Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nie lekceważmy męskiego punktu widzenia. Jak zatrzymać polaryzację młodzieży?

Nie lekceważmy męskiego punktu widzenia. Jak zatrzymać polaryzację młodzieży? https://unsplash.com/photos/7SRymDKKDus

Mężczyźni są uprzywilejowani, a kobiety dyskryminowane. Jeśli mężczyzn coś niszczy, to jest to patriarchat. Tak wygląda dominująca narracja dotycząca problemów, z którymi zmaga się każda ze stron. O ile perspektywa kobiet została dostrzeżona przez naukowców, polityków i instytucje międzynarodowe, o tyle perspektywa mężczyzn jest zbywana jako problemy jednostek. W efekcie postępuje polaryzacja polityczna młodzieży. Trzeba więc dostrzec męski punkt widzenia. Nie chodzi tutaj o rewanżyzm lub pomniejszanie problemów kobiet, ale o kluczowe dla rozsądnego dialogu uznanie różnych perspektyw za uprawnione.

Polaryzacja młodych wyborców

Od co najmniej 2 lat badania wskazują na polaryzację młodych kobiet i mężczyzn. Według ostatniego sondażu IBSP najbardziej popularną partią wśród młodych (w grupie wiekowej 18-29 lat) jest Konfederacja z poparciem 25%. Trzecie miejsce (po Polsce 2050) zajmuje Lewica z 15%. Według CBOS 40% młodych kobiet i 22% mężczyzn deklaruje poglądy lewicowe, a 17% kobiet i 36% mężczyzn – poglądy prawicowe. Dane te sugeruję, że młode pokolenie znacznie odróżnia się od pozostałych wyborców, a także odznacza się wewnątrz swojej grupy silną polaryzacją z wyraźnym podziałem płciowym.

Takiej polaryzacji (płciowej, ale też pokoleniowej) należy zapobiegać, zanim utrwali się w kolejnych rocznikach młodych ludzi. Nie można polegać na wierze, że radykalne postawy mijają z wiekiem. Jak pokazuję w raporcie Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce, ze względu na różnice w wykształceniu i zachowaniach migracyjnych mężczyźni i kobiety żyją w odrębnych światach. Coraz później i rzadziej tworzą rodziny, przez co nie uwspólniają swoich interesów politycznych. Trudno więc spodziewać się, że różnice w politycznych preferencjach kobiet i mężczyzn z czasem naturalnie zanikną.

Podziały polityczne definiują dzisiaj głównie kwestie światopoglądowe, w tym zwłaszcza podejście do spraw związanych z rolami płciowymi i seksualnością. Według dominującej i progresywnej narracji kobiety są ofiarami patriarchatu. Na szczycie piramidy władzy i win znajdują się za to – jako bohater zbiorowy – biali mężczyźni. Tymczasem duża część mężczyzn nie odczuwa swoich przywilejów związanych z płcią, bo po prostu ich nie ma. Należą do prekariatu, więcej czasu spędzają w bezsensownej, rutynowej i fizycznej pracy, rzadziej zdobywają wyższe wykształcenie i częściej mieszkają na wsi.

Jak słusznie zauważa filozof Michael Sandel, o statusie w merytokratycznym społeczeństwie decyduje w dużej mierze wykształcenie i szerzej – kapitał kulturowy. Sandel podkreśla, że  „dzisiejsza populistyczna rewolta przeciwko elitom w dużej mierze wynika z gniewu wyborców z klasy pracującej wobec tego, co odczytują jako pogardę dla ludzi bez wyższego wykształcenia”. Trudno powiedzieć, by tacy mężczyźni mieli większy wpływ, także w sferze publicznej, na otaczającą ich rzeczywistość niż kobiety. W najmniejszych, wiejskich i pozornie najbardziej konserwatywnych gminach kobiety są tak liczne w radach gmin jak w największych miastach.

Polityka skupia się na kobietach

2 lata temu na zupełnie innych łamach zapytałem, kogo obchodzą mężczyźni. Mniej więcej wtedy, podczas kampanii przed wyborami samorządowymi i europejskimi, Koalicja Obywatelska prezentowała program na konwencji zatytułowanej Kobieta. Polska. Europa, Sylwia Spurek zapewniała na plakatach, że „future is for feminists”, a Piotr Pacewicz w Oko.press apelował do kobiet, by „schowały mężom dowody”. Środowiska proeuropejskie nie proponowały więc mężczyznom nic więcej poza ustąpieniem miejsca kobietom.

