Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Jeffrey Epstein. Satanizm, ezoteryka i objawienie Ciemnego Liberalizmu

Jeffrey Epstein. Satanizm, ezoteryka i objawienie Ciemnego Liberalizmu Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

W pierwszym rozdziale Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego oglądamy scenę, w której Albus Dumbledore kilkoma pstryknięciami magicznej zapalniczki zebrał całe światło z przydrożnych latarni. Jeffrey Epstein wyposażony we własny bluźnierczy deluminator postanowił zgasić światła liberalnego Oświecenia.

Stanley Kubrick nakręcił film o rozpadzie porządku symbolicznego. To, co wydawało się być na pierwszy rzut oka małżeństwem spełnionym oraz kompletnym – idealną figurą stabilnego ładu społeczno-moralnego jako takiego – szybko zostaje podważone i zdekonstruowane.

Hipnotyczny monolog-wspomnienie w wykonaniu Alice (Nicole Kidman) to właściwy początek Oczu szeroko zamkniętych. Jedno przypadkowe spotkanie w hotelowym lobby, jedno ledwie przelotne spojrzenie rzucone przez młodego, przystojnego oficera marynarki, którego imienia nigdy nie pozna. To w zupełności wystarczyło, aby gorączkowa seksualna fantazja objęła ją we władanie.

„Myślałam, że gdyby mnie pragnął – choćby tylko na jedną noc – byłabym gotowa wyrzec się wszystkiego: Ciebie, Heleny, całej cholernej przyszłości. Wszystkiego” – tymi słowami skierowanymi do męża Williama (Tom Cruise), Alice zburzyła za jednym zamachem gładką formę ich małżeńskiej relacji.

W tym bolesnym miejscu rozpoczyna się mroczna podróż inicjacyjna samego Williama. Wepchnięty przez małżonkę w głąb perwersyjnej króliczej nory, dotrze aż do arystokratycznej rezydencji na obrzeżach miasta, gdzie zostanie świadkiem tajemniczych seksualnych rytuałów.

To będzie symboliczny moment pełnego odwrócenia. Cały dotychczasowy porządek moralno-społeczny, którego personifikacją był właśnie William z jego aptekarsko uporządkowanym życiem wzorowego przedstawiciela amerykańskiej upper-middle class zostanie finalnie postawiony na głowie.

Trzy filary ezoterycznego obrazu świata

Do czego tak naprawdę wtajemnicza nas filmowe dzieło Kubricka? Jakiego rodzaju wiedzę (gnosis) pozyskujemy w trakcie seansu? Na czym wreszcie polega ciemna inicjacja, którą przechodzimy wraz z bohaterem granym przez Toma Cruise’a?

W opinii wielu internetowych interpretatorów Oczy szeroko zamknięte to wyczerpująca instrukcja działania okultystycznych elit Zachodu z Jeffreyem Epsteinem na diabelskim czele. I w pewnym specyficznym sensie to prawda.

Mary Harrington, publicystka portalu „UnHerd”, w jednym z artykułów poświęconych mechanizmom działania Epsteina i jego przestępczej kliki zwróciła celnie uwagę, że słowo „occult” nie musi być zawsze i wszędzie związane z pentagramami. „Okultystyczny” to także „pozostający w ukryciu”.

I to jest pierwsza prawda o świecie, jaką poznajemy wraz z Williamem. Rzeczywistość społeczna ma fundamentalnie podwójny charakter. Jej prawdziwa natura przybiera kształt ezoteryczny.

Istnieje bowiem świat oficjalnych hierarchii – ten zapisany w konstytucjach i ustawach, symbolizowany przez oglądane w blasku fleszy twarze monarchów, premierów, dyrektorów banków czy techno-oligarchów.

A obok, „pozostający w ukryciu”, funkcjonuje drugi świat, wewnętrzny krąg, do którego dostęp mają tylko „wybrani”. Tak jak William musimy podać hasło „Fidelio”, aby stać się częścią tego zamkniętego przed „profanami” ezoterycznego uniwersum.

