Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Daria Chibner  11 września 2019

Feministyczna wojna o seks

Daria Chibner  11 września 2019
przeczytanie zajmie 15 min
Feministyczna wojna o seks Rafał Gawlikowski

Temat pornografii stał się kluczowy dla drugiej fali feminizmu w Stanach Zjednoczonych. Do dziś kwestia porno jest w ruchu feministycznym traktowana z dużą dozą rezerwy, a pewne rozstrzygnięcia na wiele lat sprecyzowały podejście feministek do seksualności. Czy niektóre z nich mogą okazać się pomocne dla oceny pornografii z bardziej konserwatywnego punktu widzenia?

Pornograficzna dyskryminacja

Feministyczna krytyka pornografii rozgorzała na dobre w latach 70 XX w., a ton całej debacie bez wątpienia nadawały Catharine MacKinnon i Andrea Dworkin. Warto przypomnieć, że wówczas przemysł pornograficzny przeżywał swoją złotą erę. Za ten stan rzeczy odpowiadała nie tylko zapoczątkowana przez ruch hipisowski rewolucja seksualna, lecz także postęp technologiczny oraz prawne usankcjonowanie dystrybucji filmów pornograficznych w USA. Zainteresowanych tematem historii przemysłu pornograficznego odsyłam do świetnie zrealizowanego serialu Kroniki Times Square, który daleki jest od jednoznacznych interpretacji tego specyficznego środowiska. Stara się bowiem pokazać ciemną i brutalną stronę branży porno, jednocześnie podkreślając, że wtedy ten rodzaj „kariery” był również szansą na lepsze życie dla ludzi pozostających z różnych względów na marginesie społeczeństwa.

Oczywiście filmy dla dorosłych masowo kręcono również na Starym Kontynencie. Jednakże naprawdę wielkie pieniądze stały za regulacjami prawnymi w Ameryce i to one skierowały wzrok posiadaczy kapitału w stronę nieprzyzwoitego kina. Z zatęchłych, ukrytych przed wzrokiem społeczeństwa, obskurnych miejsc dla fetyszystów, wyuzdane obrazy trafiły na salony. I niemal natychmiast zajęły odpowiednie miejsce w popkulturze.

Film Głębokie gardło z 1972 r. nie dość, że od razu trafił do szerokiej dystrybucji, grając na nosie największym hollywoodzkim wytwórniom, zarabiając ponad 600 milionów dolarów (przy kosztach produkcji nie przekraczających 25 tys. dolarów), to zalicza się go do jednego z największych fenomenów w historii X Muzy. Kulisy jego powstania przedstawia dokument z 2005 r. pt. Głęboko w gardle. Jednak po jakimś czasie grająca w nim aktorka, Linda Susan Boreman, stała się ikoną feministycznego ruchu antypornograficznego, walcząc zaciekle z wykorzystywaniem kobiet w szeroko rozumianym przemyśle pornograficznym.

Pornografia powoli przestawała być czymś wstydliwym, przeznaczonym dla nieprzystosowanych do życia społecznego, seksualnych maniaków, przeradzając się w jedną z powszechnie dostępnych i akceptowalnych rozrywek. Aktorzy tych specyficznych produkcji powoli tracili anonimowość, uzyskując status gwiazd. Złośliwi twierdzą, że niebagatelną rolę odegrał w tym wszystkim ruch feministyczny, który swoimi bezkompromisowymi akcjami zapewnił pornografii… darmową reklamę.

Publicystyka Andrei Dworkin koncentrowała się na ukazywaniu dyskryminacji kobiet, będącej  podstawą opisywanego przez nią systemu patriarchalnego. Jednakże sławę przyniosły jej prace dotykające ukrytych sfer przemocy seksualnej. W Pornography. Men possessing women     z 1981 r. zaproponowała nowe pojęcie pornografii jako formy wyzysku seksualnego. Pornografia nie była już po prostu niewinnym materiałem erotycznym, ponieważ prowadziła do niebezpiecznego fantazjowania o gwałcie, promowała nieadekwatną, wymyśloną wizję kobiety oraz powodowała zredukowanie sfery seksualnej do przestrzeni realizacji męskich fantazji: „Mężczyźni opisują pornografię jako coś psychicznego, ponieważ ich umysły, ich myśli, ich sny, ich fantazje, są dla nich bardziej realne niż ciała i życie kobiet. (…) Pornografia uosabia męską dominację. To jest DNA męskiej dominacji. Każda zasada seksualnej napaści, każdy niuans seksualnego sadyzmu, każda droga wykorzystywania seksualnego, jest w nim zakodowana”.

