Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Pornhub? To patriarchalny przeżytek. Marks w darkroomie i lewicowe postporno

Pornhub? To patriarchalny przeżytek. Marks w darkroomie i lewicowe postporno Autorka: Julia Tworogowska

Organizowany w dniach 7-12 czerwca w kinie Muranów „Post-pxrn festival” wzbudził w niektórych środowiskach spore emocje. Część środowisk kościelnych organizowała protesty przeciwko „deprawacji młodzieży”, zaś „Krytyka Polityczna” przedstawiała wydarzenie jako intelektualną ucztę mającą objawić remedium na bolączki dzisiejszego świata. A jak wyszło w praktyce? Trochę śmiesznie, trochę strasznie.

Queerowy seks rozsadzi kapitalizm, patriarchat i antropocen

„Prywatne jest polityczne” – to hasło na swoich ideowych sztandarach lewica niesie już od dekad. Każda, nawet najbardziej błaha i mało ekscytująca czynność może nie tylko stać się środkiem do realizacji politycznych celów, lecz także sama w sobie jest polityką. Oczywiście seks nie stanowi tutaj wyjątku.

Z jednej strony będzie świadectwem szkód, które wyrządził nam patriarchalno-kapitalistyczny system, a z drugiej (po odpowiednim przygotowaniu) stanie się narzędziem społeczno-politycznej walki. Środkiem podważenia zastanego porządku i stworzenia nowego wspaniałego świata.

Seks staje się także najważniejszym rytuałem nowej duchowości, która zapełnia pustkę późnego kapitalizmu i pozwala przekroczyć ograniczenia nałożone przez „patriarchat” i „neoliberalizm”. Staje się jednocześnie sposobem uprawiania ekologii, który ma w ostatecznie uwolnić człowieka od roszczenia do dominacji nad naturą. Ludzkość ma powrócić do jedności z przyrodą, zaś narzędziem do tego staje się stosunek seksualny. Co więcej, nie chodzi o jakikolwiek seks. To musi być seks w wydaniu queer. Do tych celów zmierza właśnie postpornografia.

Jak sama nazwa wskazuje nie będziemy po prostu rozmawiać, analizować lub tworzyć pornosów. Nie chodzi już głównie o zwrócenie uwagi na uprzedmiotowienie kobiet, pokazanie ciemnych stron tego biznesu, walkę z handlem ludźmi czy mówienie o szkodach, jakie to medium może wyrządzić naszej psychice. Zapomnijcie też o kobiecym spojrzeniu na pornografię, gdzie miało być więcej czułości, a mniej penetracji. Lata 80. i 90. już dawno się skończyły.

Postpornografia wcale nie stawia na pierwszym planie podkręcenia doznań, nie wprowadzi nas też w odpowiedni nastrój. Na pierwszym planie stawia politykę. A właściwie taką jej wizję, gdzie seks okazuje się narzędziem mogącym rozsadzić od środka patriarchat, kapitalizm i kolonializm. Wszystko naraz, gdyż według lewicy akurat w takiej faszystowskiej rzeczywistości żyjemy. Porno w erze post to zarówno strategia interpretacji rzeczywistości, jak i metoda jej przekraczania oraz kształtowania na nowo.

Jeżeli chodzi o formę filmów, które można było zobaczyć na festiwalu, to rzeczywiście trudno nazwać je pornografią w klasycznym rozumieniu tego słowa. Większość seansów składała się z bloku krótszych bądź dłuższych filmów krótkometrażowych, połączonych ze sobą tematyczną nicią przewodnią. Były to performance artystyczne, animacje, krótkie filmy dokumentalne bądź stylizowane na dokument filmy fabularne.

Heteronormatywność w nowym lewicowym świecie? Nic z tego, maksymalnie biseksualizm

Człowiek postseksualny powinien być miękki, płynny, nie charakteryzować się żadną mocną tożsamością, czyli odznaczać się taką konstrukcją siebie, w której nie odnajdziemy nic trwałego. Jest to człowiek pozostający w ciągłym ruchu, w procesie autokreacji, a przede wszystkim w trakcie nieustannej emancypacji. Wydaje się, że to logika odzyskania wolności nad sobą (gdzie „sobą” oznacza przede wszystkim ciało z wyeksponowanymi potrzebami seksualnymi) jest tym, co dominuje w przekazie twórców kina postpornograficznego.

