Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Daria Chibner  5 grudnia 2018

Dlaczego Japończyk ożenił się z hologramem?

Daria Chibner  5 grudnia 2018
przeczytanie zajmie 10 min
Dlaczego Japończyk ożenił się z hologramem? Shutterstock

Japońska seksualność jest dziwna. Trudno zrozumieć nam cenzurowanie genitaliów aktorów filmów pornograficznych przy jednoczesnym występowaniu bardzo brutalnej erotyki. Frapujemy się komiksami opowiadającymi o wszystkich możliwych (i tych niemożliwych także) preferencjach seksualnych. Japończycy dokonali fetyszyzacji i seksualizacji niezliczonej wręcz liczby przedmiotów oraz obszarów ludzkiego życia. Nie jest to jednak kulturowy kaprys dziwaków, lecz konsekwencja japońskiej historii obyczajowości i stosunków społecznych pomiędzy mężczyznami a kobietami. A na końcu za tymi może niezrozumiałymi praktykami kryje się uniwersalne pragnienie bliskości.

Na początku był związek    

Podejście do spraw doczesnych w Japonii jest zależne od dwóch tradycji religijnych: shintoizmu oraz buddyzmu. Obie łączy w tym względzie daleko idący praktycyzm.

Doskonale to zdroworozsądkowe podejście obrazuje historia pierwszej pary demiurgów Izanagiego i Izanami, którzy właściwie stworzyli cały świat bogów i ludzi. Zanim przeszli do właściwego aktu prokreacji, najpierw zmierzyli się z własną… niewiedzą. Skoro byli pierwszą parą, to oczywiście nie mogli wiedzieć, skąd się biorą dzieci. Na szczęście pomocna okazała się sama natura. Po obserwacji zwierząt (w tym wypadku oświeconych ptaków) mogli już spokojnie zająć się płodzeniem wysp, półwyspów, archipelagów, gór, rzek, lasów i w końcu pierwszych kami, bóstw. W zgodzie ze zdrowym rozsądkiem wydanie na świat boga ognia miało bolesne konsekwencje. Izanami poparzyła się śmiertelnie i odeszła do królestwa ciemności – Yomi. Jak to bywa w mitologii, jej święty małżonek wyruszył w podróż, aby ją odnaleźć . Misja zakończyła się sukcesem, ale niestety wszyscy podlegamy tym samym prawom natury. Bliższy nam kulturowo Orfeusz utracił swoją ukochaną przez własną niefrasobliwość, czym skazał się na wieczne cierpienie (a dla nas stał się przepięknym romantycznym symbolem). Izanagi ujrzał, że ciało jego oblubienicy zaczęło się rozkładać, więc dalsza relacja nie ma sensu.

Życie zgodne z nakazami zdrowego rozsądku

Zamiłowanie do praktycyzmu ma również swój wymiar teoretyczny. Rzeczywistość jest monistyczna, świat bogów nie jest od nas w żaden sposób oddzielony. Wśród pól i lasów ukrywają się przyjazne duchy lub czają złowrogie demony. Aczkolwiek myślenie religijne to dopiero początek całego zestawu przekonań, warunkujących potoczne doświadczenie człowieka. Rzeczywistość trwa w nieustannej zmianie. Ocena danego zachowania zależy od punktu widzenia, toteż nie można mówić o silnych oraz jednoznacznych pojęciach dobra i zła. Prawda i fałsz także są problematyczne, ponieważ dotyczące ich fakty podlegają naszej subiektywnej ocenie, która zawsze jest niepełna.

Przedmiotem naszych wzmożonych starań powinna być doczesna egzystencja. Shinto w odróżnieniu od innych religii naturalnych (czyli nie posiadających ani świętych ksiąg, ani proroka bądź założyciela) charakteryzuje się brakiem jednolitych przekonań na temat zaświatów i życia pozagrobowego. W tym świecie, a nie w żadnym innym wydarza się wszystko, co jest dla nas ważne, więc należy zmaksymalizować wysiłki na właściwe spożytkowanie dostępnego nam ziemskiego czasu. Innej opcji nie było i nie będzie. Według kodeksu bushido gotowość samuraja na śmierć w każdym zbliżającym się momencie ma głęboki sens, gdyż po niej nie będzie już niczego. Ani żadnej nagrody, ani żadnej kary. Dlatego też może być rozumiana jako absolutna wolność w zgodzie z prawem honoru.

