Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jesteś ekonomistą? Zacznij badać narracje! Recenzja książki „Narrative Economics: How Stories Go Viral and Drive Major Economic Events”

Jesteś ekonomistą? Zacznij badać narracje! Recenzja książki „Narrative Economics: How Stories Go Viral and Drive Major Economic Events” Sylvia Seelert / flickr.com

Działania ludzi często opierają się na przypadkowo zasłyszanej historii. W ekonomicznych dysputach często przytaczany jest koncept samospełniającej się przepowiedni. Robert Shiller w swojej książce, Narrative Economics: How Stories Go Viral and Drive Major Economic Events, opisuje zarówno rozbudowane i potężne w sile odziaływania narracje, jak i te bardziej subtelne i nieoczywiste, które zmieniają świat. Zdaniem noblisty to głównie opowieści kształtują zdarzenia gospodarcze, a dopiero ewentualna wtórna rzeczywistość ekonomiczna może produkować narracje. W swoim najnowszym dziele Shiller nakreśla koncepcję ekonomii narracyjnej, która według niego nie jest obecnie brana na poważnie.

Homo narrans

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: idziemy do wróżki-finansistki, ponieważ zastanawiamy się nad dużym kredytem na mieszkanie. Wróżka informuje nas (a my w to bezwzględnie wierzymy), że stopy procentowe w przyszłym roku będą niższe. Kredyt dzięki temu będzie tańszy, więc należy na razie się z tym zamiarem wstrzymać. Informacja o niższych stopach wydała nam się na tyle cenna, że przekazaliśmy ją wszystkim swoim znajomym, którzy również w nią bez wahania uwierzyli. Oni także zaczęli opowiadać o tym w sieci swoich kontaktów, dlatego po pewnym czasie bardzo wiele osób sądziło, że stopy procentowe zostaną w ciągu roku obniżone.

W konsekwencji mnóstwo decyzji o wzięciu kredytu zostało odroczonych. Zmniejszyła się liczba kredytów udzielanych przez banki, obniżył się też popyt na dobra, których zakup byłby sfinansowany tymi kredytami (np. nieruchomości), a kondycja gospodarki osłabiłaby się. Co może zrobić bank centralny, aby zapobiec spowolnieniu gospodarczemu w takiej sytuacji? Jednym z oczywistych rozwiązań jest obniżenie stóp procentowych, aby pobudzić akcję kredytową. I tak oto opowieść wróżki zmieniła rzeczywistość ekonomiczną, stając się prawdą. Nie dlatego, że wróżka zasiadała w Radzie Polityki Pieniężnej NBP, ale dlatego, że jej przekaz stał się po prostu popularny.

Antropolog – Donald E. Brown – wskazał, że używanie narracji do wyjaśniania, w jaki sposób powstał świat i do opowiadania historii jest uniwersalnym zachowaniem występującym w każdym ludzkim społeczeństwie. Żaden gatunek zwierząt nie jest zdolny do tworzenia i przekazywania skomplikowanych opowieści.

Narracje stały się niezwykle istotne, wręcz można określać je mianem ewolucyjnej przewagi ze względu na to, że umożliwiają uczenie się międzypokoleniowe oraz retencję wiedzy, a więc kumulatywne gromadzenie mądrości i rozwijanie kultury. Być może to właśnie ta zdolność najsilniej wyróżnia człowieka. Stąd wzięły się postulaty nazwania naszego gatunku homo narrans, jak zaproponował w 1967 r. etnolog, Kurt Ranke.

Język jest unikalnym dla człowieka środkiem umożliwiającym transmisję kulturową. Dziecko nie musi być genetycznie zaprogramowane do odczuwania strachu przed drapieżnikami lub ogniem. Odpowiedni schemat zachowania może mu zostać przekazany w procesie socjalizacji i wychowania, czyli w głównej mierze za pomocą języka. W szczególności ważne są legendy i opowieści (pomyślmy, ile ludowej mądrości zawartej jest w baśniach). Jest to duża przewaga kolejnych pokoleń, bowiem umożliwia uczenie się od przodków. Dlatego też można dostrzec pewne ewolucyjne zdolności człowieka tworzenia i odbioru narracji.

