Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tadeusz Iwański  11 grudnia 2020

W cieniu Rosji. Meandry relacji Białorusi i Ukrainy

Tadeusz Iwański  11 grudnia 2020
przeczytanie zajmie 8 min
W cieniu Rosji. Meandry relacji Białorusi i Ukrainy Адміністрація Президента України / Wikimedia Commons

Stosunki ukraińsko-białoruskie nabrały szczególnej intensywności po aneksji Krymu przez Rosję. Nowa dynamika warunkowana była agresywną polityką wielkiego sąsiada i wspólną obawą przed jego ambicjami. Wcześniej przez ponad 20 lat oba kraje – po obraniu różnych kierunków rozwoju i odmiennych sojuszów w polityce zagranicznej – współpracowały siłą rozpędu i bez szczególnego zaangażowania. Jednak dramatyczne w przebiegu wybory prezydenckie na Białorusi w sierpniu br. kolejny raz zredefiniowały stosunki Mińska i Kijowa, potwierdzając, że kluczowy wpływ na współpracę obu państw ma ten trzeci – Moskwa.

Różne polityki wewnętrzne…

Od ponad stulecia Białoruś i Ukraina dzielą podobny los – najpierw jako republiki uczestniczące w powołaniu Związku Radzieckiego w grudniu 1922 r., potem jako kluczowe podmioty federacji zdominowanej wprawdzie przez Rosję, lecz skonsolidowanej totalitarnym uściskiem partii komunistycznej. Łączył je także fakt, że były to dwie najbardziej zeuropeizowane i najzasobniejsze (nie licząc zagarniętych podczas wojny państw bałtyckich) republiki ZSRR, co napełniało ich obywateli dumą. Wreszcie komunistyczną wspólnotę białorusko-ukraińską cementowała tragedia Czarnobyla i dokonane razem z Rosją Borysa Jelcyna rozmontowanie ZSRR podczas konferencji w puszczy białowieskiej.

Jednak po przełomie 1991 r. drogi obu już niepodległych państw całkowicie się rozminęły. Krótki romans Białorusi z demokracją zakończył się w 1996 r. przewrotem konstytucyjnym, gdy wybrany dwa lata wcześniej na prezydenta Alaksandr Łukaszenka rozwiązał parlament i po raz pierwszy niezgodnie z prawem przedłużył swoje rządy.

W kolejnych latach pierwszy prezydent niepodległej Białorusi ugruntowywał władzę, pozbywając się konkurentów, fałszując wybory i przykręcając śrubę społeczeństwu. Rosnący autorytaryzm z jednej strony dusił demokratyczne dążenia części Białorusinów, z drugiej – padał na podatny grunt: sporej części społeczeństwa pasowały rządy silnej, gospodarskiej ręki w neosowieckim entourage’u, dawała ona także wiarę suflowanemu przez państwową telewizję obrazowi zachodniej, a także rosyjskiej i ukraińskiej, demokracji jako przyczyny społecznych nierówności, konfliktów i oligarchii. Niepisana umowa społeczna, zakładająca ograniczenie swobód w zamian za bezpieczeństwo socjalne, znajdowała szeroką akceptację.

Ukraina z kolei nigdy do końca nie porzuciła demokratycznych standardów, choć często je naginała. Powodem były aspiracje społeczeństwa, a także stworzony przez Leonida Kuczmę system oligarchiczny. Zakładał on bowiem istnienie silnej rywalizacji biznesowo-politycznej, wymuszającej pluralizm na rynku partyjnym i informacyjnym, a tym samym stwarzającej nisze dla uczciwego dziennikarstwa i przestrzeń dla aktywizmu obywatelskiego.

Na Ukrainie nie fałszowano masowo wyborów, a jeśli podejmowano takie próby, to – jak pokazała tzw. pomarańczowa rewolucja – kończyły się one fiaskiem. Odróżniał Ukrainę od Białorusi także czynnik społeczny. Ukraińskie społeczeństwo od początku niepodległości było aktywnym uczestnikiem gry politycznej i w momentach próby – w 1991 r., 2004 r. i 2013 r. – blokowało zamierzenia władz. Białorusini z kolei sprawczym aktorem politycznym stali się dopiero kilka miesięcy temu.

…i różne polityki zagraniczne

Rozjazd między Mińskiem i Kijowem nastąpił także w polityce zagranicznej. Łukaszenka postawił na Rosję. Na jego decyzje złożyły się poglądy zarówno własne, jak też większości społeczeństwa, a także brak realnego wyboru: Rosja, w odróżnieniu od Zachodu, akceptowała jego autorytarny styl i fałszowanie wyborów.

