Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Putinowski ład zaczyna się kruszyć

przeczytanie zajmie 7 min
Putinowski ład zaczyna się kruszyć Valery Tenevoy/unsplash.com

Rosnąca popularność Nawalnego nie jest wyłącznie zasługą jego sprawnych działań. Jak pokazują sondaże Centrum Lewady, wiosną 2020 r. ocena polityki Putina spadła do historycznie niskiego poziomu: 59% respondentów aprobuje pracę prezydenta, a 33% jest z niej niezadowolonych. W 2015 r. (po aneksji Krymu) te wskaźniki wynosiły odpowiednio 85% i 14%. Choć poparcie na poziomie ok. 60% byłoby marzeniem każdego polityka w demokratycznym kraju, to w obliczu trwałej tendencji spadkowej rosyjskie elity przejawiają pierwsze symptomy paniki. Wiele wskazuje na to, że doktryna Putina zaczyna się wyczerpywać nie tylko jako strategia odbudowy imperium, ale też jako narzędzie legitymizacji władzy. Rosja obrała nieodwracalny, długofalowy kurs na zmiany.

(Nie)kończące się źródło dobrobytu

Jedną z głównych przyczyn zmiany nastrojów społecznych jest pogorszenie jakości codziennego życia Rosjan. Silny spadek w dynamice PKB pokazuje, że Rosja, która m.in. dzięki wyjątkowo sprzyjającym cenom ropy i gazu ziemnego potrafiła w 2007 r. osiągnąć wzrost PKB nawet na poziomie 8,5%, nie przekuła zarobionych na początku XXI w. petrodolarów na restrukturyzację gospodarki. Lata 2015 i 2016 były trudne głównie z powodu spadku cen surowców i sankcji finansowych nałożonych po aneksji Krymu. Sytuacja w ostatnich latach okazywała się zawsze gorsza od prognoz kremlowskich ekspertów i niewiele wskazuje na możliwość jej szybkiej poprawy.

Odrobienia strat nie ułatwia sypanie się głównego źródła dochodów rosyjskiego budżetu – koncepcji energetycznego supermocarstwa i Rosji jako energetycznego zaplecza Europy. Putin wypracował sobie opinię nieprzewidywalnego partnera na forum międzynarodowym, zakręcającego kurki i trującego przeciwników politycznych. To przyczyniło się do przyspieszenia trendu wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego przez kraje europejskie, które dywersyfikują dostawców ropy i gazu. Rosja gorączkowo poszukuje nowych kierunków zbytu, dostrzega potencjał dla eksportu na rynki Azji i Pacyfiku (m.in. do ChRL).

Ponadto pojawił się nowy trend – ekologia. Najświeższa rosyjska doktryna bezpieczeństwa energetycznego zalicza zieloną energetykę do katalogu wyzwań zewnętrznych, obok rosnącego znaczenie Azji Południowo-Wschodniej i wzrostu produkcji LNG. Raczkujący w Rosji sektor OZE nie jest wystarczającą odpowiedzią na zmniejszające się globalne zapotrzebowanie na paliwa kopalne. UE, która jest głównym odbiorcą rosyjskich węglowodorów, swoją neutralność klimatyczną wyznaczyła na 2050 r. Dokończenie budowy NordStream 2 będzie niewątpliwie politycznym sukcesem Rosji, ale liczne przeszkody i opóźnienia obniżyły rentowność inwestycji.

Niekorzystne realia makroekonomiczne są w pewnym stopniu amortyzowane przez gigantyczne rezerwy walutowe i środki zgromadzone w Funduszu Narodowego Dobrobytu (uzyskane w czasach lepszej koniunktury na rynkach węglowodorów), ale nie są one w stanie odwrócić trendu spadku dobrobytu Rosjan. Zebrane w Funduszu ok. 170 mld dol. oszczędności wydatkowane są powściągliwie. Co warte zauważenia, rezerwy te nadal rosły mimo kryzysu wywołanego pandemią i osiągnęły w grudniu 2020 r. wartość równą 11,8% PKB.