Albo też – wchodząc na pokład prywatnego odrzutowca Epsteina znanego pod wymowną symbolicznie nazwą „Lolita Express” – biernie lub aktywnie włączyć się w seksualne wykorzystywanie nieletnich dziewczyn. Inicjacja pozostaje inicjacją.

Na czym stoi ta alternatywna rzeczywistość? Na głowie. To świat na opak rządzony zasadą moralno-symbolicznej inwersji. Rosyjski literaturoznawca Michaił Bachtin – autor opasłego tomiszcza Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu – opisał na jego kartach zjawisko tzw. karnawalizacji rzeczywistości.

„Niezmiernie charakterystyczna jest dla niego swoista logika «odwrotności» (à l’evners), «na odwrót», «na nice» (…) Drugi świat kultury ludowej powstaje w pewnej mierze jako «świat na opak»” – podkreśla Bachtin.

Celem karnawalizacji było wyrwanie się z oficjalnego kieratu norm, zakazów i hierarchii. Tak, aby chociaż na krótki czas karnawałowego szaleństwa monarcha mógł stać się żebrakiem, a żebrak zasiąść na królewskim tronie. Analogicznie do filmu Kubricka – stawką jest odwrócenie obowiązującego ładu symbolicznego.

Dlatego właśnie melodia-inkantacja, jaką słyszymy po wejściu Williama do głównej sali para-okultystycznej rezydencji to wyśpiewywana wspak rumuńska, prawosławna pieśń sakralna. I dlatego wydaje się, że rytuał prowadzony przez zamaskowanego kapłana-celebransa to nic innego niż bluźniercza parodia-inwersja ewangelicznej sceny rozesłania uczniów przez Chrystusa.

Tyle że w przypadku Oczu szeroko zamkniętych rolę apostołów odgrywają prostytutki, a samo rozesłanie oznacza po prostu rozpoczęcie rytualnej orgii. Kubrick przedstawił nam w symbolicznej pigułce satanistyczny świat na opak, którego istotą jest wywrócenie do góry nogami chrześcijańskiego porządku moralnego.

W ten sposób dochodzimy płynnie do trzeciego wymiaru wtajemniczenia: do prawdy, że seks w świecie postawionym na głowie działa jako akt zdeprawowanej duchowo, rytualnej transgresji. Stanowi wyraz skrajnego hedonizmu, realizacją pożądania puszczonego samopas aż po orgiastyczny nadmiar. A także symbol filozofii przekraczania i wywracania oficjalnie obowiązującego porządku moralnego na lewą stronę.

Z tej perspektywy równie symboliczny ciężar ma sen, jaki śniła Alice dokładnie tej nocy, kiedy jej mąż krążył po tajemniczej rezydencji pełnej zamaskowanych gości. W tymże śnie znów powrócił anonimowy oficer, z którym Alice najpierw uprawiała seks na oczach rosnącego tłumu gapiów, aby za chwilę oddawać się kolejnym otaczającym ich mężczyznom. Cała ta obsceniczna scena rozgrywała się w symbolicznej scenerii „pięknego ogrodu”, jak określiła go sama Alice, przywodząc na myśl skojarzenia z bluźnierczą inwersją rajskiego Edenu.

„Błogosławiony bądź, Panie, Boże nasz, Królu wszechświata, który zezwalasz na to, co zakazane”

Czy rytualna seksualność może stać się integralną częścią duchowej odnowy świata? Żeby odpowiedzieć na tak osobliwe pytanie, należy cofnąć się dokładnie o 333 lata: z roku 1999 (data premiery Oczu szeroko zamkniętych) przenieść się do roku 1666.

To właśnie wówczas miał miejsce uroczysty wjazd Sabataja Cwi do Stambułu. Ten żydowski mistyk i kabalista twierdził już od dłuższego czasu, że jest mesjaszem, a rok 1666 według jego nauki miał stać się rokiem powszechnego zbawienia.

