Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  25 października 2017

„Szeregowy premier” z Nowogrodzkiej

Piotr Kaszczyszyn  25 października 2017
przeczytanie zajmie 4 min
„Szeregowy premier” z Nowogrodzkiej depositphotos.com

Obraz jest oczywiście satyrycznie przerysowany, ale zasadniczy mechanizm personalny „dobrej zmiany” Ucho prezesa przedstawia wiernie. Nikt nie ma wątpliwości, że dzisiaj wszystkie prawdziwe reformy rządu wymagają wcześniej odpowiedniego „glejtu” z gabinetu na Nowogrodzkiej. Tymczasem ustrojowa dojrzałość, standardy kultury politycznej i zasady efektywnego rządzenia każą nam wreszcie skończyć z tym dysfunkcyjnym mechanizmem dwuwładzy. Już najwyższa pora, żeby Jarosław Kaczyński przeprowadził się z Nowogrodzkiej na Aleje Ujazdowskie.

W każdym odcinku pomysł fabularny jest w dużej mierze identyczny. W gabinecie urzęduje Jarosław Kaczyński-Robert Górski, a przed jego biurkiem kręci się korowód liderów obozu „dobrej zmiany” lub przywódców (totalnej) opozycji. W prawdziwym, nie serialowym świecie, nie chodzi jednak o to, że poszczególni ministrowie rządu to bezwolne kukiełki, a prezes PiS niczym demiurg o nieograniczonych mocach jest w stanie analizować szczegółowo każde, nawet najdrobniejsze posunięcie w obozie władzy. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie Kaczyński jest architektem „dobrej zmiany”, który jako lider partii rządzącej odpowiada faktycznie za strategiczne kierunki, w których podąża Zjednoczona Prawica. W tych okolicznościach można wskazać na cztery zasadnicze powody, dla których Jarosław Kaczyński powinien zastąpić Beatę Szydło na stanowisku Prezesa Rady Ministrów.

1. Walka buldogów pod stołem

O walce frakcyjnej wewnątrz obozu „dobrej zmiany” mówi się już od miesięcy, a jej różne przejawy i efekty w ostatnim czasie coraz częściej trafiają do mediów. Ludzie Beaty Szydło. Pragmatyczni reformatorzy od ministra Morawieckiego. Środowisko „ziobrystów”. Grupa skupiona wokół Jarosława Gowina i Polski Razem. Wreszcie Antoni Macierewicz, który w przeszłości lubił dokonywać partyjnych secesji, oskarżając niedawnych kolegów o zdradę, a dzisiaj łączony z głosami coraz śmielej przebrzękującymi o potrzebie stworzenia partii „pisowskiego ludu” z prawdziwego zdarzenia, która na serio zabierze się za walkę z „trzecim pokoleniem UB-eków”.

Ten pejzaż robi się dla Jarosława Kaczyńskiego niepokojący.

Pytanie fundamentalne w tym kontekście brzmi: czy strategia „dziel i rządź” realizowana z tylnego siedzenia powoli się nie wyczerpuje? Wydaje się, że wyjście z cienia i wejście w instytucjonalne buty premiera rządu pozwoliłoby prezesowi PiS skuteczniej zarządzać napięciami wewnątrz obozu władzy, prewencyjnie zapobiegając potencjalnej dezintegracji partyjnego zaplecza rządu.

2. Koniec z pielgrzymkami na Nowogrodzką

Podstawowy argument to ten z porządku pragmatycznych mechanizmów władzy. Przeprowadzka Kaczyńskiego do gabinetu premiera skraca dzisiaj niepotrzebnie wydłużony „łańcuch dowodzenia”.  Zamiast mechanizmu dwuwładzy, gdzie decyzje najpierw muszą zostać wypracowane przy Alejach Ujazdowskich, a następnie zatwierdzone na Nowogrodzkiej, dostajemy jedno centrum władzy. W ten sposób likwidujemy także potencjalne zjawisko „głuchego telefonu”: ustalenia wzajemnie konsultowane pomiędzy Beatą Szydło a Jarosławem Kaczyńskim mogły być, jak w popularnej zabawie, zniekształcane w trakcie komunikacji pomiędzy oboma ośrodkami władzy. Więcej, dostęp do „ucha prezesa” jest prawdopodobnie narzędziem w walkach frakcyjnych, na zasadzie „mam na to prikaz od Kaczyńskiego”.

