Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konstanty Pilawa  5 września 2019

Nadchodzi koniec ery porno?

Konstanty Pilawa  5 września 2019
przeczytanie zajmie 8 min

„Jednego można być pewnym – pornografia nie zniknie, nawet gdyby postanowiono wprowadzić globalną prohibicję pornograficzną. Zbyt wiele potrzeb zaspokaja, zbyt wiele szczęścia i satysfakcji seksualnej zapewnia” – stwierdza Lech Nijakowski w autorskim studium historii pornografii. Czy rzeczywiście jesteśmy skazani na absolutną hegemonię kultury plastikowej nagości i depresyjnego onanizmu?

Aby poznać skalę problemu, wystarczy przeczytać wywiad z Mateuszem Golą, specjalistą ds. kompulsywnych zachowań seksualnych, który zarysował dramatyczny obraz amerykańskiego społeczeństwa. 5 milionów tamtejszych obywateli jest uzależnionych od pornografii, a następne 17 zauważa negatywne konsekwencje i problemy wynikające z oglądania porno. To jedynie deklaracje, więc rzeczywiste liczby mogą być jeszcze większe. Trudno bowiem uwierzyć, że wszyscy odpowiadający na pytania ankietera przyznają się do zbyt częstych porno-onanistycznych praktyk lub w ogóle dostrzegają problem.

Oznacza to, że ogromna liczba ludzi w samych tylko Stanach– odpowiadająca populacji Litwy, Łotwy i Estonii razem wziętych – kilkadziesiąt razy w tygodniu masturbuje się do niewyczerpanej listy rodzajów, zawsze dostępnych pod ręką, materiałów pornograficznych. Codziennie więc osoby te poświęcają nawet do kilku godzin na karmienie swojej „silikonowej duszy” zastrzykami łatwej dopaminy – lekarstwa na stres, zmęczenie, kryzysy w związku.Skala problemu już jest większa od hazardu, który szczególnie w tamtejszej kulturze kasyn jest tradycyjną chorobą Amerykanów.

Druga statystyka to rosnąca w trybie wykładniczym oglądalność Pornhuba, czyli najpopularniejszego na świecie serwisu oferującego porno treści. W 2018 r. witrynę odwiedzono 33,5 miliarda razy, 100 milionów użytkowników codziennie korzystało z serwisu,udostępniono na stronie prawie 5 milionów nowych filmów. Porównanie z poprzednimi latami ilustruje skalę rosnącej popularności serwisu. W 2007 r. Pornhub oglądało milion osób dziennie. Rok później liczba skoczyła pięciokrotnie, a w 2015 r. stronę odwiedziło już 50 milionów użytkowników. Jako ciekawostkę można dodać, że w rankingu miast Pornhuba, Warszawa zajęła wysokie 12. miejsce, więc i Polacy nie są wolni od porno-problemów.

Wszystko to powoduje, że międzynarodowe środowisko medyczne wpisało tzw. kompulsywne zachowania seksualne do międzynarodowej klasyfikacji zaburzeń i chorób ICD-11. Główną przyczyną okazały się badania demonstrujące psychologiczne i społeczne konsekwencje masturbacji,w zdecydowanej większości przypadków połączonej z oglądaniem pornografii. Rozpad związków, brak kontroli czasu, impotencja, stany lękowe i depresyjne to jedne z najczęściej wymienianych objawów wskazywanych przez samych badanych.

Dość diagnozy, teraz odrobina futurologii.

Przyszłość to porno w rozszerzonej rzeczywistości?

Dwójka starych przyjaciół dobiegających czterdziestki odpala remake starej gry wideo pamiętanej jeszcze z czasów studenckich. Nowa wersja różni się jednym elementem. Postaci nie poruszają się dzięki obsługiwanym ręcznie kontrolerom, ale małemu urządzeniu przyczepionemu do skroni. Tak rozpoczyna się jeden z odcinków nowego sezonu serialu Black Mirror. W sumie nic nadzwyczajnego. Po chwili jednak starzy znajomi odkrywają, że pełne uczestnictwo w idealnym symulakrum stwarza również nowe możliwości. Już nie tylko da sięwalczyć z niemal rzeczywistym przeciwnikiem, odczuwając przy tym symulację bólu i wysiłku. Po chwili kuso ubrana wojowniczka zaczyna całować swojego niedoszłego przeciwnika. Panowie rozpoczynają grę w hiper-rzeczywisty seks – bardziej satysfakcjonujący, realizujący wszystkie fantazje i to całkowicie, choć tylko przez pewien czas, anihilujący prawdziwą rzeczywistość. Szybko wpadają w uzależnienie od cyfrowych, choć rzeczywistych orgazmów.Zaczynają cierpieć na zaburzenia potencji w kontaktach z prawdziwymi partnerkami, a ich związki niemal się rozpadają.

