Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jarosław Kaczyński musi odejść!

Jarosław Kaczyński musi odejść! autor ilustracji: Julia Tworogowska

„Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś koniem – wyśmiej ją. Jeśli druga osoba mówi ci to samo – zignoruj. Lecz jeśli mówi ci to trzecia osoba – zacznij rozglądać się za siodłem” – głosi stare powiedzenie. Pytanie, czy zna je również Jarosław Kaczyński, który od czasu utraty władzy od swoich wyborców coraz częściej słyszy wezwanie do odejścia. Lider Zjednoczonej Prawicy, pozostając na swoim stanowisku, skazuje własne ugrupowanie w najlepszym razie na utrzymanie stanu posiadania, zaś w najgorszym – na postępującą utratę elektoratu.

Głos starego wyborcy z myślą o prezesie

Przez ostatnich kilkanaście dni media i publicyści sympatyzujący z prawicą dyskutowali nad treścią listu prof. Andrzeja Nowaka, któremu autor nadał tytuł: Głos starego wyborcy z myślą o młodszych. Nie potrzeba jednak wybitnej zdolności czytania między wierszami, by zorientować się, że tak naprawdę adresatem pisma był lider Zjednoczonej Prawicy. Spośród licznych obserwacji autora Dziejów Polski do opinii publicznej najbardziej przebiła się sugestia, aby Kaczyński ustąpił ze swojego stanowiska.

Prezes PiS-u szybko odpowiedział na ten apel, udzielając tygodnikowi „Sieci” wywiadu okraszonego cytatem Zostaję, walczymy dalej, w którym wbrew wcześniejszym sygnałom zapowiedział wzięcie udziału w wyborach na szefa partii w 2025 r. Argumentacja renomowanego historyka trafiła więc jak kulą w płot. Prezes zostaje. PiS jest za silny, by się rozpaść, ale za słaby by odzyskać władzę. Można się rozejść, tak?

Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie. Póki wyborczy kurz wciąż jeszcze unosi się w powietrzu, trzeba jasno postawić sprawę, powtarzając za prof. Nowakiem oraz nieco bardziej dobitnie dobierającym słowa ministrem Mastalerkiem: Kaczyński musi odejść! Co więcej, lepiej, żeby zrobił to prędzej niż później. Każdy dzień z dotychczasowym sternikiem na pokładzie to dzień stracony.

W przeciwieństwie do wielu komentatorów nie uważam, że takie stwierdzenie musi być poparte przedstawieniem listy nazwisk potencjalnych następców założyciela PiS-u. W mojej ocenie przy istniejących okolicznościach, bez pojawienia się pewnej próżni nie dojdzie do objawienia się nowego przywódcy polskiej prawicy.

Na skutek działań „naczelnika” jego najbliższe otoczenie to grupa ludzi, którą Marcin Palade nazwał „Zamkniętym Funduszem Emerytalnym Porozumienia Centrum”. Szukanie kandydatów na lidera w takim środowisku jest bezcelowe. Również wśród młodszych członków PiS-u próżno wypatrywać osób o zbliżonych do „komendanta” zdolnościach.

Jakże symptomatyczne jest to, że jednym z poważniejszych pretendentów do objęcia schedy po Kaczyńskim pozostaje Patryk Jaki – polityk niewywodzący się nawet z tej samej partii. Paradoksalnie jednak to właśnie ta autonomia pozwoliła mu na rozwinięcie w sobie przynajmniej podstaw charyzmy oraz cech przywódczych, które teraz windują go na szczyt giełdy nazwisk następców prezesa PiS-u.

Polski Biden

Jak zauważył ostatnio redaktor Łukasz Warzecha, PiS ma podobny problem ze swoim przywódcą, co amerykańscy demokraci z Joe Bidenem. Po pierwsze, w obu przypadkach obecny szef partii to bezdyskusyjny hegemon w swoim środowisku. Zarówno jeden, jak i drugi nie zadbał o przygotowanie swojego następcy, dlatego można odnieść wrażenie, że obaj zakładali swoją polityczną długowieczność lub wręcz nieśmiertelność. Takie podejście sprawia, że wizja obu polityków może gwałtownie załamać się z momentem ich odejścia.

Druga cecha wspólna obu liderów to problemy związane z wiekiem. Drzemki, lapsusy językowe i niezrozumiałe wypowiedzi stały się już właściwie znakiem firmowym prezydenta USA. U „polskiego Bidena” podobne tendencje, choć słabsze, również są zauważalne. Coraz częściej politycy PiS-u muszą tłumaczyć znaczenie słów Kaczyńskiego i nadawać im łagodniejsze niż w rzeczywistości znaczenie. Ewidentnie w ostatnim czasie częstotliwość jego wpadek i kontrowersyjnych wypowiedzi nasiliła się.

