Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rosja tonie? Pandemia i ceny ropy chwieją rządami Putina

Rosja tonie? Pandemia i ceny ropy chwieją rządami Putina antoniomarinsegovia/ flicr.com

Rosja jest jednym z państw najbardziej dotkniętych przez koronawirusa. Sytuacja wymyka się władzy spod kontroli, a jednym z symptomów są… wypadający z okna lekarze. Państwo stoi u progu poważnych problemów gospodarczych spowodowanych nie tylko lockdownem, ale też wyjątkowo niskimi cenami ropy naftowej. Tymczasem poparcie dla Putina szybko spada. Czy kulminacja problemów zatopi jego prezydenturę?

2 maja wypadł z okna lekarz pogotowia ratunkowego, Aleksander Szulepow. Przeżył, ale doznał poważnego urazu podstawy czaszki. Jego wypadek szybko przykuł uwagę mediów na całym świecie. Nieco ponad tydzień wcześniej Szulepow nagrał wideo wraz ze swoim kolegą, Aleksandrem Kosjakinem, w którym wyjawił, że został przymuszony do dalszej pracy w szpitalu po tym, jak zdiagnozowano u niego koronawirusa. Trzy dni później opublikował kolejny materiał, w którym wycofał się ze swoich oskarżeń, tłumacząc je silnymi emocjami. Kilka dni później wypadł z drugiego piętra szpitala, w którym przebywał na leczeniu. Taki zbieg okoliczności sam w sobie wystarczyłby, żeby wzbudzić podejrzenia i dać pożywkę do spekulacji na temat prawdziwych okoliczności wypadku lekarza. Ale to nie wszystko. Przypadek Szulepowa był trzecim w serii podobnych zdarzeń, jakie miały miejsce w Rosji na przestrzeni ostatnich tygodni.

Zaledwie dzień wcześniej przez okno wypadła Jelena Niepomniaszczaja z Krasnojarska. Sprzeciwiała się przekształceniu części swojej placówki na potrzeby pacjentów z koronawirusem, powołując się na braki odpowiednich środków zabezpieczających dla personelu. Tydzień wcześniej podobny wypadek przydarzył się Natalii Lebiediewej. Oficjalna wersja to samobójstwo, które lekarka miała popełnić, gdy została oskarżona przez przełożonych o spowodowanie zarażenia kolejnych pacjentów. Pojawiają się też informacje, że być może uczestniczyła w leczeniu rosyjskiego pacjenta zero. Zarówno Niepomniaszczaja, jak i Lebiediewa nie przeżyły upadku.

W żadnej z tych historii nie pojawiły się informacje o udziale osób trzecich, ale to nie powstrzymuje dyskusji na temat ewentualnych działań podejmowanych przez władzę. Sprawy Politkowskiej, Niemcowa, Litwinienki czy Skripala powodują, że tego rodzaju podejrzenia już zawsze będą się pojawiać w odniesieniu do podobnych zdarzeń.

Z drugiej strony sprawy te dotyczą szeregowych lekarzy, często z głębokiej prowincji (Woroneż, Krasnojarsk). Czy rzeczywiście Kreml chciałby zaryzykować przyciągnięcie uwagi całego świata, by uciszyć pojedynczych, mało znaczących medyków? Może jednak mamy do czynienia z przypadkową koincydencją samobójstw i nieszczęśliwych wypadków spowodowanych przemęczeniem? Biorąc pod uwagę sytuacje epidemiologiczną w Rosji, ta druga opcja również wydaje się prawdopodobna.