A co z buddyzmem? Czy jego pojawienie się oznaczało nadanie japońskiej religijności mocniej mistycznego oblicza? Japończycy z chęcią zapożyczają dorobek innych kultur. Jednakże zawsze robią to na swój własny sposób. Buddyzm także zyskał swoją wyspiarską odmianę – zen, chociaż jest to nomenklatura bardzo ogólna i niewiele mówiąca. Poszczególnych szkół zen, z odmiennymi rytuałami oraz metodami dochodzenia do oświecenia, jest bardzo wiele. Łączy je pozytywne wartościowanie pracy nad sobą oraz nacisk na rozwijanie osobistego potencjału. W Japonii prawo karmy w ogóle się nie przyjęło, a nawet w rodzimej wersji amidyzmu bóstwu oddaje się cześć, lecz nie oczekuje się od niego pomocy. Wędrówki dusz nie ma, podczas gdy warunki codziennej egzystencji zależą od naszych osobistych starań. Pulę możliwości dla danego człowieka wyznacza jego pochodzenie, wiek i płeć – jest to granica, która przekracza się jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

Nie oznacza to jednak, że Japończycy postanowili trzymać się zasady carpe diem lub popadli w skrajny hedonizm. Kraj ten jest w końcu znany z zamiłowania do porządku i przestrzegania reguł. Wielkie znaczenie miał kodeks honorowy oraz stratyfikacja społeczna zależna nie tylko od pozycji jednostki, lecz także wieku, płci etc. Mnóstwo czynności było obwarowane określonym kodeksem zachowań, a jego złamanie mogło prowadzić nawet do wojny. Co ciekawe, wiele tych przenikających się wzajemnych zależności było ze sobą sprzecznych. Nieraz zobowiązania wobec pana lub cesarza stały w opozycji wobec interesów rodziny. Często żaden wybór nie był właściwy. Paradoks stanowił nieodłączny element życia. Rozeznaniu w sytuacji nie pomagała nieobecność jednolitego punktu odniesienia pod postacią świętej księgi, tradycji (trochę inne wartości ceniono w trakcie dominacji dworu cesarskiego niż podczas szogunatu) lub prawa (dzieje centralizacji państwa to kolejna złożona problematyka).

Sprzeczność nie jest w tej szerokości geograficznej niczym niebezpiecznym albo złym, po prostu wyznacza naturalny bieg życia. Podobnie jak pustka, która nie jest absolutnym brakiem bądź druzgoczącą siłą, ale przypomina to, co znajduje się w pustym dzbanie. A z tego może narodzić się wszystko.

Ani święty, ani wstrętny

Pod wpływem tych zróżnicowanych wzorców postępowania ukształtowało się specyficzne podejście do życia prywatnego. Z jednej strony sfera seksualna nigdy nie była przedmiotem tabu, podczas gdy z drugiej nie pozwalano sobie na zbyt wielkie odstępstwa od normy. Nadmierna ekstrawagancja nie była zbyt mile widziana.

Do dzisiaj nagość nie jest niczym wstydliwym nie tylko w określonych przestrzeniach (np. w onsenach – gorących źródłach, wokół których zbudowano kąpieliska), lecz także jako element specyficznego poczucia humoru (widok kobiecych piersi w filmie animowanym przeznaczonym dla młodszej widowni nie jest niczym niecodziennym). Nie ukrywa się przed dziećmi tego, skąd się wzięły, a negliż jest po prostu atrybutem człowieka. Najlepszą analogią będzie tutaj zachodni ruch naturalistyczny.

W sztuce kochania spisanej w IX wieku znajdziemy zarówno opisy miłosnych uniesień kochanków, wychwalające miłość dwojga ludzi wraz z sugestywnymi opisami, jak i obrazy seksu grupowego lub lesbijskiego. Kult fallusa był powszechny, w niemal każdej japońskiej wsi można było znaleźć stosowne wizerunki, a w wielu shintoistycznych świątyniach płaskorzeźby przedstawiające cechy obu płci są nadal obdarzane czcią. Wstrzemięźliwość seksualną zalecano tylko bonzom (kapłanom), ale ich asceza była wyjątkiem (i to dość rzadko przestrzeganym).

