Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wojna Kai Godek i Margota nie ma sensu. Pro-life i LGBT mają ze sobą więcej wspólnego, niż myślimy

Wojna Kai Godek i Margota nie ma sensu. Pro-life i LGBT mają ze sobą więcej wspólnego, niż myślimy https://unsplash.com/photos/68y-oRxeY_Y

Ostatnie lata to okres niezwykle intensywnej aktywności środowisk pro-life i wspierających osoby LGBT. Wydaje się jednak, że strategia polityczna obu zwaśnionych stron nie przynosi oczekiwanych efektów, jeśli chodzi o promocję ich głównych postulatów – akceptacji dla płodów i mniejszości seksualnych. Na wojnie wszystkich ze każdy traci.

Materiał został pierwotnie opublikowany w nowym numerze czasopisma idei „Pressje” pt. „Katolicki gender”. Zachęcamy do lektury całego numeru.

Narracja, nie człowiek

Jak wskazują badania, Polacy coraz bardziej niechętnie podchodzą do tych propozycji. Zmianę opisuje m.in. komunikat CBOS O dopuszczalności przerywania ciąży i protestach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z grudnia 2020 roku. Po okresie ponad 20 lat niemal nieprzerwanego wzrostu poparcia dla obejmowania życia dzieci w fazie prenatalnej coraz szerszą ochroną, w 2016 roku nastąpił zwrot w poglądach opinii publicznej w tej sprawie.

Nieudana próba wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji zakończyła się tąpnięciem w postawach pro-life w polskim społeczeństwie. W rekordowym dla tej sprawy badaniu z marca 2016 roku aż 52% respondentów domagało się zawężenia liczby przesłanek do legalnej aborcji. Po Czarnym Proteście i odrzuceniu obywatelskiego projektu ustawy przez Sejm liczba ta zmalała do 43%.

W kolejnych latach sytuacja dalej się pogarszała. W 2020 roku po masowych protestach z przełomu października i listopada, które spowodowało orzeczenie TK w sprawie niekonstytucyjności abortowania płodów z niepełnosprawnościami, już tylko 40% Polaków chciało, by zakres okoliczności uprawniających do przeprowadzenia aborcji był węższy niż ustawowy, 36% opowiadało się za tzw. kompromisem, natomiast 23% postulowało rozszerzenie katalogu możliwości do wykonania aborcji.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku osób LGBT. W kwietniu 2019 roku CBOS przedstawił wyniki raportu Stosunek Polaków do związków homoseksualnych. Autorzy piszą w nim, że „po powolnym – ale jednak obserwowanym – wzroście aprobaty praw osób homoseksualnych nastąpiło wyhamowanie tego trendu. Obecnie mniej niż co trzeci badany zgadza się, że pary gejów i lesbijek, czyli dwóch osób tej samej płci pozostających ze sobą w intymnym związku, powinny […] publicznie pokazywać swój sposób życia (28%) […]. Istotne statystycznie zmiany dotyczą oceny publicznego pokazywania sposobu życia par homoseksualnych – niechęć wobec niego wzrosła z 62% do 67%”.

Badania przeprowadzone przez Komisję Europejską z 2019 roku pokazują z kolei, że wśród respondentów z Polski należących do grupy LGBT aż 68% uważa, że ogólna nietolerancja wobec nich wzrosła w ciągu ostatnich 5 lat. Dane z Polski różnią się tym samym znacząco od średniej europejskiej – w skali całej UE o 4% więcej było respondentów deklarujących, że nietolerancja wobec nich spada (40%), a nie rośnie. Ponadto 66% polskich respondentów uznało, że wzrósł również poziom przemocy wobec nich. To także zdecydowanie wyższy współczynnik niż ogólnoeuropejski – 43%. Wyniki tego badania korespondują więc z raportem CBOS.