Z tego wyjątkowego zupełnie powodu przybył do stolicy Imperium Osmańskiego – aby przejąć królewską koronę od sułtana i zasiąść za niego na monarszym tronie. Ostatecznie jednak trafił do aresztu, a wkrótce zdecydował się niespodziewanie na konwersję na islam. Ten rok i ten szokujący pierwotnie gest zapoczątkował największy w żydowskiej historii ruch mesjański – sabbataizm.

W kolejnych latach zwolenników Sabataja można było znaleźć wszędzie: od żydowskich gmin na Wołyniu i Podolu, przez Pragę i tereny Moraw, aż po sektę Dönmeh działającą w Salonikach. W drugiej połowie wieku XVIII samozwańczym następcą i radykalnym kontynuatorem mesjańskiej nauki Cwaja ogłosił się Jakub Frank, bohater popularnej powieści naszej noblistki, Olgi Tokarczuk.

Zdaniem Gerschoma Scholema – autora pracy poświęconej sabbataistycznej doktrynie pt. Zbawienie przez grzech oraz jednego z najbardziej cenionych badaczy żydowskiego mistycyzmu – mesjanizm Cwaja stanowił jeden z kluczowych ideowych korzeni haskali – żydowskiego Oświecenia. A samo ezoteryczne nauczanie Sabataja i jego następców pozwoli nam głębiej zrozumieć ideowo-duchowe podwaliny bluźnierczej filozofii działania Epsteina.

Dla ruchu sabbataistycznego rzeczywistość religijna po mesjańskim objawieniu przechodzi przez proces fundamentalnego ezoterycznego rozbicia. Od teraz istnieć musi porządek wewnętrzny i ukryty – duchowe praktyki dostępne wyłącznie dla grona wtajemniczonych dysponujących nową świętą wiedzą (gnosis). Na ten ezoteryczny rdzeń naśladowcy Cwaja nakładali zaś metaforyczny płaszcz oficjalnej nauki, wobec „profanów” zachowując pozory niedawnej ortodoksji.

Ta fundacyjna dla sabbataistów podwójność życia religijnego znajdowała swoje ucieleśnienie w koncepcji równoległego istnienia dwóch Tor. Przywódcy nowego mesjańskiego ruchu skorzystali z XIII-wiecznego mistycznego traktatu kabalistycznego pt. Sefer ha-Temuna.

Zgodnie z jego lekturą „Tora jest ciałem duchowym liter, które – chociaż pozostają niezmienione – przybierają różne postacie w różnych «kosmicznych światowiekach». Dlatego każdy eon (szemita) posiada własną Torę.” – jak pisał o tym Gerschom Scholem w przywoływanej wyżej monografii.

Ten osobliwy historiozoficzno-doktrynalny relatywizm doprowadził w procesie hermeneutycznej interpretacji do brzemiennej w duchowe konsekwencje tezy, że po objawieniu mesjańskim Sabataja Cwi świat wkroczył właśnie w nową kosmiczną epokę. Z tej przyczyny zmianie ulec musi także obowiązujące rozumienie Tory.

Istnieje więc dotychczasowa Tora Berija, Tora oparta o logikę przykazań i zakazów. Ale sabbataiści w ezoterycznym ukryciu zobowiązani są do wypełniania duchowych wymagań nowej Tory – Tory Acilut, która przynależy już do mesjańskiego eonu historii świata.

„Chociaż Tora Acilut jest w istocie tą samą Torą, w końcu znosi Torę Berija; wszystkie przykazania i zakazy Tory Berija są przeciwko porządkowi świata Acilut” – na co zwracał uwagę Gerschom Scholem. W ten sposób do sabbataizmu wkroczyła duchowa mechanika ezoterycznego świata na opak.

„Błogosławiony bądź, Panie, Boże nasz, Królu wszechświata, który zezwalasz na to, co zakazane” – to bluźniercze zdanie sformułował sam Sabataj Cwi. Dla jego uczniów wejście w nową mesjańską epokę oznaczało w efekcie budowanie „świata przekształceń wartości”.

