Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

„1670”. Zabrakło tylko Jandy i Stuhra, żeby pękła skala libkometru

„1670”. Zabrakło tylko Jandy i Stuhra, żeby pękła skala libkometru autor ilustracji: Julia Tworogowska

Kamil Fejfer nazwał serial 1670 „szkłem kontaktowym dla 30-latków”. Rzeczywiście stężenie wielkomiejskiej libkozy w komedii Netflixa przekracza moje granice tolerancji dla mentalu uśmiechniętej Polski. Przez 8 odcinków oglądamy kolejne wcielenie czerstwych żartów o podkarpackich, wąsatych Januszach, tym razem tych XVII-wiecznych. Bo wiecie, kultura wujów z Polski B ma długie trwanie. Cywilizacyjne odpady, których trzeba się wstydzić przed światem, były tu od zawsze – taki jest główny przekaz ideologiczny netflixowej produkcji.

Można wręcz odnieść wrażenie, że Jan Paweł z Adamczyszy, jak oczywiście w nawiązaniu do JPII i Piotra Adamczyka nazywa się główny bohater, jest PiSowskim burakiem, który przez tego małego karakana nadrobił odrobinę dystansu ekonomicznego do wielkomiejskiej klasy średniej i obrósł w piórka narodowej dumy.

Reprezentantem elity społecznej jest w tej niby XVII-wiecznej opowieści mieszczanin, wirtuoz mandoliny i obyły w świecie kupiec, popisujący się swym francuskim. Nikt by nie zauważył, gdyby aktorem wcielającym się w tego bohatera był Rafał Trzaskowski.

Najbardziej pozytywną postacią jest młoda szlachcianka a jednocześnie feministka Aniela, która uświadamia wieśniaków ekologicznie, wyśmiewa dewocyjny katolicyzm swojej matki, a swojego ojca ruga za batożenie chłopów, bezsensowną rywalizację z sąsiadem o najdłuższego kutasa i ogólnorozwojowy debilizm. Aniela zakochuje się w Litwinie Macieju, pomocniku kowala. Ten zna łacinę lepiej niż Jan Paweł, sprytem przerasta księdza, szlachtę i magnata, a w Adamczysze znalazł się dzięki wymianie Erasmus (Boże miłosierny, jaki to jest krindż).

Generalnie zabrakło tylko Macieja Stuhra i Krystyny Jandy, aby pękła skala libkometru. Jadu sączonego wprost z oświeconej warszawki jest tu tyle, że chyba szkoda czasu, żeby wszystkie te NAWIĄZANIA KULTUROWE DLA INTELIGENTNYCH LUDZI, opisywać.

Jednak mimo wszystko jest w tym serialu jakaś może nieuświadomiona przez samych twórców fascynacja światem sarmackim. Tym epikurejskim snem pełnym miodu, szabel, otłuszczonych wąsisk i szlacheckich brzuchów ledwo mieszczących się w lśniących, karmazynowych strojach. Spokoju naszej chaty z kraja, piękna dworkowych wnętrz, barokowego przesytu, antynowoczesnej beztroski i pozahistorycznego optymizmu.

Wygląda to tak, jakby wysuszony wielkomiejski veganin pod pozorem bezpiecznej ironii patrzył na ten kolorowy sarmacki świat z 20 piętra szklanego wieżowca i tęsknił. Za czym? Nie tylko za zapachem suto zastawionego stołu, ale przede wszystkim za polską swoistością kulturową.

Ostatecznie cieszy mnie, że 1670 powstał, nawet jeśli serial wstydzi się sarmackiej Polski. I tak, kilkanaście momentów jest naprawdę zabawnych, jak na przykład ten, w którym Jan Paweł mówi, że Polska to najpotężniejszy kraj na świecie, Sarmaci to naród wybrany przez Boga i nic już się wielkiego nie wydarzy, bo nadszedł koniec historii.

Sam powrót do imaginarium dawnej Rzeczypospolitej w popkulturze głównego nurtu jest wartościowy. I owszem dostajemy po oczach stereotypami. Wątpię, że kiedykolwiek zobaczymy serial, w którym na przykład lisowczycy zostaną przedstawieni jak polscy Peaky Blinders. Choć potencjał drzemie w tym temacie niesamowity.

Cieszy mnie jednak, że nawet liberalni twórcy zauważają, że istnieje coś takiego jak długie trwanie narodu, a nasza tożsamość w pewien tajemniczy sposób nadal wypływa z kulturowego dziedzictwa dawnej Rzeczpospolitej. Śmiejmy się z Sarmatów, ale nie zapominajmy, że nimi jesteśmy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.