Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Rafał Gawlikowski  28 maja 2019

Wybory w liczbach. Skąd PiS wziął nowych wyborców? Kto zyskał, a kto stracił w KE?

Rafał Gawlikowski  28 maja 2019
przeczytanie zajmie 6 min

PiS przejął przede wszystkim dotychczasowych wyborców Kukiz’15 i PSL. Do jesieni będzie kontynuował ten kurs. Paweł Kukiz w każdy kolejnych wyborach traci kolejne setki tysięcy poparcia i trudno wyobrazić sobie, że jesienią wystartuje samodzielnie. Największym przegranym jest Nowoczesna, której kandydaci mimo teoretycznie rozpoznawalnych nazwisk zyskali poparcie „na głowę” podobne do tego, na jakie mogli liczyć politycy niszowej Unii Europejskich Demokratów. Wyborców w stosunku do 2015 straciła też Platforma Obywatelska. Jedynym realnym beneficjentem Koalicji Europejskiej jest Sojusz Lewicy Demokratycznej.  

Analiza szczegółowych danych z exit poll oraz analiza porównawcza oficjalnych wyników do Parlamentu Europejskiego w roku 2019 z danymi z poprzednich lat rzuca nowe światło na niedzielny wynik. Kto tak naprawdę przegrał te wybory, a kto zyskał? Niech przemówią liczby.

Oczywiście i na nie spojrzeć należy z pewnym dystansem – błąd pomiędzy exit pollem opublikowanym w niedzielny wieczór a ostatecznym wynikiem wyborców był znaczny, wyniósł łącznie 6,1 p.p. Ale to wciąż jedyne dostępne źródło informacji na temat tego, kim byli wyborcy do Parlamentu Europejskiego, gdy chodzi o ich wcześniejsze zachowania wyborcze. Co ważne – exit poll bazuje również na deklaracjach tego, jak wyborcy pamiętają swoją decyzję z 2015 roku, co również nie jest 100% wiarygodnym źródłem informacji (część deklarujących wskazuje np. wbrew faktom, że w poprzednich głosowaniu popierało tę samą formację, którą popiera dziś). Wreszcie – nie możemy zapominać, że w niedzielę przy urnach głosowało dwa miliony mniej ludzi niż w wyborach parlamentarnych, co także komplikuje obraz.

Prawo i Sprawiedliwość przejmuje Kukiza i PSL, Konfederacja podgryza PiS

Dane z exit poll wskazują, że Prawu i Sprawiedliwości udało się skutecznie przejąć dużą część elektoratów dwóch formacji – Kukiz’15 i Polskiego Stronnictwa Ludowego. W dłuższej perspektywie można podejrzewać, że ich elektoraty zostaną ostatecznie skonsumowane przez partię Jarosława Kaczyńskiego podobnie, jak stało się to z wyborcami Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony po 2005 roku. Według niedzielnego sondażu PiS zdołało przejąć aż 214 000 wyborców, którzy głosowali na ugrupowanie Pawła Kukiza w 2015 roku oraz 104 000 wyborców PSL sprzed trzech i pół roku. To łącznie prawie 320 000 głosów z blisko pół miliona nowych wyborców, jakich Zjednoczona Prawica zyskała w ostatnim głosowaniu.

Negatywną dla PSL tendencję potwierdza również analiza porównawcza wyniku wyborczego z 2015 roku z wynikiem kandydatów PSL w ramach Koalicji Europejskiej. Szesnastu kandydatów na listach Koalicji zdobyło łącznie 630 000 głosów. To o 148 000 mniej niż uzyskało PSL w wyborach parlamentarnych 2015 roku. PSL dostał „miejsca biorące” w okręgach w których jest mocny, tj. na Mazowszu, w województwie lubelskim, w województwie podkarpackim i drugie miejsce w okręgu obejmującym województwa małopolskie i świętokrzyskie. Słabszy wynik ludowców przełożył się na jeden mandat mniej, niż w 2014 roku.

