Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  17 sierpnia 2015

Jak odzyskać miasto dla jego mieszkańców?

Piotr Kaszczyszyn  17 sierpnia 2015
przeczytanie zajmie 4 min
Jak odzyskać miasto dla jego mieszkańców? flickr

Prawica nie lubi miasta. Nie interesuje się tym co lokalne, chyba że chodzi o kolejny pomnik Żołnierzy Wyklętych w jakimś powiatowym mieście. Samorząd? To tylko przystanek na drodze do Sejmu i prawdziwej polityki. Tymczasem przestrzeń miejska stanowi wciąż niewykorzystany potencjał na upodmiotowienie mieszkańców i nadanie ich obywatelskości realnej treści. Lewicowe pomysły na miasto to za mało.

Jak najkrócej scharakteryzować polską prawicę? Po pierwsze, cierpi ona na przewlekły „centralizm”- chorobliwe przekonanie, że wszystko co ważne dzieje się tylko w Warszawie a jedyna polityka, jaką należy się interesować to ta przy Wiejskiej. Po drugie, skupienie się na kwestiach światopoglądowych jak aborcja czy in vitro. Po trzecie, bardzo mocny nacisk kładziony na historię (ograniczoną jednocześnie tylko do historii politycznej, tej z Wielkiej Litery, z pominięciem choćby historii społecznej czy gospodarczej) i politykę historyczną. Po czwarte, silne podkreślane wątków związanych z przedsiębiorczością oraz wysokością podatków.

Nie chodzi teraz, aby potępiać w czambuł tak zarysowane kwestie i przechodzić z jednej skrajności w drugą. Chodzi o proporcje i zwrócenie uwagi, że to tylko jedna strona medalu. Co znajduje się na jego rewersie? Po pierwsze, podkreślenie znaczenia miasta oraz „Polski lokalnej”. Po drugie, przekonanie, że kluczem do długotrwałej zmiany politycznej nie są kolejne wybory parlamentarne, ale dążenie do wielopłaszczyznowego upodmiotowienia obywateli, a w pierwszej kolejności mieszkańców miast. Po trzecie, dążenie do maksymalnej instytucjonalizacji tych rozwiązań, aby nie były to tak jednorazowe i szczątkowe narzędzia jak budżet partycypacyjny.

Od czego więc zacząć? Od pochwały lewicy. Zamiast po raz tysięczny śmiać się z tęczy, kiełków i sojowej latte, popatrzmy na konkretne efekty ich działań. Konkretne, bo kolejne profile antykomunistyczne na FB się nie liczą. Ruchy lokatorskie, kooperatywy spożywcze, budżet partycypacyjny, działalność świetlic dzielnicowych, projekt „Otwarty Jazdów”. O większości z nich pewnie nie mam pojęcia, bo sam do niedawna skupiałem się na żartach z „lewaków”.

Jednocześnie musi to być to pochwała krytyczna. Dlaczego? Bo rozwiązania i narzędzia wypracowane przez lewicę są niewystarczające i stanowią tylko pierwszy krok na drodze do realnego upodmiotowienia obywateli, tak aby faktycznie mogli wziąć odpowiedzialność za przestrzeń, w której żyją.

Po pierwsze, narzędzia proponowane przez lewicę mają charakter jednorazowy i punktowy- służą tylko rozwiązywaniu konkretnych, pojedynczych problemów. Po drugie, nie znoszą one „pionowej” relacji między mieszkańcami a władzami miasta. Mieszkańcy wciąż są w nich na gorszej pozycji, niczym natrętni petenci, którym pozwala się wypowiedzieć ich mało istotne zdanie. Przyjrzyjmy się trzem konkretnym narzędziom obywatelskiej partycypacji.

1. Komórki planujące-metoda (ang. Planning cells, niem. Planunszellen) polega na zaangażowaniu grupy ok. 25 losowo wybranych osób, które w wyznaczonym okresie (np. jednego tygodnia) pełnią funkcję konsultantów w obszarze wybranego zagadnienia – jakichś planowanych działań w obszarze polityki publicznej.

