Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Paszcza  26 kwietnia 2022

Interoperacyjność – zbawienie cyfrowej gospodarki czy zagrożenie dla prywatności?

Bartosz Paszcza  26 kwietnia 2022
przeczytanie zajmie 10 min
Interoperacyjność – zbawienie cyfrowej gospodarki czy zagrożenie dla prywatności? https://unsplash.com/photos/mWTOR3Rx8l8

Czasy, w których płaciliśmy więcej za SMS lub telefon z jednej sieci komórkowej do drugiej, odeszły już do historii. Odbyło się to z wyraźną korzyścią dla użytkowników. Dzięki temu nie musimy się już zastanawiać, w której firmie nasz odbiorca wykupił abonament i ile będzie wynosił nasz rachunek. W cyfrowej gospodarce trend do niedawna był jednak odwrotny. Dziś problemem nie są tylko większe opłaty. Jeśli chcesz wysłać wiadomość lub opublikować post czy umieścić swoje taksówkarskie ogłoszenie, musisz być zalogowany do kilku różnych aplikacji. Chciałbyś to zrobić z poziomu jednej platformy? Zapomnij.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!

Krótka historia interoperacyjności

To paradoksalne, bo Internet powstawał w czasie, w którym różne systemy, aplikacje i platformy potrafiły ze sobą współpracować. Również dzięki temu powstali dzisiejsi technologiczni giganci. Jednak wraz ze swoim rozwojem sieć stała się przestrzenią coraz silniej grodzonych podwórek. Być może nadchodzi jednak zmiana tego trendu, sygnalizowana również przez technologicznych gigantów.

Najprościej rzecz ujmując, interoperacyjność to zdolność różnych systemów do wymiany informacji i usług pomiędzy sobą. Dzięki interoperacyjności systemów możliwe jest na przykład przeniesienie naszej siatki kontaktów mailowych do Linkedina, funkcjonowanie różnych aplikacji instalowanych w oparciu o system operacyjny, taki jak Windows lub iOS, czy wykorzystywanie odcisków palca odczytywanych przez telefon do logowania się do aplikacji bankowej.

W tym artykule pod pojęciem interoperacyjności systemów kryje się więc nie tylko zdolność do suchej wymiany danych (na przykład naszego profilu, tzw. interoperacyjność danych) pomiędzy różnymi aplikacjami, ale również zdolność do korzystania z ich własnych usług dzięki API (np. wykorzystania map Google czy Mapbox przez inne portale, bieżąca wymiana postów czy wiadomości prywatnych pomiędzy platformami w mediach społecznościowych, tzw. pełna interoperacyjność protokołów).

Technicznie interoperacyjność przejawia na przykład we wspólnych standardach wykorzystywanych przez różne systemy do zarządzania i przekazywania informacji. Przykładami są globalne standardy, wykorzystywane niezależnie od branży i architektury systemów, takie jak choćby protokół TCP/IP, formy danych JSON czy język zapytań SQL. Możliwe jest również wykorzystanie otwartych interfejsów API (Application Programming Interface), umożliwiających odbiór zapytań i udzielanie odpowiedzi innym serwisom w czasie rzeczywistym. Taka wymiana może obejmować oczywiście również konieczne uwierzytelnienie (hasło), podawane przez system z upoważnienia użytkownika.

Interoperacyjność: wielki nieobecny

Od strony technicznej wprowadzenie interoperacyjności nie jest przerażającym wyzwaniem. Powszechnym trendem architektury programowania wykorzystującej rozwiązania chmurowe jest oparcie się o tzw. mikrousługi – innymi słowy, podzielenie aplikacji na mniejsze części połączone ze sobą poprzez interfejsy. Interoperacyjne otwieranie takich rozwiązań jest więc od strony technicznej teoretycznie proste – sprowadza się do otwarcia konkretnych interfejsów na łączność ze światem zewnętrznym, a nie jedynie innymi naszymi elementami aplikacji. Wymaga to, owszem, przebudowy pewnych elementów i wdrożenia na przykład odpowiednich mechanizmów bezpieczeństwa. Niemniej interoperacyjność nie jest obca dla dzisiejszych systemów IT.