Tendencją z czterech głosowań jeszcze bardziej przejmować powinien się Paweł Kukiz. W niedzielnym głosowaniu aż 16% elektoratu jego ugrupowania z 2015 r. zdecydowało się poprzeć partię Jarosława Kaczyńskiego. Słaby wynik w eurowyborach będzie pogłębiał tę tendencję. Mogło się wydawać, że ugrupowania Kukiza nie spotka podobny los do partii Palikota. Niestety dla kukizowców po raz kolejny potwierdza się teza, że partia, która próbuje się wbić klinczem między Platformą a PIS staje się ostatecznie efemerycznym tworem. W wyborach prezydenckich Kukizowi udało się przekonać do siebie ponad 3 miliony głosujących. Potem było już gorzej – w wyborach parlamentarnych poparcie wyniosło niespełna 1,4 miliona głosów, a w wyborach do sejmików jesienią 2018 roku spadło poniżej 900 000 osób. Pół miliona głosów które otrzymała partia Kukiza w niedzielę to już nie jaskółka zmiany, ale zapowiedź zbliżającej się tragedii. Jednocześnie warto zauważyć, że gdyby nie skok frekwencyjny, to Kukiz mógłby utrzymać się na powierzchni. Przy frekwencji porównywalnej do tej z głosowania w 2014 roku uzyskałby mandaty – wówczas porównywalny wynik liczbowy osiągnęła partia Janusza Korwin-Mikkego, który wprowadził do Parlamentu Europejskiego czterech przedstawicieli zdobywając ponad 7% wszystkich głosów. Na niekorzyść Kukiza zadziała też słaba mobilizacja elektoratu w wieku 18-29, w której Kukiz według sondażu IPSOS otrzymał prawie 8%. W tej grupie wiekowej do urn pofatygowało się zaledwie 28% uprawnionych wyborców.

Wydaje się, że w tej sytuacji Kukiz ma dwa wyjścia – albo dogada się z Jarosławem Kaczyńskim (dołączając do Zjednoczonej Prawicy lub startując bez konkurencji z jej strony do Senatu, w okręgach jednomandatowych) albo dołączy do Konfederacji. Samodzielny start wydaje się w tej sytuacji samobójstwem.

Duże obawy obozu „dobrej zmiany” budziła aktywność Konfederacji.  Aż sześć na siedem ostatnich sondaży dawało szansę na przekroczenie progu koalicji skrajnej prawicy. Stało się inaczej. Dane dostarczone przez IPSOS wskazują jednak, że PiS został najmocniej ukąszony właśnie przez przedstawicieli koalicji narodowców z Korwinem. Konfederacji udało się pozyskać ponad 3% wyborców PISu z 2015 roku. Jeżeli przełożymy to na liczby bezwzględne daje to ponad 180 000 głosów – choć to prognoza na podstawie zawyżonego, jak się ostatecznie okazało, sondażowego wyniku Konfederacji z niedzieli. Możemy szacować, że między 25-30% tych wyborców, którzy poparli Konfederację, to wyborcy PiS z 2015 roku. To całkiem sporo, ale jak widać niewystarczająco, żeby przekroczyć próg wyborczy.

Kto utrzymał wyborców? Kto zmobilizował nowych?

PiS ma najwyższy ze wszystkich partii współczynnik utrzymania wyborcy. Aż 90% wyborców, którzy głosowali na tą partię w 2015 roku zdecydowało się poprzeć ją ponownie. Zjednoczonej Prawicy udało się również pozyskać wyborców, którzy wedle własnych deklaracji w 2015 roku nie głosowali. Blisko 30% wyborców, którzy nie oddali głosu w 2015 roku, zdecydowało się poprzeć Prawo i Sprawiedliwość. To dobry wynik – co prawda drugi, bo Koalicji Europejskiej udało się zmobilizować 33% wyborców niegłosujących w ostatnich wyborach – ale to Koalicja budowała swój przekaz właśnie w oparciu o potrzebę mobilizacji . Miał być #WielkiWybór, a okazało się, że możliwości wpływu na elektorat dotąd niegłosujący są bardzo podobne dla obu największych bloków.

Widać również, że grupy, które otrzymały nowe propozycje socjalne od Prawa i Sprawiedliwości, odwdzięczyły się przy urnach wyborczych. Partię rządzącą poparło ponad 59% emerytów i rencistów. PiS zawsze był mocny w tej grupie, ale ten wynik jest więcej niż dobry. Należy pamiętać, że emerytów i rencistów jest w Polsce ponad 9 milionów i stanową potężną część wszystkich głosujących. Emeryci i renciści to grupa największych fanów wojny polsko-polskiej. Ponad 96% z wszystkich głosujących w tej grupie zdecydowało się poprzeć jeden z dwóch największych komitetów! PiS nieznacznie przegrał w grupie wiekowej 30-49. Z pewnością 500+ na pierwsze dziecko może odwrócić trendy i pozwoli również tam zdobyć partii Kaczyńskiego dodatkowe kilka punktów procentowych.

