczeństwie, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, złożony z duszy rozumnej i ciała, współistotny Ojcu co do Bóstwa i współistotny nam co do człowieczeństwa, «we wszystkim nam podobny prócz grzechu»” (Dokumenty Soborów Powszechnych, 2007: 223).

Tymczasem Chrystus grany przez Williama Defoe jest właściwie wyłącznie człowiekiem, i to człowiekiem grzesznym. Jego Boskość pokazana jest jak jakiś bakcyl, pasożyt, którego ani Jezus, ani Jego wyznawcy nie są w stanie zrozumieć.

Też mam problem z rolą Williama Defoe, nawet na płaszczyźnie aktorskiej nie jest to przekonujące. Natomiast na poziomie teologicznym Ostatnie kuszenie Chrystusa to rozszerzenie prośby Jezusa z Getsemani, skierowanej do Boga Ojca: „Oddal ode mnie ten kielich”. Widzimy Jezusa słabego, czysto ludzkiego. Jeśli wierzymy, że Boska i ludzka natura przenikają się w osobie Chrystusa, to możemy stwierdzić, że film stara się pokazywać cały ten bagaż człowieczeństwa, jaki idzie za takim postawieniem sprawy. Mamy strach, lęki, wątpliwości. Słabość i zwątpienie nie są przecież grzechami.

W pewnym momencie Jezus mówi: „Ja się wszystkiego boję. Boję się mojej misji. Boję się Rzymian”. W tym nie widzę żadnej grzeszności. Przecież nawet seks w szatańskiej wizji dzieje się po zawarciu małżeństwa. Kluczem mojej obrony całego filmu jest fakt, że Chrystus jednak wraca na krzyż, a wszystko, co dzieje się wówczas, gdy z niego schodzi, można potraktować jak szatańską wizję, męczące diabelskie kuszenie, któremu ostatecznie Jezus realnie się nie poddaje, bo wraca na Golgotę. Nie jest to jedyna interpretacja tego filmu, ale taka, która pozwala mi traktować to dzieło w ramach wizji heretyckiej, ale jednak chrześcijańskiej, a nie antykościelnej.

To bardzo życzliwa interpretacja. Szczególnie, że ostatnie kuszenie, które może rozgrywać się jedynie w umyśle Boga, trwa przynajmniej 20 lat. W wizji tej, która może być traktowana jako prawda, Chrystus co najmniej 20 lat słucha Szatana, ma dwie żony i, dopiero umierając ze starości (dzięki Judaszowi), wraca na krzyż. No i sprawa dla mnie kluczowa: Bóg umiera na krzyżu, ale czy zmartwychwstaje? Tego nie wiemy, bo od razu po Golgocie mamy napisy końcowe. To jest teologiczny hardcore.

Racja, ale zauważ, że ostatnie, co mówi Jezus, to: „Dokonało się”. Cóż więc się dokonało? Zawsze rozumiałem to jak zmartwychwstanie, nawet jeśli nie zostało ono pokazane. W filmie nie wszystko musi być dosłowne. Jeśli by tak było, to nie toczylibyśmy tej dyskusji. Nie chcę jakoś szczególnie bronić tego filmu. Pamiętajmy, że powstaje on w najgorszym momencie kariery Martina Scorsesego. Sam reżyser był dość mocno wówczas uzależniony od kokainy, jego filmy z tego czasu nie są najlepsze. Ostatnie kuszenie Chrystusa oglądane dzisiaj po prostu trąci myszką. Nie wierzymy w ten obraz i w grę aktorską samego Defoe.

Podzielę się z tobą dwiema obserwacjami, które zrobiły na mnie wrażenie. Pierwsza sprawa to fakt, że – również niezgodnie z literą Ewangelii – Chrystus jest częściowo skutecznie kuszony przez diabła obietnicą nie władzy czy zamiany kamienia w chleb, lecz szczęścia rodzinnego. To tak, jakby reżyser chciał nam przekazać, że to właśnie rodzina jest na tym świecie dobrem, z którego najtrudniej zrezygnować. I to nawet Bogu. No i to również naprowadza nas na drugi wątek, czyli wizerunek Szatana. Ten często w popkulturze pokazywany jest jako smok ziejący ogniem, tymczasem w tradycji Szatan to byt, Boży parodysta, którego moc polega na tym, ze wydaje nam się dobry – tak jest u Scorsesego.

