Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rozwój to nie tylko gospodarka, a gospodarka to nie tylko bogactwo

przeczytanie zajmie 11 min
Rozwój to nie tylko gospodarka, a gospodarka to nie tylko bogactwo Zdjęcie: Tumisu / pixabay.com

Chcąc zrozumieć współczesne zależności gospodarcze, nie można oddzielnie traktować rozwoju gospodarczego i społecznego. Sama gospodarka, nawet wysokorozwinięta, nie wystarczy do stworzenia dobrobytu dla wielu obywateli. Potrzebna jest również aktywna rola państwa, ukierunkowana na zwiększenie dobrobytu całego społeczeństwa i dbanie o los kolejnych pokoleń. Żeby było to możliwe, potrzebujemy wskaźników, które trafnie opiszą świat. Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) w raporcie Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju – wersja 2.0 pokazuje, jak współcześni ekonomiści myślą o rozwoju i dlaczego tradycyjny miernik, PKB per capita, nie powinien być dziś ważnym wyznacznikiem światowej pozycji i bogactwa kraju.

W opublikowanym przez PIE rankingu na czołowych miejscach znalazły się: Szwecja, Dania, Norwegia, Szwajcaria i Finlandia. Prawie wszystkie państwa UE są w pierwszej czterdziestce. Polska zajęła 32. miejsce, sytuując się tuż za Słowacją i Węgrami, ale przed Grecją, Chorwacją i Litwą. Niedaleko mamy także do Hiszpanii czy Włoch, a sporo za nami są państwa, takie jak Rosja i Chiny. Warto odnotować wysoką pozycję Izraela (6. miejsce) – ten najlepiej rozwinięty kraj spoza Europy wyprzedza w rankingu USA (8. miejsce).

Dlaczego Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju (IOR) mówi nam więcej o świecie?

Przyjrzyjmy się mieszance czynników składających się na wynik każdego państwa w Indeksie. Są to: konsumpcja per capita, nierówności dochodowe (współczynnik Giniego), wydatki na badania i rozwój oraz na edukację (oba jako procent PKB), oczekiwana przeciętna długość życia, liczba umyślnych morderstw na mieszkańca, jakość powietrza, emisja CO2 na jednostkę wytworzonego PKB i redukcja emisji CO2 od 1998 r. Miary te zostały dobrane tak, że tworzą cztery filary rozwoju: obecny dobrobyt, zdolność do tworzenia dobrobytu w przyszłości, pozaekonomiczne aspekty dobrobytu i odpowiedzialność za klimat.

Taki zestaw wskazuje jasno, że dziś pod pojęciem rozwoju nie ukrywa się jedynie bogactwo państwa jako takiego lub jego potęga gospodarcza. Innymi słowy, PKB „na głowę” pokazuje nam za mało, nie wyjaśnia odpowiedzialności wiążącej się z rozwojem gospodarczym. To właśnie wielowymiarowa odpowiedzialność proponowana przez autorów raportu wydaje się główną przewagą Indeksu nad alternatywnymi miernikami. Poza PKB – mierze czysto gospodarczej, a wręcz czysto konsumpcyjno-produkcyjnej, krytykowanej dziś już globalnie i w ekonomicznym mainstreamie – mamy do dyspozycji także np. Human Development Index sporządzany przez ONZ (HDI bierze pod uwagę jedynie cztery czynniki, choć nie uwzględnia kwestii klimatycznej). Bardziej specyficzne mierniki to np. Global Competitiveness Index czy Social Progress Index. Ten pierwszy ma nieco neoliberalne zabarwienie: królują w nim m.in. USA, które posiadają jeden z najbardziej elastycznych rynków pracy, natomiast w rankingu PIE sytuują się poza pierwszą setką pod względem nierówności dochodowych i zajmują 8. miejsce. Podobnie niektóre raje podatkowe, jak Hong Kong, Singapur i Holandia (państwa te są relatywnie wysoko również w IOR, ale zdecydowanie niżej niż pierwsza piątka). Social Progress Index z kolei jest miarą daleko bardziej syntetyczną, złożoną z mnogości różnych czynników, łatwiej lub trudniej parametryzowalnych (to np. równość w sile politycznej różnych klas ekonomicznych i grup społecznych) i mniej makroekonomicznych, ale zasada wyjścia poza PKB także przyświeca jego twórcom.