Jak Grzegorz Schetyna oddał cnotę SLD

„To będzie o wiele trudniejsze niż wspólny program do Parlamentu Europejskiego. Jeżeli chodzi o wizję Europy, wizję przyszłości Unii Europejskiej, to nie było żadnych różnic między ugrupowaniami, które wchodziły w skład Koalicji Europejskiej. Teraz to będzie to zadanie o wiele trudniejsze” – tymi słowami dla RMF FM skomentował przyszłość Koalicji Europejskiej Leszek Miller. Przyznał też wprost, że wraz z politykami z SLD wejdzie w skład frakcji Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. Po szczegółowej analizie wyników Koalicji można dojść do jednego wniosku. Ten polityczny deal opłacał się tylko jednej partii. Tą partią jest Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Zacznijmy od tego, żeby pokazać w jakim składzie Koalicja ruszyła do wyborów. Najwięcej przedstawicieli na listach miała Platforma Obywatelska (55%), za nimi uplasowało się
PSL (13%), następnie SLD i Zieloni (po 10%). Niewielu przedstawicieli Nowoczesnej znalazło swoje miejsce na listach Koalicji, mniej niż 5%. Na listach znaleźli się również przedstawiciele Inicjatywy Feministycznej, Socjaldemokracji Polskiej, Unii Europejskich Demokratów czy inicjatywy #WolneSądy.

Najbardziej spektakularną porażkę zaliczyli przedstawiciele Nowoczesnej. Zdobyli łącznie… 53 000! Co ważne, na listach nie znaleźli się przypadkowi działacze – w większości byli to obecni posłowie Nowoczesnej. Porównując wynik przedstawicieli Nowoczesnej do wyborów parlamentarnych z roku 2015 stracili ponad 1,1 miliona głosów. Oczywiście 8 przedstawicieli to nie za wiele, ale jak wytłumaczyć, że osiągnęli średnio zaledwie 6619 głosów na kandydata? To prawie tyle samo co jedyny przedstawiciel planktonowej Unii Europejskich Demokratów, który otrzymał 6540 głosów.

No dobrze, ale skoro Nowoczesna straciła, to pewnie jej głosy pozyskali przedstawiciele Platformy? Otóż nie! Platforma w porównaniu do wyborów z 2015 roku straciła  prawie 40 tys. wyborców! To nie jedyna strata Platformy. Bardziej dotkliwa dotyczy stanu posiadania, który zmniejszył się o aż 5 mandatów w porównaniu do 2014 roku.

Przejdźmy teraz do największego beneficjenta Koalicji Europejskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W wyborach parlamentarnych w 2015 roku wspólna lista Zjednoczonej Lewicy otrzymała prawie 1,2 miliona głosów. W składzie tamtej lewicowej koalicji były dwie partie tworzące dzisiaj Koalicję Europejską tj. Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Partia Zieloni. Sumując wyniki kandydatów SLD i Zielonych w wyborach do Parlamentu Europejskiego udało się im zdobyć prawie 870 000 głosów. To oznacza, że lewica uczestnicząca w Koalicji straciła aż 280 000 głosów. Na pewno część głosów przeniosła się na Wiosnę Roberta Biedronia – szczególnie, że do Zjednoczonej Lewicy należało również ugrupowanie Janusza Palikota zbliżone profilem ideowym do Wiosny. Patrząc szerzej na obóz lewicowy w Polsce trzeba również odnotować stratę partii Razem. Młoda lewica straciła 380 000 wyborców względem roku 2015.

Wróćmy jednak do wyniku Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Czy starta dużej części wyborców wpłynęła negatywnie na stan posiadania mandatów w PE? Nie! SLD utrzymało swój stan posiadania i wciąż ma 5 eurodeputowanych. Przewodniczący Czarzasty musi złożyć gratulacje Grzegorzowi Schetynie. Bez niego to by się nie udało.

***

Podsumowując – projekt Koalicji Europejskiej okazał się katastrofą. Nie dał upragnionego zwycięstwa. Strata pięciu mandatów przez Platformę to poważny cios dla Grzegorza Schetyny. Jarosław Kaczyński może za to świętować. PiS nigdy w historii nie osiągnęło tak wysokiego wyniku w liczbach bezwzględnych, a żadna partia w historii III RP nie uzyskała w żadnych wyborach tak dobrego wyniku procentowego. Kąsanie PiS przez Konfederatów nie okazało się tak skuteczne, jak chcieliby narodowcy i wolnościowcy. Teraz wystarczy, by PiS dalej podbierało wyborców od Kukiza i Kosiniak-Kamysza, a stabilna i samodzielna większość Zjednoczonej Prawicy będzie jesienią niezagrożona.