Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Być może TVP nigdy będzie jak BBC, ale… odważmy się marzyć!

Być może TVP nigdy będzie jak BBC, ale… odważmy się marzyć! autor ilustracji: Julia Tworogowska

Nie wierzę w obiektywne i apartyjne media publiczne. Nie wierzę też w szlachetne samoograniczenie się nowej władzy po to, by nie zbliżyć się do granic przesuniętych przez dobrą zmianę daleko poza obszar przyzwoitości. Minimalistyczne marzenie, na jakie mogę sobie jeszcze pozwolić, to stworzenie w mediach publicznych małego okienka przyzwoitości, w którym chociaż raz w tygodniu spróbujemy się lepiej zrozumieć. Wszystko na wzór filozoficznego eksperymentu z odmienianej w tym kontekście przez wszystkie przypadki brytyjskiej BBC.

Fabryka memów z placu Powstańców

W jednym z podcastów Polityki Insight analitycy zauważyli, że w oczach wielu wyborców dotychczasowej opozycji do powyborczej zmiany w Polsce dojdzie dopiero wtedy, gdy w Wiadomościach TVP albo poranku TVP Info nie przywitają widzów Danuta Holecka i Michał Rachoń.

Jest w tej obserwacji zasadnicza słuszność. Trudno o bardziej wymowny symbol wynaturzeń epoki rządów prawicy niż kształt Telewizji Publicznej w jej informacyjnym wydaniu. Paski grozy i Für Deutschland były chyba najbardziej wstydliwym brzemieniem każdego umiarkowanego sympatyka prawicy. Zapewne stały się też najważniejszym źródłem porażki PiS-u wśród młodych z jednej strony, a niezaangażowanych w plemienne narracje „normalsów” z drugiej.

Mylili się ci, którzy przekonywali, że przecież „tamci telewizji i tak nie oglądają”. By poznać smak żenady z placu Powstańców, telewizyjnych kompromitacji nie trzeba było oglądać na żywo ani nawet w relacjach, którymi raczył nas na Twitterze przez lata prof. Stanisław Żerko. Były zbyt memowe, by nie stały się jednym z najbardziej bolesnych dla prawicy obrazków epoki dobrej zmiany.

Nic dziwnego, że wedle wszelkich badań duża grupa wyborców PiS-u nie mogła tej propagandy zdzierżyć. Ludzie sięgali do oferty Polsatu, a nawet TVN-u, dużo częściej niż wyborcy „twardej” opozycji wobec oferty TVP. Sytuacja działała na korzyść PiS-u, bo przymus oglądania „Wiadomości” i TVP Info zapewne zaowocowałby jeszcze słabszym wynikiem wyborczym partii Jarosława Kaczyńskiego.

Kto wie, czy takiej roli nie odegrała w jakimś stopniu tegoroczna przedwyborcza debata, gdy wielu „normalsów” głosujących wcześniej na PiS zobaczyło nie tylko debatę w standardzie mediów publicznych epoki 2015-2023, ale też dodatkowo premiera z dostosowanym do jej standardów przekazem.

Porzućmy marzenia

Rozprawa z TVP będzie dla nowej władzy prawdziwym rytuałem przejścia. Spodziewam się gorszących scen z udziałem bohaterów obu stron nieuchronnej konfrontacji. Epoka jest inna, więc może „stare” nie wróci koniecznie w formie odnowienia show Tomasza Lisa w czasie najwyższej oglądalności, ale już Beata Tadla pytająca z wyrzutem i zażenowaniem kandydata prawicy, „czy będzie w wyborach głosował na siebie” („Nie, na Palikota” – odpowiedział w 2015 r. Marian Kowalski dużo bardziej błyskotliwie, niż robi to dziś jako regularny gość „odnowionej” TVP), to pewnie kwestia kilku miesięcy.

Nie wierzę w sanację mediów publicznych i ich odpolitycznienie lub apartyjność. Nie postawiłbym złotówki na pomysły zapewnienia ideowego pluralizmu. Nie liczę na realizację reform kreślonych na klubowych łamach przez Jana Pawlickiego ani w ziszczenie się wizji kompromisowych mediów publicznych, formułowanej21 postulatach wyborczych Klubu Jagiellońskiego.

W sferze marzeń zostawiam też własne, największe pragnienie mediów publicznych, które nie uciekają od sporów i podziałów, ale robią to wedle linii podziału innej niż czysto partyjna. Takich, w których wspólnie gospodarzyliby i maglowali swoich gości publicyści z przeciwległych biegunów.

Mediów, w których obok siebie stawaliby erudycyjni i wyraziści Rafał Ziemkiewicz i Jacek Żakowski, gospodarczo spolaryzowani Łukasz Warzecha i Rafał Woś, „filozoficznie” odklejeni od medialnej sztampy Tomasz Kwaśniewski i Krzysztof Skowroński. Wreszcie wpuszczający do polskiej debaty trochę globalnych kontekstów Jakub Dymek i Igor Janke.

