Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Wójcik  11 października 2015

Patriotyczna rupieciarnia

Bartosz Wójcik  11 października 2015
przeczytanie zajmie 4 min
Patriotyczna rupieciarnia Red is Bad/Facebook.com

Zjawisko odzieży patriotycznej pojawiło się na szerszą skalę zaledwie kilka lat temu. Ten krótki czas wystarczył jednak, by ubrania zdobione motywami historycznymi zyskały sobie ogromną popularność. Nic zresztą dziwnego – jest to jeden z elementów szerszego, wręcz popkulturowego fenomenu mody na historię, której świadkami – co zresztą cieszy – jesteśmy obecnie. Lecz obok niewątpliwie pozytywnego wkładu w popularyzację dziejów Polski, rozwijający się rynek marek określanych przez producentów mianem patriotycznych, niepodległościowych czy wolnościowych, coraz częściej zaskakuje propozycjami absurdalnymi. Nie zawsze też służy zwiększaniu świadomości historycznej, czasem wręcz nią manipulując.

Hitem Internetu, w rozumieniu dość prześmiewczym, stała się ostatnimi czasy, stylizowana w tandetny – bo ciężko tu o określenie łagodniejsze – sposób na rycerską zbroję, bluza, głosząca postulat „Wielkiej Polski“. O ile jest to z pewnością przykład wyjątkowo kuriozalny, budzący krytykę nawet gorących zwolenników poruszanego zjawiska, to podobnych, choć nie tak medialnych propozycji, pojawia się od pewnego czasu znacznie więcej.

Dawno już przestały wystarczać wzbogacone symboliką niepodległościową koszulki, najczęściej nawiązujące do powojennego Podziemia, które modzie tej dały początek. Obok producentów będących prekursorami wspomnianego kierunku, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne marki, zachęcone sukcesem tych pierwszych. Wraz z rozwojem rynku „upatriotycznia“ zaczęto kolejne części garderoby – obok ciągle dość standardowych bluz czy czapek, pojawiły się budzące już pewne wątpliwości, okraszone najczęściej znakiem szczególnie ważnym – „Kotwicą“ Polskiego Państwa Podziemnego, zasłaniające twarz kominy, a nawet kominiarki. Jeden z producentów przed zeszłorocznym Marszem Niepodległości reklamował je nawet jako „idealne na chłodne, jesienne wieczory“, mrugając przy tym okiem do potencjalnych nabywców. Hołd to conajmniej osobliwy.

Jednak wykorzystywanie podobnej symboliki na gadżetach, których przeznaczenie może cokolwiek zastanawiać, a zamiast podkreślania tożsamości – co, jak mniemam, było ideą wokół której zjawisko powstawało – służy jej ukrywaniu, jest tylko jedną stroną problemu. Drugą jest zamieszczanie ich na częściach garderoby dość – niekiedy nawet dosłownie – przyziemnych, niekoniecznie licujących z powagą zagadnienia. Idealną tego egzemplifikacją mogą być oferowane w systemie sprzedaży internetowej… skarpety Narodowych Sił Zbrojnych, skądinąd cieszących się w owej branży popularnością wyjątkową. Są to skarpety „polskie“, co podmiot oferujący wyraźnie podkreśla. Podobne „upatriotycznienie“ skarpet w sposób naturalny nasuwa obawy o to co będzie dalej, choć – z czym sam się dotąd nie spotkałem, opieram się jedynie na relacji – owo „dalej“ podobno już nastąpiło, a zaszczytne miejsce przypadło pewnej polskiej formacji święcącej triumfy w XVII wieku. Absurd? Moim zdaniem tak.

