Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Rafał Gawlikowski  14 października 2019

Pięć najważniejszych trendów wyborczych

Rafał Gawlikowski  14 października 2019
przeczytanie zajmie 6 min
Pięć najważniejszych trendów wyborczych https://www.facebook.com/pisorgpl/photos/a.10156202747352132/10156202749027132/?type=3&theater

Kampania nie wskazywała na tak zaskakujący rezultat wyborczy. Po 13 października nie czeka nas rewolucja, jednak już dziś można uchwycić kilka ważnych symptomów, które mają potencjał, aby zmienić oblicze polskiej polityki po 2023 r. PiS rozpoczyna trudny dla siebie okres.

PSL – nowa chadecja dla mieszczan

Wynik PSL-u to największa sensacja tych wyborów. Egzotyczny sojusz ludowców z Kukizem wydawał się pomysłem szalonym, ale – jak się wczoraj okazało – całkiem skutecznym. Nieskromnie musimy przypomnieć, że już kilka miesięcy temu Piotr Trudnowski, prezes Klubu Jagiellońskiego, na przekór innym komentatorom życia publicznego, wróżył możliwość sukcesu strategii Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Aby odpowiedzieć na pytanie, co zaważyło na nieoczekiwanym sukcesie ludowców, warto przyjrzeć się uważnie szczegółowym danym dostarczonym nam dzięki badaniu IPSOS exit poll. Różnice między tymi sondażowymi w końcu wynikami, a ostatecznym rezultatem są bowiem naprawdę nieznaczne. Pierwsza niespodzianka czeka nas, gdy spojrzymy na strukturę wyborców. Tylko 48,3% osób, które w niedzielę oddały głos na PSL, to suma głosów oddanych na tę partię oraz ugrupowanie Kukiza w 2015 r. Jak przepływały elektoraty? Najwięcej straciła Platforma – ponad 11% wyborców z poprzednich wyborów do sejmu poparło wczoraj ekipę Kosiniaka. W liczbach bezwzględnych to ponad 420 tys. nowych wyborców. Taki wynik zasługuje na zauważenie. Drugie miejsce w liczbach bezwzględnych to… dawni wyborcy Prawa i Sprawiedliwości – ponad 250 tys. byłych wyborców partii Jarosława Kaczyńskiego przerzuciło się na zielone koniczynki. PSL-owi udało się również zmobilizować 160 tys. wyborców, którzy w 2015 r. nie poszli na wybory. Oczywiście elektoraty innych partii również przerzuciły się na PSL, ale nie aż w tak znaczącym stopniu. Pisałem po eurowyborach o ruchach w drugą stronę, czyli byłych wyborcach PSL-u głosujących dzisiaj na PiS. Tę liczbę szacowałem wtedy na ok. 100 tys. wyborców. Według danych IPSOS-u ich liczba wzrosła obecnie do powyżej 280 tys.

Co to właściwie oznacza? Po pierwsze, PSL sięgnął do zupełnie nowych grup elektoratu – najprawdopodobniej konserwatywnego skrzydła Platformy oraz bardziej centrowego wyborcy PiS-u. Do tego udało mu się zmobilizować wyborców niezdecydowanych. Po drugie, PSL-owi nie udało się wyhamować odpływu swojego wiejskiego elektoratu do prawicy. Wniosek nasuwa się sam: te wybory zmieniły PSL głosami samych wyborców. Dla ludowców nie ma więc odwrotu. Władysław Kosiniak-Kamysz musi stworzyć nową chadecję dla mieszczan.

Centrolew czy postępowi socjaldemokraci?

Wynik Lewicy jest dobry, ale na pewno nie bardzo dobry. Przy słabej kampanii Platformy można było spodziewać się więcej (niektóre sondaże również dawały na to szanse). Na lewej flance kluczowy jest dzisiaj podział mandatów między trzy ugrupowania startujące pod szyldem największego. Wydaje się, że napięcia są nieuniknione. Młode i ideowe środowisko partii Razem będzie próbowało przechylać cały Sojusz w kierunku postępowych socjaldemokratów. Jednak powiedzmy sobie szczerze: słaby wynik Razem w eurowyborach oraz bardzo dobry wynik ugrupowań prawicowych i centroprawicowych w niedzielnej elekcji pokazują, że znaczącej liczby progresywnych wyborców w Polsce po prostu nie ma. Obraz nie jest jednak czarno biały. Na korzyść Razem świadczy bardzo dobry wynik Adriana Zandberga. Prawie 140 tys. głosów to najlepszy rezultat na listach lewicy i ponad 6% wszystkich głosów oddanych na Sojusz. Razem musi sobie zdawać sprawę, że ich wizja lewicowości będzie wymagała bardzo głębokich zmian świadomościowych w polskim społeczeństwie, które okazuje się bardziej zachowawcze, niż podejrzewano. Trzeba jednak pamiętać, że tematy, które jeszcze kilka lat temu były niszowe, jak np. smog czy zmiany klimatyczne, dzisiaj tworzą mainstream debaty politycznej w Polsce. Czarne parasolki przywróciły temat liberalizacji przepisów aborcyjnych i nie możemy wykluczać, że kolejne 4 lata rządów partii odwołującej się do tradycyjnych wartości będzie niejako a contrario generować takie tematy, co w konsekwencji może wzmacniać ekipę Zandberga.