W dyskusjach o regulacji rynku cyfrowego wymuszenie interoperacyjności przewija się od lat. Jednak nowe propozycje Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych właściwie na ten temat milczą. Mimo, że jeszcze w RODO znalazł się mechanizm przenoszenia danych, według którego na nasz wniosek firma powinna dostarczyć nam nasze dane lub przenieść je do wskazanego przez nas serwisu. Jednak niewykorzystywanie tego mechanizmu w praktyce, wydaje się, zniechęciło twórców DMA do interoperacyjności, pomimo na przykład pozytywnego reportu przedstawionego Komisji Europejskiej na ten temat.

Inaczej jest jednak wśród firm technologicznych – tam interoperacyjność wraca do mody. Meta zapowiada, że budowane przez nią metawersum będzie oparte o współprace wielu firm i systemów. Google, Apple i Amazon konkurujące ze sobą o rynek inteligentnego domu tworzą otwarty standard Matter, który w założeniu ma  umożliwić współpracę urządzeniom różnych producentów. Na rynku dostawców usług chmurowych od paru lat dominuje trend przejścia w kierunku „multi-chmury” – opierania systemów o elementy usług od różnych dostawców we wspólnej architekturze. Do tego trendu dostosowują się Amazon, Google czy Microsoft.

Czy to znaczy, że interoperacyjność ma same zalety, żadnych wad i powinniśmy ją powitać z otwartymi rękoma?

Trzy główne zalety interoperacyjności

1) Podniesienie konkurencyjności i innowacyjności

Kluczowym argumentem zwolenników interoperacyjności jest jej zdolność do zlikwidowania przyczyn powstania quasi-monopoli technologicznych. Jednym z kluczowych mechanizmów koncentracji użytkowników w największych cyfrowych platformach są tak zwane efekty sieciowe. Porównać je można do grawitacji: im większa skupiona grupa użytkowników, tym mocniej przyciąga kolejnych. Dotyczy to atrakcyjności samej usługi – chętniej zainstalujemy aplikację społecznościową, której używają do komunikowania się nasi znajomi. Dotyczy też także kluczowej przewagi konkurencyjnej, jaką staje się w XXI wieku zgromadzenie dużej i różnorodnej puli danych, której można użyć do rozbudowy algorytmów. Viktor Schellenberg w rozmowie z MIT Tech Review zwraca uwagę, że „ci, którzy będą mieć dostęp do danych, będą najbardziej innowacyjni, a dzięki sprzężeniu zwrotnemu – stają się więksi i więksi, zagrażając konkurencyjności i innowacyjności. Możemy rozbić wielkie firmy, ale to nie zlikwiduje przyczyn koncentracji, dopóki nie zaadresujemy podstawowej dynamiki warunkującej innowacje oparte o dane”.

Jonathan Zittrain w głośnej książce The Generative Internet scharakteryzował „technologie generacyjną” – pojęcie opisujące systemy, które stanowią żyzną glebę do wzrostu opartych o nie innowacji. Według niego dzięki swojej adaptowalności, prostocie i dostępności systemem tego typu była wczesna sieć WWW. Jednak Internet zaczął ją z czasem zatracać: znikająca interoperacyjność oraz „zamknięte ogrody” wiodących platform pozbawiają nowych graczy możliwości stworzenia konkurencji na istniejących już rynkach. Skutkiem jest  zahamowanie innowacyjności cyfrowej gospodarki. Stąd Zittrain jest zwolennikiem interoperacyjnej i otwartej zmiany w sieci.

