Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Wójcik  19 listopada 2018

Wyrok na „mafię Pużaka”

Bartosz Wójcik  19 listopada 2018
przeczytanie zajmie 7 min
Wyrok na „mafię Pużaka” Autorka ilustracji: Magdalena Karpińska

70 lat temu dobiegł końca jeden z najgłośniejszych procesów pokazowych lat powojennych – „proces kierownictwa WRN”. Na ławie oskarżonych zasiadła elita polskiej lewicy. Sądzonym za rzekomy zamach na Polskę Ludową przewodził Kazimierz Pużak – weteran piłsudczykowskiej Organizacji Bojowej PPS, więzień carskiego Szlisselburga i sowieckiej Łubianki, przewodniczący podziemnego „parlamentu” oraz główny autor ideowego credo Polski Podziemnej, deklaracji O co walczy Naród Polski?. Ponury spektakl stanowił kolejny krok na drodze do komunistycznej hegemonii.

„Dywersja, terror i zdrada – bronią w walce przeciw Polsce Ludowej” – grzmiało „Życie Warszawy”. „Proces przywódców WRN ukazuje nieprzerwany łańcuch zbrodni” – wtórował „Robotnik”, niegdyś współtworzony przez część oskarżonych, w realiach schyłku roku 1948 całkowicie dyspozycyjny wobec prosowieckiej Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Katalog oszczerstw, którymi obrzucano czołowych działaczy lewicy Polskiego Państwa Podziemnego był długi. Znalazła się wśród nich rzekoma współpraca z Niemcami, wspieranie „elementów reakcyjno-faszystowskich”, czy szpiegostwo, „suto opłacane imperialistycznymi dolarami”, na rzecz państw anglosaskich.

Wuerenowcy – skrót pochodził od przyjętej przez główny nurt Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) konspiracyjnej nazwy „Wolność – Równość – Niepodległość” (WRN) –  płacili za swoją postawę podczas okupacji. Przez cały jej okres, głosząc nieodzowność radykalnych reform społecznych, konsekwentnie odrzucali podporządkowanie Moskwie. Sowieckiej dominacji przeciwstawiali ideę opartej na zasadach demokracji i braterstwa współpracy wolnych narodów Europy Środkowo-Wschodniej.

Niezmiennie wzywali do konsolidacji wszystkich sił podziemia wokół legalnych władz. To socjaliści, jako pierwsi spośród trzech wielkich stronnictw, przekażą swe oddziały bojowe Armii Krajowej (AK). To jeden z nich, Franciszek Białas, stanie na czele wyłonionego przez szereg organizacji współtworzących struktury podziemnego państwa Społecznego Komitetu Antykomunistycznego.

„Zaznaczyć należy, że kierownictwo polityczne PPS, mimo że stoi na stanowisku klasowym, wykazuje najwięcej pojednawczości, a stosunkowo najmniej zacietrzewienia partyjnego” – stwierdzał w jednym ze sprawozdań dowódca stołecznych struktur AK. Z kolei oficjalny organ, na wielu płaszczyznach fundamentalnie skonfliktowanego z WRN, Stronnictwa Narodowego, komentując postawę głównego ugrupowania polskiej lewicy wobec zabiegów Moskwy pointował: „Ładny przykład stanowczości dają nam dzisiaj socjaliści. Walczą z wrogiem bez pardonu i bez rękawiczek. Trzeba mieć pełne uznanie dla ich stosunku do walki z komunizmem”.

Wuerenowcy – należy to zaznaczyć – zwalczali wpływy komunistyczne propagandowo, drogą społecznego uświadamiania i obnażania hipokryzji PPR. Pomysły fizycznej rozprawy z podziemiem promoskiewskim w obliczu zagrożenia niemieckiego odrzucali jako sprzeczne z polskimi tradycjami, szkodliwe dla dyplomatycznego położenia legalnych władz RP, a w obliczu sowieckiej przewagi – po prostu krótkowzroczne.

Między konspiracją a legalizacją. „Mafia Pużaka” wobec nowej rzeczywistości

Wiosną 1945 r. socjaliści, podobnie jak inne stronnictwa Polski Walczącej, stanęli przed dylematem – co dalej? Położenie utrudniał brak Pużaka, aresztowanego przez NKWD wraz z pozostałymi piętnastoma przywódcami podziemia. W obliczu bezradności emigracyjnego rządu – tym kierował skądinąd drugi z nestorów PPS-WRN, Tomasz Arciszewski – wobec decyzji jałtańskich coraz wyraźniej skłaniali się ku poglądowi, że w zaistniałej sytuacji należy ratować co się da i w miarę możliwości włączać w nurt życia publicznego oraz odbudowę zrujnowanego kraju. Drogą do tego miało być opanowanie koncesjonowanej, utworzonej z inspiracji komunistów, tzw. lubelskiej PPS. Następnie zaś – stopniowe uniezależnianie jej od PPR. Optymistyczne przesłanki dawał tu przykład ludowców, którym, na fali entuzjazmu związanego z powrotem Stanisława Mikołajczyka, udawało się oddolnie neutralizować komunistyczną dywersję i stopniowo odzyskiwać własną partię.