To, o czym teraz mówisz, moim zdaniem prowadzi nas do najbardziej istotnego klucza interpretacyjnego twórczości tego reżysera. Przywiązanie do rodziny lub motyw dobra przebierającego się za zło lub zła przebranego za dobro (trochę jak w rzeczywistości mafijnej) jest takie włoskie. Scorsese używa motywów teologicznych, ale tak naprawdę robi filmy o sobie, o własnym zmaganiu z wiarą.

Tak samo jest również w Milczeniu. Przecież film ten opowiada o usprawiedliwieniu aktu apostazji. Jeden z zakonników mówi w pewnym momencie, że Chrystus w takich okolicznościach wyparłby się wiary z miłości. Cała fabuła dąży do pokazania tego, że można publicznie wyprzeć się wiary, ale zatrzymać Boga w sercu. I to samo mówi nam Scorsese. Krzyczy do swoich widzów: „Zrobiłem Ostatnie kuszenie Chrystusa, miałem kolejne żony, upadałem, ćpałem i piłem, odszedłem od Kościoła, ale zawsze miałem Boga w sercu”.

Wobec tego zatrzymajmy się na chwilę przy Milczeniu. Odnoszę wrażenie, że gdy chrześcijanie oglądają film podejmujący jakikolwiek temat teologiczny, oczekują bajki z morałem. Tego, że główny protagonista na końcu zachowa się jak dobry chrześcijanin. Dla mnie Milczenie nie jest pochwałą apostazji, lecz dość uczciwym pokazaniem, że nie każdego stać na męczeństwo, nawet gdy jest osobą duchowną.

Pamiętajmy, że Andrew Garfield grający w Milczeniu ojca Rodriguesa w tym samym roku zagrał również Desmonda Dossa w Przełęczy ocalonych Mela Gibsona. Wielu widzów oczekiwało, że Garfield zagra w Milczeniu podobną rolę jak u Gibsona, tj. chrześcijanina, który nie będzie chwytał za broń, zaprezentuje postawę w stylu: „Ja nie będę strzelał, wy możecie postawić mnie przed sądem polowym, zrobić mi wszystko, ale ja nie złamię zasad wywodzących się z chrześcijańskiego pacyfizmu, który wyznaję”.

Tymczasem w Milczeniu Andrew Garfield gra zupełnie kogoś innego – jezuitę, który depcze wizerunek Chrystusa, a jednocześnie zachowuje go w sercu do końca życia. Ten film Martina Scorsese’ego jest ważny dla historii współczesnego kina. Dziś nawet amerykańska popkultura, która jako ostatnia jeszcze wierzyła w bogów i bohaterów, i która – mówiąc przewrotnie – była ukąszona przez chrześcijaństwo, nagle skupia się na portretowaniu antybohaterów. Najbardziej wyrazistym przykładem jest tutaj kino superbohaterskie. W ostatnich produkcjach Marvela nawet neopagańscy bogowie giną.

Moim zdaniem Milczenie ma tę wartość, zresztą jak cała twórczość Scorsese’ego, że pokazuje bardzo współczesne dylematy moralne, jednak na podstawie konkretnych cytatów z Biblii. I nawet jeśli Scorsese błądzi, to posługuje się Pismem. Stara się je ożywiać.

Pełna zgoda. Żyjemy w świecie postchrześcijańskim, który być może opiera się jeszcze na chrześcijańskim rusztowaniu, ale w środku nie ma już żadnej żywej treści. Dlatego każdy film, który tak pesymistycznej diagnozie zaprzecza, sobie cenię. Takie zaprzeczenie widzę niemal w każdym filmie Martina Scorsesego. Zarzut do Milczenia ze strony konserwatywnych katolików był taki, że Scorsese znowu jest zafascynowany Judaszem, a więc postawą tych, którzy wyparli się Jezusa. Reżyser niejako na siłę stara się pokazywać, że w tej zdradzie wiary chrześcijańskiej było jakieś dobro.

Rozumiem takie głosy, oczywiście można w ten sposób interpretować te filmy. Jednak nie da się dziś ewangelizować bez skupienia uwagi na wątpliwościach słabego, przetrąconego człowieka. Jeśli do oderwanych od chrześcijaństwa osób będziemy mówić językiem zwycięskiego Kościoła, to nikogo nie nawrócimy. Myślę, że Martin Scorsese pokazuje, że warto wracać do chrześcijaństwa w popkulturze. Może nie od razu na krzyż, ale do tematu krzyża. Jego filmy wymagają od odbiorcy o wiele więcej niż naiwnej czytanki spod znaku protestanckich christian movies. Scorsese wytrąca z dogmatycznej drzemki, co nie znaczy jeszcze, że dobrze rozumie istotę chrześcijaństwa.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.