Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Koronawirus w Zatoce Perskiej. Katalizator gospodarczo-społecznej transformacji?

Koronawirus w Zatoce Perskiej. Katalizator gospodarczo-społecznej transformacji? Ksenia Kudelkina/unsplash.com

Walka z pandemią i drastyczny spadek cen ropy nie wywołają przełomowych zmian w gospodarkach i społeczeństwach państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Będą za to kolejnym sygnałem wskazującym na konieczność uniezależnienia się monarchii w Zatoce od surowców energetycznych. Kluczem do tego celu nie są jednak ogłaszane w tych państwach ambitne projekty gospodarcze, a modyfikacja panującej w nich umowy społecznej.

Kiedy pandemia koronawirusa dotarła do świata arabskiego, nikogo nie zaskoczyło to, że najwięcej oklasków za skuteczne „wypłaszczanie krzywej” dostały monarchie Zatoki Perskiej. Miały w końcu do dyspozycji wielkie pieniądze, dostęp do zaawansowanej technologii i najlepiej w regionie rozwiniętą opiekę zdrowotną. W tamtejszych państwowych mediach nie zabrakło materiałów wychwalających wykorzystanie przez władze sztucznej inteligencji oraz ułatwienie szkołom i instytucjom państwowym przejścia w tryb pracy online. Ich zdaniem koronawirus miał przyśpieszyć to, co i tak nieuniknione – dywersyfikację uzależnionych od surowców gospodarek, rozwój niezwiązanych z ropą sektorów i przekształcenie regionu w najważniejszy na Bliskim Wschodzie hub technologiczny. Pandemia miała być bodźcem dla szybszej realizacji ogłoszonych przed kilku laty ambitnych i szeroko zakrojonych projektów jak Wizja 2030 (Saudi Vision 2030) w Arabii Saudyjskiej i Stulecie Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Podwójny kryzys

Jak stwierdził Robert Beschel z Brookings Doha Center, parafrazując Machiavellego – byłaby to wielka szkoda, gdyby arabscy politycy pozwolili „dobremu” kryzysowi się zmarnować. Gorzej, że pierwszy kryzys pociągnął za sobą drugi. Kiedy pandemia opanowała większość świata, a rządy, by ją zatrzymać, wprowadzały coraz bardziej radykalne obostrzenia, jednymi z głównych poszkodowanych tych działań stały się transport i przemysł.

Kolejnym efektem koronawirusa był drastyczny spadek cen ropy naftowej (z 64 dol. za baryłkę na początku br. do ok. 20 dol. w kwietniu), dodatkowo napędzany wojną cenową między Rosją a Arabią Saudyjską. Osłabione gospodarki Zatoki Perskiej otrzymały potężny cios. Choć wysiłki na rzecz transformacji w Zatoce trwają od dekad, ropa i gaz wciąż pozostają kluczowymi źródłami środków na realizację projektów ambitnych monarchów, stanowiąc w samej Arabii Saudyjskiej 80% dochodów z eksportu.

Kwietniowe załamanie cen ropy to jednak nie pierwszy sygnał o konieczności zmian, jaki otrzymały reżimy w Zatoce. W 2011 r. do państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) dotarła fala Arabskiej Wiosny. Trzy lata później, gdy tzw. Państwo Islamskie umacniało się na Bliskim Wschodzie, USA zdobyły status największego producenta ropy, co również znalazło swoje odbicie w cenach surowca. Od czerwca do grudnia 2014 r. ceny amerykańskiej ropy WTI (West Texas Intermediate) spadły o 44%.

Niedługo potem władcy w regionie zaczęli ogłaszać projekty, które miały uczynić gospodarki Zatoki zróżnicowanymi, innowacyjnymi i opartymi na wiedzy. W 2015 r. nową strategię energetyczną ogłosił Oman, rok później Arabia Saudyjska zaprezentowała swoją Wizję 2030.

Saudyjskie plany zakładają, że udział produktów niepowiązanych z ropą w narodowym eksporcie wzrośnie z 16% do 50% (w 2020 r. wyniósł on ok. 22,5%). Bezrobocie wśród Saudyjczyków ma spaść do 7% w 2030 r. (w 2019 r. wyniosło 12%), a bezpośrednie inwestycje zagraniczne mają stanowić 5,7% krajowego PKB (odsetek ten spadł z 3,8% w 2016 r. do 0,54% w 2018 r.). Plany obejmują też m.in. poprawę jakości edukacji, zmniejszenie zanieczyszczenia środowiska (Arabia Saudyjska jest dziewiątym co do wielkości emitentem CO2 na świecie), rozwój odnawialnych źródeł energii, małych i średnich przedsiębiorstw, prywatyzację wybranych sektorów, transparentność i przekształcenie administracji w sposób, który zapewni większą efektywność wydatków budżetowych.