Socjaliści krytycznie odnieśli się natomiast do forsowanych zwłaszcza przez część obozu narodowego haseł wzywających do walki zbrojnej. W tej, wobec rozwiązania AK i postępującej erozji kierowniczych struktur podziemia, nie widząc perspektyw, dostrzegali liczne zagrożenia. „W życiu Polski mnożą się przejawy zdziczenia. Bratobójstwo staje się zjawiskiem coraz częstszym. Różne grupy i grupki mordują się wzajemnie na mocy sądów kapturowych. Zdarzyły się wypadki nawet tak jaskrawe, że mordowani byli chłopi korzystający z nowych działek przydzielonych im z reformy rolnej” – głosił oficjalny komunikat Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS-WRN, wzywający do wychodzenia z lasu, „powrotu do normalnego życia i produktywnej pracy ” tam, gdzie to możliwe. W tej samej enuncjacji zastrzegano: „[…] podkreślamy, że tylko w warunkach politycznej swobody i tolerancji znaleźć można i trzeba rozwiązanie tej sprawy”. Stanowisko to, co socjaliści mocno akcentowali, podzielały Delegatura Rządu na Kraj oraz Rada Jedności Narodowej. Na zbliżone pozycje przechodzili w tym czasie także przywódcy głównego nurtu konspiracji poakowskiej. Równolegle szeregowym członkom WRN zalecano przenikanie do związków zawodowych, szkół, spółdzielni czy lokalnych milicji.

Jednak powtórzenie manewru ludowców nie powiodło się – władze koncesjonowanej PPS, nauczone przykładem Mikołajczyka, nie zezwoliły na masowy akces wuerenowców, godząc się jedynie przyjmować poszczególnych działaczy w trybie indywidualnym. Fiaskiem zakończyła się też, podjęta pod patronatem przewodniczącego przedwojennej Rady Naczelnej PPS, Zygmunta Żuławskiego, próba zarejestrowania niezależnej, nawiązującej do tradycji socjalizmu galicyjskiego Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej.

„Na szlaku zdrady”

W tej sytuacji działacze skupieni wokół nieoczekiwanie zwolnionego przez władze sowieckie po kilku miesiącach Pużaka utworzyli Krajowy Ośrodek WRN – nieformalną inicjatywę, w ramach której kilkunastoosobowe grono pracowało nad stanowiskiem programowym niepodległościowego nurtu socjalizmu. Z czasem, w porozumieniu z nim, powstawać zaczęły lokalne komórki nazywane Ośrodkami Peryferyjnymi. Choć socjaliści zasadniczo unikali przy tym kontaktów z podziemiem, nie wyzbyli się ich całkowicie. Co ciekawe, to właśnie „prawa ręka Pużaka” – Tadeusz Szturm de Sztrem legalizował przybyłego do kraju Witolda Pileckiego, organizując dla niego fałszywe dokumenty.

W opracowanych z końcem roku 1945 Tezach ideologicznych politykę Bloku Lubelskiego wuerenowcy określili mianem dyskredytującej hasła socjalizmu i demokracji, a także zwiększającej społeczną popularność postaw reakcyjnych. „Tylko polityka zdecydowanie wolnościowa i rzeczywiście demokratyczna może zjednoczyć masy narodu polskiego w twórczej pracy nad odbudową i przebudową Rzeczypospolitej Polskiej” – konstatowali. Drugim, obok dyskusji ideowej, zasadniczym celem ośrodka było informowanie o prześladowaniach politycznych i łamaniu swobód obywatelskich w glajchszaltowanej przez komunistów Polsce. W miarę możliwości próbowano wreszcie wspierać działający jawnie PSL.

Wielu członków i zwolenników nurtu – także tych pozostających w kontakcie z Krajowym Ośrodkiem WRN i jego lokalnymi odnogami – decydowało się na akces do struktur koncesjonowanych przez reżim. Ich wpływ na linię partii dawał o sobie znać zwłaszcza w tzw. dołach. „PPS jedynie na szczytach organizacyjnych zajmuje przychylne stanowisko wobec PPR. Nastawienie dołów jest wrogie. Członkowie PPS są przeciw połączeniu z PPR, przeciwstawiają się sowietyzacji kraju i domagają się Polski suwerennej” – relacjonował, w sposób zbyt upraszczający niemniej oddający charakterystyczną tendencję, jeden z przybyłych do Londynu kurierów emigracyjnego rządu.