W informatorze Warszawskiego Festiwalu Post PXRN przeczytamy o „budowaniu tożsamości w kontrze do heteronormy”. Męskość tak, ale co najwyżej biseksualna, rozwodniona przez odpowiednie ciuchy i makijaż. Zostało z niej tylko to pozwolenie na posiadanie wielu partnerów seksualnych.

Co więcej, walka z „heteronormą” nasuwa pytanie o to, gdzie w tym wszystkim mają swoje miejsce trwałe instytucje, takie jak chociażby małżeństwo? Wizja promowana przez twórców kina postpornograficznego odrzuca jakąkolwiek formę trwałości. Czy jednak można wyobrazić sobie organizm polityczny oparty na ciągłej płynności i zmianie?

Twórcy zdają się sugerować, że trwałość zostanie zastąpiona przez ciągłą negocjację, co więcej, mającą zupełnie nową jakość po powrocie do „stanu natury”, o którym później. Jednak w takim społeczeństwie osoby uznające tradycyjne normy zgłaszają się z automatu do roli „wroga ludu”. Czyż taka utopia nie musi się skończyć ostatecznie uciskiem tych, którzy tej koncepcji nie podzielają?

Lewicowy dobry dzikus i powrót do rajskiej utopii

To właśnie wątek ciała jest lejtmotywem większości filmów. Sposób jego przedstawienia prowadzi do paradoksów. Część treści sugerowałaby bowiem konkretną wizję świata. Są niejako dwa ciała: w stanie natury oraz ciało społeczne. To drugie jest wynikiem socjalizacji oraz uwewnętrznionych przez jednostkę znaczeń nadanych przez system patriarchalny.

Jest to ciało, które nosi w sobie poczucie winy, czuje się spętane i zniewolone, ponieważ normy narzucone przez system nie odpowiadają temu, kim jednostka jest w swej istocie. Takimi normami są heteroseksualność, tradycyjne małżeństwo, wspominana już przez nas fatfobia, ale także kapitalistyczny kult wydajności.

Dlatego trzeba wrócić do ciała w stanie natury. Jeżeli wyzwolimy się ze znaczeń nadanych przez system, osiągniemy wolność, ponieważ nasze ciała niezapośredniczone przez normy społeczne są dobre. Wyzwoliwszy się z patriarchatu, w końcu będziemy mogli „robić to, co chcemy i być prawdziwie autentyczni”, zaś pomiędzy ludźmi zapanuje „miłość, dobro i powszechna zgoda”.

Narzędziem wyzwolenia i zapanowania nad własnymi ciałami miałby być właśnie seks queerowy, który pozwala przekroczyć to, co powszechnie uznaje się za normatywne. Niestandardowy seks staje się rytuałem wyzwolenia, przejściem od opresji do wolności i życia w miłości. Brzmi to naiwnie i radykalnie utopijnie, zwłaszcza w kontekście wiedzy na temat życia ludów pierwotnych i poziomu przemocy istniejącej w tych wspólnotach.

Ciało w stanie natury, tak jak definiują je twórcy, jest po prostu kolejną utopijną tęsknotą za rajem utraconym, odwróceniem skutków grzechu pierworodnego i zbudowaniem Królestwa Bożego na ziemi. Jest postulatem raczej skierowanym w przyszłość, aniżeli powrotem do tego, co było. Odnosimy jednak wrażenie, że twórcy filmów nie są do końca tego świadomi.

Ostatecznie okazuje się, że i powrót do ciała w stanie natury jest zbyt mało radykalnym krokiem, by uzyskać pełną autonomię. Jeden z filmów pokazujący scenę seksu w klubie gejowskim i towarzyszący temu monolog głównego bohatera jest pod tym względem bardzo znamienny.

Mężczyzna podczas stosunku seksualnego z partnerem ubolewa nad ograniczeniami swojego ciała i nad tym, że stosunek dwóch mężczyzn ze względu na budowę anatomiczną nie może dorównać stosunkowi seksualnemu między mężczyzną a kobietą. Tym, co jest kluczem do przekroczenia tej granicy, okazuje się… seks queerowy.