Wydaje się, że główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest zmiana, która w różnym stopniu zachodzi obecnie w polityce krajów zachodnich, a w polskiej polityce dokonała się po 2015 roku. Demoliberalny model polityki opartej na konsensusie autorytetów ponad głowami ludzi zastąpił agonistyczny konflikt, który objął praktyczne wszystkie najważniejsze tematy obecne w debacie publicznej. I chociaż proces ten miał swoje dobre strony – przede wszystkim w społeczeństwie zwiększyło się poczucie sprawczości i wpływu na sprawy kraju, co pokazują zarówno badania, jak i statystyki dotyczące frekwencji w wyborach – to w wielu sferach przyniósł on niestety opłakane skutki.

Sprawy ochrony życia i akceptacji dla osób LGBT to chyba najbardziej bolesne z nich. Nie tylko stały się one polem nieustannej walki, tak jak wszelkie pozostałe dziedziny życia politycznego. W wyniku rozpoczęcia wojny kulturowej obydwie sprawy znalazły się jako pierwsze na listach celów obydwu obozów. I tak ruchy pro-life postrzegane są dziś jako najbardziej skrajnie skrzydło szerokiego obozu prawicy, ruch na rzecz LGBT natomiast jako najbardziej radykalna lewica.

Stało się tak głównie w wyniku przedmiotowego traktowania tych dwóch grup przez wielkie, zwalczające się obozy. Do czasu przejścia na agonistyczny model uprawiania polityki wokół obydwu tych kwestii był bowiem budowany (w przypadku sprawy pro-life było to już zaawansowane stadium budowy) konsensus, którego przełamywanie stanowiło pewne tabu.

Zależność tę dobrze opisał Michał Sutowski, który na łamach Krytyki Politycznej zaznaczał, że „tzw. konflikt cywilizacyjno-kulturowy ma to do siebie w polskich warunkach, że umiejętnie podsycany raczej dzieli opozycję i raczej konsoliduje obóz władzy. O ile jeszcze w wyniku faktycznego zakazu aborcji […] Zjednoczona Prawica utraciła młode pokolenie i zniechęciła część centrowych wyborców, o tyle w pozostałych kwestiach to raczej druga strona miała problem. […] Inne kwestie jeszcze bardziej grają na Zjednoczoną Prawicę: i nagonki na osoby LGBT, i paniki moralne wokół edukacji seksualnej w szkołach, wspierane machiną telewizyjną, prasową i internetową Jacka Kurskiego zwierały szeregi zwolenników władzy. A po drugiej stronie – zasiewały zamęt, obawy i wzajemne oskarżenia”.

Niestety zarówno aktywiści pro-life, jak i działacze na rzecz LGBT mogli się do tego przyczynić. Obok działań pozytywnych na głównych polach swojej działalności grupy te zaciekle zwalczają się nawzajem. Środowiska pro-life na ulice wypuściły „homofobusy” i zaczęły zbierać podpisy pod ustawami zakazującymi propagowania homoseksualizmu. Z kolei aktywiści LGBT z wesołych Parad Równości przerzucili się na bardziej kontrowersyjne akcje subwersji symboli religijnych, uczestnictwo w Strajkach Kobiet oraz uliczne walki z furgonetkami Fundacji Pro. Obydwie grupy aktywistów wpisały się więc idealnie w role, które stworzyły dla nich umowne obozy tradycjonalistów i postępowców.

Koniec wojny LGBT i płodów

Sprawy walki na rzecz praw osób LGBT i praw płodów zostały sobie w ostatnich latach w Polsce przeciwstawione. Wydaje się jednak, że z perspektywy teoretycznej nie ma żadnych sensownych powodów, by sprawy te miały się wykluczać. Co więcej, istnieją kwestie, w których postulaty środowiska osób, którym zależy na losie płodów, jak i osób LGBT, wydają się zbieżne.

Jak wskazywał Błażej Skrzypulec w tekście Emancypacja in statu nascendi, przyjęcie perspektywy lewicowej nie tylko nie kłóci się z walką o prawa płodów, ale we współczesnym języku lewicowym można w końcu dobrze wyrazić postulaty pro-life. Umożliwia to postmodernistyczne spojrzenie na relacje przedmiot-podmiot. Płód traktowany był zarówno przez stronę pro-life, jak i pro-choice jako przedmiot, nowy pro-life. Także nowa lewica powinny w końcu zacząć go tak traktować.

