Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Noblista Jon Fosse – prorok chrześcijaństwa jutra?

Noblista Jon Fosse - prorok chrześcijaństwa jutra? autor ilustracji: Julia Tworogowska

Postchrześcijańska mistyka, Bóg odnaleziony w ciszy i ciemności, jednostkowe przeżycie przedkładane ponad poczucie wspólnoty, a to wszystko połączone z konwersją na katolicyzm i zachowywaniem tradycyjnych rytuałów. Czytając Jona Fossego, najnowszego laureata Literackiej Nagrody Nobla, odnajdujemy niezwykły obraz chrześcijaństwa jutra.

Pisarstwo religijne jest rzeczą trudną. Bardzo trudną. A opisywanie doświadczenia wewnętrznego, przeżywania wiary i relacji z absolutem jest jeszcze trudniejsze. Być może stanowi jedno z największych wyzwań dla chwytających pióra w dłonie, gdyż wiąże się z oddaniem dyskursywnie czegoś, co nie jest w pełni uchwytne zmysłowo i racjonalnie. Jest próbą opisania głosu, którego nie słychać bezpośrednio, a takim jest głos Boga.

Sytuacja ta kojarzy mi się z wędrowaniem się we mgle, ciągłym błądzeniem, z walką z cieniami oraz majaczeniami zwodzącymi człowieka poszukującego tego właściwego głosu. Pułapkami, które czyhają na piszącego o Bogu, są największe zmory pisarzy: kicz, banał, truizm, powielanie spostrzeżeń innych, banalizacja doświadczenia, wreszcie przerost formy, który doświadczenie sprawia absurdalnym, groteskowym lub śmiesznym.

Mglistość jest także rzeczownikiem, który nieodłącznie mi towarzyszy, gdy myślę o wydanym niedawno po polsku Drugim imieniu, dziele Jona Fossego, literackiego noblisty z 2023 r. Jego literatura nie jest dla każdego. Analogicznie do mgieł – jedni się w nich gubią, a inni nie, wręcz się nimi rozkoszują. Przypominający strumień świadomości styl Norwega, z powszechną w nim melancholią i oszczędnością słowa, wprowadza człowieka w trans, który jednych uśpi, a drugich pobudzi do zadumy.

Główny bohater powieści wielokrotnie pyta siebie: „Czy to się dzieje naprawdę? Czy też tylko myślę, że się to dzieje? A może po prostu wspominam coś, co już się wydarzyło?”. Pytania te towarzyszyć będą również czytelnikowi, a wraz z nimi szereg pytań stawianych bezpośrednio przez Norwega, dotyczących przede wszystkim refleksji religijnej. Kierują one czytelnika ku Bogu, gdyż bez niego nie da się pojąć Septologii – otwieranej przez Drugie imię serii powieści Fossego, opus magnum norweskiego pisarza.

Wiara – koło ratunkowe w cierpieniu

Kultura, w tym również literatura, wyrasta zazwyczaj z osobistego doświadczenia, ze swoistych problemów danego autora i z nurtujących go kwestii. Tak jest z tegorocznym noblistą. Niewskazanym przez Fossego tłem i dominującym zjawiskiem jego powieści jest samotność.

Głównym bohaterem Drugiego imienia jest Asle, wdowiec, malarz, alkoholik, konwertyta na katolicyzm. Podobieństwa do Jona Fossego są wielkie, gdyż noblista też był alkoholikiem, a w 2012 r. nawrócił się na rzymski katolicyzm. Literacki Asle zadaje się jedynie z kilkoma osobami, w tym z drugim Aslem, osobą, która jawi się jako jego sobowtór, również jest samotnikiem oraz alkoholikiem.

