Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jak lewicowe wartości stały się niewidzialne w popkulturze. Pomysł na odzyskanie konserwatywnego głosu

Jak lewicowe wartości stały się niewidzialne w popkulturze. Pomysł na odzyskanie konserwatywnego głosu https://unsplash.com/photos/v_X257lOEVs

Konserwatywny głos w popkulturze jest w zasadzie nieobecny. Poszczególne filmy i seriale na Netfliksie, a nawet komiksy mówią nam, co mamy myśleć o niestandardowych relacjach międzyludzkich, jak rozmawiać o seksie, co sądzić o równości płci, jak zachowywać się w stosunku do uchodźców. Lista dobrze widzianych tematów jest bardzo długa i ciągle się rozwija. Coraz rzadziej mamy okazję rozmyślać nad przedstawianymi treściami, skoro twórcy bez ogródek sugerują nam, jaki zestaw poglądów powinniśmy przyjąć. Konserwatywne punkty widzenia nie są dostatecznie widzialne, a nawet spadają do niejasnej sfery „antykultury”. To wszystko może się zmienić dzięki zastosowaniu interpretacji subwersywnej, która nie tylko wprowadzi do obiegu mniej popularne światopoglądy, lecz także zwróci nam prawo do myślenia i tworzenia własnych interpretacji dzieł kultury.

Niewidzialna polityczność popkultury

Kultura popularna jawi się często jako autonomiczna sfera, dzięki której możemy zapomnieć o codziennych problemach. Nadal jej główną funkcją pozostaje dostarczenie nam rozrywki, a jednak pojawiają się w niej coraz silniejsze tendencje do komentowania rzeczywistości. Popkultura nie tylko prezentuje szereg poglądów na rzeczywistość, lecz także je wartościuje, a polityczność nieustannie ją przenika. Powstaje zatem bardzo wygodna i efektywna przestrzeń dla cyrkulacji i wzajemnych tarć różnorodnych wartości. Jednym z uczestników tej wymiany próbują być poglądy konserwatywne, warto zatem przyjrzeć się ich pozycji, a także szansom w tym światopoglądowym starciu.

Obecna w kulturze popularnej polityczność może okazać się niezwykle bliska ideologii (przy czym zniechęcam do nierzadko spotykanych w tym zakresie negatywnych skojarzeń), gdy nie uzgadniania interesów poszczególnych grup społecznych, lecz jedynie reprezentuje najbardziej modne zestawy opinii. Czasem przejawia się to w kształtowani wyborów konsumenckich. Przykładem niech będą firmy budujące atrakcyjne tożsamości dla danych grup społecznych. Wzorem takiego modelu biznesowego są marki z odzieżą patriotyczną, ale też firmy umieszczające na swoich produktach elementy graficzne zaliczane do ruchu LGBT, zwłaszcza przy okazji Pride Month.

Polityczność bywa też zdecydowanie mniej widoczna, choćby w książkach czy mediach audiowizualnych. Zdarza się, że jest na tyle skutecznie ukryta za rozrywkowym charakterem swojego nośnika (filmu, serialu itp.), że niekiedy przyjmujemy ją niemal nieświadomie. Znajdziemy ją w filmach dla dzieci, przy czym jest bardzo mało prawdopodobne, że dzieci tę polityczność zauważą, a tym bardziej będą w stanie ją kontestować. Docelowa grupa odbiorców „bajek” nie posiada jeszcze rozwiniętego aparatu krytycznego, który mógłby służyć do świadomej analizy dzieła z jego kontekstami normotwórczymi. A właśnie przy okazji oglądania w dzieciństwie takich produkcji człowiek po raz pierwszy styka się z kulturą i zaczyna oceniać prezentowane mu postawy oraz wartości.

Nie chcę odbierać popkulturze możliwości produkowania dzieł ambitnych, znakomicie grających z konwencją i przekazujących wysoką świadomość społeczną. Jednak należy zauważyć, że relacja między przedmiotem a podmiotem w popkulturze nie jest jednokierunkowa, lecz zawsze działa w dwie strony. Nierzadko dane dzieło odgrywa dla odbiorcy bardzo duże znaczenie w zakresie formowania jego tożsamości. Kultura popularna stanowi najbardziej powszechną formę interakcji jednostki z twórczością artystyczną i w dużym stopniu tworzy ona naszą codzienną rzeczywistość. Z drugiej strony, jednostka ma niewielki wpływ na ostateczny kształt swoich ulubionych filmów czy seriali.

