Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

CD Projekt – zwierciadło Polski ostatnich 30 lat. Czy po Cyberpunk 2077 się podniesie?

CD Projekt – zwierciadło Polski ostatnich 30 lat. Czy po Cyberpunk 2077 się podniesie? Źródło: Marco Verch - flickr.com

Giełda i gracze zadają sobie od paru miesięcy pytanie, czy CD Projekt się jeszcze podniesie? Czy po trudnych miesiącach po premierze Cyberpunk 2077 nad firmą zaświeci jeszcze słońce? Czy też mamy do czynienia z końcem polskiego giganta gier? Jednocześnie czytając coraz więcej opowieści o tym, co zdecydowało o porażce tej gry i o tym, co działo się w firmie przez ostatnie lata i miesiące, zastanawiamy się wszyscy, czy to był tylko wypadek przy pracy? Na te pytania próbowali odpowiedzieć Sylwia Czubkowska i Jakub Wątor z portalu Spider’s Web+ w rozmowie z Bartoszem Paszczą, gospodarzem podcastu „ScepTech”.

(BP): Chyba nie bez zbyt dużej przesady powiem o was, że spośród grona osób nieznających osobiście szefów CD Projektu, to właśnie wy poznaliście ich najlepiej.  Wraz z Markiem Szymaniakiem i Matyldą Grodecką stworzyliście ogromny pięcioodcinkowy reportaż o CD Projekt. Prześledziliście historię twórców firmy od czasów ich liceum do teraz. Czy sądzicie, że CD Projekt może się odbić z tego dołka?

(SC): Dlaczego właściwie miałby się nie odbić? Nawet jeśli spojrzymy na ostatnie dni giełdowe, to rzeczywiście widać pewien wzrost. Nie są to może tak duże zwyżki kursu, jakie mogliśmy obserwować w ubiegłym roku, kiedy przed premierą Cyberpunka giełda po prostu szalała na punkcie CD Projektu. Niemniej wciąż są to jakieś wahnięcia w górę. Oczywiście nie ma co się na nich fiksować. W końcu  to jest giełda – dzisiaj rośnie o 3 proc, a jutro spada o 5 proc. Najważniejszy w tym kontekście jest potencjał CD Projektu, który jest ogromny.

(JW): Ja nie jestem przekonany, czy oni się podniosą do tej pozycji, którą mieli przed 10 grudnia zeszłego roku, czyli przed premierą Cyberpunka. Kot podobno ma dziewięć żyć, a ja zastanawiam się – ile ma ich CD Projekt? Już parę razy wychodzili z ogromnych kłopotów. Są w naprawdę głębokim dołku i zamiast robić rzeczy nowe, muszą ogarniać rzeczy stare, czyli Cyberpunka. Obecnie wydaje mi się, że problemy, które muszą pokonać, są tak duże, że powrót na szczyt będzie dla nich bardzo trudny, być może nawet niemożliwy.

(BP): W swoim reportażu poświęcacie sporo miejsca zdolnościom PR-owym twórców CD Projektu, które opanowali w stopniu mistrzowskim. Jak żadna inna firma w tej branży w Polsce potrafili zrobić wokół siebie szum i przekonać, że są firmą „od graczy dla graczy”. Czy utracili tę magię PR-u?

(JW): CP Projekt zostały zarejestrowany w 1994 r. Cała jego historia i odbiór firmy przez graczy trochę mi się kojarzą z mistrzostwami piłkarskimi, w których nie gra reprezentacja Polski. Komuś chcemy kibicować, więc szukamy jakiegoś „kopciuszka” i wybieramy sobie Senegal lub Nową Zelandię. Kibicowanie słabszym drużynom, a nie wiecznym faworytom jest zawsze fajniejsze chociażby z powodu samej sympatii. Przez wiele lat CD Projekt był właśnie takim “kopciuszkiem”. Światowy rynek gier był opanowany przez producentów amerykańskich czy azjatyckich. Przy takich firmach jak Blizzard, Ubisoft lub Electronic Arts, CDP był właśnie takim “kopciuszkiem”. Dlatego gracze tak go lubili, tak mu kibicowali i tak się sami nakręcali, gdy tylko ukazywały się jakieś nowe wieści. Jeśli jednak już się kilka razy na taki mundial pojedzie, to znika status kopciuszka, drużyna powszednieje i z czasem staje się zwykłym, szarym uczestnikiem. Według mnie CD Projekt jest właśnie w takim momencie, jak na mundialu: nie tylko już nie jest już traktowanym z wyrozumiałością „kopciuszkiem”, lecz ponadto zdarza mu się zagrać z faulem.