Choć modyfikacje metodologii stosowanych przez Federalną Służbę Statystyki Państwowej podciągnęły nieco wartości realnych dochodów, to nawet według nich w 2020 r. spadły one o 3,5% (w porównaniu do 2019 r.). Ponadto pandemia koronawirusa odebrała nadzieję na poprawę w społeczeństwie, które już znacznie wcześniej zaczęło systematycznie ubożeć.

Rosyjska elita rządząca, widząc, że wśród obywateli rośnie poczucie potrzeby państwowej opieki finansowej, adresuje problemy według znanej z czasów sowieckich logiki, którą trafnie ubrał w słowa publicysta Aleksander Rubcow: „Główną zasadą jest przechwycenie poważnego lub po prostu skandalicznego problemu i techniczne przetransponowanie go w optymistyczny ton najwyższego przeznaczenia”. W tym optymistycznym tonie Putin wygłosił w lutym zeszłego roku tzw. socjalne orędzie do Zgromadzenia Federalnego. Postulował w nim podniesienie świadczeń socjalnych poprzez realizację narodowych projektów. Wśród nich znajdował się ambitny plan zmniejszenia ubóstwa w Rosji o połowę do 2024 r. Analitycy Banku Światowego kontestowali, że jest to niemożliwe nawet przy bardzo optymistycznym tempie wzrostu PKB. Dodatkowo pandemia koronawirusa przesunęła realizację wszystkich celów związanych z wartymi 400 mld dolarów programami rozwojowymi z 2024 r. dopiero na 2030 r.

Dekret podpisany przez Putina w 2018 r. zakładał szerokie inwestycje w 12 obszarach, m.in. zwiększenie jakości kształcenia, nowe świadczenia na dzieci, budowę przedszkoli, mieszkań, wysypisk śmieci, naprawę dróg, zwiększenie eksportu, poprawę systemu opieki zdrowotnej, zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych, wsparcie dla małych i średnich firm, a także przyspieszenie rozwoju technologicznego.

Cyfryzacja po rosyjsku

Narodowe projekty miały się przyczynić do walki z największą troską współczesnej Rosji: dywersyfikacji struktury gospodarki, czyli – jak to mówią Rosjanie – konieczności „zejścia z naftowej igły”. Jednym z komponentów narodowych projektów miało być wdrażanie gospodarki cyfrowej w Rosji. Zakładały one inwestowanie w nowe rodzime technologie i rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej. Ponieważ zastąpienie ropy i gazu musi zaspokajać imperialne aspiracje kremlowskich elit, Rosja ma stanąć do wyścigu na globalnym rynku technologii IT (choć ogrom zapóźnienia nie ułatwia osiągnięcia celu).

Jednak tak duża zmiana jest nie tylko trudna, ale rodzi też zagrożenie dla reżimu. W obawie przed szpiegostwem, atakami cyfrowymi czy próbami destabilizacji sytuacji wewnątrzpolitycznej za pomocą publikacji stronniczych treści konsekwentnie zwiększa się kontrola państwa nad sektorem cyfrowym. W 2012 r. Putin, znany ze skłonności do poświęcania dynamiki ekonomicznej dla stabilności, zahamował reformy instytucjonalne wprowadzone podczas prezydentury Miedwiediewa, które były niezbędne do stymulowania inwestycji i powstawania nowych firm (patrz projekt rosyjskiej Doliny Krzemowej w Skałkowie). Do tego dochodzi problem zagranicznego drenażu mózgów i podporządkowanie rozwoju technologii kwestiom bezpieczeństwa.

raportu Ośrodka Studiów Wschodnich poświęconemu cyfryzacji w Rosji wynika, że duży wpływ na rozwój technologiczny w kraju mają struktury siłowe, zainteresowane przede wszystkim wzmacnianiem kontroli nad społeczeństwem. Za postulatem o konieczności modernizacji kryje się koncepcja budowania cyfrowej suwerenności, czyli odcięcia Rosji od globalnej sieci.