Epidemia po rosyjsku

Pierwszy przypadek koronawirusa pojawił się w Rosji jeszcze w styczniu na Syberii. Władze zareagowały natychmiastowym zamknięciem granicy z Chinami i dodatkowymi zakazami wjazdu dla obywateli kilku państw, w których epidemia była wtedy najbardziej rozpowszechniona – Korei Południowej , Iranu. Następne tygodnie przyniosły bardzo powolny wzrost zachorowań, choć regularnie pojawiały się wątpliwości dotyczące wiarygodności raportowanych liczb. Wskazywano, że gwałtownie wzrosła zachorowalność na zapalenie płuc, co mogło oznaczać, że w tej grupie kryją się nosiciele COVID-19. Dodatkowo potwierdzaniem wyników testów zajmował się jeden ośrodek badawczy w Nowosybirsku, a rosyjskie testy miały być mniej czułe od zachodnich, co przekładało się na niższą wykrywalność wirusa. W związku z tym jeszcze w marcu oficjalna liczba zarażonych pozostawała niska, a Kreml mógł wykorzystywać sytuację propagandowo, chwaląc się sukcesem i wysyłając pomoc do Włoch i Stanów Zjednoczonych.

Jednak od połowy marca sytuacja zaczęła się psuć błyskawicznie. W ciągu kliku dni liczba zarażonych wzrosła z kilkudziesięciu do kilkuset. Dopiero wtedy zawieszono międzynarodowe połączenia lotnicze, zamknięto szkoły, a w specjalnym orędziu 25 marca Władimir Putin ogłosił dni wolne od pracy, by powstrzymać rozwój epidemii. Do 5 kwietnia Rosjanie mieli pozostać w domu, nie tracąc swoich wynagrodzeń. Jednak już 2 kwietnia Putin po raz kolejny przemówił do narodu, wydłużając ten okres do końca miesiąca. Sytuacja szybko zaczęła wymykać się spod kontroli.

Rosja jest obecnie jednym z największych ognisk pandemii, sytuuje się tuż za Stanami Zjednoczonymi i obok takich państw, jak Włochy, Hiszpania czy Wielka Brytania. Ilość rejestrowanych przypadków rośnie lawinowo. Sytuacja jest szczególnie dotkliwa poza Moskwą, na biedniejszej prowincji, w niedoinwestowanych szpitalach. To może po części tłumaczyć desperację wspomnianych wcześniej lekarzy. Optymizmu nie słychać też w wypowiedziach rosyjskiego prezydenta. Nie zapewnia już o tym, że sytuacja jest pod kontrolą. Zamiast tego w ostatnim orędziu mówił o trudnej dla Rosji drodze oraz o tym, że problem nie zostanie rozwiązany tak szybko, jak chciałaby tego władza i społeczeństwo. Po raz kolejny przedłużył też lockdown – tym razem do 11 maja.

Kłopoty Władimira Władimirowicza

Już wcześniej Putin zdecydował się na przełożenie celebracji 75. rocznicy końca II wojny światowej, który Rosjanie tradycyjnie fetują 9 maja. Stało się to już po tym, jak media obiegła informacja, że w wyniku ćwiczeń do wojskowej parady na placu Czerwonym ponad tysiąc żołnierzy zaraziło się koronawirusem.

Dla Kremla obchody miały być ważnym wydarzeniem propagandowym – obecność przywódców państw europejskich miała pokazać światu i rosyjskiemu społeczeństwu, że kraj powoli wychodzi z izolacji, w jaką wpadł po aneksji Krymu i rozpoczęciu działań zbrojnych na Ukrainie. Ten wizerunkowy sukces miał zwieńczyć szereg działań podjętych przez rosyjskiego prezydenta dla utrzymania władzy.

W 2024 roku upływa obecna kadencja prezydencka, do niedawna ostatnia, na jaką Putinowi zezwala konstytucja. Już na początku stycznia w Rosji zmienił się premier i zaproponowano zmiany w ustawie zasadniczej. Wielu analityków oceniało wtedy, że Putin rzeczywiście ustąpi z urzędu, a modyfikacje prawa mają mu zapewnić możliwość wpływania na losy państwa za pomocą innego stanowiska. Jednak rozwijająca się pandemia przyspieszyła działania Kremla. Na początku marca zaproponowano nowe zmiany w konstytucji, umożliwiające Putinowi sprawowanie władzy przez dwie nowe kadencje, a więc nawet do 2036 roku. Obecny prezydent osiągnąłby wtedy wiek 83 lat. Te zmiany miały zostać zatwierdzone w ogólnonarodowym referendum, zaplanowanym na 22 kwietnia. Głosowanie również trzeba było przełożyć.

