Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Biden stawia na walkę ze zmianami klimatu. Czy Stany Zjednoczone staną się liderem zielonej transformacji?

Biden stawia na walkę ze zmianami klimatu. Czy Stany Zjednoczone staną się liderem zielonej transformacji? jlhervàs/flickr.com

„Jesteśmy w kryzysie. Nie mamy czasu do stracenia. Tak jak musimy być zjednoczonym narodem w walce z COVID-19, tak samo wspólnie musimy natychmiast przeciwdziałać zmianom klimatu” – mówił Joe Biden na konferencji prasowej w Delaware. Przeciwdziałanie zmianom klimatu ma być jednym z czterech priorytetów jego administracji, na który przeznaczy 1,7 bilionów dolarów w ciągu najbliższej dekady. Biden ma już w pierwszych dniach swojego urzędowania rozpocząć proces powrotu Stanów Zjednoczonych do porozumienia paryskiego. Czy dzisiaj rozpoczęta prezydentura Bidena otwiera najbardziej przyjazny klimatowi rozdział w historii Stanów Zjednoczonych?

USA za kadencji Trumpa – wróg numer jeden dla klimatu?

Dwóch kandydatów na prezydenta nie mogło się bardziej od siebie różnić w swoim podejściu do środowiska naturalnego. Odmienne wizje były szczególnie widoczne w trakcie drugiej debaty prezydenckiej, podczas której – obok niewybrednych zarzutów ad personam – ze strony Trumpa padały hasła o niespotykanym dotychczas, wybitnym stanie amerykańskiego środowiska, natomiast od Bidena można było usłyszeć przekaz o moralnym obowiązku transformacji sektora energetycznego i potrzebie działań proklimatycznych. Debata pokazała nam w jak bardzo odmiennych kategoriach politycy postrzegają kwestie klimatyczne. Kandydat Demokratów przekonywał, że zielona transformacja to szansa na utrzymanie światowego przywództwa USA i eksport amerykańskich technologii zeroemisyjnych. Trump, który niejednokrotnie zaprzeczał istnieniu globalnego ocieplenia (np. nazywając je „globalną, chińską mistyfikacją”), podkreślał, że nie zamierza poświęcać milionów miejsc pracy w sektorze energetycznym na rzecz adaptacji do zmian klimatycznych.

Taka narracja nie powinna dziwić. Zaraz po objęciu fotelu prezydenta, Donald Trump dobitnie pokazał, że ochrona środowiska nie znajduje się na liście jego priorytetów. To był radykalnie przeciwny kierunek, od tego, który przez osiem lat prowadził Barack Obama. Choć dwie kadencje Demokraty może nie były czasem nowatorskich rozwiązań w polityce klimatycznej, ale na pewno była to prezydentura utrzymywania stabilnego i wyważonego zwrotu ku zielonej transformacji. Przystąpienie USA do porozumienia paryskiego już w 2015 roku było potwierdzeniem proekologicznej polityki Obamy i zostało okrzyknięte sukcesem dyplomatycznym – dokumentu w sprawie ochrony klimatu nigdy nie podpisało tak wielu sygnatariuszy jak wtedy, ponad 190 członków ONZ.

Jednak wielkie nadzieje prysły wraz z objęciem urzędu przez Donalda Trumpa. Już w pierwszych miesiącach swojej prezydentury ogłoszona została decyzja o wyjściu USA z porozumienia paryskiego. Chociaż jest najgłośniejszą decyzją Trumpa w sprawie klimatu, to trzeba przyznać, że była ona jedynie objawem szerzej przyjętej strategii. Wycofanie się z porozumienia było wyrazem nie tylko personalnej niechęci prezydenta do działań klimatycznych, ale co ważniejsze, kursem przyjętym także w polityce krajowej.

Polityka administracji Trumpa zakładała osiągnięcie niezależności energetycznej w oparciu o wykorzystanie paliw kopalnych, przy bezprecedensowej liczbie wycofań regulacyjnych wprowadzonych przez poprzednie administracje. Według licznika stworzonego przez The New York Times administracja Trumpa wycofała 84 przepisy dotyczące ochrony środowiska, a kolejne 20 są w toku wycofywania (dane na dzień 19 stycznia 2021 r.). Pogrzebaniem wielu lat starań było rozpoczęcie procesu uchylenia Planu Czystej Energii (CPP), głównego krajowego instrumentu na rzecz redukcji emisji dwutlenku węgla z czasów Obamy. Donald Trump w 2017 r. podpisał dekret o tzw. niezależności energetycznej, który de facto zniósł zobowiązanie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych w elektrowniach węglowych. Jednocześnie zostało przywrócone wydawanie pozwoleń na dzierżawę kopalń węgla.