Stosunki seksualne nie były obwarowane szeregiem zakazów i nakazów, lecz raczej skonkretyzowanym rytuałem zalotów. Przyjemności cielesnych nie interpretowano w kategoriach grzechu, mimo to zbytnie koncentrowanie się na takich uciechach również nie było zbyt mile widziane. We wszystkim należało zachować umiar, jakakolwiek przesada bądź niezdrowa fascynacja także dziś jest dla wielu Japończyków niestosowna. Nie dotyczy to wyłącznie erotyki. Jeżeli poświęcimy się absolutnie jakiejś pasji np. czytaniu książek lub akwarystyce, to przylgnie do nas pejoratywna łatka otaku, znacząca dosłownie „mieć obsesję na danym punkcie”.

Podsumowując, seks w Japonii nie jest ani niczym świętym, ani niczym wstrętnym. Po prostu traktowano go jak naturalny elementem codziennego życia. Z tego względu w przeszłości nie był zarówno natarczywie eksponowany, jak i przesadnie ukrywany, co oczywiście miało swoje konsekwencje np. w swobodnym podejściu do (nawet mocnej) pornografii i związków homoseksualnych.

Nie były one zalecane, lecz także zazwyczaj ich nie zwalczano, podobnie jak w starożytnej Grecji, chociaż Japończycy akceptowali też jednopłciowe relacje kobiet. Dopiero w XVII wieku miłość męsko-męska zaczęła w niektórych kręgach uchodzić za najszlachetniejszy rodzaj relacji. Interesującą okolicznością pozostaje fakt, że homoseksualizm przedstawiano jako remedium przeciwko masturbacji, która zawsze była oceniana negatywnie.

Małżeństwo było sprawą honoru i zobowiązań wobec rodu. Jeśli mężczyzna nie miał męskiego potomka, to nie tylko majątek rodziny przechodził w obce ręce, lecz także kończył się kult przodków, co traktowano jako wielką tragedię. Obowiązek ten był ważniejszy niż indywidualne potrzeby erotyczne, które mężczyzna mógł realizować poza oficjalnym związkiem – z konkubinami, gejszami bądź prostytutkami. Paradoksalnie, skutkowało to wyjątkową trwałością oficjalnych związków. Nie było potrzeby rozwiązywania małżeństwa, skoro swoje potrzeby spełniało się, za cichym pozwoleniem, gdzie indziej. Naturalnie inne standardy obowiązywały kobiety i mężczyzn, a na nikłą liczbę rozwodów (mimo bardzo prostej procedury – wystarczyło wysłać oficjalny list) patrzymy inaczej, gdy przypomnimy sobie, że aż do końca XIX wieku w Japonii poligamia nie była prawnie zakazana.

Kobieta- między posłuszeństwem a władzą

Dwuznaczność pozycji kobiety w japońskiej kulturze wciąż wpływa na współczesny kontekst zachowań społecznych. Oczywiście kobiety nie miały pozycji równej mężczyznom, a ich sytuacja nieraz nie była godna pozazdroszczenia, jednakże trudno mówić o ich podrzędności bez żadnych praw. W Japonii na status społeczny składa się mnóstwo różnorodnych czynników, wzajemnie się warunkujących. Ważna jest nie tylko płeć, lecz także wiek, hierarchia, wierność konkretnemu rodowi oraz osobiste zasługi. Na to wszystko nakładają się jeszcze zmiany w obyczajowości, które następowały znowu nie tak rzadko. Różnice w akceptowaniu pewnych zachowań między kolejnymi epokami były dość znaczne. Szale często przechylała religia, ponieważ to, czy w danym okresie historycznym przywiązywano większą wagę do praktyk shintoistycznych lub buddyjskich miało swoje reperkusje dla życia codziennego. Dodatkowo nigdy nie zapominano o poszanowaniu sprzeczności. Z tych powodów możliwości oraz prawa kobiet były inne w kulturze dworskiej, podczas trwania szogunatu Tokugawów, w erze Meiji, nie mówiąc już o czasach współczesnych. Niemniej zawsze uwidaczniał się pewien wspólny rys oraz zawieszenie między obowiązkami przynależnymi do płci a władzą wynikającą ze sprawowania pieczy nad całym rodem wraz z potęgą osobistego potencjału.