Wydaje się, że dziś (częściowo wskutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego i wywołanego przezeń Strajku Kobiet) mężczyźni mają jeszcze mniejsze szanse na zdobycie uwagi polityków i organizacji pozarządowych. Od tego czasu Agnieszka Holland zaproponowała odebranie mężczyznom czynnych praw wyborczych na 3 kadencje, a w debacie publicznej upowszechniło się określenie „dziaders”. Najbardziej znani dziennikarze starszego pokolenia – jak Adam Michnik czy Jacek Żakowski – biją się w piersi i demonstracyjnie samookreślają się mianem „dziadersów”. Jak pisze sama Holland, „użytkowniczki pojęcia «dziaders» często dowodzą, że […] wiek i nawet płeć nie grają roli. Ale to nieprawda. Chodzi o mężczyzn, i to głównie tych z pokolenia «Solidarności», dumnych ze swego dorobku i zadowolonych z siebie”. Żałuje przy tym, że określenie to stało się „maczugą” do walki międzypokoleniowej. Między innymi za pomocą takich określeń, jak „dziaders” czy „kuc” wytykanie płci mężczyznom stało się normą.

Mimo że większość najwyższych stanowisk publicznych zajmują mężczyźni, to młodzi wyborcy płci męskiej (zwłaszcza ci niewykształceni i mieszkający na prowincji) mogą czuć się odrzuceni przez umiarkowanych polityków. Szczególne zainteresowanie kobietami można zauważyć u większości partii politycznych. Lewica zwraca się do kobiet jako jednostek, podkreśla ich walkę o samodzielność oraz możliwości wieńczenia kariery na wyższych szczeblach.

W podobnym duchu kampanię prezydencką prowadził Rafał Trzaskowski, który proponował Narodowy Program Zdrowia Kobiety. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość (przy jednoczesnym przeforsowaniu zakazu aborcji i małej liczbie kobiet w rządzie) zwraca się do kobiet jako matek-Polek i oferuje im 500+, które umożliwia rezygnację z pracy zarobkowej, emerytury dla matek oraz przywrócenie nierównego wieku emerytalnego.

Strategia ta jest zrozumiała – dorosłych kobiet jest o 1,4 mln (10%) więcej niż mężczyzn. W drugiej turze wyborów prezydenckich zarówno wśród wyborców Rafała Trzaskowskiego, jak i Andrzeja Dudy około 55% stanowiły kobiety. Co ciekawe, nierównowagę tę próbują zwiększać organizacje pozarządowe. Według raportu Fundacji Panoptykon kampania Jak głosować w ramach działań profrekwencyjnych opłacała reklamy z hasłem: „Nie pozwól, by stare dziadki wybrały ci przyszłość”, które były wyświetlane na Facebooku wyłącznie młodym kobietom. Profesor Elżbieta Korolczuk zainicjowała natomiast inicjatywę Dziewczyny decydują zachęcającą młode kobiety do głosowania. Cel jest analogiczny do wspomnianego zabierania mężczyznom dowodów – ma głosować więcej kobiet niż mężczyzn.

Na kobietach skupiają się też instytucje międzynarodowe. W ostatnich latach nawet co ósmy komunikat prasowy Komisji Europejskiej wspominał płeć (gender) lub kobiety. Szczególną wagę do równości płci przykłada Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen, która proponowała między innymi, by kobiety w gabinetach komisarzy stanowiły co najmniej 50%.