Białoruś wzięła udział we wszystkich montowanych na Kremlu projektach reintegracji tzw. przestrzeni poradzieckiej: od Wspólnoty Niepodległych Państw przez Organizację Układu o Bezpieczeństwie Kolektywnym po Euroazjatycką Unię Gospodarczą. Co więcej, stworzyła z Rosją Państwo Związkowe, którego przepisy, w znacznie większym stopniu niż wyżej wymienionych organizacji, przez długie lata pozostawały martwe. Łukaszenka próbował wielowektorowości w polityce zagranicznej à la Kuczma, jednak jego polityka wewnętrzna ograniczała wiarygodność zwrotu na Zachód. Osłabiało to też szanse na targowanie się z Rosją o preferencje gospodarcze, choć w tym względzie – z przyczyn głównie wewnątrzrosyjskich i do pewnego czasu – Łukaszenka miał sporo osiągnięć.

Na Ukrainie z kolei prezydenci się zmieniali, a jednym z istotnych czynników mobilizacji społecznej była kwestia wyboru orientacji polityki zagranicznej: na Zachód czy na Rosję? Przez długi czas, aż do 2014 r., preferencje społeczne w tym wymiarze rozkładały się po równo, co pozwalało prowadzić politykę tzw. balansowania czy pozablokowości. W praktyce Kijów chciał czerpać zyski z jednoczesnego szantażowania Kremla zwrotem na Zachód i grożenia Zachodowi zbliżeniem z Rosją bez zaciągania zobowiązań. Przez pewien czas polityka ta, szczególnie w okresach światowej koniunktury gospodarczej, była skuteczna. W okresie przed aneksją Krymu tylko Wiktor Juszczenko kierował kraj bezalternatywnie na Zachód (choć szerokim strumieniem wpuszczał rosyjskie inwestycje), lecz po aneksji opcja prorosyjska po prostu przestała istnieć.

Z racji powyższych różnic stosunki między Ukrainą i Białorusią przez półtorej dekady były letnie. Skupiały się na współpracy gospodarczej, handlowej, przygranicznej i w ramach inspirowanych przez Rosję formatów wielostronnych, jak WNP, w których Kijów też brał udział. Wielu Ukraińców nie miało jednak złudzeń, że model rozwoju oparty na rosyjskich projektach integracyjnych jest słabo ukrytą wersją rosyjskiego imperializmu, do tego ekonomicznie nieefektywną. Łukaszenka myślał inaczej. I choć dzięki rosyjskim preferencjom energetycznym coraz intensywniej handlował z Zachodem, to politycznie umacniał sojusz z Moskwą.

Z letargu w relacjach oba kraje wybudziła wpierw asertywna, a następnie agresywna polityka Rosji, mająca przez kolejne lata definiować temperaturę i wagę relacji między Mińskiem i Kijowem. Pierwszy raz dzwonek alarmowy dla Białorusi zabrzmiał głośniej w 2006 roku, gdy po drugiej już reelekcji Łukaszenki Rosja zdecydowała się radykalnie podnieść ceny gazu. Kolejny sygnał pojawił się w 2008 roku, gdy Putin najechał Gruzję – państwo postradzieckie, członka WNP. Wówczas Łukaszenka postanowił mocniej zdywersyfikować politykę zagraniczną, w tym zintensyfikować współpracę z prozachodnią Ukrainą Juszczenki. Jednak romans z Zachodem skończył się już cztery lata później, gdy ważniejsze od prób równoważenia rosnących wpływów Rosji okazało się brutalne rozpędzenie „Płoszczy” po grudniowych wyborach prezydenckich w 2010 roku.

Miński stół negocjacyjny

Znacznie głośniejszy alarm rozbrzmiał jednak w 2014 roku, wraz z aneksją Krymu i militarną agresją Rosji w Donbasie. Łukaszenka poważnie zaniepokoił się agresywną polityką Kremla, uznając ją za zagrożenie dla samej Białorusi i jego osobistej władzy. Dystansując się retorycznie od polityki Putina, lawirując w kwestii uznania aneksji i uznając nowe władze w Kijowie po ucieczce prezydenta Wiktora Janukowycza, podjął on udaną próbę sprzedania Europie idei neutralności Białorusi i stworzenia w Mińsku centrum rozmów pokojowych.