Tym razem jednak chodzi nie tylko o przekroczenie habitusu społecznego, ale także barier, które narzuca anatomiczna budowa ciała męskiego i kobiecego. Również i biologia staje się ostatecznie narzędziem opresji. Tak więc w jednych filmach chwalono ciała naturalne, niepoddające się dyktaturze piękna, natomiast w innych ciało przedstawiano jako przeszkodę, gdyż określa nas jako kobiety lub mężczyzn.

Seks oralny oraz lektura Foucaulta, Derridy i Freuda

Seks i polityka to jeszcze nie wszystko. Człowiek w optyce lewicowej wrażliwości musi charakteryzować się także odpowiednią wiedzą. Filozofia wyzwolenia, neomarksizm, dekonstrukcja, postkolonializm, poststrukturalizm, psychoanaliza – odpowiednie teorie wraz ze swymi trudnymi słowami znacząco podnoszą jego rangę.

Jeśli ubierzemy to w pornograficzne szaty, tym lepiej. Zyskujemy potencjał do zasiania zamętu w głowach tych, którzy zostali zniewoleni przez faszystowskie konwenanse. Dlatego też na Warszawskim Festiwalu Post Pxrn w tle seksualnych aktów można było dostrzec książki Derridy, Foucaulta czy Freuda. Stary, dobry Marks również się pojawił, nie wspominając już o feministycznych klasykach. Delikatne odwołanie to przecież nic takiego.

A zatem trzeba włożyć mądre teorie i wyszukane słowa w sam seks, w trakcie którego można w końcu myśleć o rzeczach wielkich, a nie o samej przyjemności. Dla jednego z bohaterów stosunek oralny był idealną okazją do metafizycznych przemyśleń i odnalezienia sensu życia. Chyba wtedy dopiero można doświadczyć pełni człowieczeństwa, gdy fizyczna przyjemność łączy się z rozkoszą intelektualną. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że chcemy to bycie człowiekiem przekroczyć, bo wiadomo, to także jest opresja.

I tutaj jednak warto przyjrzeć się szczegółom. Wynik niestety będzie druzgocący, bowiem po raz kolejny do naszych głów przenika bełkot. Nie wymagamy od twórców postpornografii drobiazgowej znajomości współczesnej filozofii. Można korzystać z pewnych tez dla artystycznego efektu. Jeśli jednak się na coś powołujemy, to wypadałoby choć trochę się na tym znać.

W większości przypadków mieliśmy do czynienia z natłokiem trudnych słów, zdań wyrwanych z kontekstów oraz ich nierozważnymi połączeniami. Krzycząc: „Ego”, wcale nie odwołujemy się do Freuda. Dajemy wyłącznie świadectwo tego, że gdzieś coś tam usłyszeliśmy i teraz chcemy to wykorzystać, aby uzasadnić nasze postępowanie.

I tak wracamy do tego, czym postporno miało w ogóle nie być. Albo czym starało się nie być. Przede wszystkim jego rola nie powinna sprowadzać się do dostarczania przyjemności. Seksualne zaspokojenie to tylko tło dla polityczno-społecznych akcji.

Owszem, takie działanie samo w sobie też jest ważne, na festiwalu pojawiły się też filmy starające się wyłącznie wywołać podniecenie (w nowej formie zgodnej z lewicową wrażliwością). Nadal jednak kontekst bycia czymś więcej, czyli strategią interpretacyjną wzywającą do wyzwolenia, był prymarny.

Ostatecznie postpornografię da się sprowadzić do dostarczania przyjemności i to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, łamie bariery naszej niezgody na określone praktyki seksualne. „Ja” współczesnego człowieka kształtuje się w kierunku nieustannego zaspokajania pragnień. Jego odczucia są najważniejsze, jego zadowolenie definiuje świat, a wszelka niedogodność odczuwana jest jako gwałt na jego podstawowych prawach.

Podobnie destrukcyjna dla naszego „ja” jest odmowa. To w sferze seksualnej możemy spotkać się z wyraźnym „NIE”, jeśli ktoś nie chce spełnić naszych pragnień w tym zakresie. A zatem należy spokojnie przełamywać opory, aby jak najwięcej osób mogło się realizować.