W Japonii zdecydowano lepiej było być matką niż żoną. Małżeństwa japońskie zazwyczaj nie mieszkały same, ale z całą rodziną męża. Teściowa miała prawo traktować swoją synową jak służącą. Jeżeli pani domu nie była zadowolona z połowicy syna nakazywała rozwód, pomimo ewentualnych uczuć łączących parę. Nie przeszkadzało w tym nawet prawdopodobieństwo ciąży. Po prostu po porodzie rodzina męża zabierała niemowlę. Pierwsze miejsce w życiu tradycyjnie wychowanej Japonki zarezerwowano dla mężczyzny – najpierw męża, a potem syna. Wierność oraz posłuszeństwo wobec męża zaliczano do największych cnót. Dodatkowo kobiecą zazdrość traktowano niemal jak przestępstwo. Japońscy mężczyźni nie byli wierni, jednak ich partnerki nie odpowiadały tym samym. Podchodziły do tej kwestii niezwykle praktycznie. Przede wszystkim samodzielnie zaspokajały swoje potrzeby seksualne. W niektórych regionach istniał zwyczaj pozwalający starzejącej się żonie wybrać dla męża młodą konkubinę. Im piękniejsza wybranka, tym więcej szacunku zyskiwała oficjalna partnerka. Cóż, od najmłodszych lat uczono dziewczynki, że zazdrośnice zmieniają się w smoka. Ponadto pozycja kochanki zawsze była podrzędna i nigdy nie mogła zagrozić pani domu. Nawet jej dzieci musiały zwracać się „matko” do oficjalnej żony.

Najgorszą sytuacją dla kobiety był rozwód. Procedura rozwodowa była banalnie prosta, a rozwódka nie miała prawa do zgromadzonego w trakcie trwania małżeństwa majątku, miała niską pozycję społeczną oraz niechętnie przyjmowano ją do pracy. Jednakże również mężczyzna po rozwodzie musiał liczyć się ze społeczną krytyką. Naturalnie, jeśli piastował wysokie stanowisko publiczne bądź był panem rozległych terytoriów, to konsekwencje ograniczały się do niewypowiadanych prosto w twarz plotek. Aby zapobiec negatywnym uwagom decydowano się na … adopcję byłej żony. Ratowało to także pozycje dzieci, które teraz uzyskiwały status wnuków. I wilk syty, i owca cała.

Kobiety mogły odbić sobie lata posłuszeństwa, kiedy same zostawały teściowymi. Gdy ich syn zostawał dziedzicem, to uzyskiwały znaczną władzę nad rodem. Decydowały zarówno o przyszłych partnerach potomków, jak i wymuszały na mężach honorowe postępowanie (nawet jeżeli wiązały się one z ich śmiercią). Dbały o pozycje społeczną swojej rodziny oraz nierzadko zarządzały całą domową gospodarką, podejmując wiążące decyzje. Im niższa pozycja rodu, tym większa władza kobiety. Wychowanie dzieci dla każdej żony było sprawą najwyższej rangi, gdyż od tego zależał jej własny status. Kiedy syn nie słuchał przestróg matki i za bardzo folgował swoim fizycznym popędom, to mógł szybko zakończyć żywot z powodu syfilisu. A zatem przestawał być następcą męża i inny członek rodziny zajmował jego miejsce. W najznamienitszych rodach najczęściej był to syn innej żony bądź konkubiny. I tak matka zmarłego traciła wszystkie przywileje.

Dziewczynki z biedniejszych domów mogły wybrać drogę gejszy, co wymagało sporo nauki oraz lat posłuszeństwa. Nie każda była w stanie przejść żmudne szkolenie, na które składało się nauka śpiewu i gry na instrumentach, podstaw tańca oraz poprawnego wejścia wraz z siedzeniem. Dodatkowo gejsza powinna zabawiać gości rozmową, nalewać herbatę w odpowiedni sposób, a także poznać tajniki odpowiedniego ubioru i makijażu. Należy podkreślić, że gejsza nie jest synonimem luksusowej prostytutki. Nie można było po prostu zapłacić, żeby natychmiast znaleźć się w sypialni. Gejsze uwodziło się w podobny sposób jak inną kobietę, a czasami wymagało to więcej trudów, starań i drogich prezentów. Przywilej uprawiania seksu z gejszą mógł uzyskać jej  patron – danna (do dnia dzisiejszego niektóre Japonki nazywają tak swoich mężów). To właśnie on podczas rytuału mizuage, płacił za sposobność odbycia pierwszego stosunku z dobrze rokującą na przyszłość gejszą. Wysokość płaconych przez nich kwot przekładała się na sławę danej gejszy. Oczywiście niektóre panie chętnie sypiały z mężczyznami i tytułowały się gejszami, choć daleko im było do prawdziwych przedstawicielek tego zawodu.