Nie dziwi w tym kontekście promowana jakiś czas temu między innymi na Facebooku akcja wyjścia na piwo (było ono co prawda jedną z opcji) w odzieży patriotycznej, mająca na celu pokazanie powszechności zjawiska i skalę utożsamiania się ludzi, głównie młodych, z historią naszego narodu. Ostentacyjne picie piwa w koszulce z nadrukiem imitującym powstańczą opaskę jeszcze dziesięć lat temu zostałoby przez ogół odebrane z dużą rezerwą. Teraz, choć pojawiały się również głosy krytyczne, odzew był niemały. Oczywiście, stosunek do podobnego manifestowania rzeczywistego, bądź deklarowanego – jest z tym pewnie różnie – patriotyzmu to rzecz dość uznaniowa, subiektywna, jednak wspomniana akcja jest pewnym znakiem czasów i kierunku, w którym omawiany fenomen zmierza.

Sytuacja, gdy przykładowa „Kotwica“, miast podkreślać identyfikację z bohaterami walki przeciw dwóm zbrodniczym totalitaryzmom, zaczyna konkurować z popularnymi „trzema paskami“ czy przysłowiowym „haczykiem“ nie jest zdrowa. Ani dla popularyzacji wiedzy historycznej, ani dla tegoż symbolu, tracącego tym samym swą unikalną wymowę.

Odrębny problem stanowi zagadnienie wpływu poruszanego zjawiska na kształtowanie się świadomości historycznej. Patriotyczne nadruki, coraz częściej spotykane na polskich ulicach, w wielu przypadkach spełniają rolę niewątpliwie pozytywną, stanowiąc dla ludzi dotąd mniej interesujących się historią zachętę do głębszego zapoznania się z nią, zainteresowania tą czy inną tematyką. Niestety, co w związku ze wspomnianą popkulturowością zjawiska nieuniknione, niejednokrotnie okazują się też głównym czynnikiem wpływającym na postrzeganie historii, z czego pożytek jest już dość wątpliwy. Tym bardziej, że niektórzy producenci patriotycznych, a niekiedy tylko „patriotycznych“, rekwizytów dość swobodnie – świadomie bądź nie – operują treścią zdobiącą oferowane produkty. Niekiedy prowadzi to do daleko idących uproszczeń, niekiedy zaś – nawet do mniejszych czy większych manipulacji.

Zasadniczym źródłem owego problemu, obok kryterium efektowności nie muszącej iść w parze ze skomplikowanymi realiami historycznymi, jest zauważalna i poruszana na łamach naszego portalu choćby przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, ideologizacja najnowszej historii Polski. Owocem tego typu popularyzacji są dość tendencyjne wizje postrzegania roli i charakteru poszczególnych postaci czy organizacji. W efekcie, coraz większą popularność zyskują sobie interpetacje tyleż atrakcyjne, co upraszczające, bądź wręcz fałszujące obraz rzeczywisty. Przystępna forma widowiskowych grafik świetnie im sprzyja.

Wymownym tego przykładem może być chociażby nadawanie bardzo różnorodnej pod względem społeczno-politycznym Armii Krajowej, czy powojennemu podziemiu niepodległościowemu oblicza wyraźnie prawicowego, a niekiedy wprost narodowego.

Łączenie bowiem haseł pokroju „Wielkiej Polski” z symbolami Polskiego Państwa Podziemnego, czy stawianie na jednej płaszczyźnie AK i NSZ-u jest w tej sferze wcale nie rzadkie, wpisując się zresztą w szerszy proces zawłaszczania niektórych postaci – z rtm Pileckim czy gen. Fieldorfem na czele – oraz symboli przez określone, wyróżniające się wysoką aktywnością i umiejętnie wykorzystujące ową modę na historię środowiska.

Jednak wspomniane w powyższym tekście „wypaczenia“ i absurdy nie zmieniają faktu, że za popularnością szeroko rozumianej symboliki patriotycznej kryje się naprawdę duży potencjał pozytywny. To od nas i naszego krytycyzmu w dużej mierze zależy, w jakim kierunku zjawisko to będzie się rozwijać oraz jaką rolę ostatecznie spełni. Czy będzie jednym z katalizatorów rzeczywistego zainteresowania losami pokoleń, do których tak chętnie się odwołujemy, czy zostanie sprowadzone do czysto obrazkowych, mających nikłe podstawy w faktach, a niekiedy kuriozalnych, form „patriotycznej“ identyfikacji.