Przykładowo opowieści często kreowane są na skutek odczuwania silnych emocji („jestem tak zdenerwowany, że muszę ci o tym powiedzieć!”), ale też niosą ładunek wywołujący emocje u odbiorcy (najmocniej poprzez strach). Takie warunki sprzyjają zapamiętywaniu. Innymi słowy, dobra opowieść o emocjonalnym wydźwięku łatwiej zadomowi się w naszej pamięci długotrwałej.

Kolejnym ważnym aspektem narracji jest najczęściej „nastawienie intencjonalne” (termin zapożyczony od filozofa Daniela Dennetta). Łatwiej zrozumieć nam pewne zdarzenia, jeżeli opowiemy je w sposób antropocentryczy lub agentocentryczny, tj. używając nastawień intencjonalnych, takich jak „Jan chciał”, „Maria sądziła, że…”, „Matka Natura nie chciała, by…” itp. Ta psychologia potoczna przydaje się do przewidywania działań innych ludzi (w zasadzie nie mamy innego narzędzia do codziennych predykcji), a nawet obiektów, które ludźmi nie są, ale zachowują się tak, jakby miały owe nastawienia intencjonalne.

Ze względu na powyższy fakt bez trudu przychodzi nam personifikowanie abstrakcji, takich jak natura, gospodarka czy rynek. W ten sposób buduje się też strukturę opowieści, która zawiera przyczyny, działania i skutki, oraz jest osadzona w sieci interakcji społecznych. Sprawia to, że pojmowanie świata staje się łatwiejsze, niż gdybyśmy mieli do dyspozycji jedynie surowe dane.

Zdolność viralowego rozprzestrzenia narracji

Skojarzenie z wirusem nie powinno mieć pejoratywnego charakteru – mowa jedynie o samym sposobie rozprzestrzeniania się opowieści. Jest to użyteczny model myślenia o narracjach. Choroba roznosi się, o ile osoby zarażone są w stanie zarazić kolejnych ludzi, zanim sami się wyleczą. Ponadto każda epidemia ma swój szczyt. Potem niektórzy z zarażonych umierają, a część zdrowieje, ale pomimo nowych przypadków zachorowań epidemia wygasa do całkowitego zniknięcia.

Pewnych ludzi można uznać za wyjątkowo intensywnie zarażających. Jeżeli chora osoba spędza większość dnia sama w domu, to szansa na przekazanie wirusa dalej jest niewielka. Jednak jeśli jest to ktoś, kto na co dzień spotyka kilkadziesiąt różnych ludzi, to można go uznać za superzaraziciela. Występują też jednostki zupełnie odporne na chorobę. To ci z naturalnie silnym systemem immunologicznym, zaszczepieni lub wyleczeni, którzy nabrali odporności.

Tematem narracji w ekonomii zajął się Robert J. Shiller. Amerykański ekonomista od lat bada nieracjonalność ludzkich zachowań ekonomicznych, szczególnie na rynkach finansowych. To właśnie za urealnienie badania dynamiki wartości aktywów i zmienności rynków finansowych został w 2013 r. nagrodzony ekonomicznym Noblem – jego prace stanowiły m.in. krytykę powszechnej jeszcze w ubiegłej dekadzie hipotezy efektywnych rynków.

Skuteczność jego analiz potwierdza też trafność przewidywań. We wrześniu 2007 r. prognozował załamanie amerykańskiego rynku nieruchomości wskutek pęknięcia bańki spekulacyjnej (choć niebezpieczeństwo takiego rozwoju sytuacji opisywał już lata wcześniej), co sprawdziło się w ciągu roku, a pewną zdolność predykcji wykazywał też niemal dekadę wcześniejszym tzw. kryzysie dotcomów. Jego poprzednie i aktualne prace sprawiają, że niemal zawsze uznawany jest za jednego z kilkudziesięciu najbardziej wpływowych ekonomistów świata.

Shiller na podstawie danych – np. częstotliwości występowania danego wyrażenia w książkach, prasie i wyszukiwaniach w Google – doszedł do wniosku, że narracje mają podobne schematy popularności i rozprzestrzeniania się jak choroby. Im bardziej są chwytliwe i przekonujące, tym szybciej i szerzej są rozprzestrzeniane. Jeżeli pewną opowieść wspiera powszechny autorytet lub popularny celebryta (czyli superzakaziciel), również wpływa to na przyspieszenie zdobywania jej popularności. Podobnie jak epidemie, narracje również mogą powracać w zmutowanych wersjach. Takim przypadkiem jest jedna z największych opowieści dotyczących ekonomii, która wyraża stary strach przed automatyzacją i mówi o tym, że maszyny zabiorą nam pracę.