(SC): Do tej pory oni byli naprawdę świetni w kreowaniu atrakcyjnych historii na swój temat. Podkreślają to prawie wszyscy nasi rozmówcy, wspominając to, jakie dawali ogłoszenia prasowe, jak je konstruowali, jak stylizowali reklamy. Zdecydowali się wejść w Wiedźmina, mimo że było to tuż po bardzo nieudanym filmie z początku XXI wieku. Cyberpunka jako motyw wyciągnęli z okowów delikatnego kulturowego zapomnienia.

Do któregoś momentu ten pomysł na własną narrację trwał, dając spójną i całościową opowieść o firmie i jej pomyśle na gry. Nawet historia Cyberpunk 2077 mogłaby być takim przełomem, jak w dobrych filmach: mamy bohatera, który po drodze ma pewne przygody, idzie mu lepiej lub gorzej i dochodzi do takiego szczytowego momentu, kiedy jest wielka wpadka, po której upada i musi się podnieść. Tylko według opinii ludzi, którzy towarzyszą CD Projektowi, oni nie mają pomysłu na to, jak mogliby teraz z tego kryzysowego momentu wyjść. Ludzie czekają na konkretny, jasny, świetny komunikacyjnie pomysł w stylu dawnego CD Projektu.

(BP): Kuba, jakie są główne powody, które skłoniły cię do przekonania, że ciężko im będzie odzyskać poprzednią pozycję? Czy głównych problemów upatrywałbyś w długich godzinach pracy czy ręcznym sterowaniu, którym zastąpiono porządne zarządzanie?

(JW): Według mnie tam się skończył pewien cykl. Ta firma ma ponad 30 lat. Działali w pewnym sensie już w latach 80. i myślę, że władze tej firmy już nie nadążają za obecnymi standardami kultury pracy. Gdy zaczynali, jeszcze w 1989 roku, to handlowali lewymi płytami i dyskietkami na Stadionie Dziesięciolecia albo na giełdzie w szkole podstawowej. 30 lat potem, w 2021, mają miliardy na koncie i są szefami ogromnej firmy. Myślę, że po prostu nie wiedzą, co dalej, bo są przyzwyczajeni do modelów biznesowych i kultury pracy z tych poprzednich dwóch dekad.

Michał Kiciński odszedł z CD Projektu w 2012. Chyba już wtedy wyczuł ten szczytowy moment. Żyłka pękała i po prostu stwierdził, że wystarczy. Marcin Iwiński i Adam Kiciński dalej to ciągną, ale wydaje mi się, że wykorzystali już wszystkie swoje metody, narzędzia i wiedzę na temat zarządzania firmą czy prowadzenia ludzi. Jakiś czas temu gruchnęła wieść, że Michał Kiciński kupił akcje CDP i od razu się zaczęły pojawiać newsy i komentarze, że być może „Kicia” wraca do firmy. To by dopiero było! Ja najpierw się zaśmiałem z tego, bo gdzie Michał Kiciński będzie szedł do tego kolosa na glinianych nogach, w którym wszyscy są wkurzeni i próbują się otrząsnąć po kryzysie wizerunkowym, podczas gdy on ma spokojne życie? Potem jednak sobie pomyślałem: „A jakby oni się tak wymienili i ten Iwiński i ten Adam Kiciński by sobie dali spokój, a Michał by tam poszedł? To byłaby zmiana twarzy, realiów i warunków w tej firmie o 180 stopni”. Czy to byłoby gorsze, niż to, co jest teraz? Wydaje mi się, że nie.

