Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jastrzębia taktyka PGNiG wobec Gazpromu przyniosła efekty. Czas na nowe otwarcie

Imponująca wygrana PGNiG z Gazpromem w szwedzkim sądzie arbitrażowym to ukoronowanie jastrzębiej polityki energetycznej polskiego rządu, której celem jest uniezależnienie od rosyjskiego gazu. W końcu jesteśmy blisko komfortowej sytuacji, w której PGNiG może, a nie musi, współpracować z Gazpromem.

31 marca sąd arbitrażowy w Sztokholmie uznał rację PGNiG w sporze z Gazpromem. Stwierdził, że cena, jaką polski potentat gazowy płacił za gaz rosyjskiemu koncernowi, była zawyżona i dlatego PGNiG należy się zwrot za nadpłacone w latach 2014-2020 faktury w wysokości ok. 1,5 mld dolarów. Nie powinno dziwić, że następnego dnia kurs spółki skoczył o rekordowe 15%.

Czy oznacza to, że Gazprom szykuje się już do przelewu zaległych płatności? Nie do końca. Wyrok nie jest prawomocny, więc Rosjanie będą się zapewne odwoływać. Szans na wygraną nie mają dużych, bo musieliby wykazać błędy proceduralne, ale mogą odwlec proces w czasie o wiele miesięcy. Czy po uprawomocnieniu wyroku pieniądze od Gazpromu będą już tylko formalnością? Niestety i to nie jest pewne. Choć Gazprom zazwyczaj płaci kontrahentom za wyroki zapadłe w sądach arbitrażowych, zdarzały się wyjątki. Warto przypomnieć historię sporu konfliktu Gazpromu z ukraińskim Naftohazem, który wygrał w Sztokholmie (zwrot ponad 2,5 mld USD), ale pieniędzy od Gazpromu szybko się nie doczekał. Gdyby nie mocne karty w ręce, jakie mieli Ukraińcy (możliwość zatrzymania przesyłu rosyjskiego gazu do UE), pewnie do dziś nie zobaczyliby wyznaczonej przez sąd kwoty.

Trudno wskazać, jak duża jest oszczędność z uwagi na objęcie kontraktu jamalskiego tajemnicą handlową, ale należy przypuszczać, że obniżka będzie dla polskiego koncernu odczuwalna. Zapewne już niedługo PGNiG będzie mógł regularnie odnotowywać zysk w dziale „obrót i magazynowanie”, gdzie często notuje straty. Wynika to z faktu, że cena, po jakiej nabywał gaz z Rosji, była wyższa od ceny sprzedaży na polskim rynku.

O ile na zwrot nadpłaconych faktur przyjdzie zapewne jeszcze długo poczekać, to już teraz bezpośrednią korzyścią jest obniżenie cen gazu, który PGNiG na bieżąco pozyskuje od Gazpromu na podstawie kontraktu zawartego w 1996 r. i który kończy się w 2022 r. Jest to konsekwencją zmiany formuły cenowej opartej w dużej mierze na cenie ropy naftowej i zwiększeniu odniesienia do cen gazu notowanych na giełdzie gazu. Co prawda przez ostatni miesiąc wkradła się nerwowość, ponieważ Gazprom przesłał fakturę za gaz bez korekty cenowej uwzględniającej wyrok, ale w środę 30 kwietnia rosyjski potentat po zdecydowanej interwencji PGNiG zadeklarował jednak skorygowanie faktury za marzec i kwiecień, a także wystawianie kolejnych respektujących wyrok zmieniający kontrakt między firmami.

Niezależność od rosyjskiego gazu coraz bliżej

Zwycięstwo PGNiG nad Gazpromem w Sztokholmie nie jest pierwszą wygraną z Rosjanami, ale raczej zwieńczeniem mocno ofensywnej taktyki anty–Gazpromowskiej, realizowanej przez Piotra Naimskiego oraz jego bliskiego współpracownika, poprzedniego prezesa PGNiG, Piotra Woźniaka (ale należy pamiętać, że wniosek do sądu złożył Prezes Mariusz Zawisza w 2015 r.). Ważnym elementem tej krucjaty było zwycięstwo z Gazpromem we wrześniu 2019 r., kiedy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uchylił decyzję Komisji Europejskiej, dającą Rosjanom stuprocentowy dostęp do gazociągu OPAL (odnogi Nord Stream).