Skrzypulec wyróżnia dwa typy lewicowości: lewicę emancypacyjną i lewicę queerową. W obu przypadkach wskazuje na uzasadnienie, dlaczego płody powinny być włączone jako grupa, o którą trzeba walczyć. Dla lewicy emancypacyjnej stanowią grupę podmiotów, którą charakteryzują z jednej strony minimalistyczne postulaty (utrzymanie przy życiu), a z drugiej narażenie na praktyki dyskryminacyjne w związku z całkowitą zależnością (od decyzji matki, jej bliskich, lekarzy itd.). W ujęciu queerowym natomiast rozmyciu ulegają ogólne kategorie, takie jak „płód” czy „dorosły człowiek”. Jak argumentuje Skrzypulec, zgodnie z tą optyką dzielenie organizmów przy użyciu takich pojęć jest ideologicznym nadużyciem.

W tekście możemy przeczytać, że „przykładem takich nadużyć jest wybiórcze nadawanie etycznego znaczenia pewnym cechom, takim jak świadomość, lub wyznaczanie momentu w czasie, na przykład konkretnego tygodnia ciąży, który miałby być granicą decydującą o przypisaniu praw. W perspektywie queer organizm jest nieustającym procesem, którego nie da się podzielić na kawałki za pomocą pojęciowych operacji. W pewnym sensie płód jest dorosłą osobą – wiele cech dojrzałego organizmu jest już określonych na pierwszych etapach życia. […] Jeśli nie ma podstaw, by kategorycznie rozdzielić dorosłe osoby od płodów, to nie ma także podstaw, by polityczne postulaty tych pierwszych stawiać ponad dążeniami drugich”.

Warto wspomnieć o znaczeniu teorii queer jeszcze w jednym aspekcie. Do roku 2020 zdecydowana większość aborcji była wykonywana z powodu wykrycia u płodu „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia”. Sprawa niepełnosprawności, a także stosunku społeczeństwa do osób niepełnosprawnych, znalazła się więc w centrum debaty publicznej. Natalia Pamuła, badaczka disability studies, zwróciła uwagę na to, jak krzywdzący dla osób z niepełnosprawnością stał się dyskurs pro-choice.

Pamuła twierdzi, że „nie są to wyrażenia przypadkowe: «chazaniątka», «zdeformowane płody» czy też hasła w rodzaju «czy adoptowałeś już niepełnosprawne dziecko» pojawiają się w różnych publikacjach i na protestach w całej Polsce. To, co w nich uderza, to konsekwencja, z jaką są wykorzystywane – konsekwencja, która, jak uważam, wskazuje na pewien konsensus w kwestii tego, jak używać niepełnosprawności w walce o dostęp do legalnej aborcji w Polsce”.

Choć popiera ona Strajk Kobiet, nie godzi się na język używany podczas protestów, za którym stoi ableizm – przekonanie, że niepełnosprawne życie jest utrapieniem i tragedią. Teoria queer, na początku zajmująca się płcią, już wiele lat temu otworzyła się na zagadnienie niepełnosprawności. W ramach tego progresywnego języka jednoznaczny podział osób na pełnosprawne jest sztuczny i krzywdzący. Niepełnosprawność, jak podkreślają zwolennicy queer, to również w dużej części konstrukt wynikający z barier, które przed osobą z niepełnosprawnością tworzy społeczeństwo.

Tymczasem „«monstrualne» bądź «potworne» ciało wyznacza granicę między patologicznym a normalnym. Niepełnosprawny płód, ten, który nazywa się «potworkiem», jest pozbawiony zarówno człowieczeństwa, jak i normalności. Ale normalności pozbawiony jest również płód, o którym mówi się: «zdeformowany». Płód może być zdeformowany, tylko jeśli zgodzimy się, że istnieje pewna norma, według której ma się rozwijać, i wobec tej normy będziemy go oceniać”.