Zjawisko dostrzegali też bliscy tradycji wuerenowskiej działacze powstałego na bazie AK Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Z ewentualnym odbiciem partii socjalistycznej wiązali oni poważne nadzieje. „My wiemy, że PPS to nie koniunkturalne i narzucone przez PPR kierownictwo, lecz twarde, zahartowane w walce o byt rzesze polskich robotników. Świadomość swych celów wyklucza współpracę PPS z komunistami. […] Świat cały stanął do walki o socjalizm, przeprowadzenie wszędzie reform społecznych. Potrzebę ich uznajemy i my, Polacy. W tej właśnie odbudowie państwowości polskiej w duchu polepszenia bytu pracującego obywatela PPS niewątpliwie zapisze nową, piękną kartę […], kierując się starym właśnie, a nie komunistycznym programem” – wołała krakowska „Niepodległość”.

Z kolei ppłk Łukasz Ciepliński – niebawem mający stanąć na czele ostatniego zarządu organizacji – zredagował nawet imitującą materiał wewnątrzpartyjny broszurę „Do towarzyszów z PPS!”. W uznanej przez bezpiekę za szczególnie groźną enuncjacji obnażał zaborcze intencje „bratniej partii robotniczej” i dyspozycyjność nowego kierownictwa ruchu socjalistycznego wobec sowieckich mocodawców. Argumentację ułatwiał Cieplińskiemu fakt, że na stopie legalnej sam pozostawał członkiem koncesjonowanej PPS.

Rozprawa (z) WRN

Generalne uderzenie nastąpiło wiosną 1947 r. Po zmarginalizowaniu, metodą represji i fałszerstw wyborczych, PSL-u i rozbiciu kluczowych ośrodków podziemia, priorytetem dla komunistów stała się neutralizacja ruchu socjalistycznego.

Choć w kierownictwie oficjalnej PPS dominowały nazwiska „sprawdzone”, sytuacja nie była tak oczywista. Partia zrzeszała ponad pół miliona ludzi, nierzadko, zwłaszcza na dolnych szczeblach, krytycznych wobec wzorców sowieckich i zdecydowanych bronić pepeesowskiej niezależności. Jawna rozprawa z symbolizującym niezgodę na hegemonię komunistów środowiskiem miała złamać ducha oporu i otworzyć drogę do zapowiadanego „zjednoczenia partii robotniczych”, faktycznie oznaczającego eliminację PPS.

Proces, po trwającym grubo ponad rok śledztwie, ruszył z początkiem listopada 1948 r. Na ławie oskarżonych, obok wieloletniego sekretarza generalnego PPS Kazimierza Pużaka, zasiedli: Tadeusz Szturm de Sztrem – faktyczny organizator prac Krajowego Ośrodka WRN, w czasie wojny szef propagandy Rady Jedności Narodowej i łącznik PPS z Szarymi Szeregami; Ludwik Cohn – weteran Września i przedwojenny lider pepeesowskiej organizacji młodzieżowej; Józef Dzięgielewski – jeden z dowódców Milicji PPS, obrońca warszawy w 1939 r. i powstaniec, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych; Feliks Misiorowski – skarbnik Krajowego Ośrodka WRN i działacz Delegatury Rządu pod okupacją niemiecką oraz Wiktor Krawczyk – jeden z organizatorów tzw. Ośrodków Peryferyjnych WRN. Dwoje z aresztowanych, Antoni Zdanowski i Janina Pajdak nie dożyło procesu. Pierwszy, przedwojenny przywódca Klasowych Związków Zawodowych, niemal w stanie agonalnym przekazany rodzinie po wielu tygodniach śledztwa, zmarł nie odzyskując przytomności. Druga, żona więzionego w Moskwie pepeesowca, zastępcy delegata rządu na kraj Antoniego Pajdaka, zginęła już w kilkanaście godzin po aresztowaniu. Według oficjalnego komunikatu popełniła samobójstwo wyskakując z okna.