Główny bohater nie utrzymuje aktywnego kontaktu z dziećmi. Jego samotność ma smak cierpienia, utraty tego, co najważniejsze: miłości, codziennego współbycia, zaufania i pomocy. Nieustannie cierpi po śmierci żony Ales i poszukuje towarzystwa innych ludzi. Wspomnienia o małżonce towarzyszą mu niemal cały czas, nie jest w stanie w pełni pogodzić się z jej odejściem, a poszczególne miejsca oraz przedmioty, jak magdalenka u Prousta, wywołują reminiscencje i ponowne przeżywanie dawnych wydarzeń.

Asle ma świadomość własnej słabości. Samotność sprawia mu ból i czyni kolejne dni jego życia identycznymi. W pewnym momencie powieści bohater powiada, że gdyby nie msza i malarstwo, to nawet Wigilia byłaby dla niego identyczna z każdym innym dniem, a to dlatego właśnie, że przeżywa ją samotnie.

Osłodą oraz światłem, które rozświetliło mgłę życia Aslego, stały się katolicyzm oraz doświadczenie religijne jako takie. Greckie słowo metanoia („nawrócenie”) dosłownie znaczy przemianę umysłu. Życie bohatera stało się właśnie taką metanoją: zmianą nastawienia, która pozwala mu zmienić światopogląd i życie.

Wiara staje się istotnym elementem jego rzeczywistości i zjawiskiem nadającym sensowność egzystencji. Droga ku niej nie była kręta i skomplikowana, wręcz przeciwnie – była prosta i zaczęła się w konkretnym momencie. Asle nie dochodzi do niej racjonalnie, przez poszukiwanie, lecz dzięki zmarłej żonie. Sam przyznaje: „Przeszedłem na katolicyzm, czego raczej bym nie zrobił, gdyby nie Ales”.

Bóg jest podporą malarza, towarzyszy mu, a on ku niemu kieruje swoje akty strzeliste, westchnienia, prośby w momentach trudnych. Bohater tak przedstawia tę relację: „Mam uczucie, że ten smutek mnie dusi, jakbym go wdychał i nie zdołał wydychać, więc składam dłonie, biorę głęboki wdech i mówię w duchu Kyrie, i robię powolny wydech i mówię eleison, i biorę głęboki wdech i mówię Chrystus, i robię powolny wydech i mówię eleison, powtarzam to kilka razy, a oddychanie i słowa sprawiają, że nie wypełnia mnie ten smutek, lęk, nagły lęk, ten smutek, który w lęku tak nagle mnie ogarnął, a teraz ma nade mną władzę”.

Bóg jest siłą troszczącą się o człowieka, ostateczną instancją, ku której można się skierować we własnej rozpaczy. Jest on lekiem, pomocą, a poznawczo zjawiskiem irracjonalnym.

Źródłem religijności Fossego jest doświadczenie upadku, z którego pragnie się podnieść. Nie przypadkiem więc odnajduje siłę w religii, gdyż pragnie Boga, który do człowieka przychodzi i daje mu siłę, pozwala walczyć z alkoholowym nałogiem, chroni przed ponownym upadkiem. Pisarz podsumowuje to słowami: „I myślę, że może jest tak, dlatego, że to w rozpaczy, w ciemności Bóg jest najbliżej”.

Wiara Aslego, a być może i samego Fossego, nie jest ortodoksyjna. Jest paradoksalna. Przede wszystkim ma wymiar egzystencjalny, sprowadza się do osobistej relacji z odnalezionym absolutem, który nadaje wartość życiu. Jednocześnie jest traktowana serio.

Siłą wiary Fossego są jej wątpliwości

Powaga wobec wiary nie oznacza braku wątpliwości, ona się z nimi łączy. Warunkujące ludzki byt doświadczenie egzystencjalne, którego przykłady odnajdujemy w religii, musi oznaczać stawianie sobie pytań i rozwiewanie wątpliwości. Na początkowych stronicach Drugiego imienia Asle zastanawia się: „Myślę, no i myślę, że chrzest, chrzest dziecka, jest dobry, ale że on jest dla ludzi, a nie dla Boga, dla ludzi chrzest może być ważny, a najbardziej dla Kościoła, tak, głównie dla Kościoła, ale dla Boga ważny nie jest”.