Narracja nie musi zawsze mieć negatywnego oddziaływania na gospodarkę. Przykładowo stworzenie trafnej co do przewidywań historii, która dotyczy przyszłości, może przyczynić się do podjęcia środków zapobiegających opisywanym w niej zagrożeniom.

Jak wskazuje przykład samospełniającej się opowieści wróżki, jej prawdziwość czy realność nie jest kluczowa – zasadnicza jest zaraźliwość, na którą z kolei wpływają, poza opisanymi wyżej czynnikami, również m.in. artefakty lub pamiątki kojarzone z daną historią, niestandardowe okoliczności jej powstania lub rozprzestrzenienia, a także wyrazisty, zwięzły punchline, który można wysnuć z opowieści.

Potęga mitu

Te elementy wyraźnie materializują się w narracji dotyczącej sławnej krzywej Laffera. Amerykański ekonomista miał rzekomo w trakcie obiadu z dwoma politykami narysować na serwetce krzywą o kształcie odwróconej litery U. Obrazowała ona zależność wysokości wpływów podatkowych od wysokości stawki podatkowej. Jej kształt wskazywał, że ten sam poziom wpływów do budżetu można osiągnąć przy dwóch różnych stawkach podatkowych – 0% i 100%. Szkic tłumaczył, że przychody budżetowe w obu wypadkach są zerowe. Przy braku podatku naturalnie nie ma wpływów do budżetu państwa, zaś przy stawce 100% nikt nie pracuje (bo nie łączy się to z zyskiem), więc budżet nie ma też zysku z podatków. Pomiędzy nimi w nieokreślonym dokładnie miejscu występuje punkt maksymalny. Oryginalna serwetka z wizyty Laffera w wykwintnej restauracji jest teraz eksponatem w The National Museum of American History.

Okoliczności powstania tego modelu ekonomicznego są niestandardowe. Zwłaszcza jeżeli porównamy je np. ze żmudnymi godzinami analizy danych statystycznych lub niekończącym się rozwiązywaniem równań. Krzywa niedługo po momencie swojego powstania najczęściej wykorzystywana była (i niestety nadal jest) jako argument za obniżaniem podatków. Mit tej zależności został obalony w niedawnym raporcie CAKJ, autorstwa dr. Radosława Piekarza.

Do krzywej Laffera odwoływał się Reagan, a także inni politycy i ekonomiści, którzy opowiadali się za obniżaniem podatków i deregulacją. Ich wypowiedzi w formie zwięzłych sentencji były potem szeroko rozpowszechnione. W ten sposób krzywej zapewniono miejsce w powszechnej świadomości.

Ponadto każda narracja trafia na mniej lub bardziej podatny grunt. W trakcie kryzysu opowieść o tym, że należy zostawić rynki same sobie, bo to najbardziej racjonalne wyjście, nie przyjmie się tak dobrze, jak po 30 latach prosperity. Żadna opowieść nie jest też izolowana. Shiller używa terminu – „konstelacje narracji”. To pojęcie akurat łatwo zobrazować na przykładach różnorakich teorii spiskowych, które nierzadko czerpią jedna z drugiej. Masoński, reptiliański lub żydowski spisek, który opanowuje media, instytucje naukowe i badawcze (np. NASA rzekomo powszechnie publikującą fałszywe zdjęcia kosmosu), tworzy tajne ośrodki, aby „uczciwi” ludzie (częsta dychotomia: my versus oni) nigdy nie dowiedzieli się „prawdy”.

Istnienie silnie powiązanej konstelacji ułatwia przetrwanie narracji, nawet tych ze sobą sprzecznych. W takim ścisłym układzie można bowiem najczęściej wyróżnić centralny przekaz lub kierunek – nazwijmy go supernarracją lub metanarracją (jest to np. ogólna narracja spisku) – który spaja ze sobą pomniejsze opowieści. Wśród nich mogą się nawet zdarzyć takie, których treści wzajemnie się wykluczają. Na przykład omawiana wcześniej krzywa Laffera może być częścią supernarracji o konieczności obniżania podatków i tak też zazwyczaj się ją stosuje. Tak jak inne opowieści o tym, że obniżka podatków jest zawsze korzystna dla wzrostu gospodarczego, chłopi pańszczyźniani byli znacznie mniej obciążeni daninami niż my teraz, a Skandynawia nie zbudowała swojego dobrobytu na polityce socjalnej (prawdziwość nie jest tu kluczowa).