Do opisania tej moralno-duchowej dynamiki Scholem używa pojęcia temurot, które można wielorako i bliskoznacznie przetłumaczyć jako: przewrócenia, przekształcenia, przewrotności, transformacje matematyczne, przestawienie, zmianę porządku liter. W ramach Tory Acilut ten duchowy porządek liter został przeformułowany tak wyraziście, że od teraz dla sabbataistów wypełnić prawo oznaczało tyle, co te prawo znieść.

Ta paradoksalna i antynomiczna mechanika religijna pozwalała również wyjaśnić w kategoriach mesjańskich decyzję o apostazji ze strony samego Sabataja. Istotą mesjanizmu jest bowiem duchowa transgresja aż po nihilistyczne zniesienie-wypełnienie wszelkiej instytucjonalnej religijności.

Zgodnie z ezoteryczną podwójnością można formalnie nawrócić się na islam lub chrześcijaństwo, jak uczynił to Jakub Frank. Ale to tylko gest zewnętrznej, oficjalnej rzeczywistości dostępnej dla „profanów”.

Tymczasem w ukryciu wciąż należy praktykować mesjańską Torę Acilut, aby zgodnie z logiką kabalistycznej gnozy rozbijać „skorupy zła” i uwalniać w ten sposób ukryte w nich „iskry boże”.

Sakralna historia seksualnej transgresji

Podstawę religijnych praktyk sabbataistów stanowiła koncepcja tzw. dziwnych czynów (maasim zarim). Ta ortopraksja opierała się o logikę świata na opak, a w jej centrum znalazła się m.in. seksualna, rytualna transgresja. Skoro wypełnić prawo oznacza to prawo przekroczyć, to przyjęta mechanika duchowej inwersji nie może zaskakiwać.

Dla sabbataistów z Salonik pozostawanie wiernym nowej mesjańskiej Torze Acilot oznaczało łamanie 36 zakazów czynności „odcinających” (kritot), za które w Torze Berija groziło coś na kształt duchowej ekskomuniki. W perwersyjnym katalogu tych dziwnych czynów znajdujemy m.in. seks pozamałżeński, seks z matką, seks z siostrą, seks z synową, zoofilię czy rytualny homoseksualizm.

Scholem w swojej pracy przytacza również przykład obchodzonego przez sektę Dönmeh „Święta Baranka”. Ta uroczystość została przez greckich sabbataistów zapożyczona z Izmiru, a jej historyczne korzenie sięgały aż ku archaicznemu, pogańskiemu kultowi „Wielkiej Matki”. W sercu tego święta znajdował się zaś orgiastyczny rytuał „gaszenia świateł”.

„Nie ma wątpliwości, że sekta Dönmeh przejęła te starożytne «bachanalia» oparte na dawnych mitach i dostosowała je do swojej mistycznej wiary w sakramentalną wartość (ha-micwa weha-tikkun) wymiany żon, zwyczaju, który bez wątpienia był kultywowany także przez inne kręgi «radykalnych» sabbataistów” – czytamy w książce Zbawienie przez grzech.

Dr Andrzej Serafin – autor posłowia do polskiego wydania pracy Gerschoma Scholema – wpisuje seksualno-rytualne praktyki uczniów Cwaja w długie historyczne trwanie tego rodzaju sakralnego rozumienia ludzkiej seksualności: od nikolaitów, ofitów i karpokracjan, przez heretyckie wspólnoty albigensów, bogomilów oraz paulicjan, aż po nasseńczyków, kainitów, baulów i chłystów.

Zdaniem eseisty i noblisty Octavio Paza, autora pracy Podwójny płomień. Miłość i erotyzm, „każda z wielkich historycznych religii wytworzyła na swoich peryferiach albo i nawet w swoim własnym wnętrzu sekty, ruchy, ryty i liturgie, w których ciało i seks są drogami ku boskości. [..]