W innym miejscu powiada, że zdarza mu się wątpić, czy Chrystus jest Zbawicielem. Zastanawia się też nad naturą wolnej woli, w którą trudno mu wierzyć, albowiem zdaje się ona sprzeczna z wiedzą i rozumem, a także z boską wszechmocą.

Można by powiedzieć, że wiara bohatera noblisty jawi się jako słaba. On jednak dostrzega w tej słabości siłę: „Mimo wszystko da się wierzyć w chrześcijańskie przesłanie, w dobrą nowinę, w ewangelię, o dziwo da się, bo wystarczy tylko zacząć wierzyć i człowiek wierzy, wtedy wiara napływa sama z siebie, tak, jako bezsłowna obecność Boga, tak, może pod postacią twojego anioła, myślę, sam jestem z tych, którzy wierzą, a raczej z tych, którzy wiedzą, chociaż nie potrafię wytłumaczyć dlaczego”.

Chrześcijaństwo Fossego wyrasta z przeżycia religijnego, a nie z namysłu, dlatego też akceptuje irracjonalny komponent własnej religijności. Dogmaty i ortodoksja jawią się jako wtórne wobec religijnego doświadczenia, osobistego spotkania z wszechmogącym i miłosiernym Bogiem, który nie patrzy na ludzi przez okulary rozróżniające na wierzących i niewierzących.

Pismo powiada, że wiara religijna powinna być jak wiara dziecka (Mk 10,13–16). Dzieci bywają ufne, być może wierzą naiwnie, ale ich wiara jest bezgraniczna. Wątpliwości są w niej sprawą drugorzędną. Istnieją, ale wierzy się pomimo nich. Tą drogą podąża Asle, który potrzebuje podpory dla własnej egzystencji. Sztywna ortodoksja krępuje go, gdyż pragnie jak najbardziej osobistej relacji z absolutem.

W dynamice jego religijności obecna jest stałość, wynikająca z nakazów kościelnych, ale i spontaniczność, która nadaje jej osobisty charakter. Bohater uczestniczy w wydarzeniach religijnych, mszach i nabożeństwach. Jednak w czasie modlitwy, oprócz utartych formuł, takich jak różaniec, zwraca się do Boga własnymi słowami.

Ale i tak najbardziej ceni ciszę, brak słów oraz myśli: „Właśnie tę pustą ciszę zwykle nazywam swoją najprawdziwszą modlitwą, tak, wtedy Bóg jest najbliżej, bo to w ciszy można usłyszeć Boga, a zobaczyć Go w tym, co niewidzialne, oczywiście umiem odmówić Pater noster i odmawiam, prawdę mówiąc, codziennie”. Cisza kojarzy się Fossemu z nicością. Gdy milczy, ma poczucie własnej nikłości i ciemności, którą może rozświetlić tylko boska światłość.

Katolicyzm Aslego oraz Fossego ukrywa się w domu, w kościelnym przedsionku, obecny jest w rozmowach, nie ma natomiast wymiaru społecznej ideologii czy doktryny. Nie służy zmianie świata, a raczej przemianie człowieka. Religijności norweskiego pisarza nie cechuje wierność dogmatom, co uwidacznia się w postawie głównego bohatera jego powieści, mającego świadomość różnic między własną wiarą a ortodoksją.

Ta wiara nie jest powinnością, ale spotkaniem z Bogiem. Nie jest też katolicyzmem kulturowym, który może być zewnętrzną twierdzą i bezpiecznym schronieniem przed zmieniającym się drastycznie i szybko światem. Asle każdego dnia odczuwa obecność Boga. Odnajduje go w modlitwie, ale również w sztuce, literaturze i innych aktywnościach.

