Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Koniec pandemii w Polsce? Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Lewiatanie

Koniec pandemii w Polsce? Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Lewiatanie Zofia Rydet, cykl Świat Uczuć i Wyobraźni

Parafrazując klasyka, można by powiedzieć, że 28 marca skończyła się w Polsce pandemia. Po upływie dwóch lat od pojawienia się wirusa w Wuhan, warto spojrzeć na cały ten okres z metapolitycznego lotu ptaka. W oczy rzucają się cztery podstawowe rzeczy: strach Zachodu przed ludzką śmiertelnością, kompulsywne zawierzanie instytucjom państwa, dwuznaczny bilans polskiego rządu w walce z pandemią oraz swoiste upupianie polskiego społeczeństwa.

„Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć”

Historię nowoczesności można opowiedzieć jako dzieje wojny, którą człowiek Zachodu wypowiedział własnej, ludzkiej śmiertelności. Na przestrzeni ostatnich 300 lat zmieniały się tylko kolejne wymiary tego epickiego starcia: od powstania miejskiej kanalizacji i systemów skutecznej utylizacji śmieci (standardy sanitarne i higiena osobista), poprzez wdrożenie opieki porodowej umożliwiającej zmniejszenie śmiertelności wśród noworodków oraz wynalezienie szczepionek eliminujących kolejne choroby zakaźne, aż po rozwój publicznej służby zdrowia, która pozwoliła na wydłużenie średniej długości życia całych grup społecznych.

Za kolejne zwycięstwa w tej nierównej batalii odpowiadało swoiste strategiczne trójprzymierze. Z jednej strony zinstytucjonalizowana i profesjonalna produkcja wiedzy naukowej w ramach działalności uniwersyteckiej. Z drugiej- transfer „tęgich głów” z uczelni do działów badawczo-rozwojowych prywatnej branży farmaceutycznej. W centrum tego sojuszu znalazło się zaś państwo-koordynator z jego stopniowo i sukcesywnie rozbudowywaną siecią publicznej ochrony zdrowia.

W konsekwencji w wyobraźni społecznej Zachodu zaszło pięć istotnych przejść w porównaniu do świata przednowoczesnego: śmierć z przewidywalnej stała się nagła; ze spodziewanej przemieniła się w niespodziewaną; śmierć jako reguła ustąpiła śmierci jako wyjątkowi; ze społecznego zrozumienia dla powszechności śmierci przeszliśmy do postrzegania śmierci jako pewnego rodzaju ekscesu, czegoś skandalicznego; wreszcie śmierć jako coś oczywistego i niejako oswojonego została zmarginalizowana, przechodząc na peryferia społecznej wyobraźni.

Na tychże peryferiach funkcjonuje dzisiaj w jednym z trzech zasadniczych wcieleń:

a) śmierć jako genetyczne fatum– symbolem tego oblicza ludzkiej śmiertelności mogą być setki zbiórek w serwisie zrzutka.pl i podobnych, gdzie zdesperowani rodzice próbują zgromadzić miliony złotych na operacje swoich dzieci zmagających się z rzadkimi i śmiertelnymi chorobami;

b) śmierć jako skandaliczny przypadek – ta kategoria obejmuje utratę życia w wyniku niespodziewanych klęsk żywiołowych, jako ofiara morderstwa czy w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę;

c) śmierć jako statystyczna rutyna – w tym ujęciu ludzka śmiertelność jest konsekwencją mieszanki genetycznego fatum i konkretnej winy pojedynczego człowieka, odnosząc się do odnotywanych w wyobraźni społecznej już niejako z obowiązku setek tysięcy śmierci rocznie z powodu chorób nowotworowych.

Miłosierny Lewiatanie, ulituj się nad nami!

Pojawienie się wirusa COVID-19 wywróciło stolik. Całe uporządkowane od dekad uniwersum Zachodu, całkiem skutecznie izolujące się od śmierci i wypierające widmo ludzkiej śmiertelności poza sferę społecznej widzialności, zostało podważone. Śmierć na powrót stała się czymś nagłym i niespodziewanym, utraciła swój dominujący status jako wyjątku od reguły na rzecz większej powszechności niż dotychczas, z peryferii społecznej wyobraźni przeniosła się do jej centrum- to dzięki mediom, które działając w logice nieustannego emocjonalnego bodźcowania i newsowości, bombardowały nas przez wiele miesięcy „żółtymi paskami”.

Kluczem jest jednak przypadkowa natura śmierci powodowanej przez wirusa. To, że COVID-19 przenosi się drogą powietrzną, że możemy się zarazić całkowicie przypadkowo na nowo przypomniał nam prawdy przez nas zapominane i wypierane: śmierć jest arbitralna i pełna niesprawiedliwej przypadkowości. Postrzeganie ludzkiej śmiertelności jako ekscesu i skandalu zostało tylko wzmocnione. Śmierć stała się na powrót czymś do pewnego stopnia przednowoczesnym, co celnie oddaje stara katolicka suplikacja:

Święty Boże, święty mocny
Święty a nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami.

Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas, Panie.

Od nagłej, a niespodziewanej śmierci
Zachowaj nas, Panie.

W reakcji na COVID-19 to jednak nie Bóg miał odpowiedzieć na wołanie przestraszonego Zachodu. Adresatem suplikacji stało się nowoczesne państwo. Ta stara łacińska pieśń błagalna zawiera w sobie właściwą istotę nowoczesnej post-teologicznej polityczności – zadaniem Lewiatana jest zachowanie człowieka od nagłej, niespodziewanej, arbitralnej, przypadkowej śmierci.

Jest taka tajemnica, którą nasz nowoczesny, rządzony niepodzielnie przez rozum, hiper-racjonalny świat wstydliwe ukrywa. Ten sekret możemy odkryć, sięgając do myśli jednego z ojców-patronów współczesnej polityczności – Tomasza Hobbesa. Brzmi on następująco: nowoczesne państwo to bezpośredni „następca” Opatrzności Bożej, a jego podstawowy cel sprowadza się do odsuwania zła przychodzącego do nas z natury i od drugiego człowieka. Nowoczesny Lewiatan pod racjonalną maską skrywa swe prawdziwe teologiczne oblicze. Jego zasadnicze zadanie można streścić krótko i zwięźle- to zapewnienie poddanym-obywatelom egzystencjalnego bezpieczeństwa, zachowanie ich biologicznego życia, ich dzoē – pisząc językiem współczesnego filozofa Giorgio Agambena.

Polskie państwo Schrőedingera

No dobrze, ale zejdźmy już z tego metapolitycznego nieba na twardą polską ziemię. Czy nadwiślański Lewiatan(ek) rzeczywiście dysponował post-teologiczną mocą powstrzymywania nagłej i niespodziewanej pandemicznej śmierci?  Polskie państwo funkcjonowało niczym słynny kot Schrőedingera, który w oryginalnym paradoksie był jednocześnie żywy i martwy. Nasz Lewiatan zaś jednocześnie sobie z wirusem nie poradził (w istotnej mierze) i poradził (w mierze mniejszej, ale szczególnie istotnej).

Najbliżej posiadania post-teologicznego potencjału byliśmy z pewnością w trakcie pierwszej fali pandemii. Doszło wówczas do potwierdzenia tezy, że polskie państwo działa najskuteczniej w momencie spontanicznej mobilizacji wynikającej z pojawienia się niespodziewanego bodźca z zewnątrz. Druga fala pandemii potwierdziła za to inną tezę o polskim państwie: kiedy mobilizacyjne łapu-capu trzeba przekształcić w rutynową, systemową aktywność, nadwiślański giga Lewiatan zamienia się w smutnego Lewiatanka.

Brak reformy, dofinansowania i wzmocnienia służb sanitarno-epidemiologicznych, brak efektywniejszego wdrożenia w szkołach skutecznej wentylacji i dbałości o jakość powietrza w salach, wszystkie systemowe bolączki ochrony zdrowia, pełna chaosu i sprzeczności polityka komunikacyjna – to są słusznie wypunktowane przewiny rządu Mateusza Morawieckiego, o których w Rządzie pod lupą. Rankingu polityk publicznych 2021 pisali Maria Libura i Stanisław Maksymowicz. Ponurym potwierdzeniem porażki rządu w odniesieniu do działań z zakresu planowania i polityk publicznych były słynne nadliczbowe zgony, w których zostaliśmy niechlubnym europejskim liderem.

Drugim obliczem państwa Schrőedingera było zadanie newralgiczne i kluczowe z perspektywy walki ze śmiertelnym potencjałem COVID-19 – sprawne i efektywne zorganizowanie systemu szczepień, zagwarantowanie każdemu Polakowi jak najłatwiejszego dostępu do szczepionki, czyli najskuteczniejszego narzędzia ochrony przed wirusem. I to rządowi Mateusza Morawieckiego się udało. Dziś wystarczy wyjść z mieszkania i w dużej części miejsc w Polsce wystarczy kwadrans spaceru, aby dotrzeć do punktu szczepienia w aptece lub osiedlowej przychodni.

To nie Morawiecki jest winny śmierci Polaków na COVID-19

I tutaj dochodzimy do kwestii wysoce kontrowersyjnej. Przesadzone i kompulsywne zawierzenie post-teologicznemu Lewiatanowi, jego instytucjom, służbom i procedurom, które mają nas teraz – wraz z elitami medycznej merytokracji – zachować od nagłej i niespodziewanej śmierci doprowadziło do przekształcenia Lewiatana w surowego ojca dyscyplinującego swoje niesforne dzieci.

W konsekwencji znaleźliśmy się nagle w sytuacji, w której to rząd i instytucje państwa stają się niemal w całości odpowiedzialne za śmierć tysięcy ludzi, a nie oni sami. Z jednej strony odebrano ludziom dojrzałą odpowiedzialność za własne życie i śmierć, z drugiej nałożono na państwo zadania i ciężary, których z zasady nie może unieść. To czego nam dzisiaj brakuje, to zachowania zdrowych proporcji.