Pornografia okazywała się więc kolejną formą sprawowania władzy, gdzie kobiety pozostawały na z góry straconej pozycji. Bez radykalnego i bezkompromisowego przewrotu mogły jedynie wybrać miejsce w wypracowanym kulturowo schemacie, w którym zostały sprowadzone do przedmiotu zaspokajającego biologiczne potrzeby. Kryło się w tym coś więcej – rozkosz ze stosowania przemocy przez czynienie z planu filmowego seksualnej, jak pisała Dworkin, „ubojni dla kobiet”.

Według antypornograficznego nurtu feminizmu przemysł skierowany do dorosłych odbiorców odgrywał znaczącą rolę w usankcjonowaniu społecznego przyzwolenia na gwałt. Warunek konieczny wyzwolenia kobiet to całkowite wyeliminowanie pornografii.

Niemniej nie należy jednak zapominać, że sytuacja kobiet w latach 70 w Stanach Zjednoczonych nie mogła być powodem do zazdrości. Wiele z nich zdobywało znaczącą pozycję, choć najważniejsze stanowiska wciąż okazywały się niedostępne. Dla przykładu Andrea Dworkin trafnie przewidziała brak nominacji dla Phyllis Schlafly do administracji Ronalda Reagana, pomimo jej kompetencji i zasług dla Partii Republikańskiej.

Przy tym położenie kobiet o niższym statusie społecznym, zwykłych pracownic biur i tych zatrudnionych w sektorze usługowym, bywało naprawdę fatalne. Zazwyczaj nie traktowano poważnie ich skarg o niestosowne zachowanie przełożonych. Podniesienie problemu molestowania seksualnego kobiet, a także zapoznanie z nim opinii publicznej zawdzięczamy Catharine MacKinnon, która sformułowała pogląd, że napastowanie o podłożu seksualnym jest przejawem dyskryminacji ze względu na płeć. Argumentacja zawarta w jej słynnej pracy z 1978 roku Sexual Harassment of Working Women: A Case of Sex Discrimination stała się podstawą  orzeczenia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych w 1986 w sprawie Meritor Savings Bank kontra Vinson, kiedy kasjerka banku oskarżyła swojego zwierzchnika o zmuszanie jej do uprawiania seksu w pracy. Przed 1986 r. sądy w USA nie dopatrywały się w przypadkach molestowania przejawów dyskryminacji, bowiem zakładano, że zmuszanie do czynności seksualnych może dotyczyć każdej płci. Niemniej w tej precedensowej sprawie Sąd Najwyższy uznał słuszność tez Catharine MacKinnon, wskazującej na różnice między napastowaniem kobiet i mężczyzn, ponieważ według niej molestowanie seksualne pierwszej grupy brało swój początek w nierównym statusie obu płci, co jeszcze bardziej wzmacniało tę nierówność. W sprawie Meritor Savings Bank kontra Vinson Sąd ostatecznie uznał, że praktyki seksualnego nacisku przełożonego względem pracownicy  to przejaw dyskryminacji i przez to były niezgodne z prawem.

Catharine MacKinnon oraz Andrea Dworkin pracowały wspólnie nad feministyczną krytyką pornografii. Zdaniem pierwszej z nich konserwatywna krytyka materiałów dla dorosłych dokonała nieuprawnionego uogólnienia, zaliczając wszystkie materiały seksualne, które miały budzić podniecenie, do pornografii, a przecież potrafimy odróżnić ją od erotyki. Erotyka zakładała równość kobiet oraz mężczyzn, natomiast pornografia przedstawiała kobiety jako osoby podporządkowane mężczyźnie, spełniające jego zachcianki seksualne oraz potwierdzające ukryte w porządku społecznym struktury władzy.

Nagość bądź przedstawienie stosunku seksualnego samo w sobie nie muszą być złe, lecz dehumanizowanie kobiet, wpisywanie je w funkcje obiektu seksualnego, upokarzanego i kontrolowanego przez mężczyznę wzmacniało przekonanie o rzekomo naturalnej nierówności płci. Pornografia naruszała prawa obywatelskie kobiet przez ich znieważanie i przedstawianie w negatywnym świetle.