Takie licytowanie się kto jest bardziej „kaczyński” od Kaczyńskiego wzmacnia tylko chaos i intensyfikuje rywalizację poszczególnych grup. Stawką jest więc zwiększenie efektywności mechanizmów władzy i skuteczniejsze realizowanie polityki obozu „dobrej zmiany”.

3. Jeden numer telefonu do Polski

Objęcie fotela Prezesa Rady Ministrów przez Jarosława Kaczyńskiego likwiduje także wydłużony „łańcuch dowodzenia” w kontekście polityki zagranicznej. Znamy już przecież obrazki ze spotkań Angeli Merkel czy Viktora Orbana z prezesem PiS. Dla naszych europejskich partnerów obecny model dwuwładzy musi być z pewnością kłopotliwy. Z jednej strony zdają sobie przecież sprawę kto ostatecznie pociąga za sznurki. Z drugiej – muszą umawiać się z „szeregowym posłem z Nowogrodzkiej” jako liderem partii rządzącej, a osobno spotykać się jeszcze z Beatą Szydło.

Parafrazując popularny cytat z Kissingera, zmiana na stanowisku premiera pozwoli podać europejskim liderom „jeden numer telefonu do Polski”.

4. Wymagania ustrojowej dojrzałości

Obecny model jest z pewnością dla Jarosława Kaczyńskiego całkiem wygodny. Z jednej strony wypracowuje strategiczne posunięcia obozu „dobrej zmiany”, zachowując jednocześnie przywilej „ostatniego słowa”. Z drugiej – pozbawiony jest w tym instytucjonalnych ograniczeń urzędów państwowych i ustrojowej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Mówiąc obrazowo: jeżeli większość parlamentarna będzie chciała w przyszłości na przykład postawić kogoś przed Trybunałem Stanu za działania obozu rządzącego w latach 2015-2017, to raczej nie będzie to szef partii.

Tymczasem demokratyczne standardy kultury politycznej nakazują, aby to właśnie lider partii wygrywającej wybory, prawdziwy architekt rządowej polityki, zasiadał na stołku premiera rządu, zamiast chować się w cieniu i z drugiego szeregu podejmować najważniejsze dla państwa decyzje.

Skończmy z tą fikcją

Jako środowisko Klubu Jagiellońskiego regularnie i aż do znudzenia wracamy do postulatu stworzenia „mózgu państwa”, gdzie premier mógłby skutecznie realizować spójną agendę rządową i reformować państwo niwelując wpływy „udzielnych księstw-ministerstw” i likwidując zjawisko „Polski resortowej”.

Przy wszystkich wątpliwościach posunięcia premiera Morawieckiego – powołanie Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, stworzenie Polskiego Funduszu Rozwoju, połączenie w jednym ręku funkcji ministra finansów i rozwoju, wzięcie pod swoje skrzydła części strategicznych spółek Skarbu Państwa, przyjęcie Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju – pozwoliło stworzyć lepiej lub gorzej działający, ale istniejący „gospodarczy mózg państwa”. 

Przeprowadzka Jarosława Kaczyńskiego na Aleje Ujazdowskie oczywiście nie stworzy z miejsca „mózgu państwa”. Ma jednak szansę być istotnym krokiem w kierunku zwiększenia efektywności zarządzania państwem. Dotąd wszyscy udawali, że to nie do prezesa PiS należy ostatnie słowo w strategicznych posunięciach obozu rządzącego. Powołanie nowego rządu z premierem Kaczyńskim pozwoli skończyć z tą fikcją. „Szeregowego premiera” warto zamienić w premiera ustrojowego. Z całą odpowiedzialnością, władzą i ograniczeniami za tym idącymi.