To w białoruskiej stolicy podpisano zawieszenie broni we wrześniu 2014 roku, to na Mińsk zwrócone były oczy całego świata, gdy w lutym kolejnego roku odbyło się tam czternastogodzinne spotkanie liderów Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy. Podpisano wówczas tzw. dokument Mińsk-2 – kluczowe i obowiązujące do dziś (choć niemożliwe do zrealizowania w praktyce) porozumienie mające na celu osiągnięcie trwałego pokoju na wschodzie Ukrainy. Wreszcie to w Mińsku – co środę – odbywają się spotkania tzw. Trójstronnej Grupy Kontaktowej ds. uregulowania sytuacji na wschodzie Ukrainy, która składa się z przedstawicieli Ukrainy, Rosji i OBWE.

Plan Łukaszenki zakończył się spektakularnym sukcesem wizerunkowym. Gościnny Mińsk odegrał ważną rolę gospodarza tych spotkań. Białoruski prezydent promieniał na wspólnych kadrach z liderami europejskich mocarstw, skutecznie wykorzystując polityczną koniunkturę do przełamania izolacji i przekonania świata zachodniego do zdjęcia sankcji.

Strach przed Moskwą fundamentem relacji

Aneksja Krymu i wojna w Donbasie stanowią cezurę w najnowszej historii Europy Wschodniej. Wydarzenia te nie tylko kolejny raz udowodniły imperialne aspiracje Rosji, ale także zmieniły stosunki między wieloma krajami, w tym relacje ukraińsko-białoruskie.

Na pierwszy plan wysunęły się kwestie bezpieczeństwa. Realna groźba użycia siły militarnej przez Władimira Putina boleśnie uaktualniła dla Ukrainy kwestie ochrony 1084 km wspólnej granicy. Nadganiając zaniechania z przeszłości, w listopadzie 2014 roku – siedemnaście lat po podpisaniu umowy o granicy państwowej – w końcu podpisano umowę o jej demarkacji.

Jednak największym wyzwaniem dla Ukrainy stało się faktyczne zintegrowanie sił zbrojnych Rosji i Białorusi oraz głęboka rosyjska penetracja całego białoruskiego bloku siłowego i przemysłu zbrojeniowego. Armia białoruska jest niesamodzielna, ponieważ to dowództwo rosyjskiego Zachodniego Okręgu Wojskowego posiada decydujący wpływ na jej działania. Na białoruskim terytorium znajdują się także strategiczne rosyjskie obiekty wojskowe – stacja wczesnego ostrzegania przed atakiem rakietowym w Hancewiczach i węzeł łączności sił podwodnych Marynarki Wojennej FR w Wilejce. Podobne „trzymanie” –rozbudowaną sieć nieformalnych kontaktów – Rosja ma wśród białoruskich siłowików (KGB i inne służby specjalne). Na Ukrainie niebezzasadnie zaczęto mówić o okrążeniu przez Rosję z trzech stron, a białoruskiego partnera pomimo neutralnościowej retoryki Łukaszenki, ukraińskie elity postrzegają coraz podejrzliwiej.

Jednocześnie po 2014 r. powstrzymywanie Rosji stało się wspólnym interesem Ukrainy i Białorusi, choć każdy z tych krajów realizował go w granicach własnych możliwości. Kijów bronił się militarnie w Donbasie i dyplomatycznie zacieśniał współpracę z Zachodem, a Mińsk sprzeciwiał się lokalizacji na swoim terytorium rosyjskiej bazy wojskowej i ugruntowywał rolę – wedle słów Łukaszenki – „dawcy bezpieczeństwa regionalnego”.

Słusznie zauważają niektórzy ukraińscy eksperci, że idea ta nie była nad Dnieprem wystarczająco doceniona. Wszakże wzmacnianie idei „neutralności” Białorusi – w rozumieniu neutralności od Rosji – leżało w strategicznych interesach Kijowa.

Handel i współpraca gospodarcza między Mińskiem i Kijowem na ogół układały się dobrze, stanowiąc bezpieczną i wymiernie korzystną kotwicę dwustronnych relacji. Są one w tym względzie o tyle asymetryczne, że dla Białorusi Ukraina zawsze była ważniejszym partnerem gospodarczym niż vice versa. Wyrażało się to w dużej nadwyżce handlowej i ponad 11,5-procentowym udziale południowego sąsiada w całości białoruskiego eksportu (wg danych za 2013 r.). Pomimo presji Kremla Mińsk nie nałożył restrykcji w handlu z Ukrainą. Eksport jednak spadł, gdyż Krym i obwód doniecki odbierały białoruskie produkty o wartości 1 mld USD rocznie. Jednocześnie pojawiły się nowe możliwości: reeksport ukraińskich towarów do Rosji i zwiększony trafik na mińskim lotnisku z racji zawieszenia połączeń między Ukrainą i Rosją. Przede wszystkim jednak – wskutek wojny handlowej między tymi krajami – Mińsk zwiększył sprzedaż paliw na Ukrainę (transakcje o wartości ponad 1 mld USD do końca br.). W efekcie wzajemne obroty towarami spadły między 2013 i 2019 r. jedynie nieznacznie, a Białoruś zachowała tak dla niej istotną nadwyżkę w handlu dwustronnym.