W 1983 r. obie feministki na zlecenie rady miejskiej Minneapolis przygotowały projekt zmiany miejscowego prawa antypornograficznego. Rozporządzenie nie delegalizowało samej produkcji materiałów o tematyce seksualnej, ale dawało kobietom prawo do pozywania firm pornograficznych oraz domagania się rekompensaty za szkody, których miały doznać na skutek ich rozpowszechniania. Reasumując, filmy dla dorosłych to de facto przykład pogwałcenia praw cywilnych kobiet. Rada miejska uchwaliła przyjęcie poprawki, lecz zawetował ją burmistrz miasta, ponieważ nie została dostatecznie precyzyjnie sformułowana. Inne wersje prawa Andrei Dworkin oraz Catharine MacKinnon przyjęły miasta Indianapolis oraz Bellingham, jednak ostatecznie sądy uchyliły je jako niekonstytucyjne.

Projekt wywołał także ogromną burzę w samym środowisku feministycznym, które zaczęło być postrzegane jako antypornograficzny monolit, chociaż wiele przedstawicielek ruchu nie zgadzało się z tak jednoznaczną oceną pornografii. Co więcej, bezkompromisowa walka z materiałami dla dorosłych wymagała politycznych mariaży z przedstawicielami konserwatywnych ugrupowań. Burmistrz Indianapolis, który optował za wprowadzeniem prawa wymierzonego w pornografię, równocześnie zajadle przeciwstawiał się przyznawaniu kobietom jakichkolwiek specjalnych praw. Doprowadziło to do wewnętrznego rozłamu w obrębie ruchu feministycznego, zwłaszcza że stosowane zabiegi cenzorskie nierzadko prowadziły do drugiej skrajności – postrzegania kobiety jako niewinnej istoty, którą należy chronić przed szeroko rozumianą wulgarnością, obscenicznymi słowami lub zachowaniami nie przystającymi dobrze wychowanej damie. Dodatkowo inne działaczki zaczęły krytycznie postrzegać zachowanie Andrei Dworkin, która z jednej strony nie stroniła od kontrowersyjnych porównań, podczas gdy z drugiej strony nie miała oporów przed odmówieniem udziału w debacie, jeśli przeciwniczką miała być feministka nie popierająca założeń projektu antypornograficznego. W pewnym momencie rozmawiała już wyłącznie z przedstawicielami organizacji konserwatywnych, popierającymi, choć z innych pobudek, jej zdanie.

Feminizm proseksualny

Po pewnym czasie okazało się, że wprowadzane przez niektóre stany ustawy antypornograficzne przyczyniają się przede wszystkim do zamykania… księgarni feministycznych, bowiem bardzo łatwo było tam znaleźć treści, które podciągano pod obsceniczne materiały dla dorosłych np. opowiadania i filmy o seksualnych związkach między kobietami. Powstał wówczas tzw. feminizm proseksualny, który niezwykle mocno oponował przeciwko identyfikowaniu pornografii jako głównego czynnika dyskryminacji kobiet. Sprzeciwiał się również oczernianiu męskiej seksualności, co nie tylko prowadziło do niepotrzebnej radykalizacji stanowisk, lecz także odbierało kobietom radość oraz satysfakcję ze stosunków seksualnych.

Dlatego też Betty Dodson, uważana za jedną z pionierek nowego ruchu, skoncentrowała swoją działalność na warsztatach pozytywnej seksualności, gdzie kobiety uczyły się czerpania satysfakcji ze stosunków seksualnych. Odrzucono słynną tezę Andrei Dworkin, że penetracja to z natury coś bolesnego i nieprzyjemnego. Programem edukacji seksualnej objęto również mężczyzn, aby w zarodku zdusić problem przedmiotowego traktowania partnerek (i partnerów) seksualnych. Właściwie poddano w wątpliwość kwestię uprzedmiotowienia, ponieważ uznano, że bycie obiektem seksualnym nie niweluje możliwości pozostawania pełnoprawnym i świadomym własnych potrzeb człowiekiem. Jeżeli samo przedstawienie seksu (a przecież tym właśnie była pornografia) uprzedmiotawia kobiety, to analogicznie ten sam mechanizm zachodzi również podczas jego uprawiania. W takim razie wypadałoby jedynie założyć purytański gorset i ze wstydem odwracać wzrok od wszelkiej nagości.

