Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Tylko zielony konserwatyzm może przekonać Europę Środkowo-Wschodnią do transformacji energetycznej

Tylko zielony konserwatyzm może przekonać Europę Środkowo-Wschodnią do transformacji energetycznej Roger Scruton, źródło: wikimedia commons; Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0

Jeśli Europejski Zielony Ład ma się stać opowieścią całej Europy, a nie tylko jej elity, to musi „zejść pod strzechy”. Szczera debata i uwzględnienie postulatów zielonych konserwatystów może stanowić szansę na przyciągnięcie choćby części środowisk prawicy, które dziś czują, że znajdują się poza dyskursem. Szukanie nieoczywistych sojuszników jest dziś politycznie konieczne, bo poparcie dla EZŁ staje się w UE coraz bardziej kruche – co pokazuje zmiana nastrojów m.in. w Niemczech.

EZŁ to więcej niż klimat

Choć historia polityki klimatycznej UE liczy dekady, to przełomem w tym procesie było ogłoszenie w 2019 r. Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ), który za cel postawił osiągnięcie neutralności klimatycznej przez europejską gospodarkę do 2050 r. W odróżnieniu od wcześniejszych pakietów energetyczno-klimatycznych EZŁ charakteryzuje się podejściem całościowym, obejmując zarówno sektory energetyczne, jak i inne obszary gospodarki. Tym samym EZŁ nie jest jedynie nową strategią polityki klimatycznej, ale de facto całościową transformacją gospodarki UE w kierunku zeroemisyjności.

Osiągnięcie neutralności klimatycznej przez Europę stało się najważniejszym celem obecnego pokolenia i podporządkowano mu wszystkie inne plany. Każdy nowy cel sektorowy, jeśli nawet nie ma wprost walczyć ze zmianami klimatu, musi przynajmniej w tym nie przeszkadzać. Neutralność klimatyczna stała się więc w UE paradygmatem rozwojowym stanowiącym filtr, przez który przepuszcza się wszystkie decyzje dotyczące zarządzania politykami publicznymi w Europie.

Sprawa ta jest traktowana priorytetowo, przede wszystkim dlatego że w polityce klimatycznej UE ma ambicje być liderem nadającym ton w debacie globalnej. W sytuacji, w której rola UE w wielu obszarach w skali globalnej jest coraz mniejsza, odgrywanie roli klimatycznego lidera pozwala utrzymać poczucie znaczenia na arenie międzynarodowej.

Cienie pozytywnej, zielonej opowieści

Jednak jest jeszcze ważniejszy powód, dla którego EZŁ jest czołowym tematem na agendzie UE. Wiele osób widzi potencjał „zielonej opowieści” jako sposobu „rewitalizacji” i impulsu do rozwoju integracji europejskiej. Ta pozytywna opowieść o kontynencie, który jako pierwszy na świecie doszedł do neutralności klimatycznej, przekonując przy tym inne państwa do zmiany i tym samym uratował naszą planetę, w dodatku czyniąc nasze życie zdrowsze, a gospodarkę bardziej innowacyjną, jawi się jako lek na pesymistyczne tony ostatnich lat. EZŁ staje się więc wielkim sensotwórczym celem, który na dekady będzie organizował politykę, gospodarkę i zwykłe życie Europejczyków.

Ten proces jest na rękę unijnym instytucjom, które w ten sposób znalazły dla siebie dodatkową legitymizację. To właśnie fakt, że nie są wybierane w demokratycznych wyborach, był często podnoszonym argumentem na rzecz hamowania rozbudowy ich kompetencji. Uczynienie z EZŁ kluczowego wyzwania staje się dogodną okazją do kolejnego transferu władzy od państw członkowskich do Brukseli, która zyskała uzasadnienie dla takiego kroku.

Stawka projektu, jakim jest EZŁ, jest więc bardzo wysoka, ponieważ to gra o legitymizację nowej roli UE. Aby ten proces był skutecznie poprowadzony, musi on zyskać społeczną akceptację.

Jeśli EZŁ ma się stać opowieścią całej Europy, a nie tylko jej elity, to musi „zejść pod strzechy”. W historii integracji europejskiej było już wiele narracji produkowanych „odgórnie”, które się nie przyjęły i po jakimś czasie należało je porzucić. 

Początkowo wydawało się, że proces zmierza w dobrym kierunku. Badania opinii publicznej wskazywały, że w wielu krajach Europejczycy są zatroskani zmianami klimatycznymi i oczekują intensywnej aktywności UE na tym polu.

