Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Trzy lata zmieniły wszystko. Dlaczego Polacy już nie lubią Ukraińców?

Trzy lata zmieniły wszystko. Dlaczego Polacy już nie lubią Ukraińców? Pikieta solidarnościowa z Ukrainą w Bolesławcu; screen: https://www.youtube.com/watch?v=H25a7JVMtB0

Stosunek Polaków do obywateli Ukrainy zmienił się o 180 stopni. Zamiast posądzać nasze społeczeństwo o uleganie rosyjskiej propagandzie warto zastanowić się, z czego te nastroje wynikają.

Jest luty 2022 roku. Rano w pociągu czytam wiadomości w telefonie i wita mnie zdjęcie Aleksandra Łukaszenki salutującego rosyjskim czołgom przekraczającym granicę między Ukrainą i Białorusią. Miny współpasażerów są niepewne. Wszyscy boimy się, czy konflikt nie wleje się do naszego kraju. Mimo to cały dzień, a potem następny tydzień nie słyszę o niczym innym niż o solidarności z zaatakowanym sąsiadem.

Cały nasz kraj mobilizuje się, aby wspierać Ukrainę na wszystkie sposoby. Przyjmujemy uchodźców do domów lub pomagamy im w przejeździe dalej. Każde miasto zbiera żywność, wodę i leki dla bombardowanych miast. Zaczyna się zrzutka na Bayraktara.

We wrześniu 2025 roku mam wrażenie, że doświadczyłem wtedy halucynacji. Kampania prezydencka w pewnym momencie polegała na licytowaniu się na postulaty wyrażające krytycyzm wobec mniejszości ukraińskiej w Polsce. W mediach społecznościowych pełno jest komentarzy o roszczeniowości, lenistwie, braku kultury Ukraińców. Krytykowani są migranci, ale również Ukraińcy którzy zostali w kraju. Nie oszczędza się także władz państwowych z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na czele.

Wśród polityków, także z ugrupowań do tej pory przychylnych wschodniemu sąsiadowi, widać niechęć lub przynajmniej koniec entuzjazmu. Po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej kolektyw badawczy Res Futura opublikował badanie, według którego 38% polskich internatów obarczyło odpowiedzialnością za to zdarzenie Ukrainę, a jedynie 34% Rosję.

Dlaczego w trzy lata przeszliśmy taką zmianę nastrojów? Czy przepaść między obecnymi postawami Polaków a ferworem 2022 r. naprawdę jest tak głęboka?

Stabilny konsens?

Przyjrzyjmy się badaniu Centrum Mieroszewskiego „Polacy o Ukrainie”, opublikowanemu w styczniu tego roku, które zostało przeprowadzone na przełomie listopada i grudnia 2024 r. 23% określało swój stosunek do Ukraińców jako bardzo dobry lub dobry, 30% – jako zły lub bardzo zły. Do tego 41% badanych określiło swoje nastawienie jako „neutralne”; 5% pozostało niezdecydowanych.

Wyraźnie większy był odsetek opinii skrajnie negatywnych od skrajnie pozytywnych (10% do zaledwie 4%). Ogółem bardziej przychylny stosunek do Ukrainy mieli zwolennicy partii lewicowych i centrolewicowych. Odsetek osób o złej opinii wyróżniał się wyraźnie wśród wyborców Konfederacji (54% negatywnych do 9% pozytywnych).

Do tych danych należy podchodzić ostrożnie, ponieważ pochodzą sprzed ponad dziewięciu miesięcy. Niewykluczone, że sporo się w tym czasie zmieniło. Bardziej kompleksowe dane uzyskamy, gdy ukaże się kolejna edycja corocznego badania Centrum Mieroszewskiego. Ale spróbujmy wyciągnąć jakieś wnioski z tego obrazu, jaki jest nam dostępny.

Polacy na ogół odnosili się do samych Ukraińców bardziej z niechęcią niż z sympatią. Chcieli, aby państwo polskie wspierało Ukrainę dyplomatycznie i wojskowo, ale uważali skalę tego wsparcia za zbyt dużą. Brzmi to podobnie do sytuacji obserwowanej teraz. Myślę jednak, że nastroje te jeszcze się pogłębiły.

Zwrot opinii publicznej

Część badania, która może budzić największy niepokój, to pytanie o pierwsze skojarzenia z Ukraińcami. Najczęstszą myślą respondentów było słowo „roszczeniowi”. Zaraz potem „cwaniactwo”, „uchodźcy”, „pracownicy”, „pracowici”, „niewdzięczni”. Większość tych skojarzeń jest negatywnie lub neutralnie nacechowana.

Ukraińcy są postrzegani jako konkurencja na rynku pracy i obciążenie dla polskiego systemu socjalnego.  O tym, że ta perspektywa jest co najmniej wątpliwa, pisał już na łamach Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek, jednocześnie zachęcając do wyrozumiałości wobec tych głosów. Obraz Ukraińca jako ekonomicznego rywala stał się jednak w polskiej infosferze dominujący – podczas kampanii prezydenckiej prezentowali go wszyscy trzej faworyci i szereg mniej popularnych kandydatów.

Przekłada się on na skłonność do dalszej pomocy. Dysponujemy też mniej szczegółowym badaniem CBOS „O Ukraińcach w Polsce i wojnie w Ukrainie” opublikowanym w październiku 2024 r. Na przestrzeni dwóch i pół roku chęć pomagania ukraińskim uchodźcom znacząco się pogorszyła, a w momencie badania niewiele ponad połowa (53%) badanych deklarowała, że Polska powinna ich przyjmować. Zaczynaliśmy od poziomu 94% w lutym 2022.