Na Wizję składa się 13 różnych programów, które zakładają dopłaty do szkoleń zawodowych dla Saudyjczyków, pakiet na rzecz rozwoju małych i średnich firm o wartości 53 mld dolarów, restrukturyzację 24 agencji rządowych i budowę transgranicznego miasta Neom, które ma stać się regionalnym hubem technologicznym. Przede wszystkim to właśnie rozwój sektora prywatnego (z dużym naciskiem na branżę nowych technologii) i idące za nim zagraniczne inwestycje mają przynieść uniezależnienie od ropy.

Podobne zmiany i inwestycje zaplanowali władcy ZEA, Kuwejtu czy Bahrajnu. Ambitne cele oznaczają jednak nie tylko zmiany gospodarcze, ale też przekształcenie umowy społecznej funkcjonującej w państwach Zatoki. Choć od powstania naftowych monarchii gwarantowała ona stabilność wewnętrzną i zadowolenie ich obywateli, jest też jedną z praprzyczyn ich obecnych problemów.

Umowa społeczna pisana ropą

W kontekście Zatoki Perskiej umowa społeczna opisywana jest jako kontrakt pomiędzy monarchami a ich poddanymi, w którym ci pierwsi korzystają z pełni władz, bez ingerencji ze strony tych drugich, w zamian za brak podatków bezpośrednich, zagwarantowanie dostępu do dobrze płatnej (a w Zatoce również prestiżowej) pracy w sektorze publicznym i innych subsydiowanych dóbr.

Ten swoisty kontrakt jest nie tylko przyczyną wygodnego życia mieszkańców Zatoki, ale sprawia też, że wielu spośród tych niepracujących woli czekać, aż znajdzie się możliwość pracy w sektorze państwowym, niż szukać zatrudnienia w prywatnym. Ten ostatni z kolei działa przede wszystkim dzięki pracownikom zagranicznym, dla których niedostępne są   wygody i stabilność zatrudnienia, z których korzystają obywatele.

Ogólny odsetek imigrantów w danym kraju i w jego sektorze prywatnym różnią się w zależności od tego, jak zysk z surowców rozkłada się per capita. Najwięcej przybyszów z zagranicy mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze (ok. 88% mieszkańców), kolejne na liście są Kuwejt (70%), Bahrajn (48%) i Oman (45%). Wyjątek od tej reguły stanowi Arabia Saudyjska, gdzie imigranci stanowią 38% mieszkańców, ale jej dochody z ropy per capita są wyższe niż Bahrajnu i Omanu.

Lata 90. XX wieku – okres spadku cen ropy i wejścia na rynek pracy tych, którzy urodzili się w latach 70., kiedy jej wartość rosła – ukazały potrzebę przeformułowania kontraktu społecznego w Zatoce. Wchłonięcie wszystkich nowych i rodzimych uczestników rynku przez sektory publiczne doprowadziłoby do poważnych deficytów budżetowych w wielu krajach. Władze ogłaszały kolejne działania na rzecz „emiratyzacji”, „kataryzacji” czy „bahrajnizacji” sektora prywatnego. Państwa do dziś dopłacają firmom w wybranych sektorach (finansowym, technologicznym, medycznym) do wynagrodzeń dla obywateli.

W 2005 r. kolejny wzrost cen surowców sprawił, że podniesiono wypłaty zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym (jednak proporcjonalnie bardziej wzrosły płace rodzimych pracowników). Ten ruch pogłębił jedynie lukę między sektorami i jeszcze bardziej zniechęcił młodych obywateli do szukania pracy w prywatnych przedsiębiorstwach. Od 2005 do 2010 r. stosunek wysokości wynagrodzeń w sektorze prywatnym i państwowym zmienił się z 2.7:1 na 3.2:1.  Dziś, choć sytuacja się poprawiła, w państwach GCC ich obywatele stanowią jedynie 34,4% zatrudnionych w sektorze prywatnym.

W trakcie pandemii mogliśmy być świadkami, jak dzięki Emirackiemu Programowi Kosmicznemu startuje pierwsza arabska misja na Marsa. Jednak poza jej symbolicznym znaczeniem (satelita o nazwie Nadzieja dotrze na orbitę Marsa w ramach obchodów 50-lecia powstania ZEA), rozwój branży kosmicznej jest działaniem pragmatycznym, podanym, jak to zwykle w Zatoce bywa, w ładnym i błyszczącym opakowaniu.