Czy to prawdopodobny scenariusz?Czy zamiast walczyć z pornografią, wejdziemy w jej nową erę, gdzie na poziomie behawioralnym nie będziemy potrafili odróżnić fikcji od rzeczywistości? I wszystkie wyżej wspomniane kwestie nie tylko będą negatywnie wpływać na psychikę oraz relacje uzależnionych, ale już zawsze wygrywać konkurencję z prawdziwym seksem? Do pewnego stopnia to już część naszej rzeczywistości. Technologia VR dostępna nawet na darmowym PornHubie czy coraz bardziej popularne seks-roboty mogą przekształcić świat w serialowy scenariusz. Ale czy jest to nieuniknione?

Niekoniecznie. Można bez większego trudu odnaleźć kilka argumentów podważających tak popularne dziś opinie. Po pierwsze – popkultura. To ona może stanowić jakiś argument za porzuceniem pesymistycznych scenariuszy. Proponuje bowiem pewien wzorzec rozumienia rzeczywistości, więc i odzwierciedla nasze lęki. Black Mirror jest dobrym przykładem tendencji, którą możemy obserwować we współczesnej kulturze popularnej. Po zachwytach i nadziejach przełamywania kolejnych ograniczeń nadszedł teraz czas na pesymistyczną przyszłość widzianą z perspektywy technologii. Dyskutowaliśmy na ten temat w 49. numerze Pressji. Skoro lęki dotyczące przyszłości są tak wyraźne i powszechne, to można oczekiwać również większej ostrożności przy projektowaniu następnego, cudownego wynalazku.

Naiwność? Niekoniecznie. Za popkulturą idzie również rosnący sceptycyzm wśród naukowców czy przedsiębiorców, a także świata polityki. Przykładowo,po skandalu wywołanym przez firmę Cambridge Analitica pojawiły się głosy sugerujące potrzebę powołania czegoś na kształt technologicznego odpowiednika lekarskiej przysięgi Hipokratesa, decentralizacji internetu czy wcześniejunijnego RODO, które miało pomóc w przywróceniu użytkownikom Sieci prawa do prywatności.

Kilka miesięcy temu w krakowskiej siedzibie Klubu Jagiellońskiego odbyło się spotkanie z Januszem Filipiakiem, prezesem Comarchu – firmy specjalizującej się we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań do zarządzania przedsiębiorstwami. Filipiak był ewidentnie przerażony (i próbował przerazić wszystkich na sali) współczesnymi możliwościami profilowania klienta. Przyznam, że brzmiało to dość dziwnie w ustach prezesa największej polskiej firmy zajmującej się e-commerce.

Sceptycyzm ziejący zarówno z domeny popkultury, jak i świata przedsiębiorców, współczesnej nauki oraz rozwiązań prawnych każe wątpić w realność skoku w kolejny etap porno-kultury dzięki bezrefleksyjnemu wykorzystaniu nowych technologii. Tym bardziej, że rośnie społeczna świadomość problemu, a polityka zaczyna walczyć z porno-światem.

Scenariusz alternatywny –sprzeciw wobec porno to nowa hipsterka

Może być zupełnie inaczej. Alternatywa wobec rzeczywistości, przed którą przestrzega popularny serial, może oznaczać pojawienie się pewnej kontrrewolucji na poziomie prawnym oraz kulturowym, i to z wykorzystaniem nowych technologii.

Wyobraźmy sobie, że 8 lat po wprowadzeniu w 2017 r. w Wielkiej Brytanii zobowiązania obligującego dostawców internetu do weryfikacji wieku wszystkich użytkowników stron pornograficznych, nakaz ten wreszcie zaczyna być skutecznie egzekwowany Jakakolwiek porno-treść wymaga podania danych z dowodu osobistego lub karty płatniczej. Skuteczność egzekucji prawa, zakładającego duże grzywny dla tych dostawców internetu, którzy sprzeniewierzają się przepisowi, zachęca kolejne kraje do stymulowania miękkiej prohibicji materiałów pornograficznych. Na samym Zachodzie zakaz rozpowszechniania porno-treści nie dotyczy już tylko Wielkiej Brytanii, Islandii i Litwy, ale rozciąga się na wszystkie kraje starej i nowej Unii, a także Stany Zjednoczone. Również na poziomie prawa wtórnego Unii Europejskiej przez rozszerzenie interpretacji 62. artykułu Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej państwa uzyskują wolną rękę w sprawie utrudniania dostępu nawet do miękkiego porno.