Problem zaczął się jednak w sytuacji, w której ogólne poparcie zostało skonfrontowane z kosztami, jakie pojawiły się na horyzoncie. Dopóki EZŁ był opowieścią o zielonej przyszłości, to było to powszechnie akceptowane. Kiedy realizacja tej wizji oznacza wyrzeczenia, okazuje się, że proces napotyka społeczny opór.

Dziś ma on coraz klarowniejsze polityczne kontury. Wzrost poparcia dla niemieckiej AFD budowany m.in. na krytyce Energiewende jest wyraźnym sygnałem ostrzegawczym, że nawet w najbardziej proekologicznych społeczeństwach UE rośnie sprzeciw wobec kosztów związanych z zieloną transformacją. Co więcej, także reakcja CDU, gdzie pojawia się coraz więcej sceptycznych głosów, wobec strachu utraty wyborców na rzecz AFD, pokazuje, że krytyka może nie być ograniczona do mniejszych partii i będzie miała wpływ na polityczny mainstream.

Ponadto ostatnie wybory w Niderlandach, mających dotychczas ambitną politykę klimatyczną, również pokazały mniej entuzjastyczne podejście społeczeństwa do radykalnej wersji zielonej transformacji.

Wojna utrudniła realizację EZŁ

Na wzrost sceptycyzmu wobec ambitnych zielonych celów nałożyła się najpierw pandemia a później wojna na Ukrainie i jej konsekwencje dla UE. Popularna stała się narracja, że wojna dała kolejny argument do przyspieszenia zmian. Szybkie odejście od rosyjskich surowców energetycznych stało się kwestią nie tylko ważną dla poprawy bilansu handlowego Unii, ale także bezpieczeństwa. O ile teza ta jest uzasadniona, to należy wątpić, aby wojna na Ukrainie rzeczywiście ułatwiła realizację EZŁ.

Po pierwsze, inflacja napędzana drożejącymi surowcami mocno zubożyła społeczeństwa. Po drugie, uderzyła w budżety poszczególnych państw, z których powszechnie finansowano wsparcie finansowe dla gospodarstw domowych oraz firm. Miliardy euro, jakie zostały przeznaczone na subsydiowanie rachunków na energię, mogły być przeznaczone na inwestycje i łagodzenie kosztów zielonej transformacji.

Równocześnie coraz bardziej alarmujące dane przychodziły z USA i Chin. Oba państwa dzięki polityce subsydiowania własnego przemysłu doprowadziły do sytuacji, w której rola UE w wyścigu o zdobycie jak najlepszej pozycji w zielonym przemyśle jest coraz słabsza. W założeniach EZŁ owszem UE miała ponieść koszty, ale miały być one zrekompensowane gospodarczymi korzyściami w przyszłości. Pojawiło się zagrożenie, że UE dzięki przyjętym regulacjom stanie się liderem kosztów, a nie zysków zielonej transformacji.

Zagrożenie dla EŚW?

Szczególny niepokój związany z realizacją zielonej transformacji jest obecny w Europie Środkowo-Wschodniej. Mimo dynamicznego wzrostu nadal jest to region biedniejszy o mniejszych dochodach ludzi, wciąż nieposiadający dużych firm zaawansowanych technologicznie, które miałyby potencjał, by stać się liderem zielonego przemysłu. Relacja kosztów do zysków w przypadku naszego regionu jest aktualnie dużo mniej korzystna niż w państwach, które do zielonego wyścigu przygotowywały się od dawna i mają odpowiednie zasoby zarówno technologiczne, jak i kapitałowe.

EZŁ w państwach naszego regionu jest więc nierzadko traktowany jako zagrożenie dla dotychczasowego modelu gospodarczego, który opierał się na korzystnej relacji niedrogiej produkcji do jej całkiem niezłej jakości produktów.

Nowy paradygmat, wymuszając w twardym terminie przejście na najnowsze zeroemisyjne technologie, stanowi wyzwanie dla utrzymania konkurencyjności regionu, szczególnie wobec Europy Zachodniej. Ewentualne korzyści w UE wynikające z eksportu zielonych technologii mogą być skoncentrowane w najbogatszych państwach Unii, które na tym zyskają, a mogą stracić te, które nie są odpowiednio wczepione w ten nowy łańcuch dostaw.