Zdroworozsądkowe podejście do życia Japończyków ponownie uwidaczniało się w podejściu do wojny. Ihara Saikaku stwierdził, że kobieta to stworzenie bez znaczenia, jednak słowa poety są niczym wobec praktyki dnia codziennego. Chociaż kodeks bushido nie jest przeznaczony dla niewiast, to wcale nie oznacza, że nie musiały one walczyć. Kiedy zbyt dużo mężczyzn poległo w boju, kobiety zastępowały ich na polu bitwy, walcząc za pomocą naginaty (broń drzewcowa) lub kaikenu (sztylet, zazwyczaj ukryty w rękawie). Naginata-jutsu to dziś jeden z popularniejszych sportów kobiecych w Japonii. Nawet po ograniczeniu roli kobiety przez liczne konwenanse w trakcie szogunatu Tokugawa, podstawową powinnością żony samuraja pozostała obrona domu w sytuacji zagrożenia.  Kobiety nie były też bezwolne podczas uwodzenia. Nie tylko mogły być stroną aktywną, lecz także nieraz to do nich należał pierwszy krok. Od nich zależało przeniesienie relacji na bardziej intymny poziom. Inaczej mogły nigdy nie doczekać się spełnienia.

Ucieczka od seksualnego spełnienia

Japoński mężczyzna miał wiele okazji do spełnienia swoich fizycznych potrzeb. Kilka żon, konkubiny, gejsze, prostytutki, przygodne romanse, homoseksualne relacje. I nikt go za to ani nie upominał, ani nie karał. Nawet najdziwniejsze fantazje mogły zyskać formę dzięki dostępowi do niezliczonej literatury oraz drzeworytom ukiyo-e, licznie wystawianymi na straganach. Co więcej, lepiej było zaopatrzyć się w stosowny obrazek niż urzeczywistniać swoje żądze. Skupianie się na zmysłowej stronie życia nie było dobrze ocenianie. Mężczyzna-kochanek w oczach opinii publicznej tracił swoją męskość. Jego powinnością było odmawianie kobietom, a nie koncentrowanie się na zdobywaniu uwagi pań. Prawdziwy mężczyzna jest wstrzemięźliwy, jego żywiołem jest walka, służba panu i swojemu rodowi. Panując nad swoimi popędami mógł poświęcić się wyższym celom, a seksualność powinien zapośredniczać przez odpowiednie instytucje, przez co nie będzie ona wpływała na jego postępowanie. Swobodne podejście do seksu jest tak naprawdę próbą charakteru. Im mniej, tym lepiej.

Na męskie popędy nałożyła się jeszcze swoista rewolucja seksualna. W 1868 r. rozpoczyna się era Meiji, w której Japonia otwiera się na świat po ponad 200 latach izolacji. Niemal natychmiast wchłania ona dorobek kulturowy Europejczyków. Liczne kontakty powodują przemiany obyczajowe. Zetknięcie z wiktoriańską Anglią głęboko porusza Kraj Kwitnącej Wiśni, po raz pierwszy dostrzegający swoje technologiczne zacofanie. Spotkanie z Zachodem ma niesłychane konsekwencje dla japońskiej kultury. Zmianie ulega cały porządek społeczny. Tradycyjne wartości przechodzą kolejną transformację. Kończy się dominacja samurajów. Japończycy zaczynają inaczej zachowywać się w życiu codziennym, nakładają zachodnie stroje, czeszą się w zgodzie z europejską modą, a rodzima literatura i malarstwo garściami czerpią inspiracje z nowo odkrytych źródeł. Nie jest to w japońskiej historii pierwszy przypadek tak głębokiego zapożyczania, jednak z pewnością konserwatystów przerażała jego skala. Ślad tego doświadczenia zachował się w piśmie – język angielski jest zapisywany znakiem kanji oznaczającym doskonałość. Wyuzdane malunki znikają z japońskich straganów i coraz mniej przychylnie spogląda się na prostytucje i homoseksualizm, ponieważ Japończycy pragnęli dobrze wyglądać w oczach przybywających na wyspy Anglików. Seks został związany ze wstydem. To, co wcześniej było naturalne i akceptowalne, teraz było ukrywane. Niemniej zakryta niestosowność ujawniła się w innym miejscu.