Czym jest odpowiedzialny rozwój?

Autorzy raportu wyróżniają przynajmniej kilka wymiarów odpowiedzialności w sterowaniu rozwojem państwa. W kwestii czysto gospodarczej jest to odpowiedzialność za kreację dobrobytu w przyszłości, co jest mierzone wydatkami na edukację, badaniami i rozwojem. We współczesnych gospodarkach te czynniki na ogół podnoszą innowacyjność, zapewniając możliwość utrzymywania dynamiki gospodarki. Negatywnymi przykładami państw w tej kategorii – które zarazem w rankingu ułożonym wedle PKB znajdują się znacznie wyżej niż w IOR – są kraje bogate w surowce naturalne, szczególnie w ropę, np. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar czy Bahrajn. Dobrobyt zyskiwany na takiej bazie jest nietrwały i niestabilny.

Poziom bogactwa i konsumpcji „na głowę” same w sobie niewiele by nam powiedziały o tym, co często jest ważniejsze, czyli jak się żyje zwykłemu obywatelowi. Takie miary są bowiem uśrednione, dlatego czasem ukrywają się w nich różne wypaczenia współczesnych gospodarek.

Dla przykładu średnia pensja niewiele mówi o sytuacji na rynku pracy, dlatego istotna jest też analiza mediany i dominanty zarobków. W przypadku makroekonomii trzeba więc brać pod uwagę nie tylko poziom bogactwa, ale też to, jak jest ono dzielone, sprawdzać w szczególności, czy nie występują rażące nierówności dochodowe.

Ranking IOR może napawać optymizmem, w tej kwestii bowiem liderami są w nim kraje nie tylko bogate, lecz także cieszące się możliwie sprawiedliwym podziałem dobrobytu, czyli Szwecja, Dania, Norwegia i Finlandia. Pomijając czynniki pozapłacowe i klimatyczne, państwa te są przykładami na to, że dychotomia: bogactwo versus równość (względna), dawniej powszechniej akceptowana, jest fałszywa – można mieć i jedno, i drugie. Warto zatem czerpać inspirację z tych państw (a także z Czechów i Słowaków, którzy pod względem współczynnika Giniego są w światowej czołówce!), ważną dla polityki publicznych, np. w kwestii progresywnego systemu podatkowego czy programów solidarności społecznej.

Nawet w bardzo solidarystycznych państwach występują jednak zasadnicze różnice ekonomiczne między obywatelami. Dlatego współcześnie rozwój gospodarczy nie może pomijać jakości usług publicznych, kluczowych dla dobrostanu obywateli z niższej i średniej klasy.

Jakość usług publicznych pośrednio wyrażana jest np. przez średnią oczekiwaną długość życia, która pozwala ocenić funkcjonowanie służby zdrowia i, podobnie jak w przypadku podziału dobrobytu, nawet najlepsza ochrona zdrowia nie podniesie tego wskaźnika, jeśli nie jest ona dostępna dla zwykłych obywateli. Ta statystyka i liczba umyślnych morderstw na głowę ukazują też poniekąd kwestię bezpieczeństwa (w tym np. sprawność policji), jakość struktury prawnej i instytucjonalnej. Wydatki na edukację z kolei częściowo ukazują (również pośrednio) jakość edukacji, w tym powszechnej. Oczywiście omawiane czynniki przedstawiają nie tylko kondycję różnych usług publicznych i nie powinny być jedynie w tym kontekście rozpatrywane. Są bowiem informatywne same w sobie i w połączeniu z innymi. Długość życia to przecież także kwestia technologii medycznej i jej dostępności, ale w przypadku znacznej części państw dostępności podstawowych produktów i usług: szczepionek, leków, infrastruktury medycznej, lekarzy (i możliwości ich kształcenia), a także jakości powietrza. Wszystkie te elementy z pewnością można uznać za wyznaczniki poziomu rozwoju kraju, ale nie są one czysto gospodarcze – makroekonomiczne wskaźniki mogą je przeoczyć.