(BP): Podajecie przykład, że Michał Kiciński – jeszcze zanim wyłączył się z działalności w spółce – wkroczył pewnego dnia do firmy, kiedy robili Wiedźmina. Mieli rzeczywiście straszne opóźnienie i bardzo się spinali czasowo, a on powiedział: „słuchajcie, a co gdyby Wiedźmin mógł pływać i nurkować?”, i nagle zaczęli dorabiać cały komponent tej gry, który polegał na pływaniu i nurkowaniu.

(SC): Tego typu historie działy się regularnie i to nie tylko ze strony Kicińskiego. Taki był rzeczywiście model zarządzania w CD Projekcie i najprawdopodobniej wciąż taki jest: ktoś z zarządu rzuca pomysł i rozwiązanie, nie bardzo konsultując, czy jest na jego wprowadzenie czas, czy bardzo przewróciłoby to do góry nogami już wykonaną pracę. I co bardzo ważne,  czy firma ma zasoby na wprowadzenie tej idei w życie. Ale to, co mówimy o Michale Kicińskim, dotyczy Kicińskiego sprzed dziesięciu lub nawet więcej lat. Dzisiaj mamy do czynienia ze znacznie starszym człowiekiem, który ma już duże doświadczenie i inny sposób patrzenia. On przemodelował swoje życie, wyjechał do Azji oderwać się i pomedytować. Dziś jest cyfrowym minimalistą – do tego stopnia, że projekt telefonu Mudita oferującego oderwanie się od powiadomień i internetu jest jego autorstwa. Jeżeli Kiciński miałby dziś wrócić do firmy, to naszym zdaniem nie po to, aby wpadać do zespołów i wprowadzać im ręczne sterowanie, ale po to, by wnieść swoje doświadczenie i zmienić model zarządzania.

Wydaje nam się, że historia CD Projektu jest taką opowieścią o prawdziwym obrazie Polski i polskiego kapitalizmu, polskich firm, w tym tej branży technologicznej. Wciąż jesteśmy przyzwyczajeni do modelu zarządzania w Polsce, który jest wysiłkowy i zrywowy, tj. działa według haseł: „naharuj się”, „idzie deadline”, „trzeba robić”. Ogólnie wszyscy w polskich firmach bardzo się spinają. Ale tak się nie działa na świecie, tak nie są zarządzane już firmy od wielu dekad, a dokładnie od lat dziewięćdziesiątych. Na Zachodzie wypracowano konkretne metody, które także CD Projekt wpisał do swojej strategii. Pytanie jednak brzmi, czy będzie umiał tę „filozofię zmiany” zastosować w praktyce. Wciąż mają swoją markę, choć trochę przybrudzoną. Wciąż mają też niezłych pracowników, ale zobaczymy, jak wielu z nich jeszcze z nimi zostanie.

Obecnie trwają prace nad poprawieniem Cyberpunka i walka o to, żeby gra, co jest niezwykle ważne, weszła wreszcie do dystrybucji na platformie Sony (przyp. redakcji: doszło do tego, że PlayStation Store dopuścił Cyberpunka do sprzedaży 21 czerwca 2021 r., czyli niemal miesiąc po nagraniu tej rozmowy). CD Projekt zapowiadał też pracę nad kolejnym tytułem. Ponadto wciąż sprzedaje się Wiedźmin. W moim odczuciu gdyby dali sobie teraz czas, powiedzmy rok na wdrożenie swojej strategii, wzięcie oddechu, dokończenie już zaczętych projektów i faktyczne przygotowanie czegoś nowego, co byłoby zrobione „z dużym przytupem”, to mając też pieniądze z giełdy, firma mogłaby spokojnie wrócić w glorii chwały. Ludzie z CD Projektu mogliby powiedzieć, że wprawdzie mieli wpadki, problemy, a teraz wracają i „oto przed wami znowu my – wasz wspaniały CD Projekt, z tej Polski, z polskiej doliny growej…”.