Najnowsza strategia równości płci Komisji Europejskiej rozpoczyna się od rozdziału poświęconego wyeliminowaniu przemocy ze względu na płeć i proponuje „zapobieganie przemocy przy szczególnym nacisku na kwestie związane z mężczyznami, chłopcami i maskulinizmem”. Definiuje w ten sposób mężczyzn jako potencjalnych przemocowców. Choć wspomina o gorszym wykształceniu mężczyzn i słabszych umiejętnościach cyfrowych chłopców, to nie widzi potrzeby rozwiązywania tych problemów, wręcz przeciwnie, wykorzystuje je jako argumenty dla wsparcia kobiet w doganianiu mężczyzn pod względem średnich zarobków i liczebności na studiach STEM (naukach ścisłych, technologii, inżynierii i matematyce). Komisja proponuje też upowszechnienie podejścia intersekcjonalnego, czyli uwzględniającego nakładanie się płci na klasę społeczną, rasę czy wiek, ale nie po to, by dostrzec problemy niewykształconych mężczyzn żyjących na prowincji, lecz by odkryć kolejne aspekty dyskryminacji kobiet.

Jak widać, za naturalne przyjmuje się założenie, że władze publiczne powinny szczególną uwagę poświęcać problemom kobiet, a problemy mężczyzn patriarchat powinien rozwiązać sam. Podczas gdy partie i organizacje szukają rozwiązań problemów kobiet w politykach publicznych, problemy mężczyzn sprowadzane są do toksycznej męskości i szkodliwej kultury. Tak jakby wystarczyło, że mężczyźni zmądrzeją, by poprawić swoją sytuację.

Kobiety natomiast potrzebują wsparcia państwa i organizacji. Jedynym chyba w polskiej polityce zwróceniem uwagi na problemy mężczyzn jest akcja Movember, w którą zaangażował się m.in. Robert Biedroń. Zwraca ona uwagę na problemy zdrowotne mężczyzn – rozwiązań szuka jednak właśnie w zrachowaniach jednostek („Badajcie się!”), a nie w politykach publicznych.

Wykorzystanie luki atencji i empatii

Opisane wyżej narracje prowadzą do radykalnych reakcji tych, którzy czują się wykluczani przy tworzeniu nowych norm społecznych. Pojawiają się postulaty walki z feminizmem czy rewolucją kulturową oraz pokazanie swojej siły poprzez przynależność do grup, które taką postawę akceptują i afirmują. Uniemożliwia to wypracowanie nowej, partnerskiej równowagi społecznej.

Przy takim natężeniu negatywnej retoryki wokół mężczyzn ze strony instytucji międzynarodowych, polityków i publicystów nie powinien dziwić zajmujący od kilku lat feministyczne badaczki zwrot przeciwko „genderowi jako eboli z Brukseli”, czyli coraz częstsze połączenie społecznego konserwatyzmu z eurosceptycyzmem.

Kilka lat temu wolnorynkowców i kosmopolitów w krajach rozwiniętych zaskoczyli populiści, którzy zaproponowali „przegranym globalizacji” i wolnego rynku redystrybucję godności. Można się spodziewać, że prędzej czy później oczekiwanie takiej redystrybucji ze strony mężczyzn – zwłaszcza młodych i z mniejszych ośrodków – też znajdzie polityczną realizację. Choć głosują oni dzisiaj rzadziej niż kobiety, to w końcu, jeśli nie znajdą reprezentacji w partiach głównego nurtu (podobnie jak kilka lat temu „przegrani globalizacji”), stworzą wystarczająco silne koalicje sprzeciwu.

Na polskiej scenie politycznej tę lukę atencji i empatii wobec mężczyzn wykorzystuje Konfederacja, która buduje męską tożsamość w kontrze do feminizmu. Na jednym z plakatów przed wyborami europejskimi Dobromir Sośnierz definiował swoją misję słowami: „Przeciwko feministkom, w obronie prawdziwych kobiet”. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich liderzy Konfederacji ujawnili na Twitterze wewnętrzny konflikt dotyczący targetowania według płci.

Janusz Korwin-Mikke proponował koncentrowanie się na mężczyznach. Zakładał, że kobiety prędzej czy później za nimi podążą. Krzysztof Bosak twierdził natomiast, że „jednym z celów [jego] kampanii było przekonanie […] większej liczby pań”. Konfederacja podążyłaby w ten sposób śladami Marine Le Pen, która stworzyła wiodącą siłę polityczną Francji i przyciągnęła do męskiej partii polityczki i wyborczynie. Według exit poll Krzysztof Bosak zdobył ponad 2 razy większe poparcie wśród mężczyzn niż wśród kobiet. Natomiast Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda dostrzegli elektorat Konfederacji dopiero podczas wieczoru wyborczego po pierwszej turze wyborów prezydenckich, gdy okazało się, że to on może zadecydować o ostatecznym wyniku.