Białoruska rewolucja: zwrot Łukaszenki i zemsta Zełenskiego

Jak pokazała historia, ograniczone zaufanie ukraińskich władz do Łukaszenki nie było bezzasadne. Radykalnie antyrosyjska retoryka Łukaszenki przed wyborami prezydenckimi 9 sierpnia budziła powszechne zdziwienie, nie tylko na Zachodzie, lecz również w Rosji.  Główni kontrkandydaci obrzucali się oskarżeniami o bycie „marionetką Kremla”, zaś sam Kreml posądzali o destabilizację sytuacji przedwyborczej w celu uzasadnienia militarnej interwencji i usunięcia głowy państwa. Retoryka ta zniknęła jednak tak nieoczekiwanie, jak nieoczekiwana okazała się skala powyborczych protestów i brutalność funkcjonariuszy białoruskich służb.

Powtórzył się cykl, gdy ogrom fałszerstw wyborczych i represji wobec obywateli zakończyły ocieplenie na kierunku zachodnim. Łukaszenka wrócił – niczym syn marnotrawny – w żelazne objęcia braterskiego narodu rosyjskiego. Jednak w odróżnieniu od biblijnej postaci białoruski lider musiał swój powrót opłacić zmianą retoryki z antyrosyjskiej na antyzachodnią, a także zwrócić okup. Była nim grupa tzw. wagnerowców – rosyjskich najemników, z których część miała ukraińskie paszporty i była znana z walk w Donbasie po stronie tzw. separatystów. Białoruskie służby zatrzymały ich przed wyborami w sanatorium pod Mińskiem pod zarzutem zamiaru destabilizacji sytuacji wewnętrznej i nie zaprzeczyły możliwości wydania niektórych ukraińskiej temidzie.

Wysyłka tzw. wagnerowców do Rosji i postępująca za nią nowa narracja białoruskich władz, zaliczających Ukrainę – obok Polski, Litwy i USA – do „osi zła” organizującej na Białorusi kolejną kolorową rewolucję, spotkały się z gwałtowną reakcją Kijowa. Zełenski zdecydował się na krok w dwustronnych relacjach bezprecedensowy – odwołanie ambasadora na konsultacje i zawieszenie kontaktów politycznych.

Była to reakcja wpierw na zwodzenie Kijowa, a następnie instrumentalne go wykorzystanie przez Łukaszenkę we własnej rozgrywce z Moskwą. Przez pierwsze dni – nie krytykując Łukaszenki za brutalne pacyfikacje protestów w nadziei na transport najemników – Zełenski ryzykował własną reputację zarówno w oczach społeczeństwa, jak i zachodnich partnerów. Takie kidałowo (rosyjskie określenie cynicznego okłamania partnera politycznego lub biznesowego) rzadko jest wybaczane w postsowieckiej kulturze politycznej i Kijów przyłączył się do unijnych sankcji wobec Mińska.

Antyreżimowe protesty budzą pozytywne emocje wśród sporej części ukraińskiego społeczeństwa. O ile jeszcze w lutym Łukaszenka był najpopularniejszym zagranicznym politykiem na Ukrainie, ciesząc się większym zaufaniem niż Angela Merkel, w październiku – po brutalnej rozprawie z protestującymi – zaufanie wobec niego spadło o ponad połowę, do 30%. Wciąż wysoka popularność, szczególnie wśród osób starszych z południa i wschodu kraju, wynika z silnej nostalgii za czasami sowieckimi, których Łukaszenka jest uosobieniem. Z kolei „majdanowa” część Ukraińców z radością powitałaby odejście białoruskiego dyktatora.

Stanowisko władz Ukrainy jest jednoznaczne: wzrost zależności Białorusi od Rosji w wyniku zamknięcia drogi na Zachód potęguje poczucie zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Tym samym – wraz z kolejną zdradą Zachodu przez Łukaszenkę – okres zacieśniającej się współpracy Kijowa z Mińskiem na rzecz powstrzymywania apetytów Kremla ustąpił miejsca największemu kryzysowi dyplomatycznemu w relacjach dwustronnych.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.