Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Śmierć Izabeli z Pszczyny. Nie mamy wystarczającej wiedzy, aby ferować polityczne wyroki

Śmierć Izabeli z Pszczyny. Nie mamy wystarczającej wiedzy, aby ferować polityczne wyroki Screen z filmu na YT pt. "Tragedia w szpitalu w Pszczynie. Dlaczego zmarła ciężarna pacjentka? (UWAGA! TVN)"

Patrząc na treść transparentów z niedzielnych protestów, duża część osób wydała już jednoznaczny wyrok potępiający: za śmierć Izabeli odpowiedzialność ponoszą sędziowie Trybunału Konstytucyjnego i sam rząd PiS. Tymczasem nie mamy wystarczających informacji, by rozstrzygnąć kto tak naprawdę jest winny. Wzięcie zmarłej Izabeli na polityczne sztandary jest nieuzasadnione i moralnie wątpliwe.

Co tak naprawdę wiemy?

Najpierw warto zacząć od odpowiedzi na fundamentalnie pytanie: jakimi informacjami tak naprawdę dziś dysponujemy? Z wiadomości przekazanych przez matkę zmarłej wynika, że na początku września trzydziestoletnia Izabela dowiedziała się, że jej ciąża jest obarczona wadami. Kobieta miała zdecydować się na jej donoszenie. Tu pojawiają się pierwsze znaki zapytania: jakiego rodzaju były to wady?

Jeżeli Izabela zdecydowała się donosić ciążę, to być może miała prawnie (bądź pozaprawnie) zapewnioną alternatywę? Na ten temat nic nie wiemy. W dzień przed trafieniem do szpitala w Pszczynie, tj. 20 września, córka Izabeli rozbiła nos. Kobieta pojechała z nią do placówki szpitalnej w Bielsku-Białej. Tam odeszły jej wody -najprawdopodobniej w wyniku stresu związanego z urazem córki. Dostała skierowanie do szpitala w Pszczynie, w którym znalazła się 21 września.

Została przyjęta na oddział, lekarze zdiagnozowali przedwczesne odpłynięcie wód płodowych, czyli tzw. bezwodzie. Matka Izabeli przedstawiła smsy, według których jej córka miała przekonanie, że lekarze zwlekają z działaniem ze względu na obowiązujące prawo aborcyjne. Kobieta miała bać się potencjalnego zakażenia sepsą. Co więcej, miała komunikować swojej rodzinie, że została pozostawiona de facto sama sobie i że nikt nie monitoruje stanu jej ani dziecka. Po stwierdzeniu obumarcia płodu, zdecydowano dokonać cesarskiego cięcia. Izabela zmarła dnia 22 września w drodze na salę operacyjną.

Prokuratura Regionalna w Katowicach od dnia 7 października prowadzi śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci. Dnia 3 listopada wydała oświadczenie, w którym możemy przeczytać, że „wyniki sekcji zwłok wskazują z dużym prawdopodobieństwem, jako przyczynę śmierci pacjentki, na wstrząs septyczny po obumarciu płodu oraz zakażenie, po przedwczesnym odejściu wód płodowych, jako przyczynę obumarcia płodu.”

Sprawa śmierci trzydziestoletniej Izy stała się sprawą publiczną 29 października. Poinformowała o niej na swoim koncie w serwisie Twitter Jolanta Budzowska, radczyni prawna zajmująca się wyciąganiem konsekwencji prawnych w zakresie błędów medycznych. Wywołało to medialną burzę. Twitter został zalany falą wpisów z hashtagiem #AniJednejWięcej. Pojawiały się mocne oskarżenia-  za śmierć Izabeli obwiniano m.in. sędzię Julię Przyłębską oraz Jarosława Kaczyńskiego.

Część środowisk proaborcyjnych sugerowała, że śmierć Izy jest skutkiem tzw. efektu mrożącego wyroku Trybunału Konstytucyjnego (mówiła o tym chociażby Kamila Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny). Miałby on polegać na tym, że zaostrzenie prawa aborcyjnego i klimat panujący wokół wyroku TK skutkuje tym, że lekarze boją się podejmowania decyzji o aborcji, nawet jeżeli życie matki lub dziecka jest zagrożone (a więc w sytuacji, gdy jest to niezmiennie prawnie dopuszczalne). Lekarzy miałaby paraliżować wizja ewentualnej odpowiedzialności karnej.

