Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Musiałek: Polski samochód elektryczny to nieuzasadniony pomysł

„Jesteśmy sceptyczni w stosunku do pomysłu na polski samochód elektryczny, widzimy tu więcej ryzyk niż korzyści. Oczywiście to nie jest projekt skazany na porażkę, ale uważamy, że ryzyko jest tak duże, że całe przedsięwzięcie jest nieuzasadnione” – o wnioskach płynących z raportu „Z prądem czy pod prąd? Perspektywy rozwoju elektromobilności w Polsce” mówił w rozmowie z Jakubem Wiechem z portalu energetyka24.com dyrektor zarządzający CAKJ Paweł Musiałek.

„Kluczową barierą w popularyzacji samochodów elektrycznych jest dla nas cena. Elektryki są mniej więcej dwa razy droższe niż te z silnikami spalinowymi. Do tego dochodzi ograniczona funkcjonalność ze względu na niewielką liczbę stacji ładowania. Te problemy dotykają rynku elektromobilności nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie. Niemcy nie zrealizowały swoich planów dotyczących samochodów elektrycznych, ponieważ tamtejszy konsument patrzył jednak w pierwszej kolejności na cenę” – wyjaśniał Musiałek.

„Naszym zdaniem okres, w którym samochody elektryczne nie będą mogły konkurować z samochodami spalinowymi rozciągnie się jeszcze na co najmniej dekadę. I w tym czasie nie da się spopularyzować tych pojazdów na polskich drogach bez dopłat. Tu pojawia się pytanie: co rząd powinien zrobić w tym przejściowym okresie? Naszym zdaniem rząd popełnia błąd sztucznie stymulując popyt na te samochody m.in. wprowadzając prawo, które wymusza na samorządach zakupy samochodów elektrycznych. Uważamy, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Za te pieniądze można kupić samochody tańsze auta niskoemisyjne, gdzie koszt ekologiczny jest dużo tańszy niż w przypadku elektryka. Według nas, rząd od razu chce się przesiąść z Poloneza do Mercedesa. To błąd, ponieważ jest wiele pośrednich rozwiązań, które dają lepszy bilans zysków i kosztów” – argumentował.

”Rząd postawił sobie cztery cele w zakresie elektromobilności, które zawarte są w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Trzy z nich oceniamy pozytywnie. Zgadzamy się, że wprowadzenie elektromobilności na szeroką skalę spowoduje poprawę jakości powietrza, choć wciąż powinniśmy pamiętać, że problem ten wynika przede wszystkim z niskiej emisji, a nie z transportu. Po drugie, elektromobilność poprawi nasz bilans handlowy, ponieważ będziemy importować mniej ropy i korzystać z energii elektrycznej wytwarzanej w Polsce. Trzecia kwestia to poprawa bilansu polskich firm energetycznych, które zmagają się z tzw. doliną nocną, czyli spadkiem zapotrzebowania na energię elektryczną w nocy” – powiedział dyrektor zarządzający CAKJ.

„Jest też jednak czwarty cel, co do którego mamy pewne wątpliwości – chodzi mianowicie o pobudzenie przemysłu. Uważamy, że owszem, w sektorze autobusów ten bodziec rozwojowy w postaci narzędzi, które państwo stosuje może być atrakcyjny i dać producentom nową dźwignię wzrostu. Inaczej jest w segmencie samochodów osobowych. Uważamy, że sektor automotive w Polsce jest dość duży, ale składa się głównie z podwykonawców dużych koncernów. Dlatego jesteśmy sceptyczni w stosunku do pomysłu na polski samochód elektryczny, widzimy tu więcej ryzyk niż korzyści. Oczywiście to nie jest projekt skazany na porażkę, ale uważamy, że ryzyko jest tak duże, że całe przedsięwzięcie jest nieuzasadnione. Dlatego naszym zdaniem ten ostatni cel jest kontrowersyjny. Spróbujmy najpierw w sektorze autobusów, a jak wyjdzie będziemy myśleć co dalej” – podsumował Musiałek.