Paweł Musiałek w KluboTygodniku zauważył, że może się to wiązać z łatwiejszym niż podczas sprawowania władzy przez PiS dostępem mediów do przemierzającego korytarze Sejmu prezesa tej formacji. Słowa wypowiadane bez przemyślenia i w biegu mają duży potencjał trafienia na nagłówki artykułów. „Sejm nie istnieje” – to jeden z wielu przykładów daleko idących stwierdzeń Kaczyńskiego w ostatnich tygodniach, których raczej nie podziela znacząca część społeczeństwa, w tym jego właśni wyborcy.

Innej przyczyny opisywanej postawy można dopatrywać się w coraz gorszej kontroli własnych emocji przez polityka PiS-u. Słynne oskarżenie Donalda Tuska o bycie niemieckim agentem zdaje się wskazywać, że polityczny weteran rzadziej niż kiedyś kalkuluje, jakie konsekwencje polityczne przyniosą jego słowa.

Kaczyński i Polacy – dwa równoległe światy

Najistotniejszym argumentem za odejściem prezesa PiS-u z polityki jest jednak fakt, że jego opowieść o Polsce drastycznie rozjeżdża się z postrzeganiem rzeczywistości przez większość Polaków, a co za tym idzie, również taktyka wyborcza obrana przez Zjednoczoną Prawicę w dużej mierze trafia w próżnię.

Trwanie w uporze i ignorowanie odczuć społeczeństwa nie są wytworem jedynie ostatnich miesięcy. Poważne symptomy stopniowego zaniku zmysłu politycznego „naczelnika” ujawniły się już w 2020 r.

Chronologicznie pierwszym znaczącym błędem w kalkulacji była próba organizacji wyborów kopertowych w 2020 r. Kaczyński dążył do nich za wszelką cenę i wymusił na swoich współpracownikach zorganizowanie pierwszych w historii Polski wyborów korespondencyjnych w takiej skali – bez procedur, przygotowania i wbrew zdecydowanej większości obywateli, w samym środku nieznanej epidemii.

Poważnemu kryzysowi i ogromnym protestom społecznym zapobiegł wtedy Jarosław Gowin. Jego poświęcenie i zdrowy rozsądek sprawiły, że wybory prezydenckie odbyły się w tradycyjny sposób w późniejszym terminie, dzięki czemu nikt nie kwestionuje mandatu wybranej wówczas głowy państwa. Natomiast lider Porozumienia został za to nagrodzony polityczną śmiercią.

Niestety był to jedynie przebiśnieg zwiastujący następne, mniej lub bardziej istotne, batalie prezesa PiS-u z różnymi grupami. Kolejnym niezrozumiałym pomysłem była tzw. Piątka dla zwierząt. Projekt miał ograniczać hodowlę zwierząt futerkowych, lecz uderzał przy okazji w eksport mięsa przez polskich rolników. Zwiększał także uprawnienia obrońców praw zwierząt, z którymi wielu mieszkańców wsi jest na wojennej ścieżce.

Jako że ustawa byłaby utrudnieniem przede wszystkim dla członków elektoratu Zjednoczonej Prawicy, tym trudniej zrozumieć upór, z jakim prezes PiS-u parł do realizacji swoich założeń. Ostatecznie po dużym sprzeciwie wsi wycofano się z proponowanego rozwiązania, jednak cała sytuacja skończyła się dymisją dla ówczesnego ministra rolnictwa, Jana Krzysztofa Ardanowskiego, nawet pomimo faktu, że ustawę forsowano wbrew jego opinii.

Innym przykładem wątpliwej oceny sytuacji było nieumiejętne postępowanie w kwestii aborcji. Partia rządząca od 2015 r. nie zajęła się przez pięć lat mającym ponad milionowe poparcie projektem obywatelskim „Zatrzymaj aborcję”. Ta niekonsekwencja doprowadziła do podjęcia tematu przez Trybunał Konstytucyjny (powszechnie uważany za podległy PiS-owi), który zdecydował się na wydanie wyroku wykluczającego dopuszczalność przesłanki eugenicznej.