Zielony konserwatyzm nadzieją

Aby Europejski Zielony Ład odniósł sukces w naszym regionie, potrzebna jest więc refleksja jak zapobiec porażce. Wśród nurtów, w które warto się wczytać, szczególnie interesująca jest  idea zielonego konserwatyzmu. To nurt bazujący na chrześcijańskich korzeniach, który zyskuje popularność na prawicy, szczególnie w Polsce.

Zieloni konserwatyści w pełni uznają problem globalnego ocieplenia oraz potrzebę ochrony środowiska, za które czują się odpowiedzialni. Czym ten nurt różni się wobec zielonego mainstreamu? Poniżej przedstawiam 10 różnic.

1Chrześcijański antropocentryzm zamiast świeckiego naturocentryzmu

Zieloni konserwatyści uznają człowieka za istotę wyróżnioną w naszym świecie, obsadzoną w roli gospodarza ziemi, co każe przyznawać mu więcej praw niż zwierzętom czy roślinom, ale również nakłada na człowieka większe obowiązki. Stanowisko to kwestionuje podejście tzw. ekologii głębokiej, która zakłada, że żywy byt ma prawo do życia i nieskrępowanego realizowania możliwości danych mu przez naturę, a rozwój pozaludzkich form życia wymaga zahamowania wzrostu liczebności populacji ludzkiej.

2. Głęboka zmiana etyczna zamiast moralnego greenwashingu

Zielony konserwatyzm kwestionuje także swoisty greenwashing uprawiany przez wielkomiejską klasę średnią. Jej przedstawiciele częstokroć powierzchownie internalizują zieloną tożsamość, budując ją często na modzie i – nie zawsze uświadomionym – poczuciu wyższości cywilizacyjnej nad prowincją, a nie realnej trosce o środowisko. Chrześcijańska odpowiedź na ten problem, to wezwanie do ograniczenia zużywania dóbr, a więc do buntu wobec kultury nadkonsumpcji za pomocą samoograniczenia, a nie odgórnych regulacji.

3. Polityczny realizm

Jednym z fundamentów konserwatyzmu jest polityczny realizm, czyli postulowanie tego, co możliwe w danych warunkach. To założenie każe z dystansem podchodzić do popularnej ostatnio idei degrowth. Teoria koniecznego spowolnienia zakłada, że ilość dóbr na świecie jest wystarczająca, żeby zaspokoić potrzeby wszystkich osób, ponieważ marnotrawione nadwyżki na bogatym Zachodzie mogłyby być przekazywane potrzebującym, a nie wyrzucane, jest obecnie niemożliwa do zrealizowania. Wciąż świat i Europa potrzebuje wzrostu gospodarczego, który do pewnego stopnia jest skorelowany ze wzrostem emisyjności gospodarki.

4. Prawdziwa społeczna akceptowalność, a nie pozorowana partycypacja

Ekologiczna zmiana nie może być po prostu zaimportowana bez namysłu z cywilizacyjnego „centrum”, ponieważ wywoła sprzeciw. Aby osoby o konserwatywnej i lokalistycznej tożsamości, mający sentyment antyekologiczny, masowo wyrazili poparcie dla niezbędnych, proekologicznych zmian, a przede wszystkim kosztów z nimi związanych, nie wystarczy, że zostaną odgórnie poinstruowani o „dziejowej konieczności. Język ekologicznych zmian powinien być zatem zakorzeny lokalnie, a zieloną ofertę dla konserwatystów należy budować na fundamencie ojkofilii, a więc umiłowania miejsca swojego życia, które jest bliskie polskim prowincjuszom.

5. Gospodarcze koszty wzięte pod uwagę

Nieuchronność wysokich obciążeń, jakie sukcesywnie będą ponosić obywatele UE z tytułu wysokich podwyżek opłat za energię elektryczną, paliwo, wywóz śmieci, plastik i inne powoduje, że należy minimalizować dodatkowe opłaty, które na obecnym etapie nie są niezbędne. Dotyczy to kosztów ponoszonych nie tylko przez gospodarstwa domowe, ale i budżet państwa.

Aby oczywisty wzrost cen energii i innych zielonych kosztów był akceptowalny społecznie, należy zmienić narrację o transformacji energetycznej, obecnie przedstawianej często w jedynie optymistycznych kategoriach modernizacyjnego skoku. Narracji tej nie towarzyszy jednak wskazanie kosztów, których poniesienie jest konieczne, aby pożądana wizja została zrealizowana. Ukrywanie tego elementu transformacji energetycznej nie tylko wprowadza w błąd opinię publiczną, ale także przygotowuje grunt ruchom politycznym, kwestionującym transformację.