Namalować niewysławiane

Istotnym autorem, który towarzyszył Fossemu w jego formacji intelektualnej, był średniowieczny mistyk Mistrz Eckhart. To za nim pisarz głosi, a także nakazuje wierzyć Aslemu, że Bóg jest światłością, która objawia się w ciemności – że jest praprzyczyną wszelkiego istnienia. Asle maluje obrazy, a Fosse nimi myśli.

Jedną z istotnych figur Drugiego imienia jest obraz, nad którym bohater pracuje: dwie przecinające się linie układające się w krzyż św. Andrzeja, kontrastujący z malowanym przez Aslego tłem. Symbolizowany przez ten krzyż dualizm światła i ciemności towarzyszy czytelnikowi nieustannie, gdyż jest podstawą tego, jak Fosse postrzega rzeczywistość.

Jednocześnie Bóg jest dla niego niepoznawalny w pełni, myślą nie da się go objąć. Właściwie można go jedynie nazwać, wskazać, spróbować namalować, oddać symbolicznie. Bóg Norwega po prostu jest, a jednocześnie, jak powiada Fosse, istnieje i nie istnieje, gdyż do jego opisu nie można używać ludzkiego języka i pojęciowości.

Asle powiada: „Nikt nie może powiedzieć nic o Bogu, ale można pomyśleć, że bez Boga nic by nie istniało, bo sam Bóg niczym nie jest, jest oddzielony od tego, co stworzone, co zawsze ma jakąś granicę, a On jest poza czasem i przestrzenią, jest czymś, czego nie potrafimy sobie wyobrazić”.

Ale bohater Drugiego imienia mówi też, że źródłem sztuki malarskiej jest doświadczenie. Chce je z siebie wydobyć i przelać na płótno. Pragnie namalować Boga, a jednocześnie nie ma aspiracji poznania go – jedynie go wskazuje, kierując swój pogrążony w ciemności palec ku światłu.

Łatwiej wczujemy się w tę sytuację, gdy sięgniemy po myśl Rudolfa Otta, żyjącego na przełomie XIX i XX w. niemieckiego filozofa i klasyka religioznawstwa. W swojej Świętości pisał, że wiara, świętość i boskość mają wymiar racjonalny (np. wolę, rozum) i irracjonalny. Ten drugi określał poprzez pojęcie numinosum, tajemniczych, całkowicie irracjonalnych cech, tak bardzo przekraczających człowieka, że nie w pełni pojmowalnych.

Numinosum jest pojęciem psychologicznym, odnosi się do przeżywania wiary oraz konkretnych relacji z absolutem jako żywą osobą, nie ma natomiast wymiaru moralnego. W swoich różnych aspektach jednocześnie człowieka przeraża, tak jak groźny i potężny Bóg ze Starego Testamentu, ale i pociąga, jak miłosierny Jezus Chrystus na kartach Ewangelii.

I ten numinotyczny Bóg Fossego jest Bogiem religii, a nie filozofii. Absolut Aslego nie jest bytem metafizycznym. Kieruje ku niemu nie rozum, lecz wiara, irracjonalne doświadczenie zrodzone z potrzeby spotkania z czymś, co nas przekracza. Dziś już nieco zapomniany wielki filozof Max Scheler pisał w swojej Religii i filozofii: „Bóg religijnej świadomości «jest» i żyje wyłącznie w akcie religijnym, a nie w metafizycznym myśleniu o pozareligijnych bytach i rzeczywistościach”.

Bóg filozofii odnajdywany jest przez racjonalny namysł, który pragnie znaleźć podstawę bytu – Pierwszego Poruszyciela z filozofii Arystotelesa, platońską ideę Dobra, czy po prostu ostateczną podstawę rzeczywistości. Jednak Bóg metafizyki nie ma w sobie nic z osoby, nie pochyla się nad człowiekiem, nie pragnie go, sam też nie chce być czczony ani odnaleziony.