Zbiorowa kopulacja rytualna była praktykowana przez tantryjskie sekty w Indiach, przez taoistów w Chinach i przez gnostycznych chrześcijan znad Morza Śródziemnego. Tak samo było z komunią poprzez nasienie: rytuałem adeptów tantry, gnostyków Bar-Baala i innych grup”.

Satanizm „po śmierci Szatana”

Mimo głębokiej wiary oraz usilnej nadziei kolejnych pokoleń sabbataistów mesjańska era odnowienia świata okazała się niczym więcej niż duchowym mirażem. W roku 1966 – w 300 lat po przybyciu Sabataja Cwi do Stambułu – w Stanach Zjednoczonych, w okultystyczne święto Dnia Walpurgi, powstał Kościół Szatana. Instytucja, która okazała się w pewien sposób duchowo rozcieńczonym, zsekularyzowanym sabbataizmem na opak.

Jej założyciel, Anton Szandor LaVey, nie miał wątpliwości, że człowiek to homo ritualis, który potrzebuje w codziennym życiu ceremoniałów i symboliki. Dlatego jego Kościół Szatana miał dostarczać – swoim klientom raczej niż prawdziwym wyznawcom-kultystom – pop-ezoterycznych wrażeń.

„W tamtym wczesnym okresie członkowie wspólnoty – głównie biali, wykształceni przedstawiciele klasy średniej w wieku od dwudziestu do czterdziestu lat – pławili się w hedonizmie na cokwartalnych imprezach kostiumowych, które niekiedy przekształcały się w orgie.” – czytamy w biografii LaVeya Urodzony z ogonem autorstwa Douga Broda.

Kościół Szatana łączył w swojej działalności logikę świata na opak oraz praktyki seksualnej transgresji powiązanej z rytuałami. Doug Brod opisuje w książce jedną z czarnych mszy, na której kapłanem-celebransem był sam LaVey. Czego tam nie było!

Recytacja Modlitwy Pańskiej na wspak, bluźniercza parodia Eucharystii w postaci trójkątnego opłatka wkładanego do pochwy nagiej akolitki leżącej na ołtarzu, udawana defekacja na człowieka przebranego za papieża.

Nawet skopanie i ubiczowanie wątłego mężczyzny w prześcieradle, z krzyżem na ramionach, który miał symbolizować Chrystusa. Kiedy wyprowadzono go z sali rytualnej, La Vey przeklął „tę bladą potworność, która wciąż wisi na krzyżu”.

Tylko samo zakończenie tej satanistycznej liturgii może nieco zaskakiwać: „Po trzech okrzykach «Niech żyje Szatan!» gasi [LaVey – przyp. P.K.] świecę na kominku i wynosi z pokoju nagi ołtarz, teraz przykryty kocem ze skóry lamparta. Następnie wszyscy udają się do kuchni na kawę, herbatę, ciasto i pogawędki.”

Satanizm LaVeya był satanizmem „po śmierci Szatana”, satanizmem post-oświeceniowego, zsekularyzowanego, odczarowanego świata. Ezoteryczny charakter Kościoła Szatana był zupełnie pozbawiony duchowo-mesjańskiego napięcia towarzyszącego dawnym sabbataistom.

To był raczej satanizm mieszczańskiego końca historii w wykonaniu zblazowanej klasy średniej, która pragnie bezkosztowo połączyć realizację hedonistycznych zachcianek z dreszczykiem okultystycznych emocji.

Nie ma w tym jednak nic zaskakującego, biorąc pod uwagę, że sam LaVey w jednym z wywiadów zdeklarował się jako ateista. Nie wierzył w osobowego Szatana, traktował Lucyfera-Jutrzenkę jako symbol ludzkiej wolności, figurę prometejską, bohatera walki z chrześcijańskim zniewoleniem potencjału tkwiącego w każdym człowieku.

