Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jan Maciejewski  20 lipca 2015

Życie jest tutaj!

Jan Maciejewski  20 lipca 2015
przeczytanie zajmie 5 min
Życie jest tutaj! wykop.pl

Polska nie kończy się na Warszawie. Potrzebujemy kilkudziesięciu wydajnych, zróżnicowanych motorów rozwoju, zamiast kilku aglomeracyjnych molochów – coraz mniej wydajnych, za to wciąż zazdrośnie strzegących swego monopolu. Naszym celem są Wałbrzych, Tarnów, Mysłowice, Kielce i Skierniewice mogące dumnie powiedzieć: tu jest Polska.

W połowie lutego ciągniki rolników z całej Polski ruszają w marszu gwiaździstym na Warszawę. Tymczasem media informują o tajnych instrukcjach rozpowszechnianych wśród protestujących, które nakazują im przebrać się w brudne i śmierdzące ubrania i w żadnym razie nie wybierać się do stolicy kupionymi za unijne dotacje drogimi maszynami. Roman Giertych nazywa działania rolników „quasi-terroryzmem” i żąda surowego ukarania protestujących. Oburzenia nie ukrywa też dziennikarka TVN, Jolanta Pieńkowska: Nie życzę sobie, żeby moje miasto było najeżdżane! Mają KRUS, dotacje unijne, więc o co teraz chodzi?! Odpierdolcie się od Warszawy, barany– dodaje Andrzej Saramonowicz.

W tym samym czasie płonie Most Łazienkowski. Po pożarze nie nadaje się do użytku i zostaje zamknięty do odwołania. Dla i tak zakorkowanej Warszawy oznacza to komunikacyjny paraliż. Wraz z mostem płoną też światłowody kilkunastu kluczowych dla funkcjonowania państwa instytucji: między innymi Komendy Głównej Policji, Ministerstwa Obrony Narodowej, Centrum Wsparcia Teleinformatycznego Sił Zbrojnych i kilku największych firm telekomunikacyjnych.

Lipiec 2015. Premier polskiego rządu rozpoczyna podróż pociągiem po Polsce pod hasłem: „Słucham, rozumiem, pomagam”. Jednym z elementów akcji są wyjazdowe posiedzenia rządu w różnych miastach Polski.

Te trzy sytuacje to ilustracje różnych patologii wynikających z jednego zjawiska: skrajnej centralizacji Polski.

Centralizacja ta dokonała się na kilku poziomach: od finansowego przez administracyjny, na prestiżowym i kulturowym skończywszy. Jej skutkami są pogłębiające się rozwarstwienie społeczeństwa, obumieranie mniejszych ośrodków miejskich, a wraz z nim rozpędzająca się emigracja.

Centralizacja jest również nieracjonalna patrząc „od góry”, to jest, z punktu widzenia centrum: oznacza ona bowiem kruchość i niewydolność „wiodących ośrodków” i odklejenie elit od społeczeństwa. Przyjrzyjmy się więc trzem grzechom głównym scentralizowanego państwa.

Grzech pierwszy. Polska dwóch prędkości

Historia naszej transformacji z perspektywy stolicy to słynny spot „10 lat świetlnych”. Był jarmark Europa, jest Stadion Narodowy; były maluchy, są Bentleye. Nic tylko złapać się za głowę razem z Paulem McCartneyem na końcu spotu. Tymczasem dla prowincji ostatnie ćwierć wieku to upadające przedsiębiorstwa, likwidowane połączenia kolejowe i urzędy pocztowe, w skrócie: narastające przekonanie, że życie jest gdzie indziej. Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej tylko przyspieszyło tę dynamikę. Polska przyjęła model „polaryzacyjno – dyfuzyjny” rozwoju w oparciu o absorpcję środków unijnych. Zwolennicy tej strategii, z Michałem Bonim i Donaldem Tuskiem na czele, nie ukrywają, że Jeśli wybiera się model polaryzacyjno-dyfuzyjny, to konsekwencją jest silne sprzyjanie wzrostowi lokomotyw rozwojowych, akceptacja pewnej skali nierównomierności tempa rozwoju.

Dwie fale modernizacji stały się tak naprawdę dwoma falami centralizacji. Po 1989 trochę w drodze przypadku i mimochodem, po 2003 już świadomie i z premedytacją.

Symbolem upadku całego regionu po 1989 roku może być Wałbrzych. Jeszcze kilka dekad temu górnicze zagłębie, obecnie miasto widmo.

Wraz z upadkiem kopalni zapadła się również cała przemysłowo – węglowa monokultura: zakłady ceramiczne, spożywcze, maszynowe, elektrochemiczne, a także szeroko rozumiany sektor usług: żłobki, przedszkola, domy kultury. Tomasz Rakowski, w książce Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy opisuje proces implozji tego regionu. Pracownicy zrestrukturyzowanych kopalni, w prasie określani mianem „śląskich kretów” czy „kretów z biedaszybów”, próbowali przetrwać dzięki pracy w kopalniach odkrywkowych, zbieraniu złomu, czy pracach zbierackich. Część bezrobotnych zajmuje się odzyskiwaniem elementów drewnianych konstrukcji na opał, niektórzy kradną też i wynoszą węgiel z taboru kolejowego. Jednocześnie wielu trudni się zbieraniem jagód, grzybów, gałęzi brzeziny, kory kruszyny, ziół. Pogórnicze miasto pogrążyło się w uogólnionej rozbiórce i jednocześnie zbieractwie.