W związku ze śmiercią Izabeli przez Polskę przetoczyła się fala manifestacji pod hasłem znanym już wcześniej z Twittera:„#AniJednejWięcej. Manifestacje odbyły się m.in. w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Łodzi, Wrocławiu, Szczecinie, Poznaniu, Kielcach czy Elblągu. W warszawskiej manifestacji wzięli udział czołowi polscy politycy m.in. Donald Tusk, Rafał Trzaskowski czy politycy Lewicy. Pojawił się także Szymon Hołownia. Na czele warszawskiego pochodu niesiono baner z napisem „Macie krew na rękach”. Uczestnicy marszu trzymali w rękach zdjęcia zmarłej Izabeli.

Kto (lub co) jest winien śmierci Izabeli z Pszczyny?

Od razu warto sobie uczciwe odpowiedzieć, że nie mamy wystarczających informacji, by wyrokować kto jest winien śmierci trzydziestoletniej Izabeli. Wiemy, ze doszło do tragedii. Zmarła kobieta pozostawiła męża i córkę. Pogrążyła w żałobie swoich rodziców. Jestem przekonany, ze zarówno zwolennicy zeszłorocznego wyroku TK, jak i uczestnicy Strajku Kobiet szczerze chcieliby, aby takie sytuacje w przyszłości nie miały już miejsca.

Obraz wyłaniający się z mediów sugeruje różne opcje: błąd lekarzy, rażące zaniedbanie w opiece nad pacjentką bądź przywoływany już paraliżujący efekt wyroku TK. Nie mamy jednak dostępu do karty pacjenta, historii leczenia etc. – nie mamy więc na dzisiaj możliwości rzetelnego stwierdzenia co tak naprawdę się stało. Ferowanie wyroków przypomina wróżenie z fusów. Na obecnym etapie wskazywnaie palcem winnych jest moim zdaniem nieuczciwe moralnie, zarówno wobec lekarzy, jak i wobec zmarłej pacjentki i jej rodziny.

Ciekawą próbę interpretacji medycznej na łamach Więzi przedstawiła Joanna M. Kociszewska. Autorka pokazuje, że w oparciu o zebrane z mediów dane i znajomość procedur medycznych teza o wpływie wyroku TK na działanie lekarzy wydaje się bardzo mocno wątpliwa. Pojawia się też sugestia, że biorąc pod uwagę 22. tydzień ciąży, teoretycznie możliwe byłoby przedwczesne zakończenie ciąży. Co ważne, nie wiemy na czym miałaby polegać wrodzona wada płodu. Bezwodzie zaś nie implikuje automatycznie śmierci dziecka.

Tak o sprawie mówił na łamach „Gazety Wyborczej” dr Maciej Socha, kierownik Katedry Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej UMK Collegium Medicum w Bydgoszczy: „Sytuacja pani Izabeli z Pszczyny jest przykładem jednego z dylematów, z którym zmagamy się od dawna. Przy odpłynięciu płynu owodniowego im wcześniejszy etap ciąży, tym rokowanie jest gorsze. Ale jak to w medycynie, nieczęsto możemy powiedzieć coś na sto procent. Bez płynu owodniowego układ oddechowy płodu prawdopodobnie nie będzie prawidłowo się rozwijał. Płyn ma też funkcję metaboliczną i ochronną. Jeśli dochodzi do pęknięcia błon płodowych, do macicy mogą dostać się bakterie i spowodować zakażenie wewnątrzowodniowe. Niezależnie od leczenia taki stan obarczony jest pewnym ryzykiem infekcji ogólnoustrojowej, także sepsy i wstrząsu septycznego.”

W tym kontekście mocno problematyczna jest teza o „efekcie mrożącym” wyroku TK. Oczywiście trzeba uwzględnić i rzetelnie sprawdzić czy takie zjawisko ma rzeczywiście miejsce. Wielu komentatorów, także lekarzy, twierdzi, że ginekolodzy starają się od spraw związanych z aborcją trzymać jak najdalej. Na ten moment nie posiadamy jednak żadnych rzetelnych badań na ten temat.