Satanizm LaVeya był więc satanizmem na wskroś materialistycznym, całkowitym odrzuceniem duchowego i symbolicznego porządku chrześcijaństwa. Na miejscu mesjasza założyciel Kościoła Szatana stawiał hedonistyczne „ja”, skrajny egoizm, obyczajowy libertynizm oraz moralny relatywizm. To był okultystyczny liberalizm czy też libertarianizm na sterydach. „Anton LaVey – to po prostu Ayn Rand z pentagrami!” – jak czytamy w biografii autora Biblii Szatana.

Satanizm LaVeya był ezoterycznym kultem człowieka po religijnej „śmierci Boga”. Dlatego najważniejszym świętem w życiu każdego prawdziwego satanisty powinny być urodziny, jak czytamy w Biblii Szatana. I dlatego LaVey odrzucał chrześcijańską ideę grzechu pierworodnego, czemu dał symboliczny wyraz, przeprowadzając rytuał chrztu na opak swojej córeczki Zeene.

„«Zawsze uważałem za błędne założenie, że dziecko rodzi się z czarnym grzechem w duszy – powiedział LaVey reporterowi, krytykując koncepcję rytuału Kościoła chrześcijańskiego. – To odwrócony chrzest. Nie ma nic czystszego niż dziecko, więc chrzcimy je, aby usymbolizować wszystko, co dobre, i udramatyzować jej żądzę życia». Przeprowadził ceremonię, aby zaszczepić w Zeenie ziemską przyjemność, a nie uwolnić ją od grzechu – co w jego mniemaniu było «prawdziwym bluźnierstwem»” – pisał Doug Broud.

Wyspy Szczęśliwe ultra-liberalizmu

Narodziny epoki nowożytnej pociągnęły za sobą przełomową zmianę w ramach symbolicznej konceptualizacji ziemskiego raju. Wraz z wielkimi geograficznymi odkryciami czasów Kolumba, Magellana oraz pozostałych oceanicznych śmiałków raj coraz częściej wyobrażono sobie nie jako ukryty, zamknięty ogród strzeżony przez aniołów z ognistymi mieczami, lecz raczej dziewiczą wyspę, o której istnieniu nie mieliśmy dotychczas – jako ludzie Zachodu – zielonego pojęcia.

Jean Delumeau poświęcił jeden z podrozdziałów monografii pt. Cywilizacja odrodzenia narodzinom gatunku literackiego utopii. Zdaniem francuskiego historyka dzieła Tomasza Morusa czy Tomasso Campanelli stanowiły wyraz ambicji oraz fantazji nowej epoki.

Utopijne miasta-państwa symbolizowały pragnienie cywilizacyjnego restartu. Głęboką nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, że wciąż można zacząć wszystko od nowa, że tym razem ludzka natura znajdzie wreszcie swoje spełnienie.

Nowe ziemskie raje to perfekcyjnie zaprojektowane wspólnoty. Zegarmistrzowska robota planistów-architektów, w której to, co polityczne, ekonomiczne i społeczne stanowi idealnie zazębiające się elementy wszechobejmującego ładu.

Także i ludzka seksualność miała znaleźć swoje integralne miejsce w tym nowym porządku. Zredukowana do wymiaru reprodukcyjnego, poddana zewnętrznej i odgórnej kontroli, w pokornej służbie dobrobytu całej utopijnej wspólnoty. Była to seksualność centralnie sterowana, wyraz racjonalnego planowania hierarchicznie zorganizowanego społeczeństwa.

Z literacko-filozoficznej utopii jako jednego z mitów założycielskich nowoczesnego Zachodu dziś już niewiele zostało. Topos rajskiej wyspy w ostatnich dekadach uległ symbolicznie wymownej transformacji. Współcześnie, w świecie turbo-kapitalizmu, wyspa-raj to przede wszystkim raj podatkowy.