Rozwój technologiczny w Rosji napędzany jest przede wszystkim przez wyścig zbrojeń. Tu Putin prezentuje większy entuzjazm: „ci, którzy będą posiadali technologie sztucznej inteligencji, będą mieli przewagę, być może nieporównywalną z bronią jądrową”. Choć przemysł zbrojeniowy jest istotnym składnikiem rosyjskiego eksportu, to należy zaznaczyć, że według raportu Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) w latach 2015-2019 eksport rosyjskiego uzbrojenia spadł o 18% w porównaniu do lat 2010-2014, na co miał wpływ przede wszystkim wyraźny spadek zakupów przez Indie.

Stabilność przede wszystkim

Podobny opór wobec ryzykownych transformacji obserwujemy na płaszczyźnie politycznej. W 2020 r. elita rządząca zdecydowała się zmierzyć z problemem 2024 r., czyli momentem, kiedy Putinowi upływa ostatnia kadencja. Zadecydowano, że dla stabilności reżimu istotne jest, aby Putin utrzymał władzę albo przynajmniej miał taką możliwość. Historia bowiem pokazuje, że zmiana silnej ręki wywraca system. Była kosmonautka, Walentyna Tierieszkowa, zaproponowała (w imieniu „prostych ludzi”) poprawkę do konstytucji zerującą kadencje urzędującego prezydenta.

Przyjęte w zeszłym roku liczne poprawki ustawy zasadniczej miały w wymiarze propagandowym być odpowiedzą na potrzebę zmian w społeczeństwie, lecz w istocie umocniły ustrój „superprezydencki”, m.in. podporządkowały Sąd Najwyższy głowie prezydenta i osłabiły decyzyjność rządu i premiera. Towarzyszyło im odświeżenie gabinetu ministrów – pojawił się nowy premier reklamowany jako spec od cyfryzacji, który miał wprowadzać gospodarkę Rosji w świat digitalizacji, zwłaszcza w zakresie poboru podatków. Trzon putinowskiej elity został jednak nietknięty. Cała operacja ma na celu zachowanie status quo jak najdłużej. Putin złożył w Dumie Państwowej projekt ustawy, która znosi limit wieku dla urzędników mianowanych przez prezydenta. Od lat rygluje wszystkie drzwi, przez które mogłaby się prześlizgnąć opozycja, a teraz, w warunkach pogarszających się nastrojów, tworzy dodatkowe osłony.

Wraz z konserwacją systemu autorytarnego w ostatnich latach nasilają się w Rosji represje. Głównym imperatywem działań rosyjskiej elity rządzącej od zawsze był strach przed rewolucją. Zaostrzone (i celowo nieprecyzyjne) przepisy o zagranicznych agentach mogą zostać użyte wobec prawie każdego obywatela Rosji: obserwatora wyborów, uczestnika wiecu, autora wpisów na portalach społecznościowych.

Kuriozum tych zapisów przywodzi na myśl rzeczywistość z powieści Bułhakowa: osoba, która może być uznana za „zagranicznego agenta” musi zadeklarować w Ministerstwie Sprawiedliwości, że jest „agentem” i zaznaczać we wszystkich dystrybuowanych przez siebie materiałach, że przyznano jej ten status. Jeśli dana osoba skorzysta z informacji od organizacji uznanej za „zagranicznego agenta”, może zostać uznana za „agenta”. Organizacja może mieć ten status, jeśli otrzymuje jakiekolwiek finansowanie zza granicy. Na czarnej liście są już: Radio Svoboda, rosyjski aktywista na rzecz praw człowieka – Lew Ponomarev – czy Głos Ameryki.