Dynamika rozwojowa znalazła też swoje odzwierciedlenie w dystrybucji społecznego prestiżu. Przegrani transformacji stali się frajerami, sierotami po socjalizmie, niedostosowanymi; baranami, mającymi się odpierdolić i nie zawracać głowy. Problem był z nimi, nie z jedyną słuszną drogą rozwoju kraju.

Z kolei oczywistym symbolem drugiej fali centralizacji Polski stała się masowa emigracja zarobkowa. Mniejsze i średnie miejscowości pozbawione wizji samych siebie i strategicznego wsparcia państwa zaczęły się wyludniać. Wydaje się również, że przebieg obu opisywanych fal jest współzależny. W oczywisty sposób najwięcej Polaków wyjeżdża z regionów dotkniętych strukturalnym bezrobociem (w rankingu województw pod tym względem przewodzi śląskie).

Z pewnością mechanizmów, które doprowadziły do tego stanu rzeczy jest wiele i są one różnej natury. Jednak na pewno jednym z nich jest brak politycznej podmiotowości  „Polski peryferyjnej”. Motorem konstruktywnej decentralizacji musi się więc stać konkurencyjna wobec polaryzacyjno – dyfuzyjnego modelu rozwoju strategia. Nie będzie ona jednak miała racji bytu bez, z jednej strony, świadomości dysfunkcyjności obecnego modelu wśród elit państwowych, a z drugiej strategicznego sojuszu polskich miast powiatowych. Sojusz ten powinien iść w parze z działaniami koncepcyjnymi: rozpoznania strategicznych zasobów poszczególnych regionów i na tej podstawie „wymyślenia się na nowo”. Będzie to znacznie silniejszy, bardziej zróżnicowany i kompletny impuls rozwojowy niż kumulowanie potencjału finansowego, prestiżowego i oczywiście również ludzkiego w kilku największych miastach. Sprowadzając sprawę do biograficznego konkretu: chodzi o to, by powrót młodych ludzi po studiach do rodzinnych miejscowości nie był życiową porażką, ale równoprawną i konkurencyjną opcją.

Grzech drugi. Kruchość

Zgodnie z koncepcją Nassima Taleba wyłożonej w książce Antykruchość. O rzeczach którym służą wstrząsy, kruchy system to taki, który nie radzi sobie z kryzysami – prowadzą one do jego zapaści, zamiast stawać się impulsami rozwojowymi. Modelowym przykładem kruchości jest koncentracja wszystkich najważniejszych urzędów i instytucji w jednym mieście. W ten sposób stosunkowo błaha sytuacja jak awaria mostu czy metra staje się wydarzeniem na skalę ogólnokrajową – prowadzi do paraliżu całego państwa. Rzecz jednak nie tylko w odporności na kryzysy. Kruchy system to również taki, który nie posiada zdolności przekuwania stresorów (mniejszych i większych wstrząsów) w informacje. Obojętność na małe wstrząsy czyni system bezbronny wobec większego kryzysu. Kumulując instytucje ważne dla funkcjonowania państwa na tak małej przestrzeni wybudowaliśmy również wieżę z kości słoniowej dla ludzi w tych instytucjach pracujących.

Chodzi nie tylko o ministerstwa czy urzędy, ale również o instytucje naukowe i medialne. Prof. Marcin Król zaczął mieć wątpliwości wobec słuszności wszystkiego co zrobiono w Polsce po 89 roku, dopiero kiedy wybudował sobie dom pod Warszawą.

Dopiero wtedy miał okazję porozmawiać „z ludem” w sklepie czy przy okazji koszenia trawnika. Kilka tysięcy osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie polskiego państwa w różnych obszarach jest skumulowanych na stosunkowo małym obszarze i zamkniętych w swoim własnym towarzystwie. Trudny wyobrazić sobie bardziej szczelne wyizolowanie od stresorów, a więc i informacji, dnia codziennego.

Grzech trzeci. Paternalizm

Gorsza od stagnacji jest tylko pozorowana zmiana. W przypadku gospodarskich wizyt pani premier w terenie zmiana ta jest dodatkowo pozorowana wyjątkowo nieudolnie. Oto rząd zstępuje do ludu – słucha i rozumie. Celem decentralizacji Polski jest faktyczne upodmiotowienie polityczne wszystkich regionów kraju, a nie występowanie w roli dekoracji gościnnych występów przedstawicieli władzy centralnej. Obok decentralizacji ekonomicznej i prestiżowej powinna też zaistnieć decentralizacja polityczna, administracyjna. Być może jednym z pierwszych kroków byłoby przeniesienie niektórych urzędów i instytucji centralnych na „prowincję”. Oczywiście to dopiero początek drogi – akt tyleż polityczny co i symboliczny, ale może być to ważny element przełamania jasnego schematu, w którym to centrum podejmuje decyzję, a peryferia ją wykonują. Obecnie samorząd pełni głównie rolę pasa transmisyjnego realizującego założenia i politykę centralną.  Rozproszenie instytucji centralnych na terenie całego kraju oraz wspominana powyżej forma politycznego sojuszu miast powiatowych mogłyby się stać realnymi impulsami do zrównoważenia tej relacji. W końcu życie jest nie tylko w Warszawie.