Zmiany w prawie poprzez dopuszczanie praktyk ograniczających wolność stają się funkcją zmian obyczajowych. Do kampanii sprzeciwiających się paleniu papierów oraz tych walczących z alkoholizmem dołączają postulaty porno-wstrzemięźliwości. Rośnie świadomość społeczna nałogu. Ludzie zaczynają postrzegać uzależnienie od pornografii i masturbacji jako analogiczne schorzenie do alkoholizmu i narkomanii. Państwa i organizacje międzynarodowe zaczynają wydawać olbrzymie pieniądze na kampanię społeczne walczące z hegemonią porno-kultury. Światowe uznanie i niepodważalną renomę zyskują badania przeprowadzone przez wspomnianego już polskiego naukowca, Mateusza Golę, według którego skutek długotrwałego uzależnienia od porno przynosi analogiczne zmiany na poziomie neuronowym do tych, które można zaobserwować jako efekt uzależnienia od hazardu.Powstaje pomysł ograniczenia nagości w przestrzeni reklamowej, co bardziej konserwatywne kraje zakazują billboardów z modelkami zachęcającymi do zakupu bikini oraz audiowizualnych reklam nęcących wzrok erotyczną bielizną.

Stopniowo rosną w siłę internetowe społeczności sprzeciwiające się dominującej porno-kulturze: społecznośćNoFap (obecnie 455 tysięcy członków na Reddicie), Pornfree (aktualnie 94 tysiące na Reddicie) czy YorBrainBalanced (na ten moment 21 tysięcy dyskutantów na forum). Wstrzemięźliwość od pornografii i masturbacji to nowy ruch społeczny proponujący konkretny lifestyle – zbuntowany przeciwko kulturze porno, zachęcający do medytacji lub wytężonego wysiłku fizycznego, zorientowany na budowanie pozytywnych relacji między partnerami seksualnymi, walczący z seksistowskim obrazem kobiet sprzedawanym w obiektywie pornografa, zrzeszający tak samo katolików, jak i feministki, alt-rightowców oraz Świadków Jehowy. Nie trudno wyobrazić sobie w niedalekiej przyszłości stumilionową rzeszę ludzi gotowych pójść na wojnę z kulturą porno.

Bataille, Foucault, Sontag

Były argumenty z diagnozy obecnego status quo i alternatywnej rzeczywistości, które wykorzystywały popkulturę, rozwiązania prawne, rosnące w siłę społeczności internetowe oraz wzrastający sceptycyzm dotyczący wpływu nowych technologii na ludzkie życie. Teraz czas na argument filozoficzny korzystający z refleksji George’a Bataille’a, Michela Foucaulta oraz Susan Sontag. Wszyscy oni – choć w różnych kontekstach –próbowali opisywać dynamikę historii seksualności oraz pornografii.

Zacznijmy od pierwszego z wymienionych, którego śmiało można nazwać „bożkiem porno-kultury”. Urodzony jeszcze w XIX w. filozof i literat nie doczekał już czasów rewolucji seksualnej końca lat 60. poprzedniego stulecia. Skandalista, twórca literatury pornograficznej, a także autor koncepcji literatury transgresji. Jego utwory – jak chociażby Historia oka opublikowana w 1928 r. – nadal mogą szokować. Autor wywarł duży wpływ na następne pokolenia znanych francuskich intelektualistów, takich jak:Derrida, Sartre czy wzmiankowany niżej Foucault.

Istotą koncepcji antropologicznej Bataille’a jest wspomniana transgresja, czyli nieustanne dążenie do przekraczania ustalanych granic i społecznych konwenansów.Historię seksualności napędza zakaz oraz występowanie przeciw niemu.Oznacza to podważanie norm obyczajowych zinternalizowanych uprzednio– utratę kontroli nad sobą, a więc i utratę podmiotowości. Najpełniej koncepcja ta realizowana jest przez akt płciowy. W tej optyce orgazm to „mała śmierć” – a seks to dążenie do śmierci. Co ciekawe, nie można pomyśleć transgresji bez istnienia zakazów i nakazów moralnych. Człowiek bez zewnętrznych imperatywów byłby pozbawiony transgresji. Dlatego totalnie wyzwolony seks byłby, zdaniem francuskiego skandalisty,po prostu niemożliwy.

W ramach tak pojmowanej seksualności właściwie nie ma miejsca na jakąkolwiek relacyjność. Jestem JA, GEORGE BATAILLE, który poprzez stosunek płciowy dochodzi do granicy własnego bytu, przekracza siebie, czując paradoksalnie – poza granicą podmiotowości – pełnię własnego człowieczeństwa. W tak rozumianym akcie seksualnym nie ma miejsca na drugą osobę, na oddanie, na czułość i altruizm. Nie jest to żadna wysublimowana interpretacja. Bataille przyznaje to wprost. Dla przykładu: „Związek małżeński nie pozostawia możliwości uczynienia z małżonki uświęconego przedmiotu pożądania”. Antykatolickości tej koncepcji dopełnia jeszcze jeden cytat: „W ramach chrześcijaństwa to co nazywam transgresją, nosi nazwę grzechu. Grzech jest winą, jest tym, co nie powinno mieć miejsca”. Właśnie taka jest pornografia – jest wykroczeniem przeciwko czystości, manifestacją egotyzmu, jedną z nazw grzechu.