Dodatkowo kompromisem aborcyjnym postanowiono zająć się w wyjątkowo trudnym dla Polaków momencie. Jeśli prezes liczył, że ze względu na lockdown protesty rozejdą się po kościach, to nie mógł się bardziej mylić. Być może byłyby one równie liczne w każdym innym terminie, ale ten był wyjątkowo niefortunny. Dla ludzi zmęczonych restrykcjami oraz trudnościami w pracy i na uczelni werdykt TK był jak smagnięcie biczem. Kumulowana od wielu miesięcy frustracja spotęgowała liczebność i agresywną formę protestów.

Wąsik z Kamińskim ważniejsi od CPK

W ostatnich tygodniach przez Polskę przetoczyła się fala dyskusji, rozmów i dywagacji dotyczących budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Duże kanały na YouTubie organizowały debaty cieszące się oglądalnością rzędu setek tysięcy wyświetleń. Z sondaży wynika, że Polacy w dużej większości popierają projekt zapoczątkowany przez PiS.

Niezwykle symptomatyczne jest to, że tak znaczący ruch wokół tej koncepcji udało się wygenerować dopiero po odejściu rządu Morawieckiego. Może w trakcie kampanii wyborczej politycy Zjednoczonej Prawicy, zamiast opowiadać na prawo i lewo, że Tusk jest niemieckim agentem, mogli przedstawić pozytywną wizję swojej polityki?

Jeszcze bardziej znamienny jest fakt, że w momencie największego zainteresowania sprawą CPK partia, która była inicjatorem tego pomysłu, zajmowała się zamieszaniem wokół panów Wąsika i Kamińskiego. Niczym w stereotypowej niemieckiej machinie biurokratycznej nikt nie potrafił przestawić wajchy podczas obserwacji tak bezprecedensowego poparcia dla strategicznego projektu. Czy naprawdę ktoś w PiS-ie wierzy, że głośną i bezkompromisową obroną dwóch swoich posłów można zyskać więcej, niż podłączając się pod autentyczny ruch społeczny?

Ta sytuacja pokazuje, że także w kampanii wyborczej istniała szansa na przedstawienie jasnych stron swojego rządzenia. Zamiast tego Polacy dostali jednak gburowatego faceta z deską i siermiężnym, konfrontacyjnym słownictwem (mowa oczywiście o pośle Tarczyńskim).

Czy z równie entuzjastyczną reakcją, co CPK nie spotkałaby się inicjatywa Via Carpatia czy budowa fabryki półprzewodników pod Wrocławiem? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy, bo prezes w kampanii wyborczej postanowił realizować taktykę „wszystko albo nic”. Robił to wbrew wszelkim sondażom wskazującym na brak szans Zjednoczonej Prawicy na samodzielną większość.

Polityczna ambicja kosztem zdolności koalicyjnej

Powyższa taktyka przyczyniła się również do otoczenia PiS-u swoistym kordonem sanitarnym przez inne ugrupowania. Nic dziwnego. Gdy wszystkich politycznych przeciwników przedstawia się jako uosobienie zła, to przecież nie ma mowy o koalicji. I rzeczywiście, osiem lat atakowania wszelkich sił kojarzących się z prawicą lub centrum poskutkowało niemożnością utworzenia większości sejmowej. To kolejny z przejawów zaniku skutecznego kierownictwa za sterami PiS-u.

Podczas gdy Donald Tusk wstrzymał ataki na przyszłego koalicjanta – Trzecią Drogę, w wieczór przed rozpoczęciem ciszy wyborczej TVP wyemitowała materiał uderzający w Konfederację. Lata zaduszania PSL-u na szczeblu samorządowym i jednoznaczne utożsamianie go z formacją kierowaną przez Tuska również zrobiły swoje.

W konsekwencji PiS po wyborach został partią z największym poparciem, które jednak nie przełożyło się na jakąkolwiek sprawczość w rządzeniu państwem. Co warto podkreślić, 15 października 2023 r. nie spadł z nieba. Przynajmniej od Strajków Kobiet sondaże wskazywały na właśnie taki rezultat wyborów. Czy naprawdę nie dało się zrewidować swojej nieskutecznej strategii, by powalczyć o rządy koalicyjne? Z pewnością nie z Jarosławem Kaczyńskim na pokładzie.

Przyjmijmy na chwilę, że politycy Zjednoczonej Prawicy wierzą w swoją narrację o Tusku jako „niemieckim agencie przysłanym z Brukseli na zgubę Polski”. Z perspektywy patrioty marzącego kiedyś o staniu się „emerytowanym zbawcą narodu” objęcie urzędu premiera przez taką osobę to „koniec Polski.