6. Dojrzałe technologie zamiast science fiction

Kluczowym wyzwaniem stojącym na drodze do neutralności klimatycznej jest pokonanie problemów technologicznych. Jednym z najważniejszych problemów jest brak możliwości produkcji prądu jedynie z wiatru i słońca ze względu na niestabilny profil produkcji energii wynikający ze zmiennych warunków atmosferycznych. Ponadto często w środowiskach Zielonych postuluje się odrzucenie atomu, co utrudnia realizację klimatycznych celów.

7. Powiązanie polityki klimatycznej UE z polityką innych regionów

Zielony konserwatyzm nie kwestionuje roli UE jako lidera w procesie dojścia do neutralności klimatycznej. Jednocześnie podkreśla konieczność odnoszenia tempa redukcji emisji CO2 w Europie do redukcji w innych państwach. Trzeba pamiętać, że chodzi o redukcje realne, a nie deklarowane na kolejnych COP-ach. Jest to potrzebne, aby uniknąć zjawiska przesadnego ponoszenia kosztów przez region generujący poniżej 10% światowych emisji gazów cieplarnianych. Przesadne ambicje UE bez odpowiedniej dyplomacji klimatycznej i polityki wewnętrznej mogą spowodować, że emisja CO2 będzie masowo podlegać eksportowi poza Europę w wyniku przeniesienia przemysłu do państw o niższych kosztach.

8. Asertywna walka o narodowe interesy w UE zamiast uległości

Troska o klimat nie znosi interesów narodowych i zabiegów poszczególnych państw o minimalizację wysiłku transformacyjnego. Polityka ta nie powinna być traktowana szczególnie przez państwa regionu EŚW jako pazerna i wstydliwa prośba o wsparcie dla krnąbrnych, ale eksponowana zarówno na forum unijnym, jak i w debacie krajowej jako zwiększająca akceptację społeczną i tym samym optymalizująca zarządzanie najpoważniejszym ryzykiem procesu.

9. Dialogiczność zamiast wykluczenia wobec sceptyków

Między mainstreamowym ekologizmem a denializmem klimatycznym istnieje duża przestrzeń. Nie ma powodów, żeby wobec sceptyków stosować metodę wykluczenia z debaty, co jest niestety często stosowaną praktyką. Uznanie wpływu człowieka na globalne ocieplenie i potrzeby przeciwdziałania mu nie znosi wielu pytań i wątpliwości, które warto stawiać. Nawiązywanie dialogu ze sceptykami to także polityczna roztropność.

10. Ekologia to nie wszystko

Wreszcie, zielony konserwatyzm dostrzega dużą dysproporcję w patrzeniu na problemy publiczne: tak polskie, jak i globalne. Coraz bardziej popularna staje się tendencja do podporządkowywania wszystkich problemów pod zagadnienie globalnego ocieplenia czy, szerzej, agendy środowiskowej. Tymczasem mnogość problemów, z jakimi musimy się mierzyć, nie pozwala nam na absolutyzację jednego wyzwania. Mimo doniosłości wyzwań klimatycznych nie jesteśmy w stanie przeznaczyć całej energii i zasobów na ratowanie klimatu, szczególnie w państwach mających wciąż wiele dużych modernizacyjnych zaległości.

***

Choć wskazany protokół ekologicznej rozbieżności między zielonym konserwatyzmem z zielonym mainstreamem nie jest błahy, to różnice nie są niemożliwe do przeskoczenia. Szczera debata i uwzględnienie postulatów zielonych konserwatystów może stanowić szansę na przyciągnięcie choćby części środowisk prawicy, które dziś czują, że znajdują się poza dyskursem.

Szukanie nieoczywistych sojuszników jest dziś politycznie konieczne, bo poparcie dla EZŁ staje się coraz bardziej kruche. Unijny zielony mainstream nie ma dziś komfortu realizacji projektu na własnych zasadach. A przecież należy pamiętać, że jest to projekt nie na lata, ale dekady. EZŁ to maraton, który dopiero rozpoczęliśmy. Dobre rozłożenie sił jest więc kluczowe w sytuacji, w której meta jest na tyle odległa, że sprintem tam nie dobiegniemy.

Angielska wersja artykułu dostępna tutaj.

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Polska z Natury, która należy do sieci Our Common Home.