Owszem, jak najbardziej słuszne i w pełni uzasadnione jest wytykanie rządowi jego błędów, zaniedbań, zaniechań i porażek. Tylko że jednostronne skupienie się w polskiej debacie publicznej niemal wyłącznie na krytyce polskiego Lewiatana w cień odsuwa społeczną reakcję i paradoksalnie „upupia” polskich obywateli, przekształcając ich w bierne przedmioty opieki ze strony Wielkiego Ojca Państwa.

Co należy uczynić, aby zminimalizować prawdopodobieństwo hospitalizacji i narażenia się na śmiertelny przebieg zarażenia? Zaszczepić się i podejmować wszelkie środki ostrożności odpowiednie do naszego wieku, stanu zdrowia, innych chorób etc. To na każdym pojedynczym człowieku spoczywa dziś główna odpowiedzialność za własne zdrowie. W momencie pełnej dostępności szczepionki winnymi śmierci Polaków nie jest premier Morawiecki, prezes Kaczyński albo minister Niedzielski, lecz sami Polacy, którzy nie chcą się szczepić.

Brutalny realizm socjologiczny

No dobrze, ale przecież mieliśmy na stole cały szereg narzędzi, które rząd mógł wykorzystać. Był kolejny lockdown, następna runda edukacji zdalnej, wreszcie wprowadzenie w Polsce Wielkiego Porządku Certyfikatowego, w ramach którego przed każdą Żabką będzie stał dzielnicowy i sprawdzał czy, aby na pewno jesteśmy zaszczepieni. Tyle tylko, że to wszystko fikcja. Żadne z tych rozwiązań nie było w praktyce wdrażalne.

Ktoś teraz może z oburzeniem przypomnieć, że przecież kontrolowaliśmy już w przeszłości społeczne dystansowanie i maseczki w środkach transportu publicznego, że przecież w kwietniu 2020 r. ulice polskich miast były puste, a przed Biedronkami ustawiały się cierpliwie kolejki chętnych na zakupy. Czemu tego nie powtórzyć? Tutaj tkwi fundamentalny błąd w interpretacji.

Tamta dyscyplina była możliwa nie dlatego, że państwo napięło muskuły i przymusiło nas do lockdownowego ordnűngu. Kluczową rolę odegrał społeczny strach przed nieznanym zagrożeniem. To właśnie on, a nie żadne medialne opowieści o rzekomej społecznej solidarności, odpowiadały za masowe zamknięcie się Polaków w domach (oczywiście tych, którzy mogli sobie na to pozwolić- rowerowi kierowcy Ubera tym bohaterskim obywatelom nadal dostarczali jedzenie).

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dla części komentatorów staje się teraz głosem nieodpowiedzialnego fatalizmu, niedasizmu, wygodnego usprawiedliwiania rządu, wręcz moralnym degeneratem, który przyczynia się do śmierci ludzi. Dla mnie to jest niestety brutalny socjologiczny realizm, a nie brak dbałości o ludzkie życie. A przy okazji rodzaj moralnego szantażu, w imię którego każdy kto podważa pełną odpowiedzialność państwa i jego instytucji za życie i zdrowie obywateli, z automatu trafia „na cenzurowane”.

Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że moje stanowisko może być odczytane jako libertariańskie hołubienie odpowiedzialności jednostek z jednoczesnym ostrzem anty-państwowym. Takie wrażenie wynika jednak z tego jak daleko zaszło już nasze zawierzanie się Lewiatanowi w każdej możliwie kwestii publicznej. Moja opinia zakorzeniona jest w myśleniu chadeckim, czerpiącym z katolickiej nauki społecznej.

Staram się balansować pomiędzy trzeba kluczowymi elementami: podkreślam odpowiedzialność i winę rządu (poziom państwowy), domagam się przywrócenia zachwianej proporcji w zakresie odpowiedzialności obywatelskiej (poziom jednostkowy), jednocześnie z realną przykrością podkreślam brak w trakcie pandemii poziomu społecznego. Przez ostatnie dwa lata pomiędzy państwem a jednostką ziała czarna społeczna dziura. Z perspektywy chadeckiej subsydiarności to wiadomość zła i smutna, ale socjologiczny realizm każe przyjąć do wiadomości jej istnienie.

I to właśnie znalezienie właściwego balansu pomiędzy tymi trzema poziomami życia wspólnotowego uważam za zadanie do odrobienia w przyszłości. Nie jest nim za to wysyłanie policjantów za każdym niezaszczepionym obywatelem, ani kolejna reklamówka, w której Cezary Pazura będzie namawiał Polaków do szczepionki. Naprawdę, każdy już o niej wie. A jeśli z tej wiedzy nie chce skorzystać, to jego sprawa. Przestańmy wreszcie traktować Polaków jak małe dzieci. Nawet jeśli oznacza to śmierć części z nich.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.