Zmiana prawodawstwa pociągnęła za sobą realnie niekorzystne dla środowiska inwestycje. Wiele z nich było skraje kontrowersyjnych. Burzę w mediach i protesty na ulicach wywołało zatwierdzenie w błyskawicznym tempie budowy rurociągu Keystone XL i Dakota Access Pipeline, które mimo nacisków lobby naftowego zostały wstrzymane przez Baracka Obamę. Projekt Keystone XL zakładał budowę 2 tys. kilometrów ropociągu od granicy z Kanadą i połączenie z już istniejącym rurociągiem do rafinerii w Teksasie. Taka infrastruktura mogła transportować nawet 800 tys. baryłek ropy dziennie. Ponadto eksploatacja miała odbywać się metodą odkrywkową, co oznacza wycinkę tysięcy hektarów lasów. Natomiast Dakota Access Pipeline to rurociąg transportujący ropę z łupków w Dakocie Północnej, a oprócz aspektu środowiskowego, największe kontrowersje wzbudził projekt trasy, który przebiega przez terytoria rdzennej mniejszości amerykańskiej. W sierpniu 2020 r. środowiskiem ekologicznym wstrząsnęła informacja o wydaniu zgody na prowadzenie odwiertów na terytorium Arctic National Wildlife Refuge w północnej Alasce, który jest największym obszarem chronionym w Stanach. Ale cóż, w końcu „Make America great again”.

Kurs Stanów Zjednoczonych podczas prezydentury Donalda Trumpa był jasny. Niezależność ekonomiczna szeroko oparta na wydobywaniu paliw kopalnych, powoływanie denialistów klimatycznych do kierowania agencjami rządowymi (m.in. obsadzenie Agencji Ochrony Środowiska osobami z branży wydobywczej) i konsekwentne zaprzeczanie, że zmiana klimatu naprawdę zachodzi. Mając to wszystko na uwadze, jasnym jest, że Joe Biden zamierza przeprowadzić w USA prawdziwą rewolucję.

Zielone inwestycje jakich nigdy nie było

Już w pierwszych dniach po ogłoszeniu zwycięstwa Joe Biden przedstawił priorytety działań jego administracji na pierwsze sto dni prezydentury. Obok reform w polityce imigracyjnej, przeciwdziałaniu kryzysowi gospodarczemu i epidemicznemu nowy prezydent skupi się na przeciwdziałaniu zmianom klimatu i adaptacji do nich.

Joe Biden obejmuje urząd z już przygotowanym zestawem celów środowiskowych. W lipcu 2020 r. po raz pierwszy został zaprezentowany prezydencki program, Rewolucji energetycznej i sprawiedliwości klimatycznej, którego głównymi punktami są: osiągnięcie zerowych emisji w sektorze energetycznym do 2035 r., przyspieszenie ustawodawstwa dotyczącego nowych, wolnych od emisji dwutlenku węgla budynków komercyjnych do 2030 r. i neutralności klimatycznej do 2050 r. Program na realizację tych celów zakłada ogromny budżet federalny na poziomie 1,7 biliona dolarów na najbliższą dekadę.

Nie jest to tak ambitny plan, jak zaproponowany przez Demokratkę Alexandrę Ocasio-Cortez Green New Deal, który zakładał neutralność klimatyczną do 2030 roku, jednak jeśli zostanie wprowadzony w życie, to prezydentura Bidena będzie najbardziej progresywną pod w wymiarze klimatycznym w historii Stanów Zjednoczonych.

Pierwsze dni urzędowania mają zostać poświęcone na przygotowanie serii rozporządzeń wykonawczych odnośnie zakazu subsydiowania paliw kopalnych. Administracja prezydenta nie zamierza wydawać pozwoleń ani licencji na wydobycie gazu łupkowego czy ropy na terenach należących do rządu federacji. Branża jednak nie będzie realnie zagrożona, bo obecnie wydobycie paliw kopalnych odbywa się w 90% przypadków na terenach prywatnych. O wiele bardziej znacząca wydaje się być federalna ochrona rezerwatów przyrody, szczególnie wcześniej wskazany Arctic National Wildlife Refuge, czy odejście od kontrowersyjnych inwestycji jak budowa wcześniej wspomnianego rurociągu Keystone XL.

Inne krótkoterminowe priorytety polityki krajowej zakładają modernizację szeroko rozumianej infrastruktury. Biden zapowiada między innymi drugą rewolucję kolejową – opracowanie planu, który zapewni Stanom Zjednoczonym najbezpieczniejszy i najszybszy system kolejowy na świecie. W ramach pakietu legislacyjnego, Clean Energy Revolution, Biden chce zainwestować w czystą i odporną infrastrukturę od budynków przez instalacje wodne transportowe po energetykę, która w swoich założeniach ma przyczyniać się do ograniczania zmian klimatu, bądź adaptowania się do nich. Mają zostać stworzone też nowe narzędzia technologiczne do oceny ryzyka i kosztów szkód wywołanych przez klęski żywiołowe.

Wpływ zmian klimatycznych ma nawet być rozpatrywany w kategoriach bezpieczeństwa narodowego. Sekretarz Obrony w administracji Bidena będzie przygotowywać coroczny raport dotyczący wpływu zmian klimatu na obronność i bezpieczeństwo państwa.

