Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

„Moje królestwo nie jest z tego świata”. Putin, wojna i triumf Chrystusa nad śmiercią

„Moje królestwo nie jest z tego świata”. Putin, wojna i triumf Chrystusa nad śmiercią Szymon Czechowicz, Zmartwychwstanie, wikimedia commons

Od 24 lutego większość z nas, mniej lub bardziej intensywnie, żyje wojną w Ukrainie. Pod powierzchnią zewnętrznych reakcji na to wydarzenie skrywają się nasze lęki, złości, nadzieje i oczekiwania. Jednocześnie życie toczy się swoim stałym, cyklicznym kalendarzowym torem. Jednym z jego elementów są święta Wielkanocy. Przypuszczam, że odczytanie symboliki wielkanocnej w kontekście obecnie toczącej się wojny dla wielu będzie skandaliczne, niezrozumiałe i najzwyczajniej w świecie naiwne. Jednak obecność tych najważniejszych świąt chrześcijańskich w naszej kulturze jest wciąż faktem. Dlatego warto dokonać chociaż próby rekonstrukcji ich treści w obecnym kontekście.

Wojna, lęki i strachy

Rosyjska agresja na Ukrainę jest w świadomości wielu ludzi datą przełomową. Falsyfikacja tezy o końcu historii, koniec rosyjskiego imperializmu, szansa na nową europejską solidarność, powrót polskiego misjonizmu pod nieco zmienionym sztandarem „przedmurza Europy” – te hasła odmieniane są przez wszystkie przypadki w mniej lub bardziej zaawansowanych rozważaniach intelektualistów.

Dla wielu z nas obecna wojna jest też czasem doświadczania całej gamy różnorakich lęków ujawniających się pod postacią kompulsywnie nawracających pytań: Czy kolejnym celem agresji będzie Polska? Co stanie się z moimi bliskimi? Czy czeka nas nagła śmierć? Perspektywa potencjalnego użycia przez Rosję broni jądrowej i budzące grozę hasło „III wojny światowej” , rosnąca inflacja, pojawiające się pytanie o ewentualne problemy związane z integracją uchodźców przybywających ze znękanej wojną Ukrainy – to obawy obecnego czasu, którym albo pozwalamy nękać naszą świadomość, albo wypieramy je do nieświadomości.

Niezależnie od tego, jak bardzo niskie byłoby prawdopodobieństwo zrealizowania się najczarniejszych scenariuszy, to z obecnie trwającą wojną na Wschodzie wiąże się realnie doświadczany lęk, niepewność, a także wizja ewentualnej, przedwczesnej i niespodziewanej śmierci. Pandemia COVID-19 ukazała na nowo śmierć jako realną możliwość, której nie da się w prosty sposób kontrolować cywilizacyjnymi osiągnięciami. Wojna tę świadomość brutalnie pogłębiła. Powróciło poczucie niepewności, nieprzewidywalności i kruchości ludzkiego losu.

Kontekst przygodnego wydarzenia, jakim jest ta konkretna wojna, wpisuje się w rytmiczny cykl kalendarza. Jednym z jego stałych punktów jest Wielkanoc – święto Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Według chrześcijan prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka. Symbolika tego święta może być dziś dla wielu niezrozumiała bądź niezdolna do wniesienia czegokolwiek do konkretu doświadczenia życiowego poszczególnego człowieka. Dla wielu zaś będzie po prostu skandaliczna, eskapistyczna bądź skrajnie naiwna.

Treść Wielkanocy może być dziś odczytywana na różne sposoby. Odczytanie jej na sposób sekularny ukazuje Wielkanoc jako symbol życia, witalności i radości z powrotu przyrody do życia po chwilowym obumarciu, w której człowiek może uczestniczyć. Można czytać ją jako rytuał umożliwiający celebrację wspólnoty rodzinnej. Ludzie wierzący z kolei mogą ją czytać w sposób czysto duchowy jako wyrwanie się z naszej obciążonej trudami i cierpieniami codzienności i chwilowe dotknięcie wieczności – obudzenie w sobie tęsknoty za rajem, który czeka na nas po śmierci.

Jednak sens duchowy Wielkanocy nie zamyka się w egzystencji poszczególnego człowieka. Triduum Paschalne, co postaram się pokazać, będące uobecnieniem tego, co się wydarzyło 2000 lat temu, można przeczytać przez pryzmat sytuacji historycznej i politycznej. Rytuały zakodowane w Triduum Paschalnym mogą być kluczem interpretacyjnym naszej obecnej sytuacji społecznej i politycznej, który twórczo nadaje sens temu, co na pierwszy rzut oka wydaje się bezsensowne. To zaś, czego obecnie doświadczamy, pomaga nam zrozumieć sens wydarzeń sprzed 2000 lat.

