Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Krystyna Pawłowicz, Ewa Łętowska i zjednoczenie nadzwyczajnej kasty, czyli dlaczego PiS nie zreformuje sądów

Jestem zwolennikiem jawności. Ale nie jawności oświadczeń majątkowych Krystyny Pawłowicz, Julii Przyłębskiej i Justyna Piskorskiego. Wytłumaczę dlaczego. Polska jest niestety krajem ludzi nieżyczliwych i zawistnych. Na podstawie oświadczenia majątkowego można ustalić, że sędzia Trybunału Konstytucyjnego jest osobą majętną. A to jest kuszenie losu. Bo sędziowie z nominacji PiS łatwiej wzbudzają niechęć niż nauczyciel czy urzędnik z wydziału spraw obywatelskich. Mogą się pojawić szantaże, napady, otrucie psa. A nominowani przez PiS sędziowie też ludzie, lubią swoje psy, chcą chronić dzieci, swoje zdrowie i życie.

Oburzył Was powyższy sposób myślenia? I dobrze, bo mnie też. Już dawno temu.

Te słowa 11 marca 2016 roku wypowiedziała w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” prof. Ewa Łętowska – pierwsza Rzecznik Praw Obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, niekwestionowany autorytet zwolenników ustroju władzy sądowniczej i praworządności à la III RP.

Dopuściłem się jedynie drobnej aktualizacji światłej myśli prof. Łętowskiej. Niedookreśloną personalnie kategorię „sędziów” z oryginalnej wypowiedzi zastąpiłem bieżącym kontekstem. Czyli przypadkami konkretnych sędziów Trybunału Konstytucyjnego z nominacji PiS, którzy aktualnie wykorzystują nieprecyzyjne przepisy i zawodową solidarność, by uniknąć obowiązku podawania do publicznej wiadomości stanu swojego majątku.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!


TK i SN ukrywają majątki części sędziów

Aktualnie temat ożył, bo 10 dni temu okazało się, że prezes TK Julia Przyłębska i I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska ukryły część majątków sędziów. Sprawa zyskała właśnie nową świeżość dzięki Krystynie Pawłowicz. W niepodrabialnym i żenującym stylu, nielicującym ani z godnością dzierżonego urzędu, ani tytułem profesora, zdecydowała się skomentować wniosek posła Lewicy o ujawnienie majątków tych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy próbują je ukryć.

Dla porządku dodajmy, że wniosek posła Treli uznać należy za słuszny i pożądany, jednak jego wcześniejszą sugestię, że niechęć do złożenia oświadczeń jest dowodem łapownictwa sędziów TK – za niedopuszczalną.

Sędziowie i prawnicze elity – zjednoczona, nadzwyczajna kasta

Niestety, zachowanie sędziów z nominacji Prawa i Sprawiedliwości potwierdza słuszność diagnozy o prawniczych elitach jako nadzwyczajnej kaście. I co ciekawe właśnie tak postrzegają samych siebie, bez względu na polityczne sympatie i moment wyboru na stanowisko. Sędziowie nie są świętymi krowami – a czują się nimi.

Tymczasem władza sądownicza jest WŁADZĄ właśnie, więc zgodnie z osławionym trójpodziałem powinna być po pierwsze równoważona przez czynnik wykonawczy i ustawodawczy, a po drugie – podlegać pełnej kontroli mediów i obywateli. Na niechęci sędziów do kontroli i realnego równoważenia się władz zbudowana była w większości (dochodziła do tego jeszcze dezaktualizująca się diagnoza postkomunistyczna) narracja PiS o potrzebie reformy wymiaru sprawiedliwości.

Sprawa ukrywania majątków „pisowskich” sędziów Trybunały Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego jak w soczewce pokazuje, że obóz rządzący reformatorskie ambicje w praktyce porzucił. Zmiana ograniczyła się do personaliów. Mechanizmy i kastowa samoświadomość pozostały te same.

To zresztą nie jedyny przykład uzmysławiający, jak wiele musiało się zmienić, by wśród sędziów nie zmieniło się prawie nic.

Ponad podziałami przeciwko jawności

Gorzkiego smaczku sprawie dodaje fakt, że swój majątek ukrywają dziś sędziowie reprezentujący obóz polityczny, który jawność oświadczeń majątkowych dla sędziów wprowadził. Zarzuty hipokryzji są tutaj uzasadnione. Ale warto też pamiętać, że ich najwięksi krytycy czy konkurenci – systemowo występowali przeciw jawności. Analogicznie do sędziów TK – prawna różnica pomiędzy sytuacjami jest w mojej opinii niewielka, choć prawnicy mogą się o to spierać argumentując na niekorzyść sędziów TK – ukrywano też majątki innych sędziów, z byłym rzecznikiem Krajowej Rady Sądownictwa Waldemarem Żurkiem na czele.