Nadchodzące zmiany w polityce krajowej znajdują odzwierciedlenie w powołanej przez Bidena administracji – szczególnie w tej części, której zadaniem jest osadzić działania klimatyczne w agencjach rządowych i prawodawstwie na Kapitolu. Na nowo utworzonym stanowisku „wysłannika prezydenta do spraw klimatycznych” wybrano Johna Kerry’ego, którego zadaniem będzie realizacja polityk klimatycznych w perspektywie międzynarodowej (przede wszystkim działania w sprawie powrotu USA do porozumienia paryskiego, którego kształt Kerry osobiście negocjował za kadencji Baracka Obamy). Krajowym odpowiednikiem ma być Gina McCarthy, była prezes agencji EPA przy Obamie, a teraz szef nowego Biura Polityki Klimatycznej w Białym Domu, która będzie koordynować politykę klimatyczną w agencjach federalnych i Kongresie. Do kierowania amerykańską Agencją Ochrony Środowiska (EPA), która ma priorytetowo traktować sprawiedliwość środowiskową wybrany został Michael Regan – główny regulator polityki środowiskowej w Karolinie Północnej. Już sam ambitny skład urzędników i przyznane im kompetencje świadczą o tym, że Biden bierze sprawę klimatu na serio.

Zielona polityka nie wszystkim jest na rękę

Biden nie chce tracić czasu i już pierwszego dnia urzędowania zamierza rozpocząć proces powrotu Stanów Zjednoczonych do porozumienia paryskiego.

Jednak ambicja prezydenta sięga dalej – zamierza „prowadząc dyplomatyczny nacisk”, podnieść ambicję społeczności międzynarodowej w zakresie przeciwdziałania zmianom klimatu. W ciągu stu dni jego prezydentury możemy spodziewać się zwołania światowego szczytu klimatycznego, aby pomóc krajom o wysokiej emisji dwutlenku węgla w podjęciu działań na rzecz klimatu. Rodzi się jednak pytanie, czy taki szczyt byłby wykonalny podczas globalnej pandemii.

W prezydenckich planach ujęty jest nie tylko rozwój ekonomiczny, ale również, aspekt etyczny pojmowany w kategoriach sprawiedliwości środowiskowej. Nowa administracja ma skupić się szczególnie na społecznościach o niskich dochodach i mniejszościach, które najbardziej ucierpiały z powodu zanieczyszczenia środowiska. Biden zobowiązuje się  przeznaczyć na te grupy 40% inwestycji z dokonywanych w ramach wdrażania czystej energii. Nowy prezydent zapowiada również nakładanie regulacji i kar na korporacje międzynarodowe, którym udowodni się negatywny wpływ na środowisko.

Administracja Bidena idzie na wojnę nie tylko z koncernami naftowymi, ale także z wszystkimi tymi, który uchylają się od zobowiązań klimatycznych. Według logiki name and shame Biden planuje eksponować negatywne działania tych, których nazywa „wyjętymi spod prawa” w nowo ustanowionym raporcie na temat opóźnionych działań i nieprzestrzegania zobowiązań paryskich. Podczas pierwszej debaty prezydenckiej w 2020 r. Biden przyznał, że jeden z pierwszych krajów, który może zostać przez niego wskazany jest Brazylia. Zasugerował, że państwa na całym świecie dysponują 20 mld dolarów na to, by chronić lasy amazońskie, a gdyby Bolsonaro nie zahamował polityki wylesiania, musiałby wyciągnąć poważne konsekwencje.

O ile poprzednia administracja znajdowała z Brazylią wspólny język (np. w kontekście negowania zmian klimatu czy sceptycyzmu wobec pandemii), tak teraz w stosunkach Brazylia-USA mogą pojawić się problemy. Bolsonaro już zareagował na słowa Bidena tweetując: „Niektórzy jeszcze nie zrozumieli, że Brazylia się zmieniła. Dziś jej prezydent, w przeciwieństwie do lewicy, nie przyjmuje łapówek. Nasza suwerenność jest nienegocjowalna”.

***

Już samo zapisanie zielonej transformacji przez Joe Bidena jako jeden z czterech priorytetów swojej prezydentury pokazuje ogromną zmianę jaka czeka w najbliższych latach Stany Zjednoczone. Cel osiągnięcia zerowych emisji w sektorze energetycznym do 2035 r., powrót do porozumienia paryskiego, zakaz subsydiowania paliw kopalnych czy wywieranie dyplomatycznego nacisku na środowisko międzynarodowe, aby podjąć walkę ze zmianami klimatu – to tylko parę dowodów na to, że USA wkracza na bardziej zieloną ścieżkę niż kiedykolwiek. Patrząc na ambicje planów Bidena, można oczekiwać pierwszych namacalnych ich skutków już w najbliższym czasie. Czas pokaże, czy słusznie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.