Przekroczenie norm? Właśnie tutaj tkwi dziś największy paradoks. Skoro 80% mężczyzn raz na tydzień ogląda pornografię, to właśnie pornografia staje się normą. Jeśli logika historii seksualności pozostanie zachowana i Bataille co najmniej tutaj się nie myli, to jedynym przekroczeniem byłaby dzisiaj jakaś nowa forma pruderii.

Michel Foucault sprowadził rozważania Bataille’a do historycznego konkretu. Jego zdaniem od XVII w. istniał w Europie system surowych zakazów moralnych, połączony z logiką zyskującej z wolna przewagę burżuazji. Przełom przyniosła freudowska psychoanaliza, gdzie – wskutek jej popularności –przekraczano kolejne normy.Zaakceptowano związki pozamałżeńskie, ograniczono piętnowanie homoseksualizmu, w końcu zaczęto masowo promować antykoncepcję, znosząc z seksu „ciężar prokreacyjnej wyłączności”, zaczęto też na poważnie analizować sferę seksualną dzieci.

Foucault przekonywał, że niezależnie od historycznego czasu seksualnością, oprócz mechanizmu represji, rządzi również nadpobudliwość dyskursu: bez względu na to, czy Kościół przymuszał do dokładnych spowiedzi z tzw. grzechów przeciwko czystości i kultem obnażania się w prawdzie przez spowiednikiem, czy późniejszy libertyn jawnie naigrywał się z parafialnej pruderii, to temat seksu (lub jego kompulsywnego ograniczania) zawsze stanowił istotny fragment opisywania rzeczywistości.

I znowuż: jeśli taki schemat można uznać za uprawniony, to mechanizm represji wciąż istnieje, ale ulega odwróceniu. Represji ulegają bowiem nieliczne sfery wolne od dyskursu „wyzwolonego seksu”. Seks, jak w epoce wiktoriańskiej zakaz mówienia o seksie, zdominował język. Pornografizacja wszechobecnej kultury masowej i reklamy pochłania kolejne obszary życia. Seks intymny, żeby nie rzecz bluźnierczo – domowy, stał się oksymoronem. Manifestem odmienności, awangardowym radykalizmem. Wezwaniem do transgresji. Logika historii seksualności pozostaje niezmienna, lecz treść buntu ulega totalnemu przewartościowaniu.

Na koniec tego wątku Susan Sontag i jej hippisowski manifest, czyli Wyobraźnia pornograficzna – tekst powstały w przededniu seksualnej rewolucji‘68 . Hasła takie jak Make love, not war brzmią w tym kontekście dość dziwacznie. Sontag starała się dowartościować pornografię jako integralną część sztuki współczesnej. Ciekawszymi wątkami wydają się próby zdefiniowania współczesnego artysty, a po drugie – fizycznej miłości. Sontag powiada, że „nowoczesny artysta to komiwojażer sprzedający szaleństwo”, a także: „miłość fizyczna przypomina bardziej atak epilepsji niż spożywanie posiłku czy rozmowę”. Jakie to charakterystyczne i tak nieznośnie łączące się z omówionymi wyżej refleksjami klasyków francuskiej literatury współczesnej i psychoanalizy. Dodatkowo – pełna zgoda. Właśnie tak wygląda to współcześnie. Ale jeśli dziś normą jest pornografia, to kimże ma być artysta pornograficzny? Najpewniej nudziarzem i epigonem.

Prawdziwy komiwojażer szaleństwa to dziś czołobitny konserwatysta dorysowujący roznegliżowanym billboardom brakujące ubrania i napominający na deskach teatru o przyzwoitość. To człowiek, który walczy z seksem pojmowanym jako atak epilepsji na rzecz seksu jako intymnej rozmowy – relacji, uczucia i wzajemnego poszanowania.

***

Czy to wszystko majaki „niepoprawnego konserwatysty”? Być może, ale równie nieuprawniona jest argumentacja z determinizmu, według której przyszłość może być tylko jedna i jej kształt wyznaczają: jeszcze więcej porno i jeszcze mniej związków na całe życie. Skoro epoki „seksualnej frywolności” przeplatają się z konserwatywnymi kontrrewolucjami, co przyznaje nawet cytowany na początku ultra-liberalny Lech Nijakowski, to dlaczego w XXI w. miałoby być inaczej? Trudno wyrokować. Jednak równie problematyczne jest stwierdzenie, że technologia do reszty zawładnie naszą seksualnością, nie pozostawiając przestrzeni na pruderyjny bunt.