Prestiżowe programy w regionie – związane z eksploracją kosmosu przez ZEA czy też branżami badawczo-rozwojowymi w Bahrajnie i Kuwejcie – mają przyciągnąć zagraniczne inwestycje, zainicjować transfer technologii i zachęcić młodych do nauki w sektorze innowacji.

Prywatne przedsiębiorstwa związane z nowymi technologiami mają szansę, dzięki oferowanym zarobkom i prestiżowi, dorównać pod względem korzyści płynącym z zatrudnienia sektorowi państwowemu. Ci, którzy podejmą w nich pracę, mają być siłą napędową dla rodzimego sektora prywatnego i pomóc odciążyć państwowe listy płac, stając się jednocześnie częścią wieloaspektowej transformacji w Zatoce.

Praca dla obywateli, obywatele dla pracy

Unarodowienie rynku pracy jest konieczne dla zachowania społeczno-gospodarczego status quo państw GCC. Ich gospodarki nie są w tak dobrym położeniu jak w 2011 r., kiedy w celu załagodzenia protestów władze zapewniły obywatelom dodatkowe pakiety socjalne, co zwiększyło  wydatki publiczne średnio o 20%.

Co jednak z tymi, którym zmiany mogą zaszkodzić? W monarchiach Zatoki żyje ponad 28 mln imigrantów. Większość z nich to pracownicy sektora budowlanego i przemysłowego, a także pomoc domowa. Ich pobyt regulowany jest zazwyczaj przez system kafala, który wraz z warunkami ich życia i pracy od lat wzbudza kontrowersje. W czasie pandemii, kiedy świat obiegły informacje o tym, jak imigranci zarobkowi w jednych z najbogatszych państw świata muszą tłoczyć się w małych pomieszczeniach bez zapewnionych odpowiednich warunków sanitarnych, sprawy te stały się jeszcze głośniejsze.

Kafala zobowiązuje imigrantów (przede wszystkim tych o niskich kwalifikacjach) do posiadania tzw. sponsora, będącego najczęściej ich pracodawcą. Jest on odpowiedzialny za status prawny zagranicznego pracownika, którego „sponsoruje” i jako jedyny jest uprawniony do wydawania zgody na zmianę, a nawet odejście z pracy „sponsorowanego”. To prowadzi do częstych nadużyć, jak odbieranie przyjezdnym paszportu i wyzysk. Jedynymi państwami GCC, które zdecydowały się wprowadzić przyjazne pracownikom zmiany w systemie, są Bahrajn (w 2006 r.) i Katar (we wrześniu br. – więcej o katarskiej reformie tutaj). Pomimo zmian imigranci pozostają najbardziej dotkniętymi skutkami pandemii mieszkańcami monarchii w Zatoce. Około 3,5 mln z nich może stracić pracę w samych ZEA, również dlatego, że programy pomocowe, mające ratować lokalne gospodarki, nie objęły przyjezdnych w takim stopniu, jak rodzimych pracowników.

W marcu rząd Bahrajnu na trzy miesiące zawiesił obowiązek zapłaty czynszów i rachunków dla prywatnych przedsiębiorstw, na pół roku odroczył płacenie rat kredytów i przyznał okres karencji dla imigrantów do końca 2020 r. Jednocześnie miesiąc później przeznaczył 570 mln dolarów na pokrycie wynagrodzeń pracowników sektora prywatnego, ale jedynie  pochodzących z Bahrajnu. W Omanie również programy wsparcia faworyzowały obywateli. W marcu na pół roku odroczono obowiązek zapłaty rachunków dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz Omańczyków. Pod koniec tego miesiąca rząd wprowadził zakaz zwalniania obywateli zatrudnionych w prywatnych firmach. Z kolei Narodowy Fundusz Rozwoju w Arabii Saudyjskiej przeznaczył 5,9 mld dolarów na wsparcie dla biznesu i obywateli, a Fundusz Rozwoju Zasobów Ludzkich 1,4 mld dolarów na szkolenia i możliwości zatrudnienia dla Saudyjczyków.

Ostatecznie to nie imigranci o niższych kwalifikacjach będą poszkodowani w wyniku programów unaradawiających rynek prywatny, gdyż obywatele Zatoki nie będą chcieli zastąpić. Najbardziej ucierpią ci zatrudnieni w sektorach, które są obsługiwane głównie przez pracowników z zagranicy – finansowym, usługach (m.in. turystyce) czy zawodach medycznych. Jednak by w tych gałęziach gospodarki pojawili się rodowici mieszkańcy Zatoki, państwa GCC muszą zadbać o odpowiednie wykształcenie dla swoich obywateli.