Przedstawiciele Wiosny z pewnością będą grali na inny scenariusz, próbując przesunąć SLD w kierunku liberalnego centrum i dzięki temu pozyskać szerokie grono wyborców Platformy. Trudno ocenić, który z tych scenariuszy zostanie zaakceptowany przez działaczy Sojuszy, ale z pewnością pozycja Włodzimierza Czarzastego wydaje się dziś szczególnie mocna. Pod jego przywództwem Sojusz uzyskał jeden z lepszych wyników w III RP, ale to dopiero początek drogi. Czy wygra bezideowy centrolewicowy liberalizm czy bardziej radykalna i buntownicza lewica? Odpowiedź przyniesie nadchodząca kadencja.

Wewnętrzne przetasowania w PiS-ie i przegranie gry o senat

Wynik PiS-u jest najlepszy w historii III RP, ale i tam czuć niedosyt. Może zastanawiać fakt, że najmocniej eksponowani w sytuacjach konfliktowych przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy dostali bardzo słabe poparcie czy nawet – w skrajnych przypadkach – nie otrzymali mandatu. W sejmie następnej kadencji zabraknie między innymi Stanisława Piotrowicza czy Krzysztofa Czabańskiego. Niesatysfakcjonujące wyniki uzyskali również Ryszard Terlecki oraz Jarosław Gowin.

Swoją pozycję w PiS-ie wzmocnili natomiast Małgorzata Wassermann (140 tys. głosów) oraz Mariusz Błaszczak (133 głosów). Bardzo dobre rezultaty uzyskali również politycy młodego pokolenia – Kacper Płażyński (89 tys.), Marcin Horała (61 tys.), Jadwiga Emilewicz (44 tys.), Łukasz Schrebier (30 tys.), Radosław Fogiel (27 tys.), Piotr Muller (26 tys.). Jeśli zwycięzcy wyborów chcą zawalczyć o bardziej konserwatywne mieszczaństwo, to młode pokolenie obozu Zjednoczonej Prawicy powinno być bardziej eksponowane przez partię.

Pozycja Porozumienia i Solidarnej Polski wewnątrz koalicji wzmocniła się. Według wstępnych szacunków ziobryści będą mieli aż 19 posłów, a Porozumienie 18. I to wszystko w cieniu spodziewanej walki o przywództwo w Prawie i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński podczas jednego ze spotkań z wyborcami zasugerował, że może być to jego ostatnia kampania wyborcza. Rywalizacja rozegra się między twardym jądrem PiS-u, które reprezentuje europoseł Joachim Brudziński, mocno aktywny w ostatniej kampanii krajowej. Po drugiej stronie stanie najprawdopodobniej Mateusz Morawiecki kojarzony z łagodniejszym i bardziej centrowym obliczem prawicy. Mimo licznej reprezentacji Solidarnej Polski w następnym sejmie trudno uwierzyć w scenariusz, że to Zbigniew Ziobro powalczy o przywództwo. Po odejściu Jarosława Kaczyńskiego na emeryturę możliwe jest również utrzymanie dualnego przywództwa – Morawiecki nadal odpowiadałby za rząd, a Brudziński przejąłby kontrolę nad partią. Oczywiście, nie można wykluczyć, że zapowiedzi Kaczyńskiego to tylko kokieteria i układ władzy na dłuższy czas pozostanie bez zmian.