Nie chcę jednak nikogo łudzić. Zrozumienie, które chce przedstawić, jest warunkowane wiarą bądź niewiarą w to, co święta wielkanocne komunikują. Dla niewierzących moja wykładnia będzie prawdopodobnie bądź ciekawą eksplikacją pewnego faktu kulturowego, jakim jest religia i związany z nią rytuał, bądź świadectwem skandalicznej, głupiej i naiwnej wizji świata, niestosowalnej do często brutalnej rzeczywistości .

 Wielkanocna interpretacja teraźniejszości

  1. Falsyfikacja tezy o końcu historii

Wizja końca historii i świata bez wojen została 24 lutego brutalnie sfalsyfikowana. Rosja- kraj, któremu nie dane było partycypować w szczęściu, jakie stało się udziałem Europy Zachodniej, zwłaszcza po zakończeniu zimnej wojny, złamał stabilne poczucie, że II Wojna Światowa była dla ludzkości ostateczną lekcją pokory. Wraz z rosyjską agresją na Ukrainę Europa Zachodnia utraciła komfort, z jakim w poczuciu swobody i bezpieczeństwa mogła skupiać się na, co chcę podkreślić, bardzo ważnych i istotnych problemach dzisiejszego świata: katastrofie klimatycznej, walce z głodem czy usuwaniu różnego rodzaju nierówności społecznych. Powrócił znów realnie problem konfliktu militarnego – zwiastun regresu cywilizacyjnego, powrót do czasów, do których nikt z nas nie chce wracać.

Liturgia Triduum Paschalnego jako wspomnienie zbawczego wydarzenia Chrystusa jest umiejscowiona w kontekście obecności w świecie zła. Całe dzieło Chrystusa komunikowane w wielkanocnym rytuale jest związane właśnie z tym problemem. Przez całą historię ludzkości podejmowano próby wprowadzania idealnego ustroju społecznego. Od Platona przez Marxa aż po dzień dzisiejszy snuje się wizje różnych odmian czegoś co można symbolicznie nazwać Civitas Dei – rajem na ziemi, realizacją doskonałego i niewzruszalnego ładu.

Historia jest świadkiem porażki wszelkich dotychczasowych  prób urzeczywistnienia tego typu wizji. Komunizm, który miał zlikwidować skutki grzechu pierworodnego w postaci chciwości i kainowej „walki klas”, paradoksalnie wprowadził despotyzm na nieznaną w historii skalę. Obecnie zaś europejska wizja polityczności zostaje naruszona przez barbarzyńskie zło do tego stopnia, że nie da się przywrócić stanu sprzed zwykłymi środkami czasu pokoju. Siła wzajemnych stosunków gospodarczych i traktatów pokojowych, dzięki którym nigdy już nie mieliśmy widzieć wojny, zgasła jak zdmuchnięty płomień świecy.

Celebrowane w Wielki Piątek wspomnienie ukrzyżowania Chrystusa jest świadectwem bankructwa człowieka wobec prób usunięcia zła ze świata. Śmierć Boga na krzyżu jest znakiem bezsilności człowieka wobec zła. Tego zła nie było w stanie usunąć ani prawo rzymskie ani starotestamentalny judaizm, ani komunizm, ani powojenny ład. Zło jest, było i będzie obecne w świecie. To, co się teraz dzieje jest bolesną terapią leczenia z naiwności.

Oczywiście nie chodzi o to by w związku z tym uciec w bierność – trzeba robić wszystko, by budować społeczeństwo jak najlepsze z możliwych, dążyć do pokoju i ograniczać przemoc i zło w świecie, wspierać i bronić Ukrainę, toczyć wojnę sprawiedliwą w celu obalenia tych, którzy nie respektują podstawowych praw człowieka. Prawdą jest jednak to, że ludzie tacy jak Putin, byli, są i niestety będą. Co więcej, Wielkanoc przypomina nam, że zdolność do czynienia naprawdę dużego zła jest w każdym z nas. Zło jest nieodłączną częścią znanej nam rzeczywistości. Im szybciej uwzględnimy je jako ważny element w inwentarzu naszego świata, tym mądrzejsi będziemy, gdy przyjdzie się nam z nim mierzyć. Pokój i dobrobyt jest kruchy. Mając tego świadomość, trudniej będzie nas zaskoczyć.