Niestety, nierzadko nie chce nam się nawet przemyśleć dostarczanych przez nie treści. Po prostu przyjmujemy dany komunikat i więcej się nad tym nie zastanawiamy. Formą oporu, z którą odbiorca występuje przeciwko nadanemu komunikatowi, jest interpretacja, czyli akt, podczas którego horyzont dzieła (świadomej intencji twórczej autora) spotyka horyzont odbiorcy. Zwieńczeniem tego procesu jest nadanie dziełu indywidualnego znaczenia. W moim przekonaniu interpretacja może być kluczową kategorią dla obecności konserwatysty we współczesnej kulturze popularnej.

Interpretacja subwersywna, czyli czego możemy się nauczyć od lewicy

Truizmem jest stwierdzenie, że lewicowe diagnozy rzeczywistości dominują aktualnie w przestrzeni popkultury. Do pewnego stopnia, oczywiście, nie ma w tym nic złego, o ile owe rozpoznania są trafne, a z tym bywa różnie. Jednak na społecznej mapie wartości konserwatywne poglądy można zlokalizować raczej na peryferiach niż w centrum. Co więcej, lewicowe rozstrzygnięcia są obecne w dzisiejszej popkulturze na zasadzie oczywistości, stają się więc dla nas niewidzialne. Konserwatyzm znajduje się więc w dość nieciekawej sytuacji. Aby się z nią zmierzyć można sięgnąć po interpretację subwersywną, która bywa również nazywana poprzeczną, ponieważ nie podąża za domniemanymi intencjami twórców. Dodatkowego smaczku dodaje tutaj fakt, że jej rodowód jest zdecydowanie lewicowy.

Subwersywność stała się głównym narzędziem ruchów queerowych czy literatury postkolonialnej spod znaku Frantza Fanona. Jej celem było uwidocznienie niewidzialnych dotychczas obszarów dyskryminacji i wywrócenie do góry nogami tego, co powszechnie uznano za normę. W tej wizji kultura jest przestrzenią kontroli oraz władzy, a lewicowy filozof, publicysta czy aktywista ma za zadanie badać i demaskować opresyjne struktury społeczne, dotyczące na przykład stereotypowych ról płciowych. Kiedy jednak dotąd marginalne rozpoznania stały się dominujące, to interpretacja subwersywna straciła swój kontestacyjny potencjał.

Zjawisko to można zaobserwować w nowym serialu Netflixa – Sexify. Większość pozytywnych recenzji skupiała się na niezwykle odważnej wymowie dzieła przełamującego w heroiczny sposób wszelkie tabu związane z etyką seksualną. Mało kto zauważył, że szturmowane wrota od dawna już stoją otworem: obyczaje Polaków nie są szczególnie konserwatywne, a co gorsza, omawiany serial wyróżnia się naiwnością i prostactwem.

Interpretacja subwersywna, w tym wypadku skupiająca się na formie, a niekoniecznie na treści, może okazać się niezwykle przydatna do odsłaniania mniej widocznych sensów konserwatywnych z peryferyjnych kulturowo terenów, aby zachować je w powszechnym obiegu. Jej głównym celem pozostaje dostrzeganie tych wątków w popkulturze, które nie tylko czynią zadość konserwatywnym wartościom, lecz także pozwalają ukazać ich niesłabnącą siłę oddziaływania. Nie chodzi o potwierdzenie uniwersalności pewnych przekonań, ale bardziej o wskazanie, że lewica nie znalazła jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytanie i często musi posiłkować się, z gruntu dla niej obcymi, sensami.

Alt-right i bezdroża „antykultury”

Marcin Napiórkowski w książce Turbopatriotyzm ujmuje zagadnienie interpretacji poprzecznej jako główną broń stosunkowo nowej formacji alt-rightu, walczącej w mediach o obecność prawicowych treści. Jednak walka o kulturę w wykonaniu tej formacji światopoglądowej często ociera się o groteskę. Alt-right, wikłając się w konflikt z wszechobecnym w jej mniemaniu progresywnym lobby, nierzadko nazywanym „homolobby”, popada w patologiczną, wręcz manichejską wizję kultury, całkowicie ignorując dzieła niewpisujące się w ową brutalną logikę podziału.

Działania alt-rightu w ekstremalnej formie mogą doprowadzić do usunięcia jakiejkolwiek konserwatywnej sprawczości w obszarze popkultury i doprowadzić do przejścia w niejasną sferę „antykultury”, napędzanej przez irracjonalne resentymenty wobec lewicy i przerośnięte „sny o potędze”. Nie można prowadzić walki o kulturę, mając za oręż jedynie różnorodne wizerunki Jana Pawła II albo bombardując odbiorców bogoojczyźnianym patosem. Na przykładzie „żołnierzy wyklętych” widać, jak łatwo prawicowa agenda ulega uproszczeniom i trywializacji.

