Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rojek: Jestem filozofem polskim, więc mam obowiązki polskie

„Dziś często autorytet akademii jest używany w mediach, ale nie wprowadza żadnej nowej jakości. Nie o takie zaangażowanie mi chodzi. Autentycznie czuję, że jestem filozofem polskim, więc mam obowiązki polskie. Trzeba być responsywnym na to, co się dzieje i podejmować tę odpowiedzialność. Nie chodzi o to, żeby zajmować się tylko publicystyką, natomiast trzeba brać pod uwagę tę hipotekę, którą ma działalność akademicka. Ona niesie pewną odpowiedzialność w stosunku do świata.” – m.in. stan polskiej debaty publicznej oraz rolę polskiego inteligenta w programie Sądy Przesądy komentował Paweł Rojek.

„Klub Jagielloński to idealne miejsce na tego typu działalność. W tym środowisku odbywają się takie debaty, które są nie do pomyślenia poza nim. Próby rozmowy, które zupełnie idą w poprzek podziałom politycznym czy kulturowym, które mamy na powierzchni. I teraz pojawia się pytanie: Jak można to doświadczenie przenieść do mainstreamu? Kiedy zetknąłem się z Klubem Jagiellońskim i „Pressjami”, to zauważyłem coś bardzo ważnego. Mianowicie, że przygotowanie filozoficzne dążące do wprowadzenia porządku w debacie publicznej może być rodzajem służby wspólnocie. Myślę, że trzeba bardzo uważać z fetyszyzowaniem nauki dla nauki. Nauka jest zakorzeniona w jakiejś wspólnocie; pełni pewną funkcję i nie powinniśmy od tego uciekać. Na uniwersytecie często zapomina się o misji tej instytucji. Nie chodzi o to, że po prostu zarabiamy tam pieniądze, to jest przecież rodzaj publicznej służby”– stwierdził Rojek.

Zapytany o swoją pierwszą książkę, Semiotykę Solidarności, były naczelny Pressji stwierdził: „»Solidarność« ze swej istotny była pluralistyczna, dopuszczała wielość głosów; ostentacyjnie była gotowa na to, żeby zbierać i wyrażać wszystkie wątki, które się pojawiały. Natomiast w kontraście mieliśmy partię, która miała wizję ideologiczną, której wszystko było podporządkowane. Opis rzeczywistości był już nasycony tą wizją i nie dało się od tego uciec. Ostatecznie konkluzja była taka, że model solidarnościowy to jest pewna struktura wspólnoty demokratycznej. To dzisiaj może być dla nas wzorem, a pisałem tę książkę w 2009 roku. Ten dychotomiczny podział dyskursu przeżarł cały współczesny świat. To też idzie trochę w poprzek podziałów politycznych, ponieważ najwyraźniej tezę o tym, że »Solidarność« była dziedzicem dyskursu komunistycznego, pokazała Jadwiga Staniszkis, osoba z wewnątrz »Solidarności«. Ja ją w tej książce bardzo krytykowałem i starałem się pokazać, że to jest interpretacja niewłaściwa”.

Natomiast pytany o najgłośniejszą swoją pracę tłumaczył, że: „Awangardowy konserwatyzm jest trochę rozwinięciem, a trochę podsumowaniem pewnego etapu pracy „Pressji”, ale już wyłącznie na moją odpowiedzialność. To jest absolutnie zakorzenione w tym właśnie doświadczeniu. Pytano mnie już wielokrotnie o tę książkę i zawsze odpowiadam, że ostatecznie celem jest „wskrzesić Polskę i zbawić świat” (śmiech). To hasło emigracji po powstaniu listopadowym, gdzie pojawiła się samoświadomość tego, że Polska to jest wielka rzecz, że to nie jest tylko państwo i naród. To jest pewien sposób na urządzenie życia społecznego. W tamtych czasach to było bardzo rewolucyjne. Polacy byli na froncie każdej rewolucji w Europie i kierując się pewnym wyobrażeniem życia społecznego, które przypisywano dawnej Polsce, chciano urzeczywistnić ten idealny model. I to jest właśnie ta idea polska. To jest inspirowanym chrześcijaństwem bardzo wolnościowy i inkluzywny pomysł na zbudowanie wspólnoty.

„Mamy to dziedzictwo, które jest słabo znane, ponieważ przez wiele lat komunizmu i II RP zostało to zaniedbane; duże siły starały się o to, żeby to było gdzieś na marginesie. Pojawia się pytanie, jak dzisiaj wykorzystać to dziedzictwo? Moja teza jest taka, że tak naprawdę te wyobrażenia Polaków o idealnym społeczeństwie z przeszłości, one mogą nam pomóc odbudować pewną wspólnotę wewnątrz naszego kraju, ale też wspólnotę historyczną. Jak czytam ten sławny tekst prof. Legutki Esej o duszy polskiej, o traumie zrywanej ciągłości historycznej, to nadal uważam, że ideowa polskość może nam zrekompensować brak ciągłości na poziomie biograficznym, pamięci indywidualnej, rodzinnej czy zborowej. Zawsze jest możliwość nawiązania do tych idei. Druga sprawa to jest zbawienie świata. Stawiam hipotezę, że te wyobrażenia, dzisiaj w później nowoczesności, w sytuacji, kiedy tyle mitów się już rozbiło, gdzie widzieliśmy krach projektów sekularnego czy odwołujących się do nacjonalizmu, że tam być może jest pewne rozwiązanie, które może być aktualne dzisiaj. Może by je spróbować zrewitalizować, inspirować i zaproponować inny, alternatywny model, jakąś nową propozycję” – podkreślał dr Rojek.