Rozwiązania prawne dotyczące pornografii wykorzystywano często do regulowania seksualności kobiet, chroniąc je przed wszelką, nawet sugerowaną, obscenicznością. Podobnie za niestosowne uznano informowanie o środkach antykoncepcyjnych. Ochrona kobiet przed „niewłaściwymi rzeczami” nieraz przybierała kuriozalną postać. Do 1949 r. prawo stanu Arkansas pozwalało kobietom zasiadać w ławie przysięgłych, o ile same się do tego zgłosiły, ponieważ podczas rozprawy mogły padać niecenzuralne wyrażenia. Dopiero w 1993 r. w Kanadzie zniesiono zakaz używania wulgarnego języka względem kobiet, gdyż przekonanie o potrzebie izolowania jednej płci od określonych słów ze względu na przypisywaną im szczególną wrażliwość przeczy idei równości.

Feministki zaliczane do nurtu sex-positive wskazują, że radykalny ruch antypornograficzny posiłkował się konkretnymi, wyrwanymi z kontekstu fragmentami filmów pornograficznych z gatunku sadomasochistycznego, tak jakby odgrywane przez aktorów sceny były np. rzeczywistymi scenami gwałtu. Andrea Dworkin i Catharine MacKannon jedynie pogłębiły lęki i wstyd kobiet, które odczuwały podniecenie seksualne na widok takich obrazów. Tymczasem pornografia to ważny element życia zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Pozwala rozładować napięcie seksualne, uczy doznawania przyjemności oraz stanowi sferę niezbędnego dla ciała relaksu. Ponadto pracownice seksualne to nie zawsze uprzedmiotowione ofiary, lecz kobiety świadome dokonanego wyboru, postrzeganego w kategoriach „ścieżki kariery”, co z kolei pozwala im lepiej zadbać o ich prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej, emerytury oraz innych świadczeń.

Proseksualny nurt feminizmu przeciwstawia się jakimkolwiek prawnym i społecznym naciskom na kontrolowanie dobrowolnej aktywności między dwiema dorosłymi osobami. Płeć i orientację seksualną widzi jako produkt społeczno-kulturowy, określany w dużej mierze przez warunki społeczne. A seksualność jest naturalną siłą uprzednią wobec jakichkolwiek praw czy instytucji. Aczkolwiek najważniejszą sprawą pozostaje weto wobec daleko posuniętej cenzury, która w rzeczywistości ma pełnić funkcję kontrolną kobiecej seksualności. Sprzeciw wobec wolności słowa to nadal główny zarzut wysuwany wobec antypornograficznych feministek.

Autorki takie jak wspomniane już wyżej Gayle Rubin i Betty Dodson, a także Laura Kipnis, Nina Hartley czy Inga Muscio podkreślają, że badania na temat szkodliwości pornografii zazwyczaj są bezwartościowe. Wątpliwości budzi zarówno arbitralny dobór materiału źródłowego, jak i wybór grupy badawczej.

Niechęć do materiałów dla dorosłych nierzadko wpływa na ostateczny wynik badania. Negatywne nastawienie wynika nie tyle z charakteru prezentowanych obrazów,  ile z przeświadczenia o niskim statusie oraz dyskusyjnej wartości takich dzieł. Niektóre feministki mówią wprost, że taka opinia ma podłoże klasowe. Pornografia postrzegana jest jako gatunek przeznaczony dla nizin społecznych, osób nieprzygotowanych do normalnego, statecznego życia oraz prostacka rozrywka dla mas, której nic nie może ani usprawiedliwić, ani magicznie przenieść do kategorii sztuki. W takim wypadku nie dziwi nas powszechne narzekanie na negatywne konsekwencje oglądania tego rodzaju produkcji. Jednakże, z drugiej strony, przecenianie ich wpływu może spowodować odwrotny skutek – wykreowanie uniwersalnego wytłumaczenia dla każdej próby usprawiedliwienia napaści na tle seksualnym. Łatwo zrzucić swoje negatywne postępki na to, co generalnie budzi odrazę. Natomiast feminizm proseksualny stara się pokazać pozytywne konsekwencje nieograniczonego dostępu do erotycznych produkcji, takie jak rozładowanie agresji czy wzrost empatii.

I co dalej z filmami dla dorosłych?