Powyższy wyrok był jednym z nielicznych polskich sukcesów przed Trybunałem i to jeszcze w sprawie, w której stroną była Komisja Europejska. Warto przypomnieć, że to nie jedyne działanie rządu przeciw budowie gazociągu Nord Stream 2. Rząd zabiegał m.in. o przyjęcie nowelizacji unijnej dyrektywy gazowej, która miała eliminować niejasności i podporządkować gazociąg unijnemu prawu, co oznaczałoby stosowanie wysokich standardów przejrzystości i obniżałoby możliwości pełnej kontroli przesyłu przez Gazprom. Choć prawo mogło być dla rosyjskiego giganta ostrzejsze, to bez wątpienia nowelizacja jest dla Polski i samego PGNiG bardziej korzystna. Mimo luk Gazpromowi trudno będzie ominąć unijne zobowiązania, choć bardzo się stara, szukając kruczków prawnych (ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie ma być 24 maja).

Istotna w wydłużaniu procesu inwestycyjnego gazociągu była decyzja polskiego UOKiK z 2017 r., blokująca powstanie joint venture spółek-akcjonariuszy gazociągu, co wymusiło zmianę prawnej i finansowej formuły spółki odpowiedzialnej za inwestycje. Ponadto Polska silnie lobbowała na rzecz wdrożenia amerykańskich sankcji wobec Gazpromu, co stało się w grudniu 2019 r. Efektem zabiegów rządu było opóźnienie przekierowania trasy przesyłu rosyjskiego gazu do UE, bezpośrednio do Niemiec. Gazociąg Nord Stream miał być oddany do użytku w 2020 r. Tymczasem od czasu wprowadzenia amerykańskich sankcji budowa stoi i nie wiadomo, kiedy się zakończy. Choć jest to kwestią czasu (2021?), Polska w istotny sposób przyczyniła się do wydłużenie o co najmniej dwa lata przesyłu rosyjskiego gazu przez Polskę i Białoruś, a także Ukrainę. W efekcie nie tylko Polska, ale i nasi wschodni sąsiedzi zwiększają gazową podmiotowość wobec Kremla, wykorzystując uzależnienie Rosji od przesyłu przez wspomniane państwa.

Istotnym obszarem rywalizacji były nie tylko sądy, ale przede wszystkim nowe projekty dywersyfikacyjne. PGNiG w ostatnich latach zakontraktował dostawy LNG z USA, dzięki czemu w latach 2015-2019 import gazu z Rosji spadł z 87% do 60%. Po 2022 r. dywersyfikacja będzie jeszcze głębsza, ponieważ wygaśnie wtedy kontrakt jamalski, a według planów zostanie uruchomiony Baltic Pipe pozwalający ściągać gaz z Norwegii. Dodajmy, że od 2022 r. działać ma także interkonektor z Litwą i Słowacją. Gdy doliczyć do tego rozbudowę terminala LNG w Świnoujściu oraz planowaną instalację kolejnego w Gdańsku, to możliwości dywersyfikacyjne będą imponujące.

Bardzo „twarda” polityka prowadzona przez ekipę Naimskiego spowodowała, że ucieczka ze Wschodu, która przez wiele lat w sektorze gazu szła bardzo powoli, właśnie się kończy. Już dziś Polska w razie zakręcenia kurka z gazem przez Rosję poradziłaby sobie, uruchamiając dostawy z alternatywnych kierunków. Potwierdzają to „stress testy” wykonane przez unijną agencję zrzeszającą gazowych operatorów przesyłowych. W najbliższych latach uzyskamy już pełen komfort decyzji, dzięki czemu współpraca z Gazpromem będzie dla Polski jedną z alternatyw, a nie koniecznością.

Zacznijmy rozdawać karty

Po latach asymetrycznych relacji w końcu pozycja negocjacyjna PGNiG wobec Gazpromu jest bardzo silna. Dodajmy, że wynika to nie tylko ze wspomnianych możliwości dywersyfikacyjnych, ale także ze słabej pozycji Gazpromu. Dziś, w dobie nadciągającego kryzysu gospodarczego i rekordowo niskich cen gazu i ropy pojawia się szansa, aby w końcu wycisnąć z Gazpromu to, co wcześniej było nieosiągalne. Co powinnyśmy więc zrobić?