Okazuje się bowiem, że gdybyśmy rzeczywiście chcieli kierować się wskazaniami krzywej Laffera, to opłacałoby się podnieść podatki! Badanie z 2017 r., szacujące krzywe Laffera dla rozwiniętych gospodarek, pokazało, że szczyt krzywej (czyli punkt, w którym wpływy do budżetu są maksymalne) dla Polski odpowiada obciążeniom podatkowym w wysokości 61% (podobnie zresztą sytuacja wygląda w krajach).

Klarownie widać to również na przykładzie antyimigranckich opowieści. Przy okazji dużego napływu ludzi z zewnątrz często pojawiają się na skrajnej prawicy nastroje protekcjonistyczne, wyrażane poprzez negatywny przekaz taniej zagranicznej siły roboczej, która zabiera pracę miejscowym. Zarazem jednak, co możemy znów obserwować w Europie, występuje snucie retoryki o „leniwych imigrantach żerujących na zasiłkach socjalnych” wraz z nasileniem migracji uchodźczej.

To paradoksalne myślenie doczekało się nawet swojej nazwy: imigrant Schoredingera, który jednocześnie zabierze Ci pracę i jako bezrobotny będzie spokojnie żył z twoich pieniędzy na zasiłku.

Narracje to złożone konstrukty socjologiczne i historyczne. Shiller często wskazuje, że w innych naukach społecznych i humanistycznych stanowią one istotny przedmiot badań. Socjologowie, politolodzy i historycy nierzadko uznają opowieści krążące w danym czasie za główny czynnik sprawczy, bez którego trudno analizować procesy i wydarzenia, a szczególnie skomplikowane okazałoby się ich dogłębne zrozumienie.

Klucz do lepszego zbadania ekonomii

Noblista zdecydowanie opowiada się za tym, aby włączyć do metodologii ekonomii badanie narracji. Co innego mają do dyspozycji ekonomiści? Trudno jest im przeprowadzać eksperymenty, które ujawniłyby prawdziwą naturę ludzką w kontekście gospodarczym (nawet wnioski z eksperymentów psychologicznych trudno się uogólnia). Rozwija się co prawda nurt ekonomii behawioralnej i neuroekonomii, jednak zajmują się one głównie problemami mikroekonomii.

Ekonomista nie może też zbadać próbki pod mikroskopem. W ekonomii nie ma niepodważalnych, powszechnych i ścisłych praw jak w fizyce. Ostatecznie bazuje się głównie na modelowaniu gospodarki, poszczególnych rynków lub pojedynczych podmiotów za pomocą wysublimowanych narzędzi matematycznych i statystycznych, przyjmując często nierealistyczne założenia. Do pewnego stopnia może się to sprawdzać, jednak w bardzo wielu kwestiach ekonomiści się mylą (legenda głosi, że kryzys 2008 r. przewidziało jedynie 16 ekonomistów).

Autor pracy twierdzi, że badanie narracji może stanowić dobre dopełnienie tradycyjnych badań ekonomicznych. Wymaga to przede wszystkim uznania podstawowego faktu: opowieści nie tylko powstają na skutek (często traumatycznych) wydarzeń, ale mogą również powodować zdarzenia i w zasadniczy sposób wpływać na ludzkie zachowania ekonomiczne.

W innych dziedzinach to nic nowego. Problem zobrazowany łatwo zrozumiałą paralelą ma większą siłę oddziaływania niż zasypywanie ludzi bezosobowymi, abstrakcyjnymi danymi. Takie podejście potwierdzają przytaczane przez Shillera liczne eksperymenty, dotyczące m.in. zdrowego żywienia, złych nawyków i dawstwa organów.

W książce opisanych jest kilkanaście wyrazistych i trwałych narracji z różnych momentów historycznych i skrajnie odmiennych dziedzin. Autor wspomina m.in. o narracji standardu złota jako zabezpieczenia waluty (złoto nie jest jedynym kruszcem, który mógł być w tym celu wykorzystywany). Inne opisane przykłady narracji są związane z: automatyzacją produkcji zabierającą pracę, kulturą skromności i wystawnej konsumpcji, boomem i kryzysem na rynku nieruchomości, a także bańkami na giełdach.