2. Narada obywatelska:technika (ang. Consensusconference) pod względem formy jest bardzo zbliżona do sądów obywatelskich i polega na zaangażowaniu „zwykłych” obywateli (oddających możliwie najbardziej obraz danej społeczności) do roli „sędziów” mających wydać werdykt dotyczący złożonej, a często również kontrowersyjnej sprawy. Opinia sformułowana przez tego rodzaju „sąd” nie jest jednoznaczna z podjętą następnie decyzją, a raczej stanowi silne rekomendacje dla instytucji odpowiedzialnych za rozwiązanie danego problemu.

3. Planowane partycypacyjne: technika ta znajduje swoje zastosowanie, kiedy przedmiotem podejmowania decyzji jest kształt fizyczny i program jakiejś przestrzeni np.: plan miejscowy, rewitalizacja jakiegoś obszaru, budowa instytucji publicznej (muzeum, jednostka edukacyjna, itp.).

Na koniec rozwiązanie koronne, czyli budżet partycypacyjny. Co jest z nim nie tak? Po pierwsze, posiada wyłącznie plebiscytowy charakter, sprowadzony do jednorazowego pójścia do urny i zagłosowania na jeden z kilku znajdujących się na karcie pomysłów. Takie rozwiązanie to proste przeniesienie logiki wyborczej na budżet obywatelski. Po drugie, dzisiaj mamy do czynienia z czymś w rodzaju „kieszonkowego”, które miasto, w ramach budżetu, daje swoim dzieciom i pozwala im wybrać drobną (bo środki przeznaczane na budżet obywatelski są niewielkie) zabawkę.

Na czym więc miałyby polegać alternatywne rozwiązania? Swoim zasięgiem powinny objąć trzy wymiary: obywatelsko-miejski, gospodarczy i polityczny.

1. Aspekt obywatelsko-miejski: stwórzmy stowarzyszenia mieszkańców (instytucjonalizacja i odejście od jednorazowości), stanowiące uzupełnienie dla istniejących dzielnic i obejmujące swoim zasięgiem od kilku do maksymalnie kilkunastu tysięcy mieszkańców, które zarządzałyby na swoim terenie takimi obszarami jak edukacja (przedszkola i szkoły podstawowe), sport („orliki”), kultura (biblioteki i domy kultury) czy pomoc społeczna (zniesienie „pionowej” relacji na linii obywatele-miasto przez nadanie im realnych i trwałych kompetencji, niezależnych od kaprysów prezydenta).

2. Aspekt gospodarczy- stworzenie instytucji skupiającej przedstawicieli miasta, sektor NGO oraz środowiska start-upów, dla kumulacji pomysłów i szybszego wdrażania ich w życie.

3. Aspekt polityczny- wzmocnienie wyborczych komitetów obywatelskich przez wprowadzenie kadencyjności prezydentów miast czy starostów oraz ich finansowe upodmiotowienie za pomocą wojewódzkiego funduszu wyborczego zarządzanego przez poszczególnych komisarzy wyborczych.

Jaka jest stawka tych rozważań? Nudna i „nieideowa” prawica detali, dupereli i codzienności. Taka, która nie poświęca już 100% swojego czasu na ratowanie zachodniej cywilizacji od permisywizmu i moralnej zgnilizny. Prawica, która popołudniami zwalcza lewicę, choćby za jej śmiertelne w skutkach poglądy na temat aborcji, ale do obiadu, podobnie jak ona, rozmawia z mieszkańcami z miast (zamiast wymyślać im tylko z góry gotowe problemy i ich rozwiązania), interesuje się placami zabaw, cenami biletów w autobusach, tym kto i jak zarządza podstawówką na ich osiedlu.

Chcemy zdominować lewicę? Pokonajmy ją intelektualne, zaczynając od jej własnego, miejskiego podwórka.