„Nie jest to miłe dla mojej rodziny, gdy muszą czytać tę falę hejtu w internecie” – mówił sędzia. „Jak twierdzi, komfort jego życia od środy zdecydowanie się pogorszył. Wszyscy już wiedzą, że ma dom, grunty, domek na wsi. No i gotówkę oraz 2 kredyty” – relacjonowała Wirtualna Polska.

Środowisko sędziowskie i elity prawnicze zawsze gremialnie występowało przeciwko wprowadzeniu jawności ich majątków.

Poglądy Żurka czy Łętowskiej nie są wyjątkiem, a regułą. Było tak w 2014, gdy podjętą przez Marka Biernackiego próbę systemowego upowszechnienia jawności za rządów PO-PSL zablokowały rozmaite grupy interesu, wśród których sędziowie byli grupą niebagatelną. „Kategorycznie stwierdzamy, że oświadczenia majątkowe sędziów nie mogą być ujawniane jako informacje publiczne” – pisała wówczas reprezentująca sędziów Iustitia.

Gdy za ujawnianie majątków wziął się PiS opór był podobny, tylko podbudowany dodatkowo wiadomymi narracjami o niechęci Kaczyńskiego do władzy sądowniczej.

Ale niechęć do jawności nie ogranicza się do tego. Na rozpatrzenie w Trybunale Konstytucyjnym czeka wniosek I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej w sprawie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wniosek słusznie postrzegany jest jako mogący doprowadzić do radykalnego ograniczenia konstytucyjnego prawa obywateli do informacji. NGO-sy, media i opozycja oczekują po nim próby kastracji dotychczasowych, i tak ułomnych, standardów jawności działań władzy publicznej.

Problem w tym, że „pisowski” SN pod rękę z „pisowskim” TK nie wymyślił nic nowego. Analogiczny wniosek w 2013 roku do „niepisowskiego” TK złożył „niepisowski” I Prezes Sądu Najwyższego, nieżyjący już Stanisław Dąbrowski. Wycofano go… po przejęciu przez PiS TK, ale przed przejęciem SN.

Trudno nie mieć wrażenia, że nominaci rządzących w sądach idą dziś ścieżką swoich poprzedników, których tak bardzo krytykowali. Może robią to z mniejszą gracją, ale i z pewnością ze słabszą medialno-polityczną osłoną swoich działań.

Nowa reforma Ziobry, czyli sądy na miarę „dziewiątej RP”

Raz jeszcze potwierdza się teza prof. Jarosława Flisa, że PiS zamiast IV RP zbudował nam „dziewiątą rzeczpospolitą” – III RP do kwadratu. Zamiast likwidować patologie – ośmiesza politycznych przeciwników, ale przy okazji też wartości i cele, które w teorii deklaruje. Trudno o lepszy przykład tego mechanizmu niż to, jak szybko najważniejsi sędziowie w kraju o silnych powiązaniach z politycznym zapleczem zaczęli zachowywać się jak typowi przedstawiciele „nadzwyczajnej kasty”.

Dlatego nie spodziewam się też wiele dobrego po skierowanej właśnie do prac rządowych nowej odsłonie reformy wymiaru sprawiedliwości. Obawiam się, że będzie to kolejna, typowa dla rządzących szarża – słuszna diagnoza, odwaga by podjąć się reformy, nieczyste intencje i kiepskie wykonanie.

Spłaszczenie struktury sądownictwa to według mnie pożądany kierunek, o którym co odważniejsi eksperci mówili od lat. Problem w tym, że nikt poza PiS nie miał odwagi tego zrobić, bo w środowisku sędziowskim takie pomysły postrzegane były zawsze jako zamach na mityczne niezawisłość sędziów i niezależność sądownictwa.

W 2012 roku małego kroku w tę samą stronę podjął się Jarosław Gowin. Jego reforma –idąca w tym samym kierunku co dzisiejsze zmiany, ale na radykalnie mniejszą skalę – została szybko spacyfikowana solidarnym sprzeciwem sędziowskich grup interesu, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz… Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego nie ma co przejmować się jazgotem prawniczych grup interesu, który zapewne niebawem usłyszymy. Problem w tym jednak, że jednocześnie trudno uwierzyć, że resortowi Zbigniewa Ziobry chodzi dziś rzeczywiście o racjonalizację wymiaru sprawiedliwości. Reforma otwiera bowiem kolejne okno możliwości do personalnych zmian. Patrząc na minione siedem lat łatwo mieć obawy, że na nowe sędziowskie stołki wejdą nominaci innej opcji, ale zachowywać będą się tak samo. Jak święte krowy z nadzwyczajnej kasty.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.