Interoperacyjność niesie nadzieję na zmniejszenie rynkowej siły agregatorów. W artykule „Aggregation Theory” analityk Ben Thompson zwraca uwagę na szczególną pozycję agregatorów w sieci, działających z niemal zerowymi kosztami dystrybucji i kosztami transakcyjnymi. Ich pozycja oparta jest o wysoki standard obsługi klienta, będący w znacznej mierze skutkiem działania efektów sieciowych. W innym poście („Antitrust and aggregation”) sugeruje, że to powoduje powstanie monopsonów, o których pisał również na naszym portalu Bartłomiej Biga („Giganci technologiczni i obfitość treści”). Platformy stają się jedynymi odbiorcami pewnej gamy usług, co powoduje, że ich wzrastająca pozycja negocjacyjna – odwrotnie niż w tradycyjnej gospodarce – prowadzi do zmniejszenia liczby dostawców. Stąd Thomspon wysuwa wniosek, że potrzebujemy obowiązkowej interoperacyjności w postaci dostępnych interfejsów API.

2) Zwiększenie podmiotowości obywatela

Sprawnie działająca interoperacyjność może przywrócić nam, użytkownikom sieci, zdolność łatwego wyboru i zmiany usług. Obecnie jesteśmy zamknięci w spirali uzależnienia od dostawcy: czas włożony w zbudowanie swojego profilu, zebranie recenzji naszych usług czy skonstruowaniu sieci kontaktów z innymi kontami powoduje, że trudno nam zmienić platformę. To kluczowy mechanizm tworzący rynki, w których „pierwszy (usługodawca) bierze wszystko” – nie pozostawiając miejsca na zdrową konkurencyjność, jak piszą Marsden i Nicholls („Interoperability: a solution to regulating AI and social media platforms”).

Interoperacyjność niweluje ten efekt: nakazanie Airbnb, żeby oceny naszego apartamentu były dostępne przez API innym platformom i przez to możliwe do zobaczenia w ich interfejsach, spowodowałaby, że wzrosłyby szanse pojawienia się usługi konkurencyjnej do tego portalu. Tym samym podniosłoby to możliwość konkurowania w oparciu ocenę, bezpieczeństwo czy jakość usługi.

3) Decentralizacja własności danych

Interoperacyjność – zdolność do wykorzystania danych i usług poprzez inne aplikacje – mogłaby także pozwolić na stworzenie innych struktur zarządzania danymi. Na przykład takich bazujących na przeniesieniu naszych danych poza dostawców usług cyfrowych – w nasze osobiste „pody” (SOLID – inicjatywa Tima Bernersa-Lee) lub na poziom organizacji zarządzających danymi w naszym imieniu (np. MyData, VRM Doca Searlsa). Ten jeszcze jeden ciekawy argument podnoszą Rossin i Slaiman w artykule o symptomatycznym tytule: „Interoperability = Privacy + Competition”).

Możliwość łączenia usług i stworzenie interfejsów zdolnych do korzystania z danych zgromadzonych w innymi miejscu powinny otworzyć przestrzeń do powstania nowych, rynkowych i nierynkowych, mechanizmów przechowywania i udostępniania danych. Szczególnie takich, które pozwalają użytkownikowi końcowemu na zachowanie większej prywatności.

Katalog pięciu wad interoperacyjności

1) Spadek inwestycji

Możemy również argumentować, że obecna struktura rynków cyfrowych – z paroma dominującymi gigantami – pozwala wybranym firmom zgromadzić pokaźne środki na inwestycje w innowacje. Taki argument podnosi Thomas Lenard („Static Ideas of Competition in the Information Age”), według którego interoperacyjność danych (w tym danych wywnioskowanych o użytkownikach) zmniejszyłaby zdolność platform i aplikacji do pobierania ekonomicznych rent, co zmniejszyłoby inwestycje w rozwój algorytmów.

Ponieważ na rynkach cyfrowych obowiązuje zasada „pierwszy bierze wszystko”, inwestowanie na nich jest zawsze obarczone ryzykiem. Ci, którzy są skłonni je podjąć, liczą w zamian na wykładniczo większe zyski w przypadku „trafienia” inwestycji w rynkową niszę. Wprowadzenie interoperacyjności zmniejszyłoby potencjalne zyski poprzez ułatwienie stworzenia konkurencji, tym samym zniechęcając inwestorów do przeznaczenia pieniędzy na nowe technologie.