Obecnie wydaje się, że feminizm opowiedział się zdecydowanie po stronie proseksualnej. Głosy antypornograficznych działaczek powoli stają się marginalne (co nie oznacza, że całkowicie zniknęły z feministycznego dyskursu. Wystarczy chociażby sięgnąć do prac Mai Shlayen). Sprawa nie jest aż tak jednoznaczna, na jaką wygląda. Mimo różnorodności poglądów, największą popularnością cieszy się stanowisko pośrednie. Z jednej strony współczesne feministki podkreślają wagę pozytywnego podejścia do własnej seksualności, która powinna być rozwijana oraz stymulowana różnorodnymi materiałami, podczas gdy z drugiej strony nadal krytykują wizerunek kobiety w mainstreamowej pornografii, wyzyskiwanie pracownic produkcji dla dorosłych, wskazują także na negatywne skutki nadużywania pornografii.

Dodatkowo feministki przestrzegają kobiety przed czerpaniem inspiracji z erotycznych produkcji, zazwyczaj osadzających je w roli dostarczycielek przyjemności. Między wierszami dalej obowiązuje przekonanie o odmiennej wrażliwości seksualnej kobiet i mężczyzn. Dlatego też feministki nie tylko organizują festiwale wysublimowanego oraz estetycznego porno, promują sensualne wystawy dla dorosłych lub piszą opowiadania erotyczne z tzw. innego punktu widzenia, lecz także prowadzą szeroko zakrojone akcje edukacyjne, gdzie tłumaczą zainteresowanym, czego nie muszą robić podczas stosunku seksualnego, choć dana praktyka jest już standardem w pornograficznych produkcjach.

Feministyczna wojna o seks od samego początku opierała się na dwóch skrajnościach. Pornografia albo była złem wcielonym, niechybnie prowadzącym do gwałtu bądź uprzedmiotowienia kobiet, albo okazywała się zbawiennym remedium na wiele dolegliwości, potrafiła bowiem wyleczyć zarówno z oziębłości w łóżku, jak i z napadów agresji. Nie ma żadnych odcieni szarości, co kłóci się przecież z trendem do posiadania przez konkretne działaczki mieszanego zdania w tej kwestii.

Aczkolwiek ta sprzeczność jest jedynie pozorna. Warto zaznaczyć, że jednolitość osiąga się za pomocą łagodzenia najbardziej radykalnych postaw. Pornografia nie jest diabolicznym źródłem dyskryminacji, ale należy tworzyć ją z kobiecej, bardziej wrażliwej, perspektywy. Oglądanie stosunków seksualnych nie rozwiąże naszych wszystkich problemów, lecz wyraźna niechęć z pewnością świadczy o wewnętrznym konflikcie. Badania na temat szkodliwości porno nie są miarodajne, jednak jest coś nie tak w męskim podejściu do seksu, co prawdopodobnie może przełożyć się na agresywne zachowania. Wyzwolenie przez seks jest możliwe, choć nie w klasycznych produkcjach, przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców. Część aktorek porno przyznaje się do świadomego i dobrowolnego wyboru kariery, lecz nie wierzymy im do końca; nie sposób przecież zupełnie wykluczyć klasowego bądź ekonomicznego podłoża ich decyzji. Feministyczne stanowisko, które wcześnie zostało określone jako mieszane, jest bardziej stanowcze i jednorodne niż wygląda w pierwotnym odbiorze. Pornografia? Tak, ale na naszych warunkach.

Pornografia vs erotyka

Czy z tej wewnętrznej walki w obrębie ściśle określonego ruchu społecznego możemy wyciągnąć ogólne wskazówki, w jaki sposób radzić sobie z upowszechnieniem i wręcz z neutralnością pornografii we współczesnym świecie? Z pewnością warto przyjrzeć się oraz zastanowić nad zachowaniem podziału na pornografię oraz erotykę.

Projekty całkowitej eliminacji wszelkich produkcji dla dorosłych są z góry skazane na niepowodzenie. Im więcej negatywnych emocji wokół tematu, tym większa ciekawość i chęć sprawdzenia na własnej skórze, o co tyle krzyku. Idealistyczne przekonania, że dzięki odpowiedniemu wychowaniu czy stosownym naciskom ustrzeżemy najbliższych przed sprośnościami również nie ma szans na powodzenie. Pornografia na tyle zadomowiła się w kulturze, że nadmierny sprzeciw odbierany jest z jednej strony jako atak na wolność jednostki, podczas gdy z drugiej strony jako przejaw niepotrzebnego fanatyzmu. Dodatkowo łatwy oraz trudny do skontrolowania dostęp do materiałów erotycznych umożliwia każdemu (w tym dzieciom) poznanie naprawdę szerokiego spektrum seksualnych aktywności, gdzie seks ukazywany jest w określony sposób, czyli w ramach rozrywki zapewniającej niezwykłą przyjemność bez żadnych konsekwencji.

