Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jak przekonywać do wiary? Katoliccy youtuberzy już wiedzą i robią to dobrze

Jak przekonywać do wiary? Katoliccy youtuberzy już wiedzą i robią to dobrze Kadr z odcinka na kanale Tomasza Samołyka: https://www.youtube.com/watch?v=iWseUcYAQAk&t=167s

Dziś bycie katolikiem nie jest już takie oczywiste. Osoby wierzące są niejednokrotnie postawione przed alternatywą: mówić otwarcie o swojej wierze i ją uzasadniać lub głęboko zamknąć swoją religijność w czeluściach prywatności. Obranie pierwszej opcji wydaje się jedynym słusznym wyborem. Wymaga jednak nabycia umiejętności, która była kluczowa w czasach, gdy chrześcijaństwa nie było religią dominującą. Ta umiejętność nazywa się apologetyką. Warto dowiedzieć się, czym ona jest i jak ją uprawiać, by nie zniechęcać ludzi do chrześcijaństwa.

Sekularyzacja w dobie III RP

O przemianach religijności po 1989 roku, przemijaniu dominującego modelu tożsamości Polaka-katolika (z całym realnym i mitycznym dobrodziejstwem tej zbitki słownej) i pokoleniu JP2 napisano sporo. Pojęciem, które łączy się z sekularyzacją, jest tzw. rynek idei. Z tym terminem w kontekście katolicyzmu zetknąłem się po raz pierwszy w twórczości Szymona Hołowni w książce Kościół dla średnio zaawansowanych, napisanej w jego głęboko przedpolitycznych czasach. Ów rynek przyszedł do Polski – podobnie jak wolny rynek – wspomniane już 3 dekady temu. Katolicyzm stopniowo spadał z pozycji „religii państwowej”, ale wciąż kulturowo uprzywilejowany stawał się jedną z wielu opcji do wyboru.

Idee z przywoływanego już przeze mnie „rynku idei” mają to do siebie, że podobnie jak produkty na wolnym rynku są nieoczywiste, podlegają krytyce, mogą być porównywane, zmieniane. To, że kolega, krewny czy przodek „kupił” daną ideę, może stanowić argument uzupełniający (ale nie główny), by ją wybrać.

W ostatnich trzech dziesięcioleciach widać też stopniowe słabnięcie konkurencyjności katolicyzmu (i Kościoła jako jego nośnika), które przyspieszyło w latach 2000., po śmierci Jana Pawła II, upowszechnieniu internetu i mediów społecznościowych. Na rynku (także idei) wygrywają ci, którzy są – mówiąc językiem Karola Darwina – lepiej przystosowani. Dziś moglibyśmy dodać – szybsi i mający lepsze zaplecze medialne.

Choć w latach 90. i początkowych 2000. antyklerykalizm w Polsce istniał (np. w wydaniu urbanowskim), to był stosunkowo niszowy. Alternatywą dla wierzącego była raczej postawa „wierzący-niepraktykujący” niż „niewierzący-wojujący”. Obojętni raczej nie atakowali, po prostu robili swoje.

Umowni przeciwnicy katolicyzmu i Kościoła nabrali też sporej bezkarności w zakresie sposobu formułowania krytyki. Prowadzona w ich wydaniu nie musi być precyzyjna, proporcjonalna i uczciwa. Czują, że za posługiwanie się antykościelnymi stereotypami czy przeinaczeniami nie grozi im uszczerbek na reputacji, kontra. Nikt się nie zorientuje, a jeśli nawet, to pewnie nie podejmie obrony. Bo w imię czego? Aktor Krzysztof Pieczyński chcący osądzenia Kościoła za zbrodnie przeciw ludzkości lub uważający, że nikt nie skłócił Polaków tak jak Kościół, zapraszany był do Polsat News, Superstacji i TVN24, a więc mediów, które zwykle stronią od ludzi prezentujących niszowe, „odjechane” diagnozy społeczne.

W ostatnich kilkunastu latach przybyło w społeczeństwie osób i środowisk, które uważają Kościół i katolicyzm nie tyle za opcję do wyboru, ile za zagrożenie. Katolik to – w ich rozumieniu – ktoś nie tylko inny, ale wręcz groźny: dla kobiet, mniejszości seksualnych, postępu społecznego opartego o naukę, swobód i praw jednostek, które przyniósł XX wiek. To, jaka jest prawda, ma w tym kontekście drugorzędne znaczenie – chodzi o realne wyobrażenie obecne w społeczeństwie, które wywiera wpływ na decyzje poszczególnych ludzi.

Choć w historii mamy czarne karty Kościoła, to tezy stawiane przez Pieczyńskiego są po prostu absurdalne. Z kolei gdy „Nowa Trybuna Opolska” napisała o świeżo wyświęconych w diecezji opolskiej księżach, na Facebooku posypały się komentarze, że to przyszłe darmozjady i pedofile. Coraz większa liczba osób zorientowanych antykościelnie ma poczucie oczywistości swoich komentarzy, dowolności skojarzeń, postulatów i ataków.