Liturgia dziejów, to następna książka byłego naczelnego „Pressji”. Autor poproszony o komentarz do niej, stwierdził: „Obecnie w Polsce dyskusja o mesjanizmie to wielkie ryzyko. Trzeba było ogromnej pracy intelektualnej i interpretacyjnej, żeby jakoś to sobie uporządkować. W tym szerokim nurcie romantyzmu polskiego były bardzo dziwne rzeczy, jak peregrynacja dusz, abstynencja. Chodziło mi jednak przede wszystkim o ten wyrafinowany, filozoficzny mesjanizm. Chciałem też przyjrzeć się konfrontacji tego sposobu myślenia ze współczesną teologią. Bardzo często krytycy oraz przeciwnicy Kościoła, religii czy katolicyzmu wcale nie mają pogłębionej wiedzy na temat tego, co się dzieje w współczesnej teologii. Idąc tropem zupełnie zapomnianej zakonnicy, sostry Emilii Ehrlich, bliskiej współpracowniczki Jana Pawła II, chciałem pokazać, że polski papież był kontynuatorem polskiego mesjanizmu. Okazuje się, że bardzo wiele z tego, co mówili nasi filozofowie i poeci w XIX wieku, to jest coś, co Kościół wypracował i przyjął w okresie drugiego soboru watykańskiego. Wtedy księgi pielgrzymstwa [Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego A. Mickiewicz] były na indeksie ksiąg zakazanych. Natomiast dzisiaj, aby to ocenić, trzeba wziąć pod uwagę rozwój doktryny. Po pierwsze, wskazanie na ziemski wymiar, że religia łączy się też z pewną formą życia i społeczności, z tym co się dzieje w doczesności. A z drugiej strony ma wymiar zbiorowy: religia nie obejmuje ludzi indywidualnych, ale wspólnoty. Obie te rzeczy mamy w polskim mesjanizmie”.

Rojek zestawił również mesjanizm polski z żydowskim, podkreślając uniwersalizm zarówno tego pierwszego jak i drugiego: „Mesjanizm ma korzenie żydowskie. Te polskie XIX-wieczne wyobrażenia mesjanistyczne, które podkreślały ziemskość, bo religia musi też mieć ten wymiar doczesny, to ma być pewna forma gospodarcza i polityczna czy społeczna chrześcijaństwa, a to zbliża nas do wyobrażeń żydowskich. W chrześcijaństwie bardzo długo żywa była interpretacja, że mesjanizm ma wymiar duchowy, nie wiąże się z żadnymi kwestiami doczesnymi, a przecież Żydzi potrzebowali i szukali tego komponentu doczesnego, szukając wśród siebie mesjasza. Polski mesjanizm jest polski, ponieważ ujawnia się w Polsce. Jeśli mesjanizm ma coś wspólnego z dziedzictwem chrześcijaństwa, to jego polskość jest kwestią tego, gdzie on się pojawił, a nie jaki jest jego charakter. To jest idea absolutnie uniwersalistyczna, ale została przypomniana tutaj. Wszyscy autorzy, którzy poważnie się tym zajmowali, pisali o mesjanizmie w wymiarze uniwersalistycznym, nie ma żadnego ekskluzywizmu polskiego. Jak popatrzmy na historię idei, to narodowa demokracja się mesjanizowała i uniwersalizowała w swoim rozwoju”.

„Autentycznie jesteśmy dzisiaj w uprzywilejowanej sytuacji. Po raz pierwszy od XVIII wieku mamy w Polsce pokolenie, które urodziło się w wolnym państwie. To jest sytuacja w skali naszego narodu absolutnie wyjątkowa. Teraz jest ten moment otwarcia. To, co jest wielkim zadaniem, w którym w jakimś stopniu mogę uczestniczyć, to przyjrzenie się temu wielkiemu dziedzictwu kulturowemu, które wyprodukowaliśmy. Trochę z taką intencją, żeby zobaczyć co tam jest – teraz możemy już o tym swobodnie mówić, bo nie mamy obcej stopy na gardle, nie musimy się teraz usprawiedliwiać albo stawiać się w dobrym świetle. Naprawdę możemy się teraz zmierzyć z naszym dziedzictwem, a to jest niezbędne do tego, żeby zobaczyć, co właściwie tam mamy, jak to możemy wykorzystać i jak możemy to rozwijać. Moim zdaniem tam są świetne rzeczy, które dzisiaj, w naszej sytuacji globalnej, filozoficznej, społecznej kulturowej, mogą być inspiracją do zrobienia czegoś dobrego” – optymistycznie podsumował swój występ Rojek.