Trzeba gruntowanie zastanowić się nad zachowaniem podziału na pornografie oraz erotykę, gdzie do pierwszej kategorii zaliczylibyśmy różnorodne wytwory, których głównym zadaniem jest wywołanie podniecenia bez żadnych innych, dodatkowych treści. Natomiast druga z nich, wpisana w odpowiedni kontekst, mogłaby dostarczać nie tylko wrażeń estetycznych, lecz także pełnić istotną funkcję terapeutyczną bądź edukacyjną, nie koncentrując się wyłącznie na samym fizycznym akcie. Dodatkowo pozwoliłaby ukazać, że seks jest czymś więcej niż „fizyczną techniką”, nawet jeśli farmakologicznie usuniemy większość niechcianych konsekwencji.

Jednakże skoro nie można już zamknąć oczu i ignorować pewnych zjawisk, to  przynajmniej świadomie zdecydujmy, na co patrzymy. Krytykujmy wulgarną, pełną przemocy pornografię, ale nie przeciwstawiajmy się erotyce, która potrafi nie tylko pokazać bardziej subtelną wizję stosunku seksualnego, lecz również przekazuje określone wartości np. szacunek do partnera, wizję dobrego związku, metody odmawiania niektórych praktyk.

Ponadto może pozwoliłaby uporać się z nierealistycznym wizerunkiem samego seksu. Pornografia próbuje nas przekonać, że seks uprawiają idealnie piękne osoby, osiągnięcie orgazmu to nic trudnego, mężczyźni są zawsze gotowi, każdy akt daje od razu maksimum przyjemności, a partnerzy wcale nie muszą się ani dopasować, ani niczego uczyć. Ludzie nasiąknięci taką wizją stosunku przeżywają wielkie rozczarowania w prawdziwym życiu, co nieraz przekłada się na niechęć do wchodzenia w relacje z drugim człowiekiem na rzecz masturbacji przy ulubionym filmie porno. Erotyka mogłaby okazać się zarówno przydatnym narzędziem edukacyjnym, jak i medium pokazującym różnorodne etapy seksualności człowieka, niekoniecznie tylko z kobiecej perspektywy.

Kolejną kwestią wartą rzetelnego namysłu jest dbanie o pozytywny wizerunek intymnych relacji człowieka. Seks to nie tylko grzech, przedwczesne ciąże, ryzyko przedmiotowego traktowania partnera, niebezpieczeństwo zatracenia się w przyjemności, lecz także budowanie bliskości z drugą osobą, niezbędny element budowania rodziny, radość i rozkosz z intymnej relacji oraz niezwykle istotny element życia.

Zbytnie demonizowanie tej sfery nawet w sakramentalnych związkach może prowadzić do uczucia niespełnienia, pojawienia się nadmiernego wstydu, niechęci do wchodzenia w poważne związki, a nawet do niemożliwości spłodzenia potomstwa. Jeżeli przedstawiamy seks przede wszystkim jako coś brudnego, wstrętnego i szkodliwego, to nastawienie danej osoby nie zmieni się w magiczny sposób po ślubie. Brak odpowiedniej edukacji oraz przygotowania prowadzi często do wielkiego zawodu, a w konsekwencji także do rozpadu relacji. W świetle badań skutkuje to również częstszym sięganiem po twardą pornografię, co tylko pogłębia problemy.

Odpowiednia erotyka, którą niestety należałoby dopiero stworzyć, jeśli nie chcemy odwoływać się do literackiej klasyki, mogłaby pokazać, że seks nie jest tak prosty jak oddychanie, lecz wymaga wprawy, nauki i spokojnego podejścia, co najłatwiej osiągnąć ze stałym partnerem. Natomiast wybór drogi oraz środków, za pomocą których uzyskamy satysfakcję seksualną, należy już do naszego sumienia. Rygorystyczne zakazy często przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego, a historia wielokrotnie pokazywała, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Zdecydowanie lepiej wychowywać oraz zachęcać do obcowania z odpowiednimi treściami, jednocześnie nie ignorując problemów wynikających z sięgania po twardą pornografię. I przede wszystkim podkreślać, przypominać i edukować, że seks nie wygląda tak jak w brutalnej i wyuzdanej jej wersji filmowej. To zupełnie inne światy.

Esej pochodzi z nowej z teki elektronicznego czasopisma „Pressje” pt. „Nowa pruderia. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w wersji pdf.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.