Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Mazur: Czego Trzaskowski i WHO chcą uczyć dzieci?

„W zeszłym tygodniu prezydent Rafał Trzaskowski podpisał Warszawską Deklarację LGBT+. Dlaczego jednak ta deklaracja tak mocno wzburzyła opinię publiczną? Najmocniej skrytykowano postulat numer cztery, który mówi o tym, że w każdej warszawskiej szkole ma być wprowadzona edukacja seksualna zgodna ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia. Przeczytałem ten dokument i muszę powiedzieć, że jako ojciec trójki dzieci nie zgadzam się na prowadzenie edukacji seksualnej według tych wytycznych” – mówi w najnowszym odcinku #KluboTygodnika Krzysztof Mazur. 

„Po pierwsze, przeżywanie seksualności jest nie tylko kwestią biologiczną, ale również kulturową. Rozumienie piękna, erotyzmu, wstydu – to wszystko zależy od kultury, w której żyjemy. Dlatego nie ma jednego obiektywnie słusznego modelu seksualności. I niby eksperci z WHO też to rozumieją, ale jednak ich celem jest stworzenie wspólnych standardów edukacji seksualnej dla całej Europy. Dostrzegają przy tym, w podrozdziale 1.3, że Europa Zachodnia różni się od Europy Środkowej i Wschodniej. Nie trudno się domyślić, jak w tej opowieści są rozpisane role. Zachód afirmuje seksualność, która stanowi »istotne źródło rozwoju osobistego człowieka«. Wschód, z uwagi na swój konserwatyzm, boi się seksualności. Zamiast »edukacji seksualnej« prowadzi lekcje z »przygotowania do życia w rodzinie«, które negują, że młodzi ludzie chcą być aktywni seksualnie przed zawarciem związku małżeńskiego. Dlatego celem WHO jest, za pomocą jednego standardu dla całej Europy, przekonać Wschód, by porzucił dawne zabobony i przyjął zachodni sposób myślenia o seksualności” – analizuje.

„Mam kilka słów komentarza do ekspertów z WHO: wasze patrzenie na świat jest protekcjonistyczne. Nie ma ono nic wspólnego z tolerancją dla odmienności kulturowych. Chcecie wszystkich ulepić według własnego wzorca. Do tego kryjecie się za etykietami »naukowości« i »obiektywności«. Tymczasem światopogląd progresywny, afirmujący wszelką seksualność, o ile na partnerskich zasadach i z odpowiednim zabezpieczeniem, jest tak samo arbitralnym wyborem, jak światopogląd konserwatywny, który mówi również o gotowości psychicznej, emocjonalnej, społecznej i duchowej przed współżyciem. I nie, to że ktoś mówi o tych aspektach seksualności, jak choćby Teresa Król w podręczniku »Wędrując ku dorosłości«, który stanowi podręcznik do »wychowania do życia w rodzinie«, to nie oznacza, że zamyka oczy na rzeczywistość i nie widzi, że młodzi ludzi chcą współżyć przed ślubem. Chęć przekazania młodym ludziom, jak podjąć decyzję o współżyciu odpowiedzialnie nie oznacza strachu przed seksualnością czy jej wypierania” – mówi Mazur.

„Po drugie, standardy WHO zawierają szczegółową matrycę, której celem jest sformułowanie wytycznych dla osób piszących programy i prowadzących zajęcia. Znajduje się w nich szereg zapisów, które oburzyły opinię publiczną w Polsce. Czytamy w niej na przykład, że uczniowie w wieku 4-6 lat mają zostać przez nauczycieli pouczeni na temat »radości i przyjemności z dotykania własnego ciała oraz masturbacji we wczesnym dzieciństwie«. Afirmacja masturbacji pojawia się zresztą w każdej kolejnej grupie wiekowej. Uczniowie w wieku 6-9 lat z kolei mają otrzymać od nauczycieli informację na temat »seksu w mediach (łącznie z Internetem)«. W wieku 9-12 lat powinna odbyć się rozmowa na temat »pierwszych doświadczeń seksualnych«. Wreszcie uczniowie w wieku powyżej 15 lat powinni nabrać »krytycznego podejścia do norm kulturowych / religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa«. Czyli jeśli rodzice wychowują ich w religijnym światopoglądzie, to nauczyciel powinien nauczyć ich krytycznego podejścia do niego” – wymienia twórca KluboTygodnika.

„Nie wchodząc znowu w łatwy schemat »zdeprawowany Zachód« vs »bojący się seksualności Wschód« mogę jedynie, bardzo delikatnie powiedzieć, że te rekomendacje odbiegają nieco od naszych norm kulturowych. Jeśli w ostatnich dniach pojawiły się w mediach jakieś głupoty na temat pedofilii, to właśnie dlatego, że nie wyobrażamy sobie, by dorosły człowiek uczył nasze dzieci w przedszkolach na czym polega masturbacja. Co więcej, te rekomendacje WHO sprzeczne są z podstawą programową MEN, która dopiero w IV klasie szkoły podstawowej wprowadza tematykę wychowania seksualnego w ramach »wychowanie do życia w rodzinie«. To, co zakłada Deklaracja Warszawska LGBT+ jest zatem sprzeczne z polskim prawem oraz naszymi normami kulturowymi” – podsumowuje Mazur.

„Po trzecie wreszcie, nie trudno zauważyć, że wytyczne WHO nie nadążają za rzeczywistością. Ten dokument jako najważniejsze zagrożenia dla naszej seksualności identyfikuje, poza oczywiście strachem przed seksem, brak wiedzy na temat zabezpieczeń. Stąd choroby przenoszone drogą płciową oraz niechciane ciąże. Dlatego akronim HIV występuje w tym dokumencie 35 razy, a słowo »antykoncepcja« 29 razy. Tymczasem coraz więcej pojawia się głosów, że wobec popularności urządzeń mobilnych, dziś największym zagrożeniem dla naszego dojrzałego życia seksualnego jest pornografia. To słowo występuje w dokumencie tylko 6 razy, zazwyczaj w kontekście neutralnym” – zauważa autor.

„Badacze z WHO znaleźli się w trudnym położeniu. Przez lata uczyli przecież, że masturbacja jest dobra, trzeba ją tylko zaakceptować od najmłodszych lat. Nie przewidzieli jednak rewolucji technologicznej. To, co działo się okazyjnie, dziś stało się wielkim przemysłem, który ryje młodym chłopakom mózgi. Minie kilka dobrych lat, całe pokolenie będzie musiało ugrzęznąć w tym bagnie, zanim WHO zmieni swoje »obiektywne« i »naukowe« wytyczne. I wtedy, z wyższością Zachodu, zacznie nam mówić, że jednak »źle to robimy«, bo pornografia jednak nie jest ok” – puentuje Mazur.