Kolejnym przykładem wulgaryzacji, polegającej na sprowadzeniu wielowymiarowych zjawisk na jedną płaszczyznę, ocierający się wręcz o absurd, może być odruch oburzenia posła Artura Dziambora na zmianę wyglądu Króliczki Loli w odświeżonej wersji Kosmicznego Meczu. Poseł dostrzegł w tym kolejną ingerencję politycznej poprawności w beztroski świat popkultury. Zapewne nie wziął pod uwagę, że możliwości twórcze reżyserów i całego przemysłu filmowego w przeszłości również często podlegały różnie motywowanej korekcie (tak jak w przypadku kodeksu Haysa lub w kreskówkach o Myszce Miki, które w czasie II wojny światowej miały jednoznacznie propagandowy wymiar).

Mimo wszystko wydaje się, że dla niektórych konieczne jest stworzenie modelu naiwnie pozytywnego – sielankowej przeszłości, gdzie artystyczna wizja nie podlegała wpływowi poprawności politycznej (zauważmy, że polityczność występuje tutaj jako coś skrajnie negatywnego), nawet jeśli okazuje się ona tylko projekcją marzeń. Polityczności nie da się tak łatwo odrzucić – dziś szczególnie widać, jak jest potrzebna do konfrontacji z Lewiatanem lewicowo-liberalnych wartości.

Opisywany przez Napiórkowskiego model alt-rightu zasadza się na konfrontacji dwóch ściśle rozdzielonych porządków normatywnych. Model, który uznałbym za bardziej wartościowy, nie polega na wikłaniu się w partykularyzmy, czyli kulturalnej demarkacji na nasze i wasz, lecz powinien być ich przekroczeniem. Zamiast zamknięcia się w oblężonej twierdzy, interpretacja subwersywna powinna umożliwiać wydobycie uniwersalnego znaczenia wartości konserwatywnych w popkulturze, by umożliwić ich skuteczne zachowanie w najszerszym horyzoncie społecznym.

Nie powinniśmy odrzucać kultury popularnej

Za przykład takiego użycia subwersji można uznać tekst Jana Luśni analizujący na wybranych przykładach filmowy gatunek „coming of age”. Autor rozszerza tradycyjne ramy analizowanego gatunku, aby uzupełnić ich interpretację o wymiar duchowy. Takie rozwijanie znaczeń pozwoliłoby na wyjście z bezalternatywnej konsumpcji kulturalnej diagnoz lewicowych. Nie tylko duchowość, ale i kwestie takie jak namysł nad wspólnotą, sytuacja egzystencjalna jednostki w nowoczesności (w tej kwestii warto zajrzeć do subwersyjnych recenzji filmów SweatNomadland), etyka seksualna, problemy feminizmu i maczyzmu będą stanowią punkty problemowe otwarte na interpretację w duchu konserwatywnym.

Bezwzględne odrzucenie poszczególnych dzieł czy nawet platform (vide nawoływania do bojkotu Netfliksa) jest przejawem kulturowej niedojrzałości. Można cieszyć się popkulturą, nie poddając się dominującym trendom światopoglądowym. I sięgnąć po opisane powyżej narzędzia interpretacji subwersywnej, które pozwolą mu przenieść za pomocą krytyki indywidualny proces negocjacji znaczenia w przestrzeń zbiorowej świadomości. Dzięki temu konserwatysta zdobędzie szansę na przesunięcie się z kulturalnych peryferii ku centrum.

Zakończę analogią filmową. Relacja popkultury i podmiotu w niej zanurzonego została doskonale zobrazowana w filmie Tajemnica Silver Lake. Główny bohater jest przekonany, że natrafił na ślad wielkiego spisku. Poszukuje kodu przeznaczonego dla wybranych, a obecnego i ukrytego w codziennej przestrzeni kultury popularnej. Próba ta symbolizuje indywidualny wysiłek zorganizowania codzienności w znaczący sposób. Popkultura jest dla miliardów ludzi sposobem na poszukiwanie sensu życia, jako płaszczyzna powszechnego i wspólnego doświadczenia. Mapuje ona społeczną świadomość oraz zawiera w sobie wiele modeli tożsamościowych, będących punktem odniesienia dla jednostki. Jako konserwatyści, powinniśmy pamiętać o kreacyjnej potędze popkultury i nie powinniśmy zrezygnować z aktywnego w niej uczestnictwa, gdyż dobrowolne oddanie prawa do głosu jest jeszcze gorsze, niż jego utracenie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.