Opowieść o magicznym bitcoinie

Za warty podkreślenia przykład siły narracji może posłużyć bitcoin. Szybkość rozwoju zasięgu tej kryptowaluty można porównać do epidemii. Od przedstawienia pomysłu w 2008 r. i wypuszczenia kryptowaluty rok później jej wartość w ciągu kilku lat urosła do ponad 300 mld dolarów, a wielu uznało ją za przyszłą walutę. Dlaczego?

Niektórzy porównują wzrost ceny bitcoina do słynnej w historii gospodarczej bańki na cebulkach tulipanów z XVII w. Twierdzą, że o wysokiej wartości bitcoina decyduje jedynie społeczna ekscytacja. Wydaje się to o tyle słuszne, że naprawdę trudno na serio traktować bitcoin jak pieniądz. Ma on wiele mankamentów, które uniemożliwiają pełnienie tej funkcji, np. nieregulowalną podaż, brak gwaranta instytucjonalnego, ogromną niestabilność.

W takim razie skąd to społeczne podekscytowanie? Narracja o bitcoinie narodziła się w doskonałych dla niego czasach, sama była również bardzo sprytnie kreowana. Za autora artykułu opisującego koncepcję tej kryptowaluty uważa się Satoshiego Nakamoto. Nikt go podobno nigdy nie spotkał. Jak twierdzą programiści współtworzący kod cyfrowej waluty, Satoshi komunikował się z nimi jedynie mailowo, a już w 2010 r. opuścił projekt. Tajemnicza postać wzmaga zainteresowanie i dobrze współgra z ogólnym anarchistycznym wydźwiękiem bitcoina, który opisuje się w kategoriach katalizatora wolnościowego systemu oraz sprzeciwu wobec skorumpowanych, nieuczciwych rządów i instytucji rynku finansowego.

Nie jest on i nie może być przez nikogo zarządzany. Kryptowaluta i jej system rozliczeń, tzw. blockchain, są projektowane i utrzymywane oddolnie i anonimowo. Są wyrazem nadziei, że można stworzyć wolne od odgórnego nacisku społeczeństwo. Narracja o bitcoinie oddaje pragnienie upodmiotowienia, zwiększenia sprawczości i władzy zwykłych ludzi.

Bitcoin dobrze współgra z futurologicznym namysłem, jak będzie wyglądało społeczeństwo przyszłości. Ludzie zaś chcą uczestniczyć w czymś, co zmienia społeczeństwo. Nowoczesne technologie sprawiają, że do łask wraca narracja o maszynach zabierających pracę (jako jej mutacja różniąca się istotnie w kilku aspektach), która zawsze wywoływała pewien strach, a to, jak już powiedzieliśmy, wzmaga zaraźliwość opowieści, na czym korzysta też bitcoin.

***

Na przykładzie narracji o bitcoinie widać, że to właśnie opowieści przekazywanie spontanicznie w mediach tradycyjnych i społecznościowych były motorem napędowym wzrostu jego ceny. W ten sposób wytworzona została bańka. Gdyby ekonomiści badali narracje jak wiele innych zjawisk, można by ją skutecznie wyjaśniać.

Robert Shiller w swojej najnowszej książce – Narrative Economics – eksploruje stosunkowo nowe dla ekonomii ziemie. Co więcej, jego propozycja dotyczy też metodologii. Narracje nie są najczęściej uwzględniane w standardowych dla ekonomistów metodach badawczych, takich jak modele ekonometryczne. To nic dziwnego, bo wpływ opowieści na zachowania jest raczej trudny do zmierzenia i niełatwo go przedstawić w konkretnych liczbach. Dlatego można interpretować książkę Shillera jako głos nieco podobny do Tony’ego Lawsona. Ekonomia to nauka, która powinna badać zjawiska społeczne i nie uciekać od metodologii innych społecznych dyscyplin. Być może obserwujemy właśnie narodziny nowego nurtu – ekonomii narracyjnej, która kiedyś osiągnie sukces porównywalny do nurtu behawioralnego czy instytucjonalnego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.