Politycy rymują się z nastrojami

Za tymi danymi idą konkretne wypowiedzi i postulaty. Od początku wojny w Polsce prężnie funkcjonuje środowisko „realistów”, krytyczne wobec wsparcia dla naszego wschodniego sąsiada, oskarżające polskie władze o machanie szabelką i prowokowanie wojny z Rosją. Należy do niego poczytny tygodnik „Do Rzeczy”, a także mniejsze, lecz bardziej skrajne grupy, z „Polskim Ruchem Antywojennym” na czele.

Na polu politycznym to nie tylko ekscesy Grzegorza Brauna, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Przykładowo – Sławomir Mentzen napisał na portalu X: „jeśli Ukraina chce mieć Starlinka, to niech sobie za niego zapłaci”. Także politycy PiS-u i Koalicji Obywatelskiej coraz mniej chętnie odnoszą się do wspierania Ukrainy.

Znamienna jest stanowczość, z jaką Donald Tusk ogłaszał, że Polska nie wyśle swoich oddziałów na Ukrainę w ramach ewentualnej misji stabilizacyjnej. Abstrahując od słuszności tego posunięcia, premier uznał to za komunikat, którym musi się posługiwać, aby uspokoić swój elektorat.

Nie każdy jest rosyjskim agentem

Wielu oskarża polityków i środowiska o bycie rosyjską agenturą. Nie jest to jednak ani skuteczne, ani szczególnie uczciwe. Chociaż z pewnością kremlowskie służby działają w polskiej przestrzeni informacyjnej, wykorzystując i podsycając sentymenty, które już tu są.

Sprowadzenie każdego poglądu, z którym się nie zgadzamy, do płatnej czy ideowej prorosyjskości, jest jednak niepoważne i tylko uwiarygadnia te środowiska. Łapaniem szpiegów powinno zajmować się ABW, nie użytkownicy X-a.  

Trzeba też przyznać, że sama Ukraina wykonała wiele ruchów, które podsycały wrogie sobie nastroje. Na myśl przychodzą niejasne wyjaśnienia incydentu w Przewodowie czy skandaliczne przemówienie Zełenskiego o Polsce „szykującej scenę dla moskiewskiego aktora”.

Naturalne wydaje się również, że współistnienie z tak liczną mniejszością narodową musi wywoływać emocje i niesnaski. Nawet jeśli większość Ukraińców pracuje, szybko się integruje i w żaden sposób nie zaburza codziennego życia Polaków.

Kim dla siebie jesteśmy?

Około 61% badanych przyznało że zna jakiegoś Ukraińca/Ukrainkę, a 47% że regularnie śledzi informacje o tym kraju. Ale już tylko 13% badanych miało ukraińskiego przyjaciela, do tego 11% mówiło, że ma przyjaciół/znajomych na Ukrainie.

Te dwie grupy mogą się więc w dużym stopniu pokrywać. Z kolei zapytani o stosunek do Ukraińców badani najczęściej określili ich jako sąsiadów (47%), na drugim miejscu nieprzyjaciół (14%) na trzecim konkurentów (8%).

Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców na terytorium Polski przebywa teraz około 1,5 miliona ukraińskich obywateli. Mam wrażenie, że w świetle tych badań i moich własnych doświadczeń ich obecność w Polsce można scharakteryzować jako „przewijanie się”.

Przewijają się przez życia Polaków na klatce schodowej i ulicy jako sąsiedzi, w miejscu pracy jako odlegli koledzy. Przewijają się przez gastronomię i Ubera jako nasi kelnerzy i szoferzy.

Przewijają się przez feed na portalu X, prosząc o wsparcie albo występując w roli bohaterów ostatniego skandalu. Przewijają się wreszcie przez kampanię prezydencką, proces legislacyjny, rozporządzenia, orędzia prezydenta. Niektórzy są tu od trzech lat, ale spora część jest pewnie dużo dłużej. Mimo to, poza krótką fali zażyłości związanej z początkiem wojny, traktujemy ich tak, jakby nie istnieli. Zauważamy dopiero, gdy zaczynają nam przeszkadzać. Nie wypracowaliśmy żadnej skutecznej formy integracji ani dialogu.

Istnieje oczywiście wiele przyczyn tego stanu rzeczy wykraczających poza opisywaną już domniemaną presję ekonomiczną. Jest bariera językowa i kulturowa. Uchodźcy wyrwani nagle ze swoich domów i społeczności, szukają siebie nawzajem i trzymają się razem. Dzielą nas poglądy polityczne i pamięć o zbrodni Wołyńskiej, o której Ukraińcy w dużej mierze nie wiedzą, a Bandera stał się niestety symbolem narodowej walki z Rosją.

Ale być może to nie różnice, ale podobieństwa prowadzą do takiego stanu rzeczy. Ukraińcy przyjeżdżają do naszych miast w ucieczce przed wojną, ale także w poszukiwaniu możliwości zarobkowych. Traktują pod tym względem Polskę tak, jak my traktowaliśmy Wielką Brytanię lub Niemcy po 2004 roku. A my zręcznie weszliśmy w buty obywateli tego zamożniejszego kraju, który z niechęcią patrzy na przyjezdnych, słabo wykwalifikowanych obcokrajowców.

Nie wiem, czy jesteśmy skazani na wzajemną niechęć i pogłębianie się obecnych nastrojów. Skoro jednak w tak krótkim czasie zmieniły się one tak mocno, to może przy właściwej polityce nie tyle wrócimy do pierwotnego entuzjazmu, ale po jakimś czasie wejdziemy na ścieżkę normalizacji?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.