Usługi publiczne związane z ochroną zdrowia i nierównościami ekonomicznymi łączą się w szczególnie niebezpieczną mieszankę w USA. Jest to kraj o największej konsumpcji per capita, ale zarazem państwo ogromnych nierówności, które osiąga nieprzekonujące wyniki w kwestii bezpieczeństwa i długości życia (a także emisji CO2). Autorzy raportu wydanego przez PIE poświęcili USA dodatkowy rozdział w kontekście protestów, które wybuchły po zabójstwie George’a Floyda, dokonanym przez białego policjanta.

Stany Zjednoczone dawniej wydawały się niezachwianą potęgą ekonomiczną, symbolem bogactwa i, no właśnie, rozwoju. Ale dziś bardziej pasuje do nich zyskujące popularność hasło: „Najbogatszy kraj Trzeciego Świata”. Tekst z dowcipu z czasów PRL-u: „A u was Murzynów biją!”, jest dziś nie tylko aktualny, lecz także zbyt łagodny w stosunku do sytuacji w USA. Protesty w Stanach mają bowiem również podłoże ekonomiczne, którego nie da się pominąć.

Autorzy piszą w raporcie m.in.: „Mniejszości etniczne w Stanach Zjednoczonych charakteryzują się relatywnie wysoką stopą bezrobocia oraz niskimi dochodami i majątkiem. […] Nierówności majątkowe między różnymi grupami etnicznymi w Stanach Zjednoczonych są gigantyczne. Mediana majątku (suma aktywów pomniejszona o łączną sumę zobowiązań) afroamerykańskich gospodarstw domowych wynosi ok. 3600 USD, u gospodarstw latynoskich – 6600 USD, zaś dla białych gospodarstw jest to ponad 145 tys. USD”. Takie nierówności w połączeniu z brakiem powszechnej służby zdrowia przekładają się z kolei w pandemii na większe ryzyko nie tyle zachorowania na COVID-19 (umieralność na tego wirusa jest „jedynie” dwukrotnie większa dla czarnoskórych w porównaniu do białych w USA), co bankructwa w wyniku jego leczenia wśród mniejszości. Mimo tych problemów Stany wciąż znajdują się w pierwszej dziesiątce najlepiej rozwiniętych państw, głównie za sprawą dużej obecnej konsumpcji, dobrej jakości powietrza i wysokiego wyniku w filarze opisującym zdolność do kreacji dobrobytu w przyszłości. A zatem, jak się wydaje, kluczowe dla Stanów będzie znalezienie lepszego balansu i równowagi rozwoju.

Odpowiedzialność za planetę to być może największa odpowiedzialność związana z rozwojem gospodarczym, bo ponosimy ją wszyscy, a na dodatek wydaje się wartością najbardziej przeciwstawną wzrostowi gospodarczemu, jaki znaliśmy do tej pory. Raport uwzględnia w kwestii klimatu dwa czynniki: emisję CO2 w przeliczeniu na jednostkę wytworzonego PKB oraz redukcję emisji w ciągu ostatnich 20 lat (od podpisania protokołu z Kioto).