Zatrzymanie na lotnisku Wnukowo wracającego z leczenia w Berlinie lidera rosyjskiej opozycji, Aleksieja Nawalnego, wywołało protesty, w których wzięli udział nie tylko mieszkańcy wielkich miejskich ośrodków, jak odbyło się to podczas ostatnich większych demonstracji w 2012 r., ale niemal cały kraj (23 stycznia – 120 miast). Wydarzenia te pokazały też, że Kreml nadal dysponuje miażdżącą przewagą. Reżim obrósł w armie policjantów, OMON-u i Gwardii Narodowej, które pokazały swoją skuteczność. W Moskwie policja zaczęła zatrzymywać protestujących przy stacjach metra, a wejścia i wyjścia zostały zamknięte. Podczas protestu 31 stycznia zatrzymanych zostało ponad 5 tys. osób, nie tylko uczestników, ale też przypadkowych przechodniów. Służby zareagowały błyskawicznie, przeprowadzając obławę na główne biuro założonej przez Nawalnego Fundacji do Walki z Korupcją, mieszkania opozycjonistów i inne lokale. Brat lidera opozycji Oleg, doradczyni (Lubow Sobol) oraz rzeczniczka (Kira Jarmysz) zostali skazani na areszt domowy za naruszanie wymogów sanitarnych.

Zakładnicy kolektywizmu

Takie nasilenie protestów jest objawem pokoleniowych zmian w rosyjskim społeczeństwie. Opisując je, można wymienić dwie osie podziału: starsi-młodsi i tradycjonaliści-liberałowie. Różnica pokoleniowa standardowo uwypukla charakterystyczną dla młodzieży postępowość. Tylko ok. 20% osób w wieku 18-24 lata jest gotowa głosować na Putina. Portret młodych, który wyłania się z badań socjologicznych, pokazuje, że mimo niskiego zainteresowania polityką, młodzi ludzie nie ufają władzy i dążą do wartości demokratycznych.

Ta druga linia podziału nie jest już tak oczywista, zwłaszcza że w ostatnim czasie zaczyna przybywać punktów stycznych między odmiennymi orientacjami politycznymi. Ciekawe badania przeprowadzili analitycy Centrum Carnegie, którzy podzielili badanych na lojalistów reżimu, tradycjonalistów i liberałów.

Wszystkie trzy grupy jako główne wyzwania wskazywały problemy lokalne, takie jak wywóz śmieci (w Rosji zaczyna brakować wysypisk, a stare zatruwają środowisko) i zgadzały się co to tego, że powinna istnieć odpowiedzialna demokracja oddolna. Niezależnie od poglądów Rosjanie chcą dziś więcej wolności osobistej.

Wspólnym mianownikiem rosyjskiego społeczeństwa jest również bardzo krytyczne podejście do korupcji, inne są jednak sugerowane rozwiązania tego problemu. Tradycjonaliści i lojaliści skłaniają się do zastosowania metody stalinowskiej żelaznej pięści skierowanej wobec oligarchów i biurokratów (nie prostego człowieka), liberałowie natomiast uważają, że rola państwa powinna zostać ograniczona.

Tradycje państwa paternalistycznego są w Rosjanach silnie zakorzenione, brakuje bodźca dla rozwoju gospodarki rynkowej. Silna władza centralna pogłębia bierność ekonomiczną obywateli. Lojalność wobec Putina jest w Rosji równoznaczna z troską o interes kolektywu, ale od kilku lat widać pewien trend rodzącej się potrzeby samorealizacji i wolności politycznej. Równolegle państwo przestaje być postrzegane jako główny aktor realizujący wspólne dobro. Według badania z 2017 r. tylko ok. 10% Rosjan jest skłonnych przedkładać interesy państwa nad prawa jednostki, co podważa stereotypowe wyobrażenie rosyjskiego narodu. Putinowska żelazna pięść będzie atrakcyjna tak długo, jak będzie przynosiła efekty.