Prawo i Sprawiedliwość na poważnie będzie musiało stawić czoła opozycji. Ekipie Kaczyńskiego przez ostanie lata udawało się skutecznie neutralizować Kukiza. Głównie przez stopniowe rozmontowywanie jego klubu parlamentarnego i wciąganie kolejnych posłów do PiS-u. Nie od dziś wiadomo, że Jarosław Kaczyński działa w myśl zasady: „na prawo od nas tylko ściana”. Tym razem będzie jednak inaczej. Konfederacja to realne zagrożenie dla jego hegemonii po prawej stronie. A medialna nagonka może nie wystarczyć, ponieważ próby dyskredytowania tego ugrupowania przez Telewizję Publiczną w trakcie kampanii okazały się przeciwskuteczne. Do tego dochodzi PSL mogący kąsać PiS z perspektywy bardziej centrowej. To wszystko powoduje, że następne 4 lata będą dla Zjednoczonej Prawicy wyjątkowo trudne. 

Warto dodać, że – choć zwycięstwo opozycji w senacie nie zablokuje reform Prawa i Sprawiedliwości – to najpewniej spowolni cały proces legislacyjny. Sejm może odrzucić bezwzględną większością poprawki senatu, co na szczęście wydłuży ekspresowy proces legislacyjny, z którym mieliśmy do czynienia przez ostanie 4 lata. Senatorzy najpewniej będą bardziej widoczni w mediach, co przełoży się pozytywnie na ich pozycję wewnątrz partii. Oczywiście, nie należy wykluczać scenariusza, w którym PiS „przekona” jednego czy dwóch senatorów opozycji na przejście na drugą stronę mocy. W takim wypadku wszystko zostanie po staremu. Sama perspektywa większej ekspozycji medialnej i jednak, co by nie powiedzieć, chociaż minimalnej sprawczości przez proponowanie licznych poprawek, będą kuszące dla senatorów opozycji. PiS miewał problemy z mobilizacją na głosowaniach w tej kadencji sejmu. Jeżeli opozycja w Senacie utrzyma większość, partia rządząca będzie musiała być bardzo uważna, żeby przypadkiem nie stracić szansy na odrzucenie poprawek wyższej izby parlamentu.

Nowy przewodniczący Platformy

Słaby wynik indywidualny Grzegorza Schetyny we Wrocławiu (ponad 25 tys. głosów mniej niż liderka listy PiS-u) i kolejna przegrana dowodzi, że czas na zmiany w kierownictwie Platformy. Zarówno scenariusz Zjednoczonej Opozycji w eurowyborach, jak i startu samodzielnego z udziałem mniejszych partnerów się nie udał. Oczywiście, są też małe sukcesy. Większość Zjednoczonej Opozycji w senacie czy udana kampania wizerunkowa Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ten ostatni fakt dobitnie pokazuje, że Platforma nie wykorzystała tych wyborów do realnego sporu programowego, ale postanowiła wypromować nowego lidera.

A tego nowego lidera z pewnością potrzebuje. Szukać potencjalnych kandydatów na nowego przewodniczącego można w obecnym zarządzie Platformy. Wiceprzewodniczący Borys Budka w porannym wywiadzie dla TVN24 dosyć zachowawczo odniósł się do potencjalnego startu. Mimo tego jest jednym z głównych kandydatów do objęcia sterów po Schetynie. W swoim okręgu wyborczym uzyskał prawie 100 tys. głosów. Dla porównania, cztery lata temu w okręgu katowickim liderem Platformy był Marian Zembala, który uzyskał wówczas 53 tys głosów. Mimo wyższej frekwencji to bardzo dobry indywidualny wynik. Lepszy rezultat od Budki uzyskała tylko Kidawa-Błońska w Warszawie.

Wydaje się, że niedoszła pani premier również powinna powalczyć o przywództwo. 408 tys. głosów to najlepszy wynik w kraju i ponad 8% wszystkich głosów oddanych na Platformę w tych wyborach. Tylko czy wynik indywidualny przekłada się na realną pozycję Kidawy w Platformie? Tego dzisiaj nie wiemy i trudno również precyzyjnie wskazać „ludzi Kidawy” wewnątrz partii. W grze z pewnością jest również prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Pomimo przegranej, Schetyna paradoksalnie może się bronić lepszym wynikiem niż 2015 r. I to zarówno procentowo jak i w liczbach bezwzględnych. Jednak czy okoliczności łagodzące pozwolą utrzymać władzę politykowi z Wrocławia? Otwarte pozostaje pytanie, czy Platforma w obecnym kształcie w ogóle ma sens i czy wybór nowego przewodniczącego to tylko konieczny lifting, czy też może zapowiedź poważniejszych zmian?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.