Wzorem do naśladowania znów jest Skandynawia – państwa tego regionu mają niską emisję i wykazały się największym postępem w zakresie jej redukcji. Widoczne jest ogółem, że większość krajów bogatych osiągnęła dobrobyt, zanieczyszczając środowisko, ale dziś starają się zmniejszać emisję, tylko że jest już za późno. Nawet w pandemicznym lockdownie przy wstrzymanym i wciąż ograniczonym ruchu lotniczym, zerwanych łańcuchach produkcji i dostaw wciąż emisja gazów cieplarnianych była zbyt duża (a raczej jej spadek był mniejszy, niż można by oczekiwać).

Autorzy raportu wskazują, że „mimo że większość państw redukuje emisję w przeliczeniu na jednostkę PKB, wciąż jest to niewystarczające do zatrzymania zmian klimatu”. Ze względu na powyższe zwolennicy podejścia business as usual muszą dziś uznać albo konieczność strukturalnej transformacji gospodarek (np. w formie Nowego Zielonego Ładu lub jakiejś alternatywy dla niego), która pozwoli się rozwijać bez niszczenia klimatu, albo poprzeć ideę degrowth – ograniczenia wzrostu gospodarczego w celu ratowania środowiska.

Polska wciąż ma nad czym pracować

Polska zajmuje 32. miejsce w Indeksie Odpowiedzialnego Rozwoju. Trudno jednoznacznie ocenić ten wynik, ale warto wskazać, że to miejsce wyższe, niż wskazywałoby nasze PKB per capita.

Autorzy raportu, analizując nasz kraj pod kątem wszystkich uwzględnianych kategorii, wskazują, że prawdopodobnie najbardziej palący problem stanowi ekologia. Tragicznie duży poziom zanieczyszczenia powietrza, czyli głównie smog w miastach, cofa Polskę w rankingu (pod tym względem jesteśmy w ósmej dziesiątce świata) – być może również obniża długość życia.

Źle jest też w filarze klimatycznym – redukujemy co prawda emisję CO2, ale mniej niż czołówka, a przy tym wciąż mamy bardzo dużą obecną emisję (jedynie 33 państwa na 159 analizowanych emitują więcej dwutlenku węgla na jednostkę wytwarzanego PKB). A zatem, poza oczywistym: naśladować Skandynawię i Finlandię (to założenie przyjąć mogłoby wiele innych państw), Polska powinna wyciągnąć wnioski i podjąć daleko idące kroki w polityce ekologicznej. Autorzy raportu pokazują, że wyraźna poprawa w tych dziedzinach mogłaby skutkować zrównaniem się poziomem rozwoju Polski z Hiszpanią czy Włochami.

Dogonienie Zachodu może jednak być trudne nie tylko ze względu na brak woli politycznej do prośrodowiskowych zmian. Polska ma dziś relatywnie wysoką konsumpcję per capita (najwyższą w Grupie Wyszehradzkiej), ale nie tworzy warunków do kreacji dobrobytu w przyszłości. Kuleć może w naszym kraju innowacyjność i kondycja przemysłu nowoczesnych technologii, a to za sprawą niskich wydatków na edukację oraz na badania i rozwój (choć te w ostatnich latach zaczęły w końcu rosnąć). Skandynawia może nam się wydawać odległym kulturowo i historycznie wzorem, ale taka charakterystyka z pewnością nie odnosi się do Czech. Ten kraj przoduje wśród państw dawnego bloku wschodniego i w porównaniu z Polską prezentuje się znakomicie (jedynie konsumpcję „na głowę” mamy nieznacznie wyższą). Czechy są przykładem, jak się wydaje, bardziej udanej transformacji gospodarczej (która tam nie przybrała formy terapii szokowej, lecz była gradualistyczna i ostrożniejsza) i lepszych decyzji w późniejszej polityce gospodarczej. Według IOR Czechy znajdują się na 20. miejscu na świecie, a ich rozwój jest bardzo zrównoważony (np. pod względem nierówności – 2. pozycja na świecie!), pomijając, niestety, emisję CO2.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.