(BP): Faktycznie, z rozmów z pracownikami z branży wiem, że wszyscy pracujący w gamingu wiedzieli od dawna o warunkach pracy w CD Projekcie. Czy jednak firma będzie w stanie przeprowadzić zmianę zarządzania i przekonać innych, że od teraz jest już rzeczywiście lepiej? Mają, co prawda, trochę czasu. Firmy produkujące gry nie muszą przecież z dnia na dzień tworzyć nowego produktu, więc rozumiem, że w tym widzicie szansę. Chciałem jeszcze was dopytać, czy spekulowany powrót Michała Kicińskiego uważacie za całkowicie abstrakcyjny scenariusz?

(JW): Oceniając na szybko, to dałbym na to mniej więcej 0,5%.

(BP): Czyli piwo bezalkoholowe?

(JW): Bardziej niskoalkoholowe. Natomiast jedno zdanie jeszcze, à propos tego, że wszyscy o tym środowisku wiedzieli. Większość pewnie wiedziała i po naszych tekstach pojawiły się głosy oburzenia w tym środowisku. Mówiono: „przecież ja o tym wiedziałem, co to za nowość”, i inne w tym tonie. Kłopot tego środowiska jest taki, że prawie wszyscy wiedzieli, a mało kto o tym głośno mówił. Natomiast my nie jesteśmy z tego środowiska i nie mieliśmy problemu z tym, żeby to opisać.

(SC): Niestety pojawiają się wciąż też ocenne głosy o pracownikach CDP, którzy ośmielili się poskarżyć lub w ogóle odnieść się do warunków ich pracy. Mówi się o nich, że to nieudacznicy. Trochę mi brakuje słów na takie podejście. To jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Wydawało mi się, że mamy 2021 r. i cywilizowane standardy pracy, a nie 1991 r. i dziki kapitalizm.

(BP): Jeśli nie siedzisz 12 godzin w pracy, to nie jesteś oddany firmie.

(SC): Podobnie wtedy, gdy ośmielisz poskarżyć się, że – na przykład – przełożony podnosi na ciebie głos.

(JW): Znam bardzo dużo osób z branży gamingowej i zwykle to są bardzo fajni ludzie, kumaci, inteligentni z wyobraźnią. I jednocześnie zepsuci przez standardy pracy w branży, które wypaczyły ich myślenie do tego stopnia, że czasem nawet nie zdają sobie sprawy, że presja, ucisk i przepracowanie nie są spoko. Ale skoro wszyscy w branży tak pracują, to im się niekiedy wydaje, że to normalne i tak powinno być.

(BP):  Zadam jeszcze pytanie, które dostałem od Macieja z Twittera. Czy obecne zamykanie się przez CD Projekt na media w XXI wieku ma sens, jeśli chce się zmienić swój image i trzeba po prostu przeprosić za błąd?

(SC): Patrzę na to inaczej. Wydaje mi się, że CDP nie do końca ceni sobie polskich dziennikarzy. Grał do tej pory w lidze międzynarodowej i dlatego stawiał na media zagraniczne.

(JW): Jest w tym trochę prawdy. Wskazuje na to chociażby fakt, że tajne recenzje Cyberpunka zlecono w kwietniu 2020 r. wyłącznie dziennikarzom zachodnim. To zupełnie tak, jakby w Polsce nie było ani jednego dziennikarza znającego się na grach. Odnosząc się natomiast do wypowiedzi szefów CDP, muszę powiedzieć, że faktycznie jest tu problem. W wypadku Cyberpunka zaczęliśmy, oczywiście, od rozmów z rzecznikiem prasowym, który nam przez półtora tygodnia co dwa lub trzy dni mówił, że jeszcze chwila, a będziemy grali, aż w końcu oświadczył, że to koniec rozmów. Potem próbowaliśmy dostać się do Michała Kicińskiego, ale on też nam odmówił rozmowy. Odparł, że to nie jest odpowiedni czas, być może uda się pogadać jesienią, bo wtedy ma się ukazać telefon Mudita. On po prostu chciał się skupić na swoich rzeczach, a nie gadać o CDP, więc rozmowy nam odmówił. Po tym, jak odmówiono nam także spotkania i odpowiedzi na pytania przez przez biuro prasowe,  dorwaliśmy numer telefonu do Adama Kicińskiego, czyli prezesa, i rozmawialiśmy z nim dwa razy. Właściwie też odmówił rozmowy, powiedział nam jedynie, że oni już nie będą teraz rozmawiać i muszą dotychczas wypowiedziane słowa udowodnić czynami. Trudno się nie zgodzić. Z marketingowego punktu widzenia zabrzmiało to nieźle. Z drugiej strony szkoda, że szefowie CDP nie chcą porozmawiać, nie stawiają na większą transparentność.