Zdaniem Pamuły osoby przeciwne zakazowi aborcji z przyczyn ,,upośledzenia” płodu zbyt często w swoim dyskursie odwołują się do najniższych instynktów obecnych w społeczeństwie – strachu przed innym, zwłaszcza chorym lub niepełnosprawnym. Badaczka uważa, że nawet słuszna sprawa upodmiotowienia kobiet poprzez przyznanie im prawa do aborcji nie usprawiedliwia wspierania takiej opresyjnej normatywności.

Paradoksalnie więc proliferzy głoszący, że każdy człowiek, niezależnie od wieku czy stanu zdrowia, ma prawo do życia, często mierzą się z podobnym problemem, z jakim walczy ruch LGBT – opresyjnie rozumianą normalnością. Co więcej, wydaje się, że w niektórych sytuacjach normy zwalczane przez ruch na rzecz LGBT pokrywają się z tymi, które zagrażają nienarodzonym.

Tęczowy pro-life

Różowy trójkąt – symbol, którym w obozach koncentracyjnych Niemcy oznaczali więźniów o orientacji homoseksualnej – po latach został przejęty przez ruch na rzecz praw osób LGBT jako symbol dumy i oporu. W nim zaś – wpisana sylwetka płodu. Pod znakiem widać hasło: ,,PRAWA CZŁOWIEKA ZACZYNAJĄ SIĘ, GDY ZACZYNA SIĘ ŻYCIE CZŁOWIEKA”.

To obrazek pochodzący z marszu Pride w Cleveland w 2000 roku. Z polskiej perspektywy trudno wyobrazić sobie takie połączenie. Pewnie potraktowalibyśmy taki transparent jak prowokację, tak jak tęczową aureolę Matki Boskiej czy nabożeństwa na Paradzie Równości w 2019 roku. W Stanach Zjednoczonych takie happeningi to element traktowany zupełnie poważnie, obecny w tamtejszej przestrzeni publicznej już od ponad 30 lat.

Pro Life Alliance of Gays and Lesbians (PLAGAL) – organizacja odpowiedzialna za ten plakat – została założona w 1990 roku. Od tego czasu stała się niewielkim, ale regularnie zaznaczającym swoją obecność elementem demonstracji na rzecz osób LGBT. PLAGAL nie ogranicza jednak swojej aktywności do marszów środowisk LGBT. Od 1991 roku bierze udział w Marszu dla Życia, największej, odbywającej się w każdą rocznicę wyroku w sprawie Roe vs. Wade manifestacji ruchu pro-life w USA. Jak możemy przeczytać w materiałach promocyjnych organizacji, „w ruchu pro-life działa[…] [ona] na rzecz włączenia do agendy głosów LGBTQIA+ i środków, które chronią życie. W ruchu LGBTQIA+ działa […] na rzecz włączenia do agendy wewnętrznych praw człowieka nienarodzonych członków ludzkiej rodziny” (PLAGAL).

Tęczowe flagi, płody w różowych trójkątach, hasła ,,pro-life and proud” – wszystkie te elementy spotkały się z akceptacją organizatorów Marszu dla Życia, którzy co roku zapraszają PLAGAL do udziału w demonstracji. Dzieje się tak mimo tego, że zdecydowana większość organizacji go współtworzących ma religijne afiliacje. Przeciwnie, amerykański ruch pro-life od wielu lat troszczy się o to, by w jego szeregach nie zabrakło reprezentacji osób o poglądach postępowych, lewicowych i świeckich.

Niewielki PLAGAL jest postrzegany jako część tego szerokiego, ważnego skrzydła ruchu na rzecz praw osób nienarodzonych. Grupy, takie jak Rehumanize International, Consistent Life Network, Secular Pro-life i Democrats for Life of America, opowiadając się za tzw. etyką całego życia, łączą charakterystyczny dla postępowych poglądów sprzeciw wobec brutalności policji, wojnom, nieludzkiemu traktowaniu więźniów i migrantów, a także przekonanie o potrzebie zabezpieczeń socjalnych ze zdecydowanym sprzeciwem wobec prawa do aborcji.