Jak załagodzić konflikt między płciami?

Uniknięcie dalszej polaryzacji młodych kobiet i mężczyzn wymaga 2 czynników. Raport Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce eksponuje strukturalne problemy dotykające mężczyzn i daje politykom szansę na ich rozwiązanie.

Co istotne, dostrzeżenie problemów mężczyzn nie wymaga porzucenia feministycznych ideałów. Dziennikarki Aleksandra Herzyk i Patrycja Wieczorkiewicz pokazują, że jest to możliwe. Wieczorkiewicz twierdzi nawet, że „uczy się w ten sposób na nowo lubić mężczyzn”. Tak więc, po pierwsze, należy znaleźć rozwiązania problemów genderowych ponad podziałami zamiast wykorzystywać tematy związane z płcią do sygnalizowania swoich ideologicznych preferencji i moralnych cnót.

Warunkiem podstawowym odpowiedzi na problemy przedstawione w raporcie jest dostrzeżenie mężczyzn jako grupy uprawnionej do oczekiwania dedykowanych polityk publicznych albo chociaż uwzględnienia jej punktu widzenia. Rozwiązaniem nie jest odrzucanie perspektywy mężczyzn jako „whataboutismu” czy obwinianie patriarchatu i skupienie się na perspektywie kobiet. Wiele problemów mężczyzn – jak np. alkoholizm czy nierównowaga w migracjach i wykształceniu – powoduje negatywne skutki również dla kobiet i nie ma powodu, dla którego rozwiązania miałyby się ograniczać do czekania, aż mężczyźni zaczną się zachowywać inaczej. Używanie stygmatyzujących i abstrakcyjnych pojęć (jak np. „toksyczna męskość”) raczej ułatwia obwinianie mężczyzn i zapominanie o ich problemach przy jednoczesnym zachowaniu poczucia moralnej wyższości, a nie poszukiwanie rozwiązań.

Po drugie, trzeba pozwolić mężczyznom na prezentowanie własnej perspektywy w rozmowach o płci. Dotychczas pojęcia, ramy i narracje tworzyły głównie badaczki i aktywistki skupiające się na męskich przywilejach i problemach kobiet. To również one zapraszane są do dyskusji o mężczyznach. Najlepszym przykładem jest zrzeszające polskich naukowców pracujących za granicą Concilium Civitas, które do osobnych debat na temat kobiet i mężczyzn zaprosiło wyłącznie kobiety. W ten sposób rozmowy toczą się o problemach z mężczyznami, a nie o problemach mężczyzn.

Partnerstwa kobiet i mężczyzn nie uda się zbudować bez odpowiedniego języka, który będzie pozwalał na uwzględnienie męskiej perspektywy, a jednocześnie nie opierał się na sporze o to, kto jest większą ofiarą systemu i dominującej kultury. Założenie o jednorodnym uprzywilejowaniu mężczyzn powoduje, że mężczyźni popierający równość płci rozwijają umiejętność autocenzury i nie przedstawiają własnej perspektywy. Na obejście jej może pozwalać intersekcjonalność – dostrzeżenie, że różnice między płciami zależą od klasy społecznej, grupy wiekowej lub rasy.

Aby uniknąć polaryzacji, musimy złagodzić retorykę konfliktu, przestać traktować mężczyzn jak potencjalnych gwałcicieli i pozwolić kobietom na nowo lubić płeć przeciwną. Jeśli nie damy mężczyznom szansy na opowiedzenie swoich problemów, ich jedynym środkiem wyrazu będzie wykrzyczenie swojej złości lub frustracji, a w najgorszym razie przełożenie ich na przemoc. Dopóki obawy mężczyzn nie są przez szeroko rozumiane elity uznawane za uprawnione, dopóty pozostaje im tylko polityczna apatia albo sprzeciw wobec prawdziwych lub wyimaginowanych źródeł swojego niezadowolenia – feminizmu, ideologii gender, LGBT czy imigrantów.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.