  1. „Zaiste konieczny był grzech Adama”

Te słowa odśpiewywane są w uroczystym hymnie „Exsultet” w trakcie celebrowanej w sobotę wieczorem liturgii „Wigilii Paschalnej”. Odnoszą się one do winy biblijnego Adama, który przez swoje nieposłuszeństwo Bogu miał sprowadzić na świat zło: śmierć, ból, przemoc etc. Dochodzimy tutaj do jednej z najtrudniejszych do strawienia prawd chrześcijaństwa: wiary w opatrzność, że największe zło, zbrodnie, ludobójstwa ostatecznie znajdą swoje rozwiązanie, a nawet mogą zostać zamienione w jeszcze większe dobro. To przeciw tej prawdzie chrześcijaństwa buntował się Iwan Karamazow, bohater słynnej powieści Dostojewskiego, nie zgadzając się na zbawienie ze względu na cierpienie niewinnych małych dzieci.

Przeciw temu poglądowi świadczy misterium Wielkanocy, zgodnie z którym wydarzenia historyczne, które mogą jawić się jako bezsensowne i tragiczne, mają swój ostateczny sens, choć ten sens jest często niepoznawalny. Wyżej przytoczony fragment hymnu Exsultet stwierdza, że gdyby nie grzech Adama, który sprowadził na świat zło i cierpienie, niepotrzebne byłoby zbawienie, które – w imaginarium chrześcijańskim – nie jest po prostu powrotem do pierwotnego stanu niewinności. Jest wywyższeniem człowieka do udziału w Boskiej naturze.

Jeśli możesz przekaż nam 1% podatku. Nasz numer KRS: 0000128315.
Wspierasz podatkiem inny cel? Przekaż nam darowiznę tutaj!

Wobec wojny, niepewności materialnej, destabilizacji gospodarki, galopującej inflacji, jest to przekaz mówiący, że trudne doświadczenia nie mają ostatniego słowa. Wszystko co złe ostatecznie przemija. Niektórzy mogliby powiedzieć, że tego typu „hasełka” to „opium dla ludu”, ucieczka przed bolesną rzeczywistością, coś absolutnie skandalicznego i obrażającego tych, którzy są teraz zabijani na Ukrainie.

Jak zauważył jednak Viktor Frankl, więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, tego typu nadzieja, nadanie sensu i celowości swojemu cierpieniu jest jednym z najmocniejszych źródeł siły do godnego zrealizowania swojego życia, swojej osobowości. Człowiek nie jest w stanie żyć bez sensu. To właśnie ta „naiwna nadzieja” pozwoliła Franklowi przeżyć piekło Auschwitz i stała się inspiracją dla nurtu psychoterapeutycznego zwanego logoterapią – leczenia nerwic przez nadanie swemu życiu sensu. W tym ujęciu to sens staje się rozwiązaniem wobec doświadczenia cierpienia.

Liturgia Triduum prowadzi nas do postawy egzystencjalnej, która nakazuje nam, abyśmy wobec największego zła spoglądali w przyszłość, oczekując dobra. Nie chodzi więc o racjonalizację zła, jasne podanie jego przyczyn i możliwych skutków, lecz o wybranie pewnej postawy, która być może jest najskuteczniejsza i najsensowniejsza wobec tego, czego i tak zmienić nie możemy.

Nie mamy wpływu na to, czy Putin naciśnie „czerwony guzik”, czy światowa gospodarka ulegnie kolapsowi, ani czy Francuzi ostatecznie wyłamią się z europejskiej solidarności. Możemy jednak patrzeć z nadzieją w przyszłość, uznając, że wszystko, co się dzieje ma sens, choć może być on dla nas nieznany. Taka postawa chroni przed kapitulacją wobec trudności i daje siły do działania.

  1. Zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią

Powyższe hasło jest esencją liturgii Triduum Paschalnego. Przez trzy dni celebracji liturgicznej główną treścią, słów, symboli i działań rytualnych jest ogłoszenie przesłania, które niesie ze sobą konkretne wydarzenie sprzed 2000 lat temu – Jezus z Nazaretu, zwany Chrystusem, podający się za Syna Bożego, dobrowolnie wchodzi w dwa prawdopodobnie największe lęki człowieka: lęk przed cierpieniem i lęk przed śmiercią.