Z sondaży wynika, że obecnie ponad połowa mieszkańców Rosji chce zmian, które mają przede wszystkim rozwiązać problemy dnia codziennego, takie jak płace, ubóstwo, bezrobocie, emerytury czy też wzrost cen. Jeśli lojaliści nadal wspierają Putina, to dlatego, że wciąż postrzegany jest on jako gwarant ostatnich osiągnięć kraju. Drugim powodem jest brak realnej alternatywy. Putin kojarzony jest z przywróceniem stabilności ekonomicznej po rozpadzie ZSRR, co ma nie mniejsze znaczenie niż sukcesy w polityce międzynarodowej.

Na Zachodzie przyjęło się uważać, że Rosjanie kochają Putina, bo są genetycznie zaprogramowani do tego, by gloryfikować despotę. Jednak to zbyt powierzchowna interpretacja. Wysokie rankingi rosyjskiego prezydenta trzeba interpretować też w odniesieniu do upokarzającej katastrofy ekonomicznej w latach 90. Sięganie po tradycję rządów silnej ręki to przede wszystkim zabieg PR-owy, który był naturalną odpowiedzią na nieporadną (delikatnie mówiąc) demokratyzację kraju po upadku ZSRR. Propagandzie rządzących nadal udaje się podtrzymywać zrodzony wtedy wielkoruski sentyment poprzez kreuowanie Putina na lidera światowego konserwatyzmu, broniącego russkij mir przed wypaczeniami demokratycznej rzeczywistości. Jednak jest to coraz mniej skuteczne. Interesy decydentów i narodu powoli zaczynają się rozchodzić.

Trwające represje – chociażby te po zatrzymaniu Nawalnego – w krótkiej perspektywie przyniosą oczekiwane przez rządzących rezultaty, jednak w dłuższej eskalująca przemoc będzie delegitymizować władzę w oczach narodu i jednocześnie wzmacniać politycznie represjonowanych, np. Nawalnego czy jego ewentualnych następców. Choć Białorusini dają rosyjskiej opozycji przykład niesamowitej determinacji i odporności, to nie wskazują przepisu na sukces. Jednakże, patrząc na obecne nastroje społeczne, można stwierdzić, że Rosjanie najprawdopodobniej powtórzą białoruski scenariusz. Będzie to ten sam sprzeciw wobec państwa naruszającego ich godność osobistą. Pojęcie godności powoli ulega przesunięciu: poczucie patriotycznej dumy zastępuje potrzeba samodzielnego decydowania o sobie. Rosyjscy politolodzy wskazują na kształtowanie się wśród elit nowego typu myślenia. Putin przestaje być już widziany jako gwarant stabilności.

***

Ostatecznie los putinowskiego systemu będzie zależał od znalezienia efektywnej strategii rozwoju gospodarki, która uwzględni kurczenie się sektora energetycznego, szkodliwość niszczenia instytucji rynkowych i konieczność okiełznania korupcji. Reset w relacjach z UE (choć obecnie wydaje się mało realny) mógłby zakończyć szkodliwy dla obu stron okres sankcji i ekonomicznego odwetu. Rosjanie nieustannie trwają w oczekiwaniu na zryw gospodarczy. Tymczasem makieta rzeczywistości prezentowana przez media państwowe przywołuje czasy radzieckie. Pod koniec lat 70. Leonid Breżniew uchwalił Konstytucje Rozwiniętego Socjalizmu. Stworzył pozory modernizacji państwa. Później jego rządom nadano miano epoki zastoju, która zrodziła przesłanki dla kryzysu i późniejszego rozpadu Związku Radzieckiego. Komunistycznego przywódcę charakteryzował ten sam opór wobec reform czy zmian personalnych, to samo maskowanie gospodarczej stagnacji za pomocą propagandy sukcesu i podtrzymywanie za wszelką cenę prestiżu kraju jako militarnego supermocarstwa. Podobno historia się nie powtarza, ale tak wyraźne analogie trudno ignorować.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.