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zakontraktować od 2022 r. brakujący na polskim rynku wolumen gazu po rynkowej (może i rabatowej) cenie, a w zamian przedłużyć kończącą się w maju br. umowę tranzytową, zgodnie z którą Polska pobierałaby rynkową cenę za tranzyt (ok. 4 USD za przesył 1000 m3 gazu na odległość 100 km = ok. 800-900 mln USD rocznie zysku dla EuropolGazu, właściciela gazociągu jamalskiego). Dziś na podstawie umowy z 2010 r. Europol Gaz pobiera „bieda-stypendium” w wysokości 21 mln zł, podczas gdy Ukraina rocznie zyskiwała do niedawna na tranzycie ok. 2-3 mld USD.

Przy okazji rozmów o tranzycie należy także wyprostować liczne „kwasy”, które od lat mają miejsce w EuropolGazie. Obecnie lodowa atmosfera powoduje paraliż jakichkolwiek decyzji, w tym dotyczących polityki dywidendowej czy operatora, którą to funkcję pełni obecnie Gaz System.

Innym obszarem rozmów jest kwestia uzyskania zasądzonego zwrotu gotówki. PGNiG mógłby zaoferować ugodę z Gazpromem, która nie odwlekałaby sporu do czasu uprawomocnienia. W zamian za przyspieszenie sprawy PGNiG mógłby rozłożyć płatność na raty. Dla Gazpromu byłoby z pewnością bardzo korzystne, mając na uwadze sporą kwotę, więc PGNiG mógłby uzyskać dodatkowe korzyści.

Oczywiście, żeby podjąć takie działania potrzebna jest decyzja na najwyższym politycznym szczeblu. Nie będzie to łatwe, bo z Rosjanami mamy zamrożone stosunki od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainie. Obóz Zjednoczonej Prawicy z pewnością miałby także problem z wytłumaczeniem tego zwrotu opinii publicznej. Wszak PiS był od zawsze jednym z najostrzejszych krytyków polityki Rosji, w tym przede wszystkiej gazowej, i nadawał impet działaniom na rzecz bezpieczeństwa energetycznego. Choć uzasadnienie, że uniezależnienie gazowe od Rosji nie oznacza zerwania współpracy jest logiczne i zrozumiałe, to emocjonalnie zbyt dużo wysiłku zostało włożone w zniechęcenie opinii publicznej do współpracy gazowej z Rosją, aby taki manewr był łatwy do wykonania. Społeczna legitymizacja działań dywersyfikacyjnych może więc pchać w stronę zerwania współpracy, a nie zmiany zasad gry.

Pewną nadzieję na podchwycenie nowego kursu daje nowe kierownictwo PGNiG, które ma „czystą kartę” i dla którego ucieczka ze Wschodu nie musi być głównym motywatorem. Nowa ekipa nominowana po ostatnich wyborach nie jest obciążona wieloletnim konfliktem z Rosją i może otworzyć kolejny etap polskiej polityki gazowej, który nie będzie oparty na „defensywnym” paradygmacie bezpieczeństwa, ale na „ofensywnym” paradygmacie budowania rynku gazu i ekspansji PGNiG, także na tym międzynarodowym.

Nowa polityka oczywiście nie powinna bazować na idealistycznych nadziejach żywionych wobec Rosji. Nie potrzebujemy zwrotu w polskiej polityce zagranicznej, a słuszne jest dalsze podkreślanie zasadności utrzymania unijnych sankcji wobec Kremla. Podstawą nowego etapu jest jedynie, a może aż, racjonalne założenie, że współpraca na partnerskich zasadach opłaca się obu stronom, a Rosja tę współpracę zaakceptuje nie dlatego, że będzie chciała, ale dlatego, że będzie musiała. Zaoferowanie kilka lat temu Litwinom ogromnej zniżki na gaz zaraz po tym jak przypłynął terminal pozwalający importować gaz skroplony i uniezależnić się od Rosji, jest dowodem na to, że Rosjanie są pragmatyczni.

Zdają sobie sprawę, że powrót do asymetrii z lat 90. nie będzie możliwy i jeśli nie chcą stracić dobrego kontrahenta, to trzeba zacząć go szanować, szczególnie że nadchodzą dla nich trudne czasy. Trzeba trzymać kciuki za to, żeby w kręgach decyzyjnych znalazły się osoby, które będą chciały wykorzystać tę okazję i podjąć grę z Gazpromem na naszych warunkach. Po raz pierwszy bowiem w rozgrywce z potężnym koncernem mamy silne karty w ręce i możemy je skutecznie wykorzystać.

4 maja 2020 usunęliśmy z tekstu wprowadzającą w błąd wzmiankę o ugodzie PGNiG z Gazpromem w 2014 roku. Przepraszamy!

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.