Według ankiety przeprowadzonej w 2009 r. wśród arabskich dyrektorów firm dwunastu różnych branż w państwach GCC, jedynie 37% było zadowolonych z kwalifikacji zatrudnionych rodzimych absolwentów uczelni w Zatoce, a 55% wyraziło satysfakcję z pracy obywateli pracujących jako menadżerowie średniego szczebla. Razem więc ze strategiami dotyczącymi transformacji państwowych gospodarek, rozpoczęły się reformy edukacyjne, np. w ramach ogłoszonej w 2010 r. Wizji 2021 . Ich celem było zwiększenie zdolności krytycznego myślenia i innowacyjności uczniów, ze szczególnym nastawieniem na rozwój ich kompetencji matematycznych i informatycznych.

W Katarze już od 2003 r. działa Miasto Edukacji, gdzie poza lokalnymi szkołami wyższymi swoje placówki ma sześć amerykańskich, jeden brytyjski i jeden francuski uniwersytet. Choć pierwotnym założeniem było, że Katarczycy będą stanowić 75% uczących się tam osób, w 2015 r. ich odsetek wyniósł jedynie 40%. Działania ZEA też zdają się nie przynosić oczekiwanych efektów. Jedynie 5% emirackich studentów kształci się w zakresie badań podstawowych (czyli prac naukowych, mających na celu zdobywanie nowej wiedzy bez nastawienia na komercjalizację), na studiach medycznych lub kontynuuje naukę na poziomie doktoranckim. Niemniej,  wydatki na badania i rozwój w ZEA wzrosły z 0,5% PKB w 2011 r. do 1,3% PKB w 2018 r., a liczba rocznie publikowanych prac naukowych jest tam najwyższa spośród państw regionu.

Wygodna stabilność czy trudna transformacja?

Czy zmniejszenie znaczenia państw jako organizmów redystrybujących bogactwo surowców w formie stabilnej i dobrze płatnej pracy wpłynie również na drugą część umowy społecznej w monarchiach Zatoki? Poluzowanie związku między obywatelami a ich władcami mogłoby oznaczać, że Emiratczycy, Katarczycy i Saudyjczycy zażądają większej decyzyjności i wpływu na sytuację w państwie.

By na powyższe pytanie odpowiedzieć, warto poszerzyć perspektywę i przyjrzeć się sytuacji politycznej na całym Bliskim Wschodzie. W regionie, przez który przetaczają się fale masowych niepokojów społecznych, w którym organizacje paramilitarne niejednokrotnie stanowią konkurencję wobec instytucji państwowych, a niektóre kraje są na granicy załamania gospodarczego, GCC cieszy się względną stabilnością i bezpieczeństwem. W targanym konfliktami regionie monarchowie reklamują się swoim obywatelom jako ci, którzy chronią ich przed tragedią, która spotkała Syryjczyków czy Jemeńczyków.

A gdzie w tym wszystkim pandemia? Od jej wybuchu transformacja stała się słowem-kluczem, zarówno w debatach dotyczących ochrony zdrowia i globalnych łańcuchów wartości, jak i w edukacji, formach wykonywania pracy czy relacjach elit rządzących ze społeczeństwem. Władcy w Zatoce chętnie opisywali w ten sposób wykorzystywanie sztucznej inteligencji i innych innowacyjnych metod do walki z pandemią czy ogólnie w medycynie. Jednocześnie jednak – jak podkreślał dr Esam Alwagait, dyrektor Narodowego Centrum Informacji Arabii Saudyjskiej, podczas konferencji AI dla dobra ludzkości, która odbyła się w tym miesiącu w Rijadzie – dla skutecznej walki z wirusem bardzo ważne jest efektywne podejmowanie decyzji u samych szczytów władzy.

Wbrew niektórym mediom pandemia i problemy gospodarcze, które ze sobą przyniosła, nie przyśpieszą transformacji społeczno-gospodarczej regionu Zatoki Perskiej. Pojawienie się koronawirusa zdecydowanie wzmocniło poczucie konieczności zmian, jednocześnie pozostawiając władcom państw GCC – zmagających się z niskimi cenami surowców i spadkiem entuzjazmu inwestorów – bardziej ograniczone pole manewru. Będą więc oni nadal korzystać z cyklicznej natury rynku surowców, prowadząc bardziej ostrożną politykę w okresach spadku wartości surowca i hojnie obdarowując obywateli, gdy ta znów wzrośnie. Ta taktyka oraz wizerunek władców, którzy chronią obywateli przed zewnętrznymi zagrożeniami i skutecznie walczą z wirusem, pomoże im jeszcze długo pozostawić powszechną w Zatoce formę umowy społecznej bez zmian.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.