Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

„Psie pazury”. Pułapki stereotypowego wizerunku homoseksualisty-ofiary i krytyka budowania tożsamości LGBT na traumie

„Psie pazury”. Pułapki stereotypowego wizerunku homoseksualisty-ofiary i krytyka budowania tożsamości LGBT na traumie Print screen ze zwiastuna filmu „Psie pazury”

Najnowszy film Jane Campion Psie pazury zwodzi nas od samego początku. Od pierwszych kadrów wydaje się nieco dziwny, ale mimo wszystko dość szybko możemy przypiąć mu łatkę kina zaangażowanego, które współczesne problemy ubiera w historyczne kostiumy. Dwóch braci, prowadzących ranczo w Montanie, popada w konflikt, gdy jeden z nich postanawia ożenić się z miejscową wdową. Zgorzkniały Phil Burbank nie potrafi się z tym pogodzić. Nie tylko wyżywa się na swym bracie George’u, lecz także wpędza jego świeżo poślubioną żonę Rose w chorobę alkoholową.

Oczywiście za jego zachowaniem kryje się smutna oraz traumatyczna historia. Ten bezkompromisowy, twardy i surowy ranczer ukrywa przed wszystkimi swój homoseksualizm, zaspokajając swój popęd jedynie za pomocą wspomnień o zmarłym przyjacielu, prawdopodobnie jego pierwszej i jedynej miłości. I tutaj wchodzi na scenę Peter, syn Rose z pierwszego małżeństwa. Po pewnych, koniecznych dla fabuły perturbacjach, nawiązuje on głęboką oraz pełną erotycznego napięcia relację z ponurym Philem. Właściwie już po 30 minutach filmu jesteśmy pewni, że odkryliśmy wszelkie meandry fabuły, aż nadto przywodzącej na myśl Tajemnicę Brokeback Mountain.

Czujemy się bezpiecznie, gdyż mamy wręcz pewność, jak to się wszystko potoczy. Nieśmiały i wymuskany Peter idealnie nadaje się do wplątania w homoseksualny romans. Widzą to nawet pracownicy rancza, dosadnie żartujący z jego niepewnej seksualności oraz delikatnej fizjonomii. W końcu za takim ciałem musi się kryć stosowny, niemal stereotypowo kobiecy, charakter.

Natomiast Phil odnajdzie w relacji z nim zarówno miłosne spełnienie, jak i niejako powtórzenie relacji, która łączyła go ze zmarłym przyjacielem, choć teraz to on zajmuje miejsce dojrzałego mężczyzny, nadającego ton ich związkowi. W takim ujęciu obserwowane na ekranie sceny, gdzie wspólnie wykonują zupełnie niewinne czynności, jawią się jako niezwykle zmysłowe oraz pełne erotycznego napięcia.

Niemniej zakończenie bez żadnych skrupułów niszczy wybrane przez nas interpretacyjne klisze. Peter wcale nie było zagubionym młodzieńcem bez ikry, lecz precyzyjne realizował swój plan zemsty. Nawiązał relacje z Philem, aby uratować matkę, która nie potrafiła poradzić sobie z docinkami szwagra. Wszystkie jego akty dobrej woli wobec przyszywanego wuja były tak naprawdę przemyślanymi krokami na drodze do popełnienia doskonałej zbrodni. A romantyczne, wspólne zaplatanie sznura w szopie, okraszone wstydliwymi wyznaniami, tak naprawdę przedstawiało scenę morderstwa, gdyż Phil otrzymał rzemień powstały z zarażonej wąglikiem krowy.

Jednak stracił czujność, gdyż nie wierzył, że słodki Peter mógłby wykorzystać swoją wiedzę medyczną, żeby z zimną krwią pozbawić go życia. Musiałby przecież pamiętać o jego otwartej ranie na ręce… Co ciekawe, my również otrzymaliśmy od reżyserki wszelkie możliwe wskazówki na temat faktycznego kształtu ich relacji. Pierwsze wypowiedziane w Psich pazurach zdanie należy do Petera : „Odkąd zmarł ojciec zależało mi tylko na tym, aby matka była szczęśliwa”. Kiedy mówi, że jego zmarły ojciec narzekał na jego zbyt silny charakter, nie bierzemy jego słów na poważnie. Zapominamy o scenie, w której z niewiadomych powodów pochyla się nad padniętym bydłem. Tak jak Phil widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć.

I za takie przesiąknięte stereotypami myślenie dostajemy po nosie. Bez problemy dajemy się zwodzić oraz prowadzić na utarte tory. Dopiero zakończenie zwraca naszą uwagę na to, na co być może wcale nie chcieliśmy zwracać uwagi. Psie pazury z niezwykłą wyrazistością pokazują, jak łatwo dajemy się zwieść obrazom. Wystarczy pokazać parę schematów, żeby odpowiednio ukształtować nasze myślenie. I już wcale nie czujemy się dobrze z tym bezrefleksyjnym zaszufladkowaniem Petera. Niektórzy pewnie pocieszą się taką interpretacją, w której miłość do matki wygrała z miłością do mężczyzny. W samym filmie trudno jednak znaleźć jakieś wyraźnie znaki jego orientacji. Poza tym, że został przedstawiony w niezwykle szablonowy sposób.

Przesłanie Jane Campion w rzeczywistości jest jednak o wiele mocniejsze. Twoja smutna historia, problemy z tożsamością płciową i nieprzepracowane traumy wcale nie usprawiedliwiają pastwienia się nad innymi. Jeżeli obwiniasz innych za swoje nieszczęśliwe życie i pragniesz, aby cierpieli podobnie jak ty, to może cię spotkać za to (nawet zbyt wielka w stosunku do przewinień) kara.

Materiał opracowała Daria Chibner.