Przywoływana przeze mnie Kociszewska zauważa, że z smsów, które Iza wysyłała ze szpitala wynika jakoby pacjentka była zaniedbywana i pozostawiona sama sobie. Komentując ten fakt, autorka artykułu zauważa, że tak nie zachowują się osoby, które boją się odpowiedzialności karnej. Najbardziej naturalną konsekwencją takiego strachu byłoby rzetelne monitorowanie stanu matki i dziecka. Z przekazów medialnych wynika, że było zupełnie odwrotnie.  To poddaje w wątpliwość tezę, że Izabela jest ofiarą „efektu mrożącego” wyroku TK, Tak jak jednak wspominałem- mamy zbyt mało informacji by podawać ostateczne rozstrzygnięcia. .

Klimat zagrożenia i niepewności związany z aborcją, który w debacie publicznej jest mniej lub bardziej obecny jest sprawą złożoną. Wynikać on może z kilku czynników. Moim zdaniem lęk podsycały w dużej mierze środowiska sprzeciwiające się zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Strajk Kobiet stosował bardzo mocną retorykę, która sugerowała, że kobiety po wyroku TK miałyby się stać czymś w rodzaju „żywych inkubatorów”.

Swoje trzy grosze do budowania atmosfery grozy dołożyły środowiska związane z Kają Godek i Mariuszem Dzierżawskim. Propozycje zaostrzenia kary za aborcję do 25 lat pozbawienia wolności i ciężarówki z hasłami utożsamiającymi homoseksualizm z pedofilią- to wszystko spowodowało, że sprawa prawnego ograniczenia aborcji została przez środowisko „pro-choice” zredukowana do kategorii pomysłu garstki „fundamentalistów”,  którzy chcą ścigać kobiety i lekarzy. Wniosek z takiej narracji jest prosty: jest się czegoś bać, a Polsce lepiej w ciążę nie zachodzić. I nie ma tu specjalnie znaczenia, że te organizacje nie są popierane ani przez PiS, ani przez większość katolików. Osoby takie jak Kaja Godek to dla lewicy bardzo wygodny chochoł.

Rząd powinien zrobić wszystko, by kobiety czuły się bezpiecznie

Nie rozstrzygając czy „efekt mrożący” istnieje, czy też nie, to w interesie rządu jest zrobienie wszystkiego, by rozładować atmosferę lęku i napięcia, która narosła wokoło wyroku TK i sprawy Izabeli z Pszczyny. Pierwszy krok w tym kierunku uczyniło już Ministerstwo Zdrowia, które wydało oświadczenie w tej sprawie.

Czytamy w nim, że obecny stan prawny umożliwia aborcję w wyniku zagrożenia zdrowia lub życia matki i co więcej – są to przesłanki rozłączne. Wystarczy więc występowanie tylko jednej z nich, by lekarz mógł dokonać legalnej aborcji. Lekarze nie powinni obawiać się podejmowania decyzji zgodnych z ich wiedzą medyczną. Minister Adam Niedzielski w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem, oznajmił, że mają zostać przygotowane wytyczne, których celem jest rozwianie wszelkich wątpliwości co do interpretacji ustawy. Sam minister zwraca uwagę, że jeżeli mamy do czynienia z „efektem mrożącym”, to jest on raczej wynikiem błędnych interpretacji wyroku TK.

Jest jednak jeden bardzo poważny zarzut wobec PiS-u:  pomimo obietnic składanych po wydaniu wyroku TK w sprawie przesłanki eugenicznej, do tej pory nie zostały przygotowane żadne rozwiązania mające wspierać osoby dotknięte skutkami uchylonej przez TK przesłanki. Podobnie nic nie zrobiono z kwestią świadczeń dla rodziców wychowujących niepełnosprawne dzieci.  Tomasz Terlikowski na łamach „Kultury Liberalnej” określił ten fakt w następujących słowach: „To więcej niż błąd – to zbrodnia”.

Kolejna kwestia to problem opieki okołoporodowej co do której jakości, pomimo poprawy w ciągu ostatnich 25 lat, wciąż wysuwane są wątpliwości. Brak uregulowania tych kwestii może na dłuższą metę doprowadzić do tego, że aborcji będzie raczej więcej niż mniej. Obecne regulacje mogą bowiem rodzić społeczne przeświadczenie, że rząd i „pro-liferzy” zmuszają kobiety do rodzenia, a następnie zostawiają je same sobie bez żadnego wsparcia. Jest to silny argument w rękach środowisk pro-aborcyjnych i antyrządowych. Prowadzi to do coraz większej radykalizacji, zwłaszcza wśród młodych kobiet.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.