Doświadcza w sobie tych dwóch zjawisk, a mimo to zmartwychwstaje pokazując, że nie są one czymś ostatecznym. Skąd bierze odwagę, by dobrowolnie wejść w to doświadczenie? Z doświadczenia miłości Ojca, który jest dawcą Życia. Może oddać swoje życie właśnie dlatego, że ma świadomość, że nikt tego życia mu nie może odebrać, bo jego życie jest wieczne i nie wyczerpuje się w biologii.

Lęki, których doświadczamy od czasu pandemii Covid 19 oraz w związku z obecnie trwającą wojną, wynikają z charakterystyki naszego biologicznego życia. Naturalnym odruchem jest chęć jego zachowania i przedłużenia. Chcemy żyć i lęk przed śmiercią jest czymś dla nas naturalnym.

Jednak ten lęk jest jednocześnie źródłem zła, wojen i konfliktów. Prowadzi on do polityki prowadzonej na trzy możliwe sposoby: dominacji, podporządkowania bądź ucieczki. Obecnie możemy obserwować na arenie międzynarodowej naturalne konsekwencje tej potrójnej logiki, pod którą kryje się to, co Max Horkheimer nazwał walką o samozachowanie, zaś kijowski patriarcha Onufry – „zbrodnią Kainową”.

Chrystus zwyciężając śmierć, przezwycięża tę potrójną logikę. Liturgia Wigilii Paschalnej, wraz z rytuałem odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych przepowiada, że przez chrzest człowiek zyskuje uczestnictwo w życiu Boga, którego nikt (oprócz wolnej decyzji człowieka) nie jest mu w stanie odebrać. Utrata życia biologicznego nie unicestwia osoby. Umierając, nie tracę życia. Wiara w zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią jest tą treścią chrześcijańskiego orędzia, której nie da się zsekularyzować, prosto przełożyć na język areligijny, jak tego chciał Jurgen Habermas.

Treść świąt wielkanocnych umożliwia przyjęcie postawy egzystencjalnej, w której nawet największe zagrożenie biologicznego życia nie upadla człowieka. Nowina o zwycięstwie nad śmiercią rodzi męczenników i bohaterów wojennych. Uwalnia od nadmiernego zatroskania nad rzeczami, nad którymi nie mamy kontroli. Taka postawa egzystencjalna umożliwia wyjście jednostek poza stosunki oparte na podporządkowaniu i dominacji.

Skoro uczestniczę w Życiu Wiecznym, to nie muszę już bać się drugiego człowieka, dominować go bądź się podporządkowywać. Mogę być wolny nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach. To jest doświadczenie Viktora Frankla w Aushwitz, to jest doświadczenie także Maksymiliana Marii Kolbego oddającego swoje życia za Franciszka Gajowniczka. To może być także nasze doświadczenie na wielu różnych poziomach. W takiej postawie łatwiej znieść wydarzenia naszej codzienności: od inflacji przez ryzyko przyjęcia pod swój dach uchodźców aż po stanięcie twarzą w twarz ze śmiercią.

***

Orędzie wielkanocne nie oznacza bierności czy hurraoptymizmu. Trzeba zrobić wszystko, by powstrzymać Putina, zjednoczyć Europę, czy rozwiązywać problemy gospodarcze i społeczne. Wnosi jednak zupełnie nową jakość rozwiązywania tych problemów – to wolność od lęków, złości i tego wszystkiego, co sprawia, że życie staje się cięższe, niż jest to konieczne. Wyzwala od pretensji i urazy wobec nieidealności świata. Daje akceptację, która może być początkiem mądrej i rozsądnej zmiany. Daje w końcu odwagę by przeciwstawić się mężnie złu. Wielkanoc w warstwie symbolicznej mówi nam, ze ostatnie słowo nie należy do Władimira Władimirowicza Putina.

Przypomina też, że ostateczny koniec historii, w którym „wilk zamieszka wraz z barankiem, a pantera z koźlęciem razem leżeć będą”(Iz 11, 6a) i gdzie „ni żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie”(Ap 21,4b), jest możliwy tylko po powtórnym przyjściu Chrystusa. W to wierzą chrześcijanie. I paradoksem( domyślam się, że dla wielu niezrozumiałym) jest to, że ta prawda nie prowadzi do eskapizmu. Jest wręcz przeciwnie – ta świadomość wyzwala z lęku i pozwala skuteczniej i odważniej zaangażować się w budowaniu lepszego świata.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.