Poszukiwać go można dla własnej satysfakcji lub z potrzeby prawdy, jednak czy jest on w stanie przyjść człowiekowi z pomocą? Arystotelesowska myśl myśląca samą siebie czy unosząca się nad wszystkim idea Dobra nie są żywymi, współczującymi osobami.

Nie do Boga filozofów kieruje się Asle. O pomoc w walce z alkoholizmem swojego kolegi prosi żyjącego Boga wierzących. „Bóg religii zwraca swoje spojrzenie na mnie albo na całe narody (w modlitwie intensywniej niż zazwyczaj), raz jest dla mnie łaskawy, a raz na mnie zagniewany z powodu moich grzechów. Bóg metafizyki nie może być taki (…) jest stałym ens, w którym wszystko jest wieczne (ponadczasowe) i konieczne. Bóg religii jest «Bogiem żywym» – w czym wyraża się wszystko, co istotne” dodaje Scheler we wspominanym tekście.

Fosse opisuje absolut oraz religię językiem poetyckim. Ujmuje Boga jako światłość, która rozświetla rzeczywistość. Noblista dodaje: „Ale bez wątpienia kiedy jest najciemniej, najczarniej, to wtedy widać światło, to wtedy można zobaczyć światło, tak więc ciemność świeci, tak, tak, przynajmniej w moim życiu tak było, właśnie w najciemniejszych momentach objawiło się światło i wtedy zaczynała świecić ciemność”.

W innym miejscu pisze: „A ja myślę, że powinienem powiedzieć, że to Bóg jest tą wielką ciszą i że to w ciszy słychać Boga”. Religijność Jona Fossego jest zdecydowanie mistyczna.

***

Postchrześcijańska, zsekularyzowana cywilizacja ma swoje korzenie w wierze i głoszonych przez nią prawdach, których jednak nie wyznaje. Chantal Delsol, współczesna francuska filozofka, powiada, że skończył się czas cywilizacji chrześcijańskiej, ale nie samego chrześcijaństwa. W tych okolicznościach zmienia się jednak jego zadanie, gdyż chrześcijańskie dogmaty nie są już powszechnie wyznawane, a społeczeństwa tracą swój religijny charakter. Francuzka konkluduje więc, że zadaniem chrześcijaństwa staje się fenomenologia, a nie program społeczny, nie konkurujące z innymi narracjami wyjaśnianie świata, a jego zmiana.

Cała powieść Drugie imię jest podobna do modlitwy. O. Wojciech Żmudziński SJ pisze na „Deonie”, że lektura książki przypomina mu odmawianie różańca, ciągłe powtarzanie tych samych słów, tych samych modlitw. Nie ma w tym przesady, bo narkotyczny trans powieści, ciągłe powtórzenia, te same słowa wplatane w wypowiedzi tych samych bohaterów mogą irytować, ale rzeczywiście przypominają religijną medytację czy samotne odmawianie różańca.

Literatura Fossego jest mistyczna i fenomenologiczna, gdyż opisuje osobistą wiarę norweskiego noblisty, a jednocześnie próbuje wydobyć z ciemności to, co jest niemalże niemożliwe do opisania. Idealnie wpisując się w program, Delsol przedstawia samotność dzisiejszego chrześcijanina, który traktuje swą wiarę serio, a jednocześnie ma wątpliwości. Walczy z nimi sam i wierzy pomimo nich, gdyż w religii odnajduje światło rozświetlające ciemność. Fosse i jego Drugie imię są idealnymi emanacjami dzisiejszych trendów kulturowo-cywilizacyjnych.

Jednakże jego punkt widzenia nie jest rozumiany przez ten świat. Åsleik, jeden z bohaterów Fossego, regularnie rozmawia z Aslem i zna chrześcijańską symbolikę, a nawet część religijnych pojęć, a jednak ich nie pojmuje. Być może takie stanie się niedługo współczesne chrześcijaństwo – będzie rozpoznawane, ale kompletnie nierozumiane. Będzie pokazywać światło w ciemności, ale czy będzie w stanie uczynić coś więcej?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.