Lewica niezwykle chętnie zagląda nam do łóżka. Lubisz tylko klasyczny seks pod kołderką? Jesteś więźniem patriarchatu, nieświadomym własnych ograniczeń. Nie chcesz uprawiać seksu z osobą transseksualną? Musisz przekroczyć swoje fobie. Seks jest okej, chyba że pod postacią heteronormy.

Po drugie, postpornografia produkuje najlepszy rodzaj przyjemności, z którą nie wiąże się żadna przykrość lub niebezpieczeństwo odmowy – samozadowolenie z siebie. W końcu, oglądając seks oralny, gdzie padają bardzo mądre słowa, jesteś kimś zdecydowanie lepszym od statystycznego użytkownika Porhhuba. Nie chodzi o same akty, lecz o ważniejsze sprawy. Można poczuć się lepszym na naprawdę wielu poziomach. A przy okazji nikt nie sprawdzi twojej wiedzy, gdyż wszystko jest płynną interpretacją, gdzie nie ma prawdy i fałszu, a każdy ma rację.

Nasze „ja” staje się zaspokojone i zadowolone. Jeszcze pośmiejemy się z tych, którzy nie widzą ukrytej głębi w tych wielkich zdaniach pojawiających się w tle seksualnych uniesień. Kiedy wszystko jest płynne, nikt nie może nam niczego zarzucić. A oglądanie pornosów staje się po prostu wyrazem prawdziwego indywidualizmu i intelektualizmu, natomiast nikomu nie przeszkadza, że jest on po prostu nonsensowny. W tym uwielbieniu nieokreśloności dziwi jednak ogromne pragnienie odnalezienia sensu, a nawet jakiejś trwałej struktury rzeczywistości.

Katole wierzą w bajki o brodatym starcu. Racjonalna lewica to co innego

Lewica wie, jak pośmiać się z katolików. Sami aż się proszą, by stanowić idealny temat do żartów. Wierzą w jakieś dziwne rzeczy, praktykują niezrozumiałe rytuały, jeszcze mówią, że ich sposób życia jest dobry. Zabobony, brak wiedzy, nielotne umysły – tak najczęściej są charakteryzowani przez oponentów.

Co innego nowoczesny lewicowy człowiek znający wszystkie modne teorie i… wierzący w wicca, szamanizm, pokładający nadzieję w kartach tarota. Nie ma co porównywać takiego światowca z katolickim prostaczkiem.

Warszawski Festiwal Post Pxrn ukazał jeszcze jedną stronę lewicowej wrażliwości, która pod płaszczykiem podważania wszystkiego w rzeczywistości również potrzebuje metafizyki, duchowości czy głębszego sensu. Niestety przyjęło to formę zasady „musisz w coś wierzyć, nawet jeśli jest to niewyobrażalnie głupie”.

Dlatego też w wielu filmach pojawiały się nawiązania do ezoteryki, kontaktów z matką naturą, nowego ładu, w którym okazujemy się jedynie cząstką niezmierzonej całości. W pomieszaniu ze współczesną filozofią oraz teorią feministyczną i queer ten miszmasz staje się jeszcze bardziej niestrawny.

Nie chodzi o to, że gorszy nas twierdzenie o możliwości osiągnięcia oświecenia przez seks. Nie robiło nam się niedobrze ze względu na mocne sceny erotyczne, które pojawiały się na ekranie. Niedobrze się robiło od intelektualnego bełkotu, zgodnie z którym wiedza miała być rezultatem połączenia kilku nieprzemyślanych tez, innej wersji New Age i zażywania twardych narkotyków. A to wszystko w rytmie techno i seksu. Nie wiemy, czy jakikolwiek klasyk komunizmu byłby zadowolony, że w gruncie rzeczy rewolucja proletariatu skończyła się w darkroomie.

Mogą martwić oklaski, jakie wywołał quasi-mistyczny queerowy manifest homoseksualisty uprawiającego seks oralny pod wpływem psychodelików. Duchowość, którą przedstawił, była mieszaniną wielu pojęć znanych z religii wschodnich, ale także tradycyjnej mistyki chrześcijańskiej. Mówiono więc o światłości i oświeceniu, pięknie i dobru. Co więcej, ów pseudomistyczny manifest przedstawiał seks queerowy jako formę zjednoczenia z absolutem, jako coś, co pozwala przekroczyć ciało mające wiele ograniczeń (chociażby to, że mężczyzna nie ma możliwości „przyjąć w siebie” drugiego mężczyzny, tak jak może to zrobić kobieta – tę myśl wypowiada wprost bohater filmu).