Jeszcze nie jest za późno

Kościół katolicki (rozumiany szeroko – jako wierni i duchowieństwo) przespał zmianę, która się dokonała. I nie chodzi o to, że nie zmieniła się treść nauczania instytucji religijnej. Jest całkowicie zrozumiałe, że wielowiekowa organizacja, wspólnota, religia posiada i chce posiadać odrębność, która wyraża się w jej swoistej tradycji doktrynalnej. Po prostu chce być sobą. Odróżnianie się jednego podmiotu od innych i jego wyrazistość to przecież cechy pożądane w liberalnym świecie. Dla porównania firma lub organizacja non-profit także musi pozwolić odejść części klientom, bo nie jest w stanie robić wszystkiego dla wszystkich.

Katolicy przespali, bo nie przygotowali się na to, o co będą pytani, za co rozliczani czy atakowani. Nie przygotowali się na działalność braci Sekielskich (mającą ogromne wsparcie w serwisie Patronite, więc społecznie znaczącą), na youtube’ową działalność Karola Fjałkowskiego czy Łukasza Wybrańczyka. Nie przygotowali się na pytania, czym Kościół różni się od sekty, a jego praktyki od okultystycznych (sic!), oraz jak zrozumieć sceptyków i przeciwników Kościoła, mówiących, że „TVN zmanipulował ludzi” albo że „gonią za mamoną” lub „jak ich życie przeczołga, to wrócą do Boga”. Wrócą albo nie wrócą. Jak „lubi” podkreślać Tomasz Terlikowski, polska młodzież laicyzuje się najszybciej na świecie. Liczyć, że większość tych ludzi się kiedyś nawróci, to spory optymizm.

Można też odnieść wrażenie, że wielu katolików uważa, iż wiara sama się obroni i że Chrystus niekoniecznie chce, żeby angażować się w dyskusję z osobami myślącymi inaczej. Powody wyboru takiego podejścia mogą być różne, ale na katolika czyha tu znany w świecie psychologii „efekt kwaśnych winogron”, który polega na tym, że gdy coś znajduje się poza naszym zasięgiem, umniejszamy znaczeniu tego czegoś (lis z bajki Ezopa nie dosięgał do rosnących wysoko winogron, więc powiedział sobie, że i tak są kwaśne). 

Apologetyka potrzebna od zaraz

Pierwszym krokiem w stronę rozwiązania problemu jest przyznanie, że on istnieje. Tak, bycie chrześcijaninem nie jest postawą domyślną, czasy się zmieniły. Pytanie: „Dlaczego jesteś katolikiem, pomimo że…?” pojawia się i będzie się pojawiało. Podobnie jak pytanie: „W jaki sposób pogodzić wiarę z…” (i tu podstawić sobie można różne odkrycia nauk szczegółowych). Takie pytania będą się pojawiać, nie są już objęte tabu, nic za nie grozi. Wybór katolicyzmu w życiu prywatnym i publicznym trzeba będzie uzasadnić czasem przed innymi, czasem przed samym sobą. Nie zabraknie sytuacji, gdy ktoś zasieje wątpliwość, a nawet gdy przypomną się słowa piosenki: „Są tacy, to nie żart, dla których jesteś wart…”. Postawa oblężonej twierdzy w niczym tu nie pomoże.

Można odpuścić sobie naukę apologetyki, ale tak jak w przypadku asertywności ogólnej będzie to miało swoje konsekwencje, narazi na frustrację, kłopoty z poczuciem godności, odbije się na byciu w świecie (w tym przypadku: byciu katolikiem w świecie).

Gdy dla tak wielu wybór, którego dokonał katolik, jawi się jako niezrozumiały, on sam znacznie ułatwi sobie życie, gdy będzie go rozumiał. A stąd już tylko krok do tego, by umieć uzasadnić go przed innymi. Niekoniecznie po to, żeby kogoś do czegoś przekonać, ale żeby być partnerem do rozmowy – tym, kto jest młody, wykształcony, z dużego ośrodka, a jednocześnie wierzący.

Obrona wiary za pomocą argumentów, tradycyjnie zwana apologetyką (dziś bardziej „bieżączkową”, publicystyczną), koreluje z asertywnością katolika. Pozwala wierzącemu spisać protokół rozbieżności z niewierzącym lub wierzącym inaczej. Pokojowo, ale stanowczo.

Niewybranie apologetyki zrodzi brak, który trzeba będzie czymś wypełnić – unikaniem sporów, natychmiastowym ucinaniem rozmów, w których może coś zaiskrzyć, szczególnym położeniem nacisku na opowiadanie o osobistym doświadczeniu Boga (jednak takie rozwiązania również mają wady).

Dyskusje Jezusa Chrystusa z faryzeuszami i nie tylko, obecne na wielu kartach Ewangelii, pokazują, że wiara ma komponent racjonalny i że eksponowanie tego faktu jest słuszne. Potwierdza to również działalność apologetów pierwszych wieków, z których najsłynniejszym wydaje się św. Justyn. Dostrzegali oni potrzebę, by w realiach Cesarstwa Rzymskiego wykazać, co wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych wyznań oraz jakie społeczne korzyści powodują, że należy je wspierać, zamiast zwalczać.