Współcześnie Japonia kojarzy się z mnóstwem dziwacznych zwyczajów erotycznych. Internetowe doniesienia o kolejnych dwuznacznych kawiarniach bądź fikuśnych automatach wywołują nasze zdumienie. Prawda jak zawsze leży pośrodku i często nie jest dostatecznie analizowana w kontekście społecznym.

Owszem, zainteresowani z pewnością znajdą tam sklepy z używaną damską bielizną, która będzie droższa, jeżeli użytkowniczka zostawiła jeszcze swoje zdjęcie. Stosowne automaty także ozdabiają mało uczęszczane uliczki. Pójdziemy do kawiarni, która oferuje możliwość zdrzemnięcia się obok pięknej dziewczyny. Dla wielbicieli mocniejszych wrażeń czekają lokale, gdzie kelnerki obsługują gości bez bielizny. Niektórzy spróbują sushi z ciała nagiej kobiety. Istnieją lokalne odmiany striptizu, podczas których klienci posługują się lupą, aby dokładnie poznać ciało tancerki. Do niedawna plagą było molestowanie kobiet w publicznych środkach transportu. Wszystkie te zachowania łączy jedno – nieobecność stosunku seksualnego. Naturalnie istnieją jeszcze zwykłe domy uciech, ale po wprowadzeniu praw antyprostytucyjnych w 1958 r. nie mogą już działać w pełni oficjalnie. Dziesięć lat wcześniej wprowadzono prawo zakazujące tańców w miejscach publicznych w trakcie nocy, co również miał ograniczyć nierząd. Stopniowo dokonywano penalizacji płatnej miłości.

Dlaczego jednak japońscy mężczyźni znajdują przyjemność w praktykach, które nie prowadzą do pełnego spełnienia? Odpowiedź może kryć się w podwójnej negacji. Dawniej seks był traktowany naturalnie i swobodnie, lecz na zbytnią pobłażliwość nie spoglądano przychylnie. Sam akt uwodzenia miał dla mężczyzny polegać na jak najdłuższym odpychaniu potencjalnej partnerki. Panowanie nad sobą pozostawało cnotą. Ponadto, mimo akceptacji, o pewnych rzeczach po prostu nie mówiono – po prostu były, nie trzeba ich wychwalać lub o nich dyskutować. Następnie na erotykę nałożono kolejne więzy, wypływające ze spotkania z wiktoriańskimi wartościami. Tutaj bierze swój początek cenzurowanie japońskiej pornografii, która zgodnie z prawem nie może pokazywać intymnych miejsc aktorów. Jednakże rzeczywistość nie znosi próżni, a Japończycy słyną z praktycznych rozwiązań.

Jeśli nie można pokazywać ludzkich narządów, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby rolę kochanków odkrywały potwory, demony, macki i co tylko jeszcze nasza pokręcona wyobraźnia potrafi wymyślić. Zawsze też zamiast zatrudniać rzeczywistych aktorów, można wszystkie newralgiczne sceny narysować. Multum gatunków pornografii oraz przedstawianie w nich ekscentrycznych fetyszy wzięło swój początek nie tyle z wyuzdania Japończyków,  ile z warunków historyczno-kulturowych, a przede wszystkim z prawnego zakazu. Nie powinniśmy też sądzić, że wszystkie wymienione zachowania są normalne dla Japońskiego społeczeństwa. Chwalą się nimi jedynie ekscentrycy albo osoby pozostające na marginesie hierarchii społecznej. Pozostali bardzo dbają o swoją prywatność. Pewne rzeczy w Japonii po prostu się dzieją, ale nie mówi się o tym na głos. Akceptacja jest zawsze milcząca i niepewna.

Japoński mężczyzna i wygórowane oczekiwania

Kolejnym obszarem, który wywołuje niepokój u zachodniego obserwatora jest niechęć Japończyków do wchodzenia w relacje z prawdziwymi kobietami. Niektórzy zadowalają się posiadaniem tzw. waifu, czyli nierzeczywistej żony będącej najczęściej postacią z animowanego serialu bądź gry komputerowej. Inni wolą inwestować w dakimakury, które są dużymi poduszkami z wizerunkami postaci pochodzącymi najczęściej z mangi (rodzimy komiks) lub anime (nazwa stosowana do animacji), charakteryzujących się silnymi motywami erotycznymi.