Utopijne fantazje dzisiejszych hiper-liberalnych elit nie zakładają zaprojektowania idealnie funkcjonującej wspólnoty. Wyspy Szczęśliwe to miejsce ucieczki od polityczno-społecznych zobowiązań, wehikuł niczym nieskrępowanej kumulacji finansowego kapitału. Przestrzeń, w której hedonistyczne „ja” możnych tego świata może oddawać się spełnianiu nawet najbardziej perwersyjnych i zdeprawowanych pragnień.

Z tej perspektywy wyspa Epsteina to ni mniej, ni więcej symboliczna (anty)utopia późnego kapitalizmu, utopia na opak wobec jej wczesno nowożytnych korzeni. Ten inwersyjny charakter widać szczególnie wyraźnie w przypadku wymiaru seksualnego.

Pierwotnie – zdyscyplinowana seksualność skupiona na reprodukcji oraz interesie wspólnotowym. Dziś – libertyńskie orgie z nieletnimi dziewczynami, które mają spełniać zdegenerowane fantazje przedstawicieli elit. Seksualność w służbie indywidualnej przyjemności najbogatszych mężczyzn, a nie żadnego społecznego dobrobytu.

Narodziny ezoterycznego Ciemnego Liberalizmu

Gerschom Scholem określił sabbataistów mianem pneumatyków. To kategoria zaczerpnięta z historii religii, która oznacza specyficzny typ „człowieka uduchowionego”. Pneumatyk to przede wszystkim osoba przekonana o własnej wyjątkowości.

„Duchowe uniwersum, które zamieszkują wywyższeni ludzie (bnej alija), jest w ich mniemaniu zupełnie odrębnego porządku, ma inny cel niż świat «przeciętnych ludzi» z krwi i kości.” – czytamy w monografii Scholema.

Pneumatyk stoi ponad dobrem i złem, nie obowiązują go już powszechnie uznawane standardy moralne, a „przeciętni ludzie” nie mają prawa oceniać jego transgresyjnych czynów. Klasyczna kategoria grzechu nie przynależy w żadnym razie do pneumatycznego uniwersum.

Tak „ludzi uduchowionych” charakteryzował uznany badacz myśli gnostyckiej, Hans Jonas: „W tej doktrynie libertynizmu spotykamy się zarówno z całkowitym i jawnym odrzuceniem wszystkich tradycyjnych norm zachowania, i jak z przesadnym poczuciem wolności, które uznaje prawo do czynienia tego, co tylko się żywnie podoba, za dowód własnej autentyczności oraz przywilej nadany z góry.”

Jeffrey Epstein i jego przestępcza klika to rodzaj współczesnych hiper-liberalnych, zsekularyzowanych pneumatyków. Elita już nie tyle duchowa, co polityczna, finansowa, kulturalna, przekonana o własnej niezbywalnej wyjątkowości. „Wywyższeni ludzie” (bnej alija) samą swoją społeczną pozycją predystynowani do czynienia rzeczy zakazanych „ludziom przeciętnym”. Zdegenerowana gnostycka elita późnego kapitalizmu.

Historia Epsteina okazuje się historią ezoterycznego Ciemnego Liberalizmu. Na zewnątrz – w świetle dnia i w oczach „profanów” – wszyscy ci ludzie zachowywali pozory przynależności do tego samego porządku symboliczno-moralnego, co reszta świata. Udawali, że wciąż praktykują metaforyczną liberalno-oświeceniową Torę Berija.

Tymczasem „pozostając w ukryciu”, stosowali się już do nowych bluźnierczych przykazań metaforycznej Tory Acilut, które stanowiły moralno-symboliczną inwersję oficjalnego liberalnego porządku. Wyspa Epsteina to ezoteryczny świat na opak, odpowiednik okultystycznej rezydencji z Oczu szeroko zamkniętych.

Epstein i jego „klienci” – podobnie do sabbataistów –  mieli swoje dziwne czyny (maasim zarim) Ciemnego Liberalizmu. Za pośrednictwem tej kategorii możemy intepretować istnienie „Lolita Express”, perwersyjnych orgii z nieletnimi dziewczynami – a przede wszystkim handel ludźmi i pedofilię. Tyle że w ich przypadku nie chodziło już o mesjańską odnowę świata, lecz pieniądze, władzę i samą przynależność do elitarnego grona „ludzi uprzywilejowanych”.