Jeśli nie są to retoryczne sztuczki, to czemu prezes PiS-u nie spróbował zapobiec zmaterializowaniu takiego scenariusza i nie otworzył się na potencjalnych koalicjantów? Czy tak zachowuje się wprawiony taktyk z wieloletnim doświadczeniem kierowania partią? A może po prostu dobro formacji przysłoniło prawdziwą troskę o ojczyznę?

PiS w stanie bezwładności

Niewykluczone, że lata eliminowania ze swojego otoczenia osób mających własną podmiotowość (takich jak choćby Jan Krzysztof Ardanowski lub Piotr Naimski) sprawiły, że zawrócenie z kursu na ścianę nie było możliwe. Najbliżsi doradcy Kaczyńskiego nie są w stanie korygować jego postanowień, bo chodzą na jego pasku. Taki stan rzeczy wskazuje zaś kolejne powody, dla których obecny prezes PiS-u powinien ustąpić.

Po pierwsze, partia reaguje na bieżące tematy z gigantycznym opóźnieniem. Można odnieść wrażenie, że zanim ktokolwiek z jej przedstawicieli odniesie się do jakiegoś aktualnego zdarzenia, musi minąć przynajmniej kilka dni.

Wynika to zapewne z faktu, że z odpowiednią interpretacją najpierw wystąpić musi „naczelnik”, do którego informacje docierają z kolei za pośrednictwem uległego dworu. Taki model funkcjonowania w dobie mediów społecznościowych jest skrajnie nieefektywny.

Po drugie, inercję Zjednoczonej Prawicy widać jak na dłoni, gdy spojrzy się na przebieg kampanii do wyborów samorządowych. Na kilka tygodni przed pierwszą turą wciąż nie przedstawiono jeszcze kandydatów na prezydentów kilku największych miast, na co również zwracał uwagę w swoim apelu prof. Nowak.

Takie podejście może przyczynić się do dalszego osłabiania pozycji PiS-u w sejmikach i w konsekwencji prowadzić do dalszego uszczuplania poparcia dla ugrupowania Kaczyńskiego. Czy w ten sposób działałaby partia mająca świadomość przyczyn swojej październikowej porażki?

Po trzecie, PiS nie odnajduje się w nowej cyfrowej rzeczywistości. Suwerenna Polska właśnie prześcignęła swojego niedawnego koalicjanta pod względem polubień profilu na Facebooku i wygenerowała ostatnio sześć razy większe zasięgi w sieci. To samo można powiedzieć o Konfederacji, która skutecznie sufluje swój przekaz do milionów Polaków.

Kto przy obecnym kierownictwie miałby odpowiadać za podobną internetową ofensywę PiS-u? Czy da się zwyciężać wybory, nie mając łączności z młodymi pokoleniami, które z roku na rok stanowią coraz większą grupę wyborców?

***

Każdemu politykowi zdarzają się wpadki, natomiast przywództwo Jarosława Kaczyńskiego w PiS-ie w ostatnich kilku latach to pasmo błędów, na których, co gorsza, prezes nie wydaje się uczyć. Dlatego, moim zdaniem, powinien on odejść na polityczną emeryturę, a im szybciej to zrobi, tym lepiej dla Zjednoczonej Prawicy.

Wybory samorządowe oraz do Parlamentu Europejskiego należy już zapewne spisać na straty, lecz do kolejnych wyborów parlamentarnych PiS miałby dużo czasu na przetasowania personalne i wymyślenie partii na nowo. Ustąpienie Kaczyńskiego pozwoliłby ugrupowaniu na uniknięcie dalszego pogrążenia się w stagnacji i rozkładzie, które postępują z każdym tygodniem.

W pozostawieniu Zjednoczonej Prawicy w obecnym kształcie nie dostrzegam możliwości osiągnięcia większości w Sejmie w pojedynkę lub w koalicji w kolejnych wyborach parlamentarnych. PiS może w kolejnych cyklach wyborczych zdobywać stabilne 25-30% głosów, które jednak przełożą się na taki sam wpływ na rządzenie, jaki posiada mająca kilkunastu posłów Konfederacja, czyli praktycznie żaden.

Załóżmy, że zgodnie z oczekiwaniami Kaczyński po raz kolejny zostanie w 2025 r. prezesem PiS-u. Czy ktokolwiek wyobraża sobie, że w następnych wyborach parlamentarnych Kaczyński, mając niemal 80 lat, zrewiduje swoją nieskuteczną taktykę i ponownie sięgnie po laur zwycięstwa? Z pewnością nie należę do tych osób, dołączam więc swój skromny głos do autora Dziejów Polski i zachęcam założyciela PiS-u do odejścia.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.