(BP): Czytając piątą część waszego reportażu, zacząłem im trochę współczuć. Wiele spośród cech, które sobą reprezentowali, było absolutnie kluczowe, żeby w latach 90 w Polsce odnieść sukces w biznesie wysokotechnologicznym. To naprawdę imponujące, żeby zacząć jako dystrybutor gier, a ostatecznie stworzyć studio, które robi gry najwyższego poziomu. Okazuje się jednak, że te same cechy, które wtedy były ich zaletą, tj. ambicja, odwaga połączona z niepoprawnym optymizmem, teraz okazują się obciążeniem. Miałem nutkę współczucia. Wy też?

(SC): Przyznam, że mam w sobie pewną słabość do całej trójki założycieli i szefów. Może to wynik ciągłego oglądania przez kilka tygodni przeróżnych nagrań z ich udziałem, czytania wywiadów, wypowiedzi, kolejnych tekstów braci Kicińskich i Marcina Iwińskiego. W efekcie mam wrażenie, że choć bezpośrednio nie miałam z nimi do czynienia, to znam ich całkiem nieźle. Stali się mi de facto bardzo bliscy i szczerze im kibicuję. Naprawdę bardzo bym chciała, żeby to wszystko się poukładało, a CD Projekt wjechał na nowe, szerokie tory i odżył… Nie kibicuję im tylko dlatego, że to polska firma. Ale także dlatego, że to takie bardzo ciekawe, nieszablonowe postaci. Każdy z nich jest trochę inny, każdego z nich napędzały trochę inne emocje i trochę inne ambicje. W naszym reportażu bardzo chcieliśmy pokazać w tej ostatniej części, jacy to są ludzie. Biznes, jaki by on nie był, nigdy jest robiony przez osoby, które mają z tyłu głowy tylko cyferki i sumy na koncie. Cała ta firma powstała z ogromnej fascynacji: z miłości do gier, do technologii, do tego świata. Szefowie CD Projektu wciąż czuli się graczami, co zdaniem wielu naszych rozmówców z początku było plusem, ale z czasem stało się ogromnym obciążeniem dla firmy. Kicińscy i Iwański chcieli robić coś dla graczy takich jak oni, ale zapomnieli przy tym o zasadach prowadzenia biznesu.

W firmie są długie godziny pracy, bo jej twórcy tak pracowali. Michał Kiciński odszedł z firmy, bo się zarżnął w niej. Marcin Iwiński w którymś momencie mówił, że w najgorszym momencie, czyli w czasie kryzysu 2008-2010, a potem przy wchodzeniu na giełdę, pracował po kilkanaście, a nawet dwadzieścia godzin dziennie. Może nie crunchował nad grą, ale pracował, szukając rozwiązań finansowych. W ten sposób stworzyła się kultura pracy w CD Projekcie.

(J.W.) Odnośnie do crunchu miałem podobną refleksję. Po wielu rozmowach z byłymi pracownikami myślałem sobie: „o, jak tam cisną ludzi”. A przecież tak naprawdę ten nasz reportaż o CD Projekcie powstał również w permanentnym crunchu, bo dziennikarze w taki sposób  – szczególnie nad takimi ważnymi artykułami – dosyć często pracują. Tyle, że trochę na własne życzenie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.