Postępowa cywilizacja życia

Można powiedzieć, że w ten sposób ruch pro-life wraca do swoich korzeni. W głośniej książce Obrońcy Nienarodzonych historyk Daniel K. Williams opisuje początki amerykańskiego ruchu pro-life. Skupia się zwłaszcza na okresie sprzed przełomowego wyroku w sprawie Roe vs. Wade . Obraz, który wyłania się z tego opisu, różni się diametralnie od tego, jak zwykliśmy wyobrażać sobie obrońców życia.

Chociaż sprzeciw wobec aborcji swój początek miał w działaniach grup katolików, a zwłaszcza katolickich lekarzy, to na ówczesnej mapie politycznej Ameryki ruch ten zajmował zdecydowanie postępowe pozycje. „We wczesnym etapie ruchu [pro-life] angażowali się niektórzy konserwatyści, ale w zdecydowanej większości publiczna retoryka ruchu była oparta o liberalizm, oczywiście widziany przez pryzmat katolicki z połowy XX wieku. To liberalism spod znaku New Deal i Great Society”. Oprócz liberalnych katolików drugim ważnym ogniwem w pierwszych latach istnienia ruchu byli także czarni protestanci, którzy sprzeciwiali się rasistowskiej koncepcji kontroli urodzeń, zwłaszcza wśród najbiedniejszych warstw społecznych.

Co ciekawe, stanowisko wielu postępowych katolików jest dziś w tej sprawie takie samo jak ich ideowych poprzedników z lat 60. Czołowe czasopismo amerykańskiego Kościoła otwartego – magazyn „America” – opublikowało w ostatnich latach kilka tekstów, w których postulaty postępowe łączyły się z podejściem pro-life. Do takich głosów zaliczyć należy na pewno o. Jamesa Martina SJ, znanego z działań mających na celu włączenia osób LGBT w życie Kościoła, za co często spotykała go krytyka, również w Polsce.

W tekście Dlaczego jestem pro life? o. Martin odniósł się pozytywnie do etyki całego życia. Odwoływał się do encykliki Evangelium Vitae Jana Pawła II, nawoływał do tego, by ruch pro-life zajął się kwestią poszanowania podstawowych praw migrantów, natomiast organizacje pomagające uchodźcom włączyły się w działania proliferów.

Jeszcze mocniejszym głosem w tej sprawie był artykuł Keldena Formosy, nauczyciela w katolickiej szkole i zdeklarowanego geja. Formosa pisał w nim o tym, jak zaakceptowanie własnego homoseksualizmu pozwoliło mu się stać bardziej pro-life. Jednocześnie płynące z ruchu pro-life przekonanie o konieczności akceptacji każdego człowieka ułatwiło mu również pogodzenie się z własną tożsamością.

Autor porównuje tęsknotę (którą sam kiedyś odczuwał) za stworzeniem idealnej rodziny realizującej tradycyjny model do aspiracji swoich liberalnych znajomych – realizacji w życiu zawodowym, ciekawych, zapełniających spełnienie zajęć w czasie wolnym i szerokie, długotrwałe poszukiwania w celu znalezienia idealnego partnera, które skłaniają ich do stanowiska pro-choice.

Formosa uznaje wartość i atrakcyjność obydwu wizji ,,dobrego życia”, nie zgadza się natomiast na to, że można do nich dążyć za wszelką cenę. Zaznacza, że „[…] nie mo[że] zdecydować, że bę[dzie] heteroseksualistą, tak samo jak ty nie możesz zdecydować, że nie będziesz już matką czy ojcem, kiedy poczęło się twoje dziecko. […] Lepsze rozumienie ludzkiej wolności akceptuje nasze ograniczenia, to że niektóre rzeczy przychodzą bez naszej zgody. Wtedy powinniśmy próbować znaleźć w sens i radość w zmienianiu naszych planów, alby powitać w nich miłość i życie”.