Marzę o porankach, podczas których na przemian polityków maglowałyby dziennikarki z różnych medialnych baniek. Byłyby zdolne do konstruktywnej rozmowy z gośćmi z różnych partyjnych galaktyk. Mógłbym tu wskazać Dominikę Wielowieyską, Kamilę Baranowską, Elizę Olczyk i Agatę Szcześniak.

Takie media publiczne nie mają racji bytu. Nie miały jej przez większość historii III RP (formaty, takie jak historyczne Pojedynki Ziemkiewicza z Sierakowskim, były raczej błędem w Matriksie), ale po PiS-owskiej rewolucji trudno o nich nawet marzyć. Ancien regime raczej skrzętnie skorzysta z jej zdobyczy.

Wspólnotowa terapia rodem z BBC

Zostawiam sobie także prawo do ostatniego naiwnego marzenia o misyjnym programie, który chociaż spróbowałby odpowiedzieć na największy problem naszego (i nie tylko polskiego!) życia społecznego. Swoistej recepcie albo i terapii na naszą wspólnotową chorobę – braku zrozumienia, szacunku i równoprawnego traktowania ludzi o odmiennym światopoglądzie, wartościach, sympatiach.

Wciąż marzę o audycji skoncentrowanej na wyborcach, a nie wybieranych. Na głosujących, a nie na politykach. Takiej, w której „Silni Razem” odczują trochę zrozumienia dla „ludu smoleńskiego”, a członkowie Klubów Gazety Polskiej z minimalną empatią spojrzą na uczestników „czarnych protestów”. Taki program kilka lat temu realizowało BBC.

To cykl audycji The public philosopher. Jego gospodarzem był jeden z najciekawszych współczesnych myślicieli, wielokrotnie przywoływany na tych łamach jako krytyk merytokracji, komunitariański filozof z Harvardu – Michael Sandel. W programach dyskutował nie z ekspertami lub politykami, ale „z salą”. Zadawał uczestnikom sokratejskie pytania, próbował dojść do źródeł ich poglądów w rozmaitych kontrowersyjnych kwestiach – migracji, historii, redystrybucji, rozumienia patriotyzmu.

Wyobrażam sobie, że po doświadczeniach pandemii, wojny, kolejnych odsłon migracyjnego kryzysu i wobec czekających nas polaryzujących sporów o centralizację Unii Europejskiej i postępy zielonej transformacji właśnie takiej próby wejrzenia w korzenie różnic między nami potrzebujemy.

Najciekawsza w programie Sandela była forma – oderwana od bieżących wydarzeń i logiki żółtego paska, skoncentrowana na największych sporach, konfliktach i problemach współczesności. Co za tym idzie, na najgłębszych różnicach między nami.

Dotykająca sedna tego, co w głębi różni prawicowca od lewicowca albo gospodarczego liberała od zwolennika interwencjonizmu. Pozwalająca wybrzmieć motywacjom ludzkich postaw i poglądów.

Różnice między „postępowcami” a „konserwatystami” były widoczne i zrozumiałe, ale wypowiadano je w sposób zupełnie inny, niż przyzwyczaiły nas do tego „normalne” medialne okoliczności. Uczestnicy słuchali się z zainteresowaniem, a czasem chyba nawet się słyszeli i zaczynali rozumieć.

Czy mamy w Polsce takich „publicznych filozofów”, którzy mogliby nas na chwilę wyrwać z harmidru tożsamościowych wrzasków i przenieść na obywatelską agorę? Kilkoro by się znalazło, i to z różnych ideowych bajek.

Karolina Lewestam, Szymon Pękala, Michał Łuczewski, Tomasz Stawiszyński, Joanna Erbel, Kuba Wygnański, Tomasz Markiewka i Tomasz Samołyk. Są na tej liście dziennikarze i youtuberzy, autorzy książek i podcastów, aktywiści i teoretycy, konserwatyści i liberałowie, „katole” i „lewacy”. W przytłaczającej większości filozofowie i socjolodzy.

Może niekoniecznie są superrozpoznawalni, raczej nieco niszowi, ale wielokrotnie ujawniali swój potencjał do nieustannego zaskakiwania swoich słuchaczy, odbiorców i czytelników. Co najważniejsze, łączy ich to, że przez ostatnie trudne lata udowadniali, że pomimo głębokich ideowych różnic wciąż gdzieś w swoich idealistycznych działaniach pielęgnowali (zapewne naiwną) wiarę, że nie jesteśmy skazani na świat, w którym do jego końca będziemy mówić tylko do przekonanych i rozmawiać z tymi, którzy podzielają nasze wartości. Okienka na ten świat sobie i Polsce mam czelność wciąż życzyć.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.