Dla Putina to trudny moment. Tylko między lutym a marcem poparcie dla jego rządów spadło z 69% do 63% i do 59% na koniec kwietnia. Strata może się wydawać niezbyt dotkliwa, ale jest elementem dłuższego trendu. Imperialna polityka wobec Ukrainy sprawiła, że rosyjski przywódca cieszył się ponad 80-procentową aprobatą. Jednak od 2018 roku ten wskaźnik sukcesywnie pikuje. Emocje związane z mocarstwową polityką opadły, a obniżający się ze względu na europejskie sankcje poziom życia zaczął poważnie doskwierać obywatelom. Teraz niezadowolenie może szybko wzrosnąć. Pandemia i lockdown, podobnie jak w innych państwach, będą miały poważne konsekwencje gospodarcze.

Zbyt tania ropa

Kłopoty gospodarcze Rosji dodatkowo pogłębią jeszcze wyjątkowo niskie ceny ropy na światowych rynkach. Eksport tego surowca przynosi budżetowi federalnemu ponad 40% wpływów. Tegoroczny rosyjski budżet został zaplanowany przy założeniu, że średnia cena za baryłkę wyniesie 42 dolary. Tymczasem w marcu światowe ceny spadły poniżej 30. Unieruchomienie gospodarek w wielu państwach spowodowało, że popyt spadł gwałtownie – samoloty niemal przestały latać, ludzie ograniczyli korzystanie z samochodów, a produkcja wcale nie zwolniła. Nagle ropy zrobiło się zbyt dużo. Dlatego grupa OPEC+ (14 członków OPEC i 10 innych państw produkujących ropę naftową, w tym Rosja) próbowało się porozumieć co do ograniczenia produkcji, mającego ratować poziom cen. Jednak rozmowy upadły po tym, jak Rosja odmówiła zgody na cięcia proponowane przez Arabię Saudyjską. W odwecie Saudowie jeszcze zwiększyli wydobycie, powodując dalszy spadek cen.

Ostatecznie krajom OPEC+ udało się porozumieć, w wypracowaniu umowy wzięły udział również Stany Zjednoczone (niebędące częścią grupy), a ostatecznym rezultatem miało być zmniejszenie produkcji. Jednak komentarze ekspertów do tego porozumienia brzmiały jednoznacznie: zbyt późno i zbyt mało. Zmniejszenie produkcji nie odbędzie się z dnia na dzień (w wielu państwach zależy to od prywatnych podmiotów, które niekoniecznie będą chciały się pogodzić z międzynarodowymi ustaleniami), a spadek popytu przewyższa zaproponowane cięcia. Symbolicznym potwierdzeniem tego faktu stał się moment, w którym kontrakty na amerykańską ropę z terminem dostarczenia na maj spadły poniżej zera. I choć obecnie ceny surowca utrzymują się na poziomie dwudziestu kilku dolarów, to osiągnięcie poziomu pozwalającego na stabilizację rosyjskiego budżetu jest daleko. Rosja dysponuje oczywiście ponad stumiliardowymi oszczędnościami (Fundusz Narodowego Dobrobytu), ale szybko stopnieją, jeżeli zostaną wykorzystane do pokrycia zarówno braku wpływów z ropy, jak i wydatków na ratowanie gospodarki oraz wspieranie dotkniętych kryzysem obywateli.

***

Spadek poparcia dla trwających już dwie dekady rządów Putina właśnie przyspieszył. Kryzys i pogarszająca się sytuacja epidemiczna sprawiają, że prezydentowi trudno będzie te straty odrobić. Na dodatek dzieje się to w momencie, kiedy Putin rozpoczął grę o przedłużenie swojej władzy na kolejne kilkanaście lat. Scenariusz zmiany władzy na Kremlu zyskał właśnie najmocniejsze od lat podstawy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.