Oczywiście obie tendencje mogą być łączone i nie dotyczą wyłącznie osób dotkniętych problemem wycofania społecznego (hikikomori), gdzie człowiek praktycznie przestaje kontaktować się ze światem zewnętrznym. Dla mnóstwa pracujących, spotykających się z przyjaciółmi oraz uczestniczących w życiu społecznym mężczyzn waifu oraz dakimakury są substytutem związku. Najbogatsi decydują się na zakup wyrafinowanych modeli seks lalek, które w maksymalnie wierny sposób mają przypominać prawdziwe kobiety. Nierzadko traktują te urządzenia z prawdziwą troską, zabierają na randki, kupują prezenty i nie stosują wobec nich przemocy. Ostatnio Japończyk zawarł związek małżeński z hologramem i twierdził, że jest przedstawicielem kolejnej mniejszości seksualnej. Zastępowanie kobiet nie ogranicza się tylko do kwestii erotycznych, o czym świadczy przykład Hatsune Miku, wirtualnej wokalistki, na której koncerty przychodziło tysiące wielbicieli.

Czym Japonki przerażają mężczyzn? Oczywiście zbyt wysokimi wymaganiami. Właściwy kandydat na męża powinien cechować się stosownym wyglądem, wysoką pozycją społeczną, perspektywami na dalszy rozwój, odpowiednim statusem majątkowym oraz szeregiem innych, dodatkowych zalet. To na nim spoczywa cała odpowiedzialność za rodzinę.

Dochodzi do tego jeszcze presja czasu. Japonki pragną wyjść za mąż szybko, ponieważ po 27. roku życia ich wartość na rynku matrymonialnym drastycznie spada. W popkulturze istnieje silny przekaz dotyczący tzw. OL (Office Ladies), które podejmują pracę zarobkową, dopóki nie znajdą odpowiedniego kandydata na męża. Im są starsze, tym trudniej im osiągnąć swój cel. Po 27. roku życia nie mają już czego szukać na rynku matrymonialnym, ponieważ są szybko deklasowane przez młodszą konkurencję. Potencjalny kandydat powinien jeszcze zostać zaakceptowany przez rodzinę dziewczyny, która również będzie dokładać kolejne żądania. A obecnie rynek pracy w Japonii jest tak samo drapieżny, jak w innych krajach. Powoli zanika tendencja do wiązania całego życia z jedną firmą, przez co młodzi pracownicy nie liczą na uzyskanie stałych świadczeń, które wcześniej zależały nie od zdolności, lecz od wieku i stażu w konkretnym miejscu zatrudnienia. Presja wywierana na mężczyznach jest ogromna, a Japonki nie zadowalają się półśrodkami.

Ponadto coraz więcej z nich stawia na własną karierę zawodową, co dla konserwatywnych Japończyków stanowi wielki minus. Karierowiczki mają mniejsze szansę na szczęśliwy związek niż ich bardziej przywiązane do tradycji koleżanki. Aczkolwiek emancypacja kobiet na rynku pracy postępuje, z czym nie do końca potrafią sobie poradzić mężczyźni. Coraz szybciej rozwija się zatem rynek substytutów dla kobiet. Czytelnicy komiksów opowiadających o erotycznych przygodach męsko-męskich to głównie przedstawicielki płci pięknej. Popularny staje się zawód hosta, czyli młodego mężczyzny, z którym można wybrać się na randkę, porozmawiać na interesujące tematy lub pokazać się na ważnym spotkaniu biznesowym. Szeroki zakres oferowanych przez nich usług nigdy nie zawiera stosunku seksualnego.

***

Zdumiewające nas zwyczaje erotyczne Japończyków, niezależnie od płci, rzadko znajdują spełnienie w pełnym stosunku. Multum z nich jest bardzo niewinnych i polega na uzyskaniu kontaktu z drugim człowiekiem lub ma go zastępować. Bez presji społecznej oraz wymagań stawianych przez drugą stronę. W pomieszaniu czynników historycznych oraz możliwości nowych technologii widać zwłaszcza tęsknotę za obecnością drugiej osoby. W zgodzie z zasadą praktyczności – jeżeli nie udaje nam się uzyskać czegoś w zwyczajny sposób, to należy poszukać innych dróg do zaspokojenia swoich potrzeb. Nasz niepokój nie powinien krążyć wokół tego, że Japonia lubuje się w dziwacznej erotyce, kiedy lepiej rozważyć, to dla kogo i z jakich względów substytut drugiego człowieka pozostaje naprawdę jedyną opcją. A pragnienie bliskości jest niezależne od kulturowej przynależności.