Taka duchowość przywodzi na myśl sekty gnostyckie znane z pierwszych wieków chrześcijaństwa, dla których ciało było więzieniem dla ducha. Trzeba było więc przekroczyć to ograniczone ciało. W tym wszystkim jednak trudno nie zauważyć, że najwyższym przejawem działania ducha okazuje się aktywność seksualna. Człowiek zostaje zdefiniowany na podstawie tego, z kim i jak uprawia seks.

Oklaski po zakończonym seansie mogą sugerować, że współczesny człowiek tęskni za duchowością i głębią. Tradycyjnym pojęciom mistycznym zostało nadane zupełnie nowe znaczenie. Sakramentem oświecenia i zjednoczenia z „najwyższym dobrem” jest queerowy seks połączony z zażywaniem psychodelików. Jest to wizja niebezpieczna i prowadząca w duchowy ślepy zaułek.

Wystarczy przejść się do księgarni, aby zobaczyć wiele tekstów na temat warzenia ziół, odnalezienia swojej wewnętrznej wiedźmy, połączeniu się z matką naturą. Wcale nie mówimy o jakimś ironicznym tle dla czegoś poważniejszego. Naprawdę jesteśmy kulturowo uczeni odprawiania miłosnych rytuałów lub zaklęć nad dobrą pogodą.

Seks również nie mógł pozostać nieskażony tą perspektywą. W końcu dzięki niej zyskuje kolejny poziom głębi. W gruncie rzeczy chodzi jednak o odzyskanie utraconego poczucia sensu i zbudowania swojej tożsamości na chociażby delikatnie stabilnym gruncie.

Oprócz wyzwolenia się z opresji społecznej za pomocą rytualnego seksu queerowego nie mogło zabraknąć innego wątku charakterystycznego dla współczesnej lewicy, jakim jest kwestia ekologii i zbliżającej się w sposób nieubłagany katastrofy klimatycznej. Człowiek został przedstawiony jako ten, który z jednej strony przez dużą część historii dominował nad naturą i czynił ją sobie poddaną, zaś z drugiej został oddzielony od niej przez cywilizację, którą zbudował, co ostatecznie stało się jego nieszczęściem.

Tego typu treści mogliśmy zobaczyć na seansie filmu Zmierzch antropocenu. Powrót do natury, z którą to człowiek tworzy jeden wielki ekosystem, jeden wielki quasi-organizm, mógłby się odbywać m.in. przez seks z roślinami. Natura została przedstawiona jako jeden wielki byt, „pęd życiowy”, którego istotą jest płodność. Przyroda w tym ujęciu staje się wielkim organizmem, którego elementy są w ciągłym akcie seksualnym.

Tylko jak tę wizję witalności natury pogodzić z ulotkami instruującymi, jak można bezpiecznie dokonać aborcji, które można było znaleźć na terenie kina w trakcie trwania festiwalu?

***

Festiwal filmów postpornograficznych jest wyrazem jakiegoś rodzaju buntu tych, którzy czują się niedopasowani do świata, jaki zastali. Transgresja seksualna jest kolejną formą kontestacji dla samej kontestacji. Emancypacji dla samej emancypacji. Brakuje w tym wszystkim sensownej i spójnej propozycji, co miałoby zastąpić tak radykalnie krytykowany przez twórców patriarchat i neoliberalizm. Tym, co widzimy na ekranie, jest przede wszystkim wściekłość, chęć przekraczania granic i niszczenia tego, co zastane.

Naiwna wiara w realizację „stanu natury” jest z perspektywy konserwatywnej propozycją zwodniczą. Seks queerowy połączony z psychodelikami to raczej droga do zniewolenia, a nie wolności. Zaś postawienie emancypacji na pierwszym miejscu i transgresji norm może ostatecznie prowadzić do podporządkowywania sobie tych, którzy mówią „nie” queerowej wizji rzeczywistości. Dlatego „porno utopia” nie jest ani sensowną, ani spójną odpowiedzią na problemy człowieka w dobie późnego kapitalizmu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.