Jednocześnie ujawnione maile ukazują nam istnienie wśród części współczesnych liberalnych elit Zachodu materialistycznego satanizmu rodem z Kościoła Szatana. To satanizm po odczarowaniu świata, satanizm w pełni zsekularyzowany, stanowiący bluźnierczy kult (nad)człowieka. Zsekularyzowani pneumatycy Ciemnego Liberalizmu to jednocześnie libertyńscy sataniści, którzy w centrum swojego życia stawiają własne moralno-seksualnie zdegenerowane hedonistyczne „ja”.

Diabeł objawia się w ludzkiej historii

Istnieje jeszcze jedna filmowa opowieść o ciemnej inicjacji w bluźnierczy, okultystyczny świat na opak. Jej bohaterami została dwójka detektywów – głównych postaci w pierwszym sezonie antologii True Detective.

Jakiej natury jest zło objawiające się w ludzkim świecie? To filozoficzne pytanie towarzyszy nam przez wszystkie odcinki serialu. Rust to zdeklarowany i konsekwentny materialista. Jego monologów słucha się jak mieszanki cytatów z Nietzschego oraz Emila Ciorana. Fatalizm ludzkiego życia, religia jako ucieczka przed ciemnością istnienia, puste zaświaty.

I przez większość serialu rzeczywistość zdaje się przyznawać mu rację. Zło to sprawka zdeprawowanych ludzi, nie nadprzyrodzonych istot z innych wymiarów. Przemoc, seks, władza, narkotyki, rosnąca perwersja zdegenerowanych elit, aż po handel dziećmi i pedofilię. Dziś naprawdę ogląda się to jak historię Epsteina i jego kliki.

I nagle na pierwszy plan wychodzi tajemniczy Król w Żółci i jego demoniczne królestwo – Carcossa, które burzą materialistyczną interpretację dotychczasowej serialowej opowieści. W ostatnim odcinku oglądamy scenę pościgu Rusta za Errolem Childressem, głównym „złym” całej serii.

Childress – morderca, członek okultystyczno-pedofilskiej sekty składającej dzieci w rytualnych ofiarach, żyjący na co dzień w kazirodczym związku z własną siostrą – okazuje się być człowiekiem wierzącym.

Sam siebie traktuje jako kogoś na kształt kapłana-akolity, który spełnia tylko polecenia tajemniczego kosmicznego bóstwa. Jego bluźniercze, przestępcze czyny (maasim zarim) mają charakter mesjański – ich celem jest budowanie-przybliżanie Królestwa Carcossy na Ziemi.

Kiedy ateista Rust wkracza do serca labiryntu, w którym ukrywa się Childress, doznaje niespodziewanej iluminacji. Jego oczom ukazuje się coś na kształt kosmicznego portalu. Sugestia, że natchnione opowieści Errola nie są wcale bełkotem zdeprawowanego szaleńca, lecz objawieniem przerażającej duchowej prawdy o świecie.

Analogicznie podwójną naturę mrocznej iluminacji ma dzisiaj historia Jeffrey’a Epsteina. Materialny wymiar bluźnierczych przestępstw to ledwie pierwsze oblicze całej sprawy. Jednocześnie to uchylenie większej duchowej zasłony, bowiem ludzka rzeczywistość ma integralną naturę, łącząc płynnie materię z duchem.

Zsekularyzowany satanizm nie wyczerpuje więc w żadnym razie całej prawdy o świecie. Współczesne elity Zachodu mogą sobie uważać, że żyją w nihilistycznej epoce „po śmierci Szatana”. Nie oznacza to jednak, że sam Szatan uważa podobnie.

„Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” – czytamy w Liście do Efezjan autorstwa św. Pawła.

Wyspa Epsteina to kolejne objawienie Diabła w ludzkiej historii.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.