2) Przeregulowanie korzyścią dla wielkich

Bardziej tradycyjny argument przeciw interoperacyjności zwraca uwagę na przeciwskuteczność tego rozwiązania – nie osłabi gigantów, a jedynie ich wzmocni. Zwolennicy tego poglądu wskazują, że wprowadzanie nowych regulacji działa jedynie na korzyść wielkich graczy rynkowych, posiadających zasoby do odpowiedniego dostosowania się do regulacji. Ten argument również podnosi Thomas Lenard, uzupełniając go o jeszcze jeden element.

Zdolność wielkich firm do wykorzystania danych zgromadzonych przez mniejsze i średnie przedsiębiorstwa jest wysoka. Tym samym na interoperacyjności zyskać mogą giganci: uzupełniając już zgromadzone przez siebie dane i katalog usług o te pozyskane od konkurencji. Interoperacyjność mogłaby więc doprowadzić do jeszcze silniejszego ograniczenia konkurencyjności.

3) Zagrożenie dla naszej prywatności

W pewnym sensie afera Cambridge Analytica była skutkiem ówczesnej interoperacyjności Facebooka, który pozwalał na uzyskanie poprzez API informacji nie tylko o naszym profilu, ale także o naszej sieci znajomych. Stworzenie możliwości dostępu wielu podmiotów – nawet za zgodą użytkownika – do wiedzy o naszej tożsamości stwarza ryzyko nadużyć, argumentuje m.in. Gasser („Interoperability in the Digital Ecosystem”). Czy odpowiednie regulacje i standardy technologiczne będą potrafić zminimalizować to ryzyko – dopiero się przekonamy.

Jednym z wniosków wysuniętych po wdrożeniu RODO jest odejście od indywidualistycznego modelu, w którym każdy odpowiada za udzielone zgody. Przez takie podejście zostaliśmy zalani okienkami informacji o ciasteczkach, które zazwyczaj z automatu odklikujemy, ponieważ nie sposób na każdej stronie zagłębiać się w szczegóły dzielenia się przez nią informacjami z ciasteczek.

Europa chciałaby odejść od tego modelu w DSA i DMA, skupiając się raczej na standaryzacji i kontroli przez instytucje w naszym imieniu. Niestety, interoperacyjność mogłaby znów skazać nas na indywidualne ocenianie, czy aplikacja do wymieniania wiadomości, którą podłączymy pod naszego WhatsAppa i Instagrama, nie będzie wykorzystywać naszych danych wbrew interesom.

4) Rozmyta odpowiedzialność

Rosnące skomplikowanie systemów cyfrowych rozmywa coraz silniej granice odpowiedzialności, co skłania do licznych dyskusji. Przykładowo jedna z nich dotyczy zakresu odpowiedzialności zautomatyzowanych algorytmów za zasugerowane przez nie decyzje. Interoperacyjność może przyczynić się do pogłębienia problemu.

Dziś nasze posty umieszczane są przez nas w konkretnej platformie. Tymczasem w interoperacyjnym Internecie być może będziemy używać aplikacji-integratora, która automatycznie roześle posty po wielu różnych mediach, które również mogą pokazywać się w jeszcze innych aplikacjach końcowym użytkownikom.

Odpowiedzialność, na przykład, za poprawność ofert e-commerce czy bezpieczeństwo naszej internetowej tożsamości będzie więc o wiele bardziej skomplikowana, o czym pisze m.in. Urs Gasser („Interoperability in the Digital Ecosystem„). Wspomina o tym również inicjatywa A New Governance: „prawne aspekty cyrkulacji danych nie są wyjaśnione przez RODO. Wiele firm wciąż nie czuje się komfortowo z [interoperacyjną] cyrkulacją danych. Boją się o prawną odpowiedzialność, jeśli otworzą swoje interfejsy z danymi na inne organizacje.”

5) System naczyń silniej połączonych

Awaria serwisów Facebooka z jesieni tego roku pokazała nam, że nie ma systemów w pełni odpornych na błędy. Interoperacyjny świat może doprowadzić do większego zhomogenizowania cyfrowej gospodarki, na przykład poprzez wykorzystanie wadliwych wspólnych standardów. Przykładem takiego procesu jest błąd w globalnie wykorzystywanym standardzie SSL odkryty w 2014 roku (atak POODLE), zmuszający do całkowitego wyłączenia protokołu SSL 3.0.

Interoperacyjność może poskutkować poleganiem na standardach i interfejsach, które staną się dominującymi w swoich specjalizacjach. Błędy lub awarie w tych systemach mogą więc skutkować wyłączeniem nie tylko konkretnych serwisów (np. Facebooka), ale też całych usług (np. komunikacji tekstowej w mediach społecznościowych, które będą oparte o wspólny protokół). Wzrastająca homogeniczność rozwiązań technologicznych uczyni je więc bardziej podatnymi na awarie.

Koniec końców interoperacyjność jest koniecznością

Druga dekada XXI wieku to czas, w którym likwidowano kolejne interoperacyjne interfejsy wśród wiodących platform. Platformy stały się zamknięte – miały już tak wielu zgromadzonych użytkowników, że im to nie zaszkodziło. Za to utrudniło powstawanie konkurencji, nie mogącej już na przykład pozwolić swoim nowym użytkownikom na import kontaktów z innej sieci społecznościowej.

Funkcjonowanie dzisiejszych komputerów i smartfonów jest oparte o interoperacyjność wielu systemów i aplikacji. Takie również były początki portali i aplikacji internetowych. O wiele trudniejsze byłyby początki Google, gdyby nie antymonopolowy wyrok wobec Microsoftu z połowy lat ’90, nakazujący dopuszczanie do instalacji innych przeglądarek internetowych niż Internet Explorer.

Otworzyło to drzwi do masowego klienta przeglądarkom Netscape i Firefox. Nowa przeglądarka nie musiała korzystać ze standardowej wyszukiwarki oferowanej przez Microsoft. Tym samym dla nowo powstałej w 1998 roku strony google.com otworzyła się szeroka możliwość dotarcia do zdecydowanie większego grona użytkowników. Wyższa jakość wyników wyszukiwań Google z kolei pozwoliła klientów przyciągnąć i zachować – aż w końcu słowo „googlować” stało się synonimem „wyszukiwać”.

Podobne zresztą elementy możemy odnaleźć w historii wielu innych platform: możliwość importu siatki kontaktów ze skrzynek mailowych lub z jednej platformy do drugiej była fundamentem sukcesu Facebooka, Twittera czy Linkedina. Instagram z kolei korzystał z tego, że przez lata był wygodnym mechanizmem dzielenia się zdjęciami na Twitterze – w czasach, w których ten portal jeszcze nie pozwalał osadzać zdjęć. Dopiero po zdobyciu dominującej pozycji na nowo powstałych rynkach cyfrowej gospodarki wyhodowani na interorperacyjności giganci postanowili zamknąć bramy do swoich ogrodów.

Na wielu frontach nadchodzi jednak zmiana. Niedawno Mark Zuckerberg opowiedział o metawersum: nowej, wzbogaconej rzeczywistości mieszającej świat rzeczywisty z cyfrowym. Otwarcie przyznał, że musi to być budowane przez wiele organizacji w interoperacyjny sposób, bo sam Facebook tego nie zrobi. W 2022 roku wprowadzony w życie ma zostać wspólny standard Matter dla inteligentnego domu, pozwalający połączyć różne urządzenia domowe od Google, Apple i Amazonu. Niektórzy już czują, że interoperacyjność to kwestia przyszłości. Od nas zależy, czy tym razem interoperacyjność będzie trwałym mechanizmem oraz czy globalne standardy będą brać pod uwagę interes społeczeństw i umożliwią konkurencję również mniejszym firmom.

Artykuł powstał w efekcie spotkania ekspertów w formule okrągłego stołu na temat europejskich regulacji platform internetowych zorganizowanego przez Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Projekt jest realizowany we współpracy z firmą Allegro.

Tym dziełem dzielimy się otwarcie. Utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony oraz przedrukowanie niniejszej informacji.