Apologetyka jest też dla katolika drogą do lepszego zrozumienia swoich czasów, nauką słuchania tego, czym żyją ludzie w pluralistycznym społeczeństwie. Każde czasy mają swoją apologetykę, a i w umownie tych samych czasach będzie ona miała różne oblicza. Czymś innym jest spór z protestantem o sola scriptura lub ze świadkiem Jehowy o bóstwo Jezusa, a czymś innym dyskusja z ateistą, który kwestionuje istnienie metafizycznej podpory dla prawa lub obyczajów. W zależności od epoki i rozmówcy, i język muszą podlegać zmianom.

 Obrona wiary ma – to trzeba przyznać – wyraźny aspekt… ziemski, skutecznościowy, sukcesowy, nie jest stricte duchowością. Jednak katolik to nie manichejczyk, więc nie musi negować tego, co przyziemne. To co „ziemskie” – przy odpowiednim zrozumieniu – może do Boga przybliżać. Wszakże „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31).

Apologetyka nie jest też skuteczna bez dowartościowania w niej cech i umiejętności miękkich. Bez zdolności interpersonalnych, tzw. siły przebicia, na niewiele zdaje się wiedza o inkwizycji, krucjatach czy ochronie życia od poczęcia. Cechy psychospołeczne jednostki mogą być wąskim gardłem, a więc – według Goldratowskiej teorii ograniczeń – elementem systemu, który spowalnia działanie pozostałych jego elementów.

Apologeci naszych czasów

Współcześni obrońcy wiary to często youtubowi publicyści. Niekiedy nazwa kanału mówi sama za siebie – jak w przypadku Bloga apologetycznego Pawła Cymermana. Innym razem, jak w przypadku kanału Marek Piotrowski, dopiero tytuły filmów przywodzą apologetyczne skojarzenia. Z kolei Tomasz SamołykSzymon mówi nie są kanałami typowo apologetycznymi, co nie zmienia faktu, że obfitują w takie treści. Zdarza się, że wyzwań apologetycznych podejmują się pracownicy wyższych uczelni. Roman Konik – doktor (dziś już habilitowany) filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim – jest autorem książki W obronie Świętej Inkwizycji, zaś prof. Grzegorz Kucharczyk z Polskiej Akademii Nauk autorem m.in. serii książkowej Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła oraz pozycji Chrystofobia.

Pracownicy akademiccy o apologetycznym zacięciu zwykle nie angażują się w bieżące polemiki, ale gromadzą i publikują wiedzę, po którą polemiści-praktycy mogą sięgać i przekuwać ją na riposty w konkretnych sytuacjach. Np. lektura książki W obronie Świętej Inkwizycji autorstwa Romana Konika pokazuje, jak wiele pracy apologetycznej dokonuje się już na etapie wyjaśnienia historycznego kontekstu i doprecyzowania pojęć. Wówczas okazuje się, jak wiele zarzutów z przeciwnej strony sporu podpartych jest głównie emocjami i motywami z popkultury.

Youtuber Paweł Cymerman także zajmuje się głównie apologetyką historyczną. Jak przystało na twórcę internetowego, tworzy pigułki wiedzy – materiały do szybkiego wdrożenia i zastosowania (podaje jednak źródła książkowe, do których sięga) – np. wypisuje z Biblii fragmenty świadczące przeciwko protestanckiej zasadzie sola scriptura i dzieli się nimi z odbiorcami. Stara się dostarczać gotowe rozwiązania problemów apologetycznych, z którymi zmagają się internauci.

Zamiast podawania kontrargumentu natury historycznej szuka się sprzeczności w rozumowaniu przeciwnika i kwestionuje przyjęte przez niego założenia wstępne. W rzeczywistości system myślowy ateisty, agnostyka lub antyteisty zawiera tyle samo, o ile nie więcej, punktów, które można storpedować pytaniami i nie dostać prostej odpowiedzi. Chodzi zwłaszcza o to, że relatywiści moralni lub nihiliści próbują jednocześnie oceniać dane zachowanie w kategorii słuszności lub niesłuszności.

Z kolei youtuber Szymon Pękala (który nie nazywa siebie apologetą, ale wiele tworzonych przez niego treści ma taki właśnie charakter) poświęca sporo uwagi polemikom z konkretnymi osobami (np. Łukaszem Wybrańczykiem) – czy to na żywo, czy to nagrywając filmy będące odpowiedzią na materiał innego youtubera. U Pękali można też spotkać wiele elementów typowych dla apologetyki presupozycyjnej, a więc takiej, która polega na kwestionowaniu tez drugiej strony sporu na podstawie analizy formalnej.

U tych i wielu innych autorów można znaleźć specjalistyczną wiedzę. Reszta jest pracą ze sobą. Wobec przemian, które się społecznie dokonały (i wciąż dokonują), bycie świadomym katolikiem lub niebycie nim jawi się jako realna alternatywa.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.