Celem wyreżyserowanego przez śledczych i pepeerowskich propagandystów spektaklu była kompromitacja tradycji WRN i samej postaci Pużaka. Środkiem – złamanie jego towarzyszy i zmuszenie ich do obciążenia „czołowego zdrajcy klasy robotniczej”. Choć realia tego typu procesów – poprzedzanych z reguły wielomiesięcznym „urabianiem” oskarżonych – zwykle odbiegały od dzisiejszych wyobrażeń o niezłomności, zupełnemu załamaniu uległ tylko jeden z oskarżonych. Reszta kluczyła, niekiedy częściowo przyznając się do rzekomych błędów i win, niekiedy do konkretnych czynów. Zasadniczo jednak od Pużaka nie odcięła się, a on sam pozostał nieugięty. Jeszcze przed rozpoczęciem śledztwa, gdy naczelny stalinowski śledczy, płk Józef Różański, osobiście zaproponował mu możliwość przygotowania tez obrony, Pużak odmówił. „Jestem pierwszy raz w takim reżimie, gdzie oskarżonemu nie doręczono aktu oskarżenia” – oznajmił, zastrzegając, że gdy był sądzony w Moskwie dopełniono tego obowiązku. „Znajdujemy się w Polsce, gdzie obowiązują polskie przepisy prawne” – odparł Różański, sugerując, że oskarżony zapewne wolałby „reżim hitlerowski”.

Na sali rozpraw Pużak wymownie milczał, odmawiał odpowiedzi, albo negował zasadność oskarżenia. Dowodził, że w realiach demokracji „sąd nie miałby tu nic do gadania”, a problemy stanowiące motywy przewodnie procesu byłyby osią zwykłej dyskusji wewnątrzpartyjnej. U schyłku procesu, okazując swoistą wyrozumiałość dla mniej jednoznacznych postaw towarzyszy, oświadczył: „Jeśli chodzi o moją osobę, to w tej chwili, kiedy stoję nad grobem, byłoby naprawdę nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy. Byłoby nie do uwierzenia, że zmiana poglądów dokonała się w sposób naturalny. Byłby to raczej fenomen patologiczny”.

Zasadniczym celem komunistów było upokorzenie i napiętnowanie ludzi WRN, dlatego wyroki, jak na realia ówczesnych procesów politycznych, nie były wysokie – wahały się od 5 do 12 lat. Dodatkowo „wspaniałomyślnie” skrócono je na mocy ustawy o amnestii. Mimo to, dwóch z sześciu oskarżonych kosztować miały życie. Przeniesiony do jednego z najcięższych więzień, zakładu w Rawiczu, Pużak zmarł w niejasnych okolicznościach wiosną 1950 r. Dzięgielewski wprawdzie doczekał zakończenia wyroku, jednak na wolność wyszedł ze śmiertelnie rozwiniętą gruźlicą.

Rozprawa z niepodległościowymi tradycjami PPS nie ograniczyła się do „procesu Pużaka i towarzyszy” – wuerenowcy zasiadali na ławach oskarżonych w głośnych procesach winowskich oraz szeregu spraw mniejszych, pozbawionych rozgłosu.

Gdy komunistyczna prasa obwieściła zwycięstwo nad „reakcyjną gangreną w ruchu robotniczym”, w obronie przywódców WRN – nie bez udziału pepeesowców pozostałych na emigracji – stanęły środowiska związane z Międzynarodówką Socjalistyczną. „Los socjalistów w Europie Wschodniej jest straszliwą nauką dla tych wszystkich, którzy wciąż jeszcze wierzą, że socjalizm może mieć coś wspólnego z komunizmem” – stwierdzał w przemówieniu radiowym sekretarz generalny angielskiej Labour Party, Morgan Philips. Możliwość wystąpienia na falach BBC dostał także reprezentujący środowisko WRN Franciszek Białas.

Stanowisko wobec dokonującego się bezprawia zajął wreszcie emigracyjny rząd RP. W specjalnym apelu Do sumienia Świata, celowo, by nie pogarszać sytuacji oskarżonych, ogłoszonym już po zapadnięciu wyroków, wołał: „Skazani działacze to patrioci polscy, którym wdzięczny naród pomniki kiedyś stawiać będzie. Dzisiaj »osądzili« ich agenci obcego rządu, dzisiaj znieważa ich obca propaganda, wywodząca zarzuty z tych czynów, które stanowią słuszny tytuł do chwały”.

Epilog

Choć niespełna miesiąc po ogłoszeniu wyroku komuniści dopięli swego – wchłonęli PPS, powołując Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, ponury spektakl nie był ostatnim rozdziałem dziejów WRN. Po blisko trzech dekadach, we wrześniu 1976 r., w odpowiedzi na prześladowania robotników Radomia i Ursusa zawiązany został Komitet Obrony Robotników. Wśród czternastu sygnatariuszy jego dokumentu założycielskiego, Apelu do społeczeństwa i władz PRL, figurowały nazwiska Cohn i Pajdak. Podpisów „wywodzących się” z dawnej PPS na krótkiej liście było więcej.