Irlandia i Malta

Kiedy w 2019 roku społeczeństwo Irlandii przyjęło w referendum aborcję na życzenie, Kaja Godek, być może najbardziej znana żyjąca działaczka pro-life w Polsce, stwierdziła, że nie jest to dla niej zaskoczeniem, skoro premierem jest tam zdeklarowany gej. Rzeczywiście, w społeczeństwie irlandzkim upadek konstytucyjnej gwarancji obrony życia poprzedziło referendum o wprowadzeniu małżeństw homoseksualnych z możliwością adopcji dzieci. Ostra, społeczna polaryzacja w wypadku obydwu referendów nie pomogła w obronie postulatów Kościoła, który utracił wpływ na większość społeczeństwa.

Zupełnie odmiennie wygląda sytuacja w innym wyspiarskim państwie – na Malcie – i to pomimo tego, że w ostatnich latach zalegalizowano tam (przy jednym głosie sprzeciwu) małżeństwa homoseksualne, a społeczeństwo laicyzuje się podobnie do innych europejskich społeczeństw. Obowiązujący na wyspie całkowity zakaz aborcji nie jest jednak zagrożony, czego dowodem jest ostatnie zdecydowane odrzucenie złożonego przez niezależną posłankę projektu dekryminalizacji aborcji przez dwie główne partie polityczne.

To najlepszy dowód na to, że nie tylko w poszczególnych organizacjach, ale nawet w całych społeczeństwach sprawy LGBT i pro-life nie muszą być sobie przeciwstawiane. W Polsce natomiast nawet teraz odnaleźć można pojedyncze przykłady akcji, które wskazują na to, że istnieje pewien potencjał do szukania punktów wspólnych.

Jednym z nich była akcja billboardowa ,,Kochajcie mnie, mamo i tato”. Kampania sprzeciwiająca się przemocy wobec dzieci LGBT miała stanowić odpowiedź na billboardowe kampanie przeciw rozwodom. Nie spotkała się ona jednak z oporem wśród wszystkich proliferów – niektórzy znani zwolennicy ochrony życia, na przykład Tomasz Terlikowski, poparli akcję, bo widzieli w niej wartościowe uzupełnienie dla własnych działań.

Budujące jest również oświadczenie wydane przez Polską Federację Ruchów Obrony Życia i Rodziny z września 2020 roku. Federacja wyraża tam ,,zdecydowany sprzeciw wobec wszelkich form agresji i przemocy w przestrzeni publicznej”, a także krytykuje łączenie walki z postulatami środowisk działających na rzecz LGBT i ochrony życia, uznaje je za niepotrzebne i sztuczne (zob. PFROŻiR, 2020). Jak czytamy dalej, ,,takie działania prowadzą do zmniejszania się potencjału osób i organizacji gotowych do publicznej, życzliwej działalności w ochronie życia, ponieważ wiele osób nie chce brać udziału w tej agresywnej polaryzacji postaw”.

Evangelium vitae Jan Paweł II, najbardziej znany polski prolifer, pisał, że „«Ewangelia życia» nie jest przeznaczona jedynie dla wierzących: jest dla wszystkich. Sprawa życia oraz jego obrony i promocji nie jest wyłączną prerogatywą chrześcijan. Choć czerpie swe niezwykłe światło i moc z wiary, należy do każdego ludzkiego sumienia, które dąży do prawdy i któremu nie są obojętne losy ludzkości. […] «Lud życia» raduje się z tego, że może dzielić się swoją misją z wieloma innymi, dzięki czemu coraz liczniejszy staje się «lud dla życia», a nowa kultura miłości i solidarności może wzrastać i służyć prawdziwemu dobru ludzkiego społeczeństwa”.

Z punktu widzenia osób pro-life tym bardziej należy się więc starać, by takich wspólnych punktów było jak najwięcej, zamiast